Komiksy · Filmy · Gry · Anime · Manga · Muzyka · Książki · TV · Wywiady · Warszawa

Spider-man: Web of Shadows (PC)


gry · komentarzy 10

Go get'em, Tiger!
Gdy znajomy dowiedział się, że gram ostatnio w „Web of Shadows”, zapytał: „Gra ze Spider-manem? Latasz na sieci i łapiesz bandytów?”. Faktycznie schemat jest prosty: bujasz się i bijesz się. Tylko tyle, lecz dla fana Pajęczaka: aż tyle. Zaryzykowałem kupno mimo niezbyt przychylnych ocen i nie żałuję.

Pierwszy minus, tuż po uruchomieniu – gra nie rozpoznaje mojego pada. Szybkie googlanie – aha, nie rozpoznaje żadnego, poza X-boksowym.. „Games for Windows” – dobre sobie. Uratował mnie program Xpadder, który pozwala przypisać przyciskom pada dowolne klawisze klawiatury. Gra zaczęła zauważać mój kontroler, a ja mogę napisać WSAD ruszając gałką. Drugi minus – Treyarch / Shaba Games nie popisały się przy optymalizowaniu wersji PC. Gra potrafi bez żadnego powodu zwolnić z 50-60 klatek do 1-3, fundując nam kilkusekundowy pokaz slajdów. Nie ma znaczenia konfiguracja komputera (grałem na niesłabym C2D 2,2MHz, 3GB RAM, Radeon 3870 512 MB), dzieje się tak nawet przy zmniejszonej rozdzielczości, a patch 1.1 też niewiele pomaga. Jeśli jednak zaciśniemy zęby, to da się przeżyć i odkryć uroki przygód Spider-mana.

Jak nie Sępy i Pająki, to Rosomaki... Istna menażeria

Jak na grę zręcznościową, „Web of Shadows” ma całkiem rozbudowaną warstwę fabularną. Zaczynamy w niemalże postapokaliptycznym Nowym Jorku, gdzie na ulicach oddziały S.H.I.E.L.D. walczą z venomopodobnymi stworami. Po krótkim tutorialu akcja cofa się cztery dni wstecz, do walki z Venomem, w trakcie której Spidey zostaje zainfekowany przez symbiont i otrzymuje swój sławetny czarny kostium. Wkrótce potem podobna przypadłość spotka mieszkańców całego miasta – Venom przygotował diaboliczny plan, by zalać Nowy Jork inwazją swojego potomstwa. Oczywiście Pajęczak nie zamierza do tego dopuścić. Nie jest na szczęście sam – oprócz wspomnianego S.H.I.E.L.D. w walce wspiera nas Wolverine. Fani Rosomaka docenią, że postać ma dobrze znany z filmów animowanych niski chrapliwy głos, którego użyczył Steve Blum. Poza Wolviem spotkamy całą galerię superherosów i złoczyńców. Będzie okazja wspomóc Luke’a Cage’a w walce z gangami, stoczyć powietrzny pojedynek z Vulturem i ujeżdżać Rhino, a nawet korzystać z pomocy Naprawdę Wielkiego Złego. Oczywiście Venom też jeszcze nie raz stanie nam na drodze. Fabuła nie obfituje w zaskakujące zwroty akcji, ale jest na tyle sprawnie skonstruowana, by zainteresować osoby mniej obeznane z komiksem i uzasadnić nasze bieganie po mieście. Fani Marvela na pewno poczują się jak w domu – w grze poutykano rozmaite smaczki i nawiązania do wydarzeń z komiksowego uniwersum. Dodatkowo w kilku momentach pozostawiono nam decyzję o biegu wydarzeń – dostajemy prosty wybór między dobrem a złem. Choć przeszedłem już grę jako wzorowy czerwony Spidey, to nie mogę się doczekać grania symbiontem i dokonywania „złych” wyborów. Jednak osoby, dla których mniej istotna jest fabuła i nawiązania do komiksu raczej nieprędko zagrają drugi raz – większość zadań pozostaje identyczna. A zaledwie trzy miejsca na save – spadek po wersji konsolowej – nie umożliwiają sprawdzenia wszystkich opcji na bieżąco.

Łiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiii!

Oczywiście nie trzeba bez przerwy gonić za fabułą. Miasto leży nam u stóp (dosłownie), a w nim czeka mnóstwo zajęć dla superbohatera. Misje poboczne zlecają napotkane postacie lub znajdujemy je sami – wypatrując z wieżowców albo podążając za znacznikami na mapie, na wzór serii GTA. Zadania zazwyczaj sprowadzają się do pokonania określonej liczby wrogów. czasem musimy uratować cywila, co i tak wiąże się z wywalczeniem sobie drogi do niego. Ocaloną osobę należy dostarczyć w bezpieczne miejsce, nierzadko dopinguje nas umykający czas. Po zaliczeniu jednego poziomu danego zadania, wskakujemy na następny, gdzie trzeba zrobić dokładnie to samo, ale więcej razy. Brzmi to monotonnie i faktycznie, po jakimś czasie takie się staje – sam wymiękłem, gdy dostałem od Black Widow zlecenie na 500 symbiontów. Z drugiej strony widok Pająka szybującego na sieci z człowiekiem na ramieniu jest jakby żywcem wyjęty z komiksu. Jeśli zawsze chcieliście się poczuć herosem, to tu macie taką okazję. Jeśli lubicie zaliczać gry od A do Z, jak piszący te słowa, to nieźle się namachacie, co wcale nie musi być wadą. W zwalczaniu nudy pomaga różna otoczka jaką mają zadania – czasem szukamy przeciwników określonego typu, czasem tylko pomagamy jakiemuś bohaterowi, np. oddziałom S.H.I.E.L.D. w ewakuacji ludności, chroniąc transportery przed atakami. Można się niemalże poczuć jak bohater historii przez duże H, chociaż wrażeń na miarę „Call of Duty” się nie spodziewajcie. Nie da się ukryć – ta gra to tylko zręcznościowa nawalanka. Na szczęście walka została zrobiona z pomysłem i to ona winduje ocenę pod same czubki wieżowców Nowego Jorku.

webofshadows4.jpg

Jak już wspomniałem zakażenie symbiontem ma też wymiar praktyczny. Spider-man może w czasie walki swobodnie przełączać się między czarnym, a czerwonym strojem. Symbiont umożliwia zadawanie bardzo potężnych ciosów, rzucanie samochodami i atakowanie mackami. W klasycznym kostiumie Spidey szybciej zadaje ciosy i zwinniej się porusza oraz strzela nabojami z sieci. Ciekawostką są różne reakcje cywilów – wskakując w tłum w czerwieni usłyszymy wiwaty, ale wystarczy zmienić strój, by ludzie uciekli w panice. Jednak gdy częściej walczymy jako symbiont, wskaźnik charakteru przesuwa się na ciemną stronę mocy i przechodnie zmykają na nasz widok, niezależnie od barw jakie aktualnie nosimy. Obydwa kostiumy można rozwijać, zamieniając punkty doświadczenia na nowe umiejętności. Ten erpegowy element mógłby motywować do wykonywania misji pobocznych, ale niestety rozwijanie postaci odbywa się równolegle z postępami fabuły, więc punktów doświadczenia i tak mamy zawsze nadmiar. Zdobyte ataki można ze sobą łączyć, tworząc kombosy z setkami uderzeń. Producenci chwalili się przed premierą, że udało im się połączyć w jedno sekwencje szybowania na sieci oraz walki na ziemi i w powietrzu. Rzeczywiście – potyczki w tej grze to czysty miód, a to, co możemy zrobić z przeciwnikiem, przyprawia o zawrót głowy i sprawia, że setki wrogów pokonuje się niejako mimochodem, przy podziwianiu akrobatycznych zdolności Pajęczaka. Przykładowo: lecąc na sieci wymierzamy oponentowi kopniaka, co wyrzuca go w powietrze, tam przyciągamy ofiarę pajęczyną, obrywa o nas jeszcze parę razy i z hukiem uderza o ziemię. Ewentualnie ciosem podbródkowym podrzucamy wroga w górę, skaczemy za nim wykonując kombo w powietrzu, po czym oblepionego siecią ciskamy na ścianę, gdzie możemy go jeszcze doprawić. Walka błyskawicznie przenosi się z dachów na ściany, a stamtąd na ziemię. Po drodze zniszczona zostaje większość drobnych elementów otoczenia, nie da się niestety demolować budynków. Sterowanie za pomocą pada jest tak banalnie proste i intuicyjne, że nawet nie próbowałem używać klawiatury. Nie ma mowy o szybkim bezmyślnym naparzaniu przycisków – wystarczy wyczuć moment i wcisnąć przycisk. Po 15 minutach z grą jesteśmy w stanie płynnie łączyć ciosy i tworzyć kombinacje jakie widzieliśmy w filmach i jakich nie powstydziłby się prawdziwy Spider-man. Walki z bossami obfitują w dodatkowe urozmaicenia – np. w czasie potyczki z Wolverinem, ten próbuje wykryć, czy to Peter Parker kryje się pod czarną maską. Dodatkowo można wezwać na pomoc spotkanych wcześniej herosów. Ci walczą u naszego boku przez chwilę, dopóki utrzymujemy naładowany pasek mocy specjalnej – można nawet wskazać im cel ataku. Szkoda, że nie rozbudowano bardziej sterowania innymi herosami. Ale w końcu to „Spider-man”, nie „Freedom Force”.

Wszystkie wymienione elementy tworzą takie kółeczko, perpetuum mobile, które wciąga gracza niemiłosiernie. Przechodzimy misję fabularną, zdobywamy nowe zdolności, testujemy je walcząc z pobocznymi wrogami, potem znów popychamy fabułę do przodu, by zdobyć nowe umiejętności itd. Fan Pajęczaka będzie, jak ja, upajał się spektakularnością walk i możliwością zabawy w bohatera. Normalny gracz też może bawić się całkiem solidnie przy głównym wątku fabularnym, pomijając co nudniejsze misje poboczne. Pozostaje jedynie kwestia ceny, która potrafi przekroczyć 100 zł – to dużo za grę tego typu. Wróżę „Spider-manowi” wielką karierę na wyprzedażach. Ale jeśli macie zagrać w jedną grę z Pajęczakiem, to niech to będzie „Web of Shadows”. Dla systemu walki.

gry

komentarzy 10

  • Drugi akapit tego tekstu przypomniał mi, czemu już nie mam peceta do grania tylko konsole :)

  • so true. z drugiej strony pykając tylko na konsoli z tytułów pokroju WOS zwyczajnie rezygnuję, bo nie mam ochoty bulić półtorej stówki żeby sprawdzić do jakiego stopnia zgodzę się z recenzentem, a do jakiego nie.

  • Muszę przyznać, że mnie zachęciłeś, będzie trzeba sobie sprawić w jakimś czasie :)

  • Graliscie w WoS na PSP moze? :)))

  • damn! muszę sobie zafundowac konsolę.

  • Bele: ta gra właśnie jest na peceta, więc może Twój nowy sprzęt to pociągnie.

  • @gonz – dlatego upolowałem tę grę za 3 dychy na allegro… Zręcznościówka to max 5 dych u mnie. Za inne do 100. Powyżej 100 kupuję rzadko.

    Bele, WOS jest m.in. na peceta…

  • Konsola ma dodatkowy plus, że gry na nią można wymieniać. Kosztuje to jakieś 30 pln, ale jak gra nie podejdzie to nie ma problemu.

  • Wróżę jej karierę na moim kompie … po wyprzedażach :-)

    A teraz wracam do rozkminiania crafting modów do obliviona.

  • O dziwo gry na PC też można wymienić – np. na giełdzie w Warszawie. O ile nie wymagały rejestracji, steama czy innego antypirackiego badziewia. -_-

Dodaj komentarz