Komiksy · Filmy · Gry · Anime · Manga · Muzyka · Książki · TV · Wywiady · Warszawa

Darkness (wg Ennisa)


papier · komentarzy 38

Darkness
Niniejszym wpisem inauguruję nowy cykl na Motywie Drogi: „Ennis Invasion”, poświęcony oczywiście Garthowi Ennisowi. Pojawią się w nim recenzje komiksów „kolesia od Kaznodziei”, które ukazały się w Polsce. Będą zarówno te, które budują jego legendę, jak i takie, o których lepiej zapomnieć. Kolejne odcinki „Ennis Invasion” powinny pojawiać się raz w tygodniu…
Tak, pomysł na logo zajumaliśmy Marvelowi.


Darkness to postać wykreowana dla wydawnictwa TopCow w 1996 roku. Seria powstawała więc równolegle z publikowanym od 1995 r. „Kaznodzieją” i niestety ma zauważalne piętno piętno robótki na boku. Garth Ennis napisał tylko kilka odcinków pierwszej serii, m.in. zeszyty #1-6, zgromadzone w trejdzie „Coming of Age”. Tę historię, zebraną dla odmiany w 3 zeszytach, opublikowało w Polsce w 2003 roku wydawnictwo Mandragora. Warto dodać, że chyba wiele oczekiwali po tej serii – zeszyty miały sztywne okładki, kredowy papier i astronomiczną, jak na zeszyt, cenę – 14,5 zł. Ciekawe, że po zakończeniu historii autorstwa Ennisa ilość stron spadła z 52 do 24, a cena niemalże o połowę… Wyszło jeszcze 6 zeszytów i serię przerwano.

Garth Ennis jest raczej znany ze swojego nietypowego podejścia do bohaterów. Nawet jeśli kreuje superherosa, to nietypowego. Każda jego postać jest na swój sposób antybohaterem, ma jakieś ułomności, płaci cenę za posiadanie mocy, a do tego często jest po prostu draniem (ew. suką). Nie demonizując – ma zwykłe ludzkie słabości. Główny bohater „Darkness”, Jackie Estacado, nie jest wyjątkiem. Wyrastał w sierocińcu, z którego wyciągnął go Frankie Franchetti – ojciec chrzestny mafii. Jackie szybko awansował w hierarchii, aż został osobistym cynglem samego Dona, któremu jest bezgranicznie oddany. Młody Estacado to skupiony na sobie zimny drań, lekkoduch nie martwiący się o jutro. Lubuje się w przemocy, a oprócz mordowania wrogów rozrywa się zaliczaniem kolejnych panienek. Jednak w wieku 21 lat Jackie odkrywa, że jest posiadaczem – a może raczej nosicielem – Darkness, pradawnej mocy, która przypomina skrzyżowanie kostiumu Venoma z farmą Gremlinów. Chciałoby się napisać: „I tego dnia, jego życie zmienia się diametralnie”, ale nie napiszę, bo wcale tak się nie dzieje. Wraz z przebudzeniem się Darkness, Jackiem zaczyna interesować się tajemnicze bractwo jej czcicieli oraz pewna anielica, której nie na rękę jest nowy nosiciel. Nie biorą pod uwagę, że Jackie nie ma zamiaru zostać jakimś mesjaszem, ani dać sobie odciąć głowy ognistym mieczem. A zdobytą Darkness zamierza wykorzystać głównie do własnych celów. Dopiero z czasem zrozumie, że moc ma pewne ograniczenia, w tym jedno dość bolesne dla młodego gniewnego samca: posiadacz Darkness musi zachować celibat…

Gremlins 2,5

Wygląda to jak zaczątek historii gangsterskiej, z udziałem sił metafizycznych – czyli ulubionym wątkiem Gartha Ennisa. Jackie Estacado ma jednak tę wadę, że ciężko przejąć się jego losem – w tych sześciu zeszytach jawi nam się jako dość płaska postać. Jak był draniem i egoistą, tak nim pozostał. Bezrefleksyjnie rozprawia się z przeciwnikami, nie zastanawia się nad istotą Darkness i ewentualnymi konsekwencjami. W końcówce opowieści zapłaci za to wysoką cenę, ale nie czułem się przekonany, że to coś w nim zmieni. Może, gdyby dano Ennisowi pisać następne zeszyty, zadbałby o konsekwentny rozwój postaci. Komiks naładowany jest akcją, trup ściele się gęsto i krwawo. Nie brak tu charakterystycznego dla Ennisa humoru związanego z organami płciowymi i naprawdę brutalną przemocą, do czego lepiej się jego komiksach przyzwyczaić. Lektura przebiega sprawnie, jak oglądanie filmu. Ale tak jak w średnim filmie – tak i tu po zakończeniu trzech zeszytów nie ciekawiło mnie, co dalej stanie się z Jackiem. Ot, kolejny bohater o niejasnej moralności. Brakowało mi odrobinę rozwinięcia wątku możliwości i pochodzenia samej Darkness oraz jej oponentki Angelus. Rozumiem jednak, że to dopiero początek historii. Z kolei wyjaśnienia obecności czcicieli mroku, którym posiadacz Darkness ma umożliwić zdobycie władzy nad światem, nie kupuję w ogóle – ileż można czytać o kolejnej odmianie masonów… Również rysunki Marka Silvestri – przy okazji założyciela TopCow – nie wzbudzają zachwytu. Solidnie narysowany, w miarę realistyczny, amerykański mainstream, gdzie gangsterzy są brzydcy, a kobiety krągłe i nieco lalkowate. Jego styl odrobinkę skojarzył mi się z pierwszymi numerami „Spawn” Todda McFarlane. Z grafik najbardziej podobają mi się okładki – ilustrują ten tekścik.

Ciężko się pisze o takich seriach jak „Darkness”. Dobre komiksy można wychwalać, te złe zgnoić. A takie średniaki? Ennis nie wykazał się tu niczym specjalnym, jeśli czyta się „Darkness” po innych jego komiksach, to widać tu zbiór rozmaitych klisz i stałych patentów Może następne odsłony serii są lepsze – w Stanach trwa właśnie trzecia, której pierwszy i drugi numer można za darmo przeczytać w sieci. Nie dziwię się, że Mandragora szybko zrezygnowała z przygód Estacado… Ja czytałem te zeszyty dwa razy i tak naprawdę pamiętam tylko quentinowski dowcip z rozpuszczaniem ciał.

komentarzy 38

  • czytałem zeszyt, nie do końca bo wymiękłem. Nie wspominasz nic o crossoverach (a niektóre były niezłe, jak nie przez poziom, to chociaż przez towarzystwo) i o całkiem fajnej grze. inna rzecz że ennis to w tym paleców już chyba nie maczał.

  • Penis invasion.

  • O, gry nie znałem. Pewnie nie wyszła na PC…
    Tak jak sądziłem – tylko konsole.

    Crossoverami może się kiedyś zajmę, ale na razie jakoś mnie nie kupiła ta postać. Chociaż ten z Batmanem wygląda smakowicie. A te co pamiętam z TM-Semic (Wichtblade, Alien Predator) to straszna bieda była.

  • Abstrahując od Darknessa – ja spadłem z krzesła, jak zobaczyłem nowelkę Ennisa w miesięczniku „dla dzieci” – chodzi mi o Star Wars Komiks. :)

  • Dobrze, że dla dzieci dałeś w cudzysłów… :P

  • Kobiety w Darkness to jedne z ładniejszych rysowanych kobiet w komiksach które znam.

  • Jestem dziwką dla Gartha Ennisa. Paweł masz u mnie plus.
    „Darkness” mnie nie wciągnęło. Pseudo Macfarlane’owa kreska i fabuła pisana na kolanie. Można przeczytac dla relaksu, ale ponownie tego nie wezme. Nawet aby sobie przypomniec o co tam tak naprawdę chodziło.
    Z Ennisowych czekam na artykuł o „Pro” :D

  • Eeeej, Silvestriego do McFarlejna nie porównójcież na BOGA!

    Silvestri był mistrzem już w czasie gdy Todd rysował kartoflane nosy w DC.

  • Ten z Batmanem ma kilka fajnych chwil. Ze trzy w sumie. Poza tym jest penisowy. A Silvestri udowadnia jak dalece można postradać własny styl.

  • Silvestri był zajebisty gdy inkował go Dan Green. Mieli wspólny run w X-menach a później w Wolverinie (co to u nas w Essie wyszło). W runie Morrisona, gdzie inkował go Townsend tez było w pytonga.

  • Silvestri dobrze rysowal Logana zawsze… Co ja mowie, genialnie rysowal logana…
    postradac styl? ch*ja tam. Dobry jest kolo:P

  • Silvestri przyjacielem dzieci!

  • Czemu zaczynacie serię o boskim Ennisie od tego sromotnego kupska…?

  • „Każdy człowiek stawia najpierw dobre wino, a gdy się napiją, wówczas gorsze”. No to my na odwrót!

  • DeBe: jakby był taki boski, toby nie popełniał kupsk hehe

  • konradh: Dobra kupa nie jest zła :D

  • Miałem r.sienickiemu odpisać, że Ennis w Polsce wychodzi na dziwkę, bo nie raz daje dupy…
    Debe, zaczęliśmy specjalnie od słabszych rzeczy, żeby ludzie wiedzieli, że nie każdego Ennisa warto czytać… A to i tak nie jest najgorsze – najgorsze będzie w przyszłym tygodniu.

  • Ghost rider?

  • Fury? That jackass? Raz biały, raz czarny… Brakuje jeszcze Niko Furyata-sana oraz Ni Ko Fury z Pekinu. No come on. To juz wolałem takie pomieszanie związane z historią Wolverine’a…

  • Ghost Rider albo Dicks (to jest dopiero chore) ^^

  • Dicks to akurat u nas nie wyszło.
    A ja mam dużo innych ennisowych rzeczy: Heartland, Troubled souls, Goddess, True Faith, Adventures in the rifle brigade, Pride&Joy, hm… 303, Enemy Ace, War Stories.

    No ze mnie w swoim czasie był uberfan Ennisa, bezkrytyczny itd. O większości wymienionych powyżej rzeczy nie chciałoby mi się pewnie dziś pisać. War stories nie przeczytałem po dziś dzień, a kupiłem toto z rok temu. Z Troubled souls jestem szczególnie zadowolony (chociaż drętwo rysowane), bo to jedna z pierwszych rzeczy Ennisa ever, a ja mam to wydanie z 1990r. Z powyższych rzeczy mogę szczerze polecić Goddess, reszta – jedne lepsze drugie gorsze, ale bez szczególnych ekscesów.

  • lukaszb- więc ten ranking obejmuje wylacznie komiksy, które u nas wyszly?

  • Fury biały – Marvel 616
    Fury czarny – Ultimate Marvel

    więc to nie jest tak, że zmienia nagle kolor w zależności od faz księżyca.

  • Debe, a weź przeczytaj pierwszy akapit ;).

    Wiesz… zawsze mogę napisać o czymś, co wymieniłem powyżej… ale mam tyle zaległych rzeczy do opisania, które wyszły niedawno, że nie spodziewałbym się takiego tekstu zbyt szybko.

    Ale dzięki za sygnał, że Cię to interesuje, weźmie się pod uwagę.

  • Woopsie daysie.
    Umknęlo mi to!

  • JAPONfan

    Ej, zas mój koment wcieło. Wy to tak specjalnie czy ja mam deja fuck wu?

  • JAPONfan

    mialem komentarz o fury ennisa miedzy debe a arczem. teraz wchodze i go znikło.

  • No to ja nie wiem, może któryś z chłopaków coś kliknął niechcący, acz z drugiej strony widzę, że teraz tylko ja aktywny… więc może po prostu kliknąłeś ale nie doszedł, albo ki grom, cofnęło. Nie wiem.

  • JAPONfan

    No wlasnie doszedl. bo widzilaem go pod DeBe. potem sobie wchodze i „nimo”. Dlatego wole sprawdzic czy za bełkot poszło do kasacji czy mi sie znów prekoginicja wlączyła i fałszywy obraz świata podsuwa.

  • Polknalem go :)

  • „Fury” było super jatką. Taki classic Ennis. Chociaz przyznam się, że miałem ubaw przy lekturze. Finisz mi się szczególnie podobał. Lubię Fury’ego w wersji Ennisa. Taki skończony skurwysyn.

    „Ghost Rider” też mi się bardzo podobał. Ten pierwszy. Drugiego nie czytałem. Pod względem graficznym kopał też po dupie.

  • ej, czerstwy był ten Fury, tylko sieka na zasadzie ‚a ja ich teraz zaskoczę i jednemu z kolesi ktoś gołymi rękami urwie jądra, a potem zrobię coś gorszego, BUAHAHAHAHA…’

    a najlepsza rzecz jaka sie zdarzyła Furemu to zostanie Samuelem L. Jacksonem. To każdemu wychodzi na zdrowie.

  • @DeBe – może się trafić jedna czy dwie rzeczy, które u nas nie wyszły… Trwają ustalenia, żeby ten cykl nie zajął nam pół roku.

  • Kumpel miał kiedyś kilkustronicowy, kserowany katalog gdańskiej firmy, która sprzedawała komiksy z USA. Okładka Darkness mnie zachwyciła (twarz w półmroku). To był początek 97 i wśród fanów rozpoczynał się boom na Image. W Polsce przejawił się on Spawnem i Wild C.A.T.S., po czym szybko przygasł. Kiedy w końcu Darkness wydała Mandragora, to go sobie odpuściłem. Może kiedyś to nadrobię, ale już chyba tylko z sentymentu. A kreskę Silvestriego w tamtym czasie uwielbiałem na równi z Jimem Lee i Toddem. Zresztą, może ktoś jeszcze pamięta rewelacyjny obrazek jego autorstwa, zamieszony w pierwszym tomie Batman B&W?

  • kozacki Batman siedzacy na bat-fotelu:)

  • ja lubie ta serie (darkness) – po pierwsze podobaja mi sie takie barbie, po drugie uwielbiam horde ciemnosci. przypomina mi gremliny ;)

Dodaj komentarz