Komiksy · Filmy · Gry · Anime · Manga · Muzyka · Książki · TV · Wywiady · Warszawa

MS Paint Adventures


internet · komentarzy 15

Nie tak dawno temu pisałem o „Dirty Split”, kameralnej przygodówce, w której mogliśmy wcielić się w Alana Baxtera, prywatnego detektywa. Ostatnio trafiłem na kolejną detektywistyczną historię, ale trudno mi powiedzieć, czy mamy tu do czynienia z grą, czy z cwanym komiksem. Albo czymś zupełnie innym.

Jak w każdym porządnym kryminale, opowieść zaczyna się od detektywa przebywającego w swoim zapyziałym gabinecie. Tym razem jednak nie przychodzi do niego Dama W Potrzebie, to raczej on nie jest w stanie się wydostać z pomieszczenia. Jak historia potoczy się dalej, zależy tylko od nas. No prawie, bo w zdecydowanej większości przypadków mamy do wyboru tylko jedną opcję. Tylko musimy nacisnąć przycisk w odpowiednim momencie. Czyli tak naprawdę wtedy, kiedy będziemy chcieli. Ale, skoro wydajemy bohaterowi polecenia, to chyba jest to gra, nie?

Czy też może jest to następny krok w ewolucji nawigacji komiksu internetowego – zamiast nieśmiertelnych „poprzedni” i „następny” mamy „podnieś pistolet”, „zbuduj fort” i tak dalej. W gruncie rzeczy moglibyśmy te obrazki ustawić obok siebie, posklejać w kilkukadrowe paski i odpowiednio dopasować narrację. Ale czy w obecnej formie, można stwierdzić, że „MS Paint Adventures” to komiks?

Bez względu na odpowiedzi na te pytania, „MS Paint Adventures” jest przekomiczną parodią tekstowych gier przygodowych. Wielokrotnie znajdziemy się w sytuacji, w której nasz bohater zamiast zrobić coś oczywistego będzie zmuszony wykonać skrajnie idiotyczną czynność, a my tylko będziemy musieli się temu przyglądać. Z czasem otrzymamy kontrolę nad dodatkowymi postaciami, ale jak można się domyślić, nie pomoże to zbyt wiele. Głównym źródłem komizmu, poza głupkowatością poleceń, jest powtarzalność motywów. Klucze nieustannie zamieniają się w broń, broń w klucze, za sejfem jest obraz, który skrywa pod sobą udający obraz sejf, a w przypadku ataku paniki najlepiej schować się w zbudowanym z resztek biurka forcie.

Obecnie projekt Andrew Hussiego to jedna aktualizowana przygoda, „Problem Slueth”, oraz dwie zakończone: „Jail Break” i „Bard Quest”. Wszystkie wyglądają bardzo podobnie, z tą różnicą, że w tej ostatniej jest najwięcej możliwości wyboru, co zbliża ją nieco do znanych z papieru „przygód książkowych”. Zabijcie mnie, ale zapomniałem jak się poprawnie nazywały. Ok, Maciej przybył z pomocą i już wszystko jasne: gry paragrafowe.

„Problem Sleuth” jest najdłuższą przygodą i liczy obecnie ponad 1500 „ekranów”, tak też jest coś na rzeczy w tym, że jedna z dostępnych w sklepiku Hussiego koszulka ma wzorek z fraktalem.

komentarzy 15

  • Gry paragrafowe?

  • Tak! Dzięki!

  • Kurde, nie wiedziałem że tyle tego u nas wyszło:
    http://gryparagrafowe.webpark.pl/lista.html

    Nawet Kołodziejczak ma jedną w swoim dorobku. :)

  • Napiszmy swoją.

    „W odmętach komiksowego biznesu”

    Str. 3 – Jesteś w gabinecie wydawcy. Wydawca proponuje, że jeśli mu zapłacisz, to wyda twój komiks”

    Str. 7 – „Kolega” prosi, żebyś mu za darmo zrobił okładkę płyty”

    Str. 18 – „Kumple z forum mówią, że tłuczesz chałtury dla pepsi i masz się wstydzić”

    Str. 27 – „Znajdujesz na allegro unikatową obwolutę poplamioną spermą Moebiusa”

    Przewidywany czas rozgrywki – ok. 12 godzin.

  • Maciej: no właśnie też teraz trafiłem na tę stronę, ale kurczę,czytanie tego na komputerze to już nie to raczej :)

    Godai: stanowczo zaniżasz czas gry, jak widać po niektórych przypadkach gra może trwać od kilkunastu lat wzwyż.

  • Zasysam Str. 100 (i ostatnia)
    To znaczy gram :)

  • Jak już Godai nawiązuje do Śledzia, to warto dodać, że rysownik ten miał swój wkład i w paragrafówki. W „Dreszczu” dodawanym do ŚGK można podziwiać Śledziowe malunki w klimatach heroic fantasy.

  • Mam „Dreszcz”! Ale nigdy go nie przeszedłem…

  • ja tez nie…zawsze miałem wrażenie że trafiam w ślepą uliczkę, tzn w ślepy paragraf i zaczynałem krążyć miedzy trzema stronami..chyba że ktoś mi ukradł jakieś paragrafy…

  • Mam chyba pierwsze wydanie Dreszczu, reklamowane bodajże w świecie Młodych. Stare dzieje. Grałem w to setki razy.

  • JAPONfan

    „Dreszcz” to wyszło w formie ksiazki? Bo chyba to mialem. Czytalem tylko z tego powodu ze mialem taka gre rgp/strategia/wtf jak „zimny dreszcz” i myslalem ze to jakis podrecznik. ;>

  • Milionkrotne dzięki za “MS Paint Adventures”! Umarłem. Wsiąkłem. Padam. Zabija mnie ten pogięty humor, a jednocześnie to naprawdę ma klimat tych starych, zakręconych, niekończących się gier tekstowych. Łezka w oku, prawie jakbym znów grał w „Price of Magik”. Axe/SSG też dziękuje.

    P.S. Oryginalnego Dreszczy nie szło ukończyć, miał błąd. Po latach wydano poprawioną wersję. Ja natomiast miałem (ba, mam jeszcze!) parę książeczek paragrafówek z serii „Wehikuł czasu”. Koledzy mieli jeszcze coś, co się nazywało „Wojownik autostrady”.

  • Jurgi: ależ proszę, super, że sie spodobało:)

    Co do „Wojownika autostrady” to jest on dostępny do ściągnięcia ze strony, którą Maciej podlinkował na początku komentarzy. Przeczytałem tylko wstęp, wychodzi na to, że autor przewidział Al-kaide, oraz wojny w Iraku i Afganistanie! :)

  • Ha, czyli miałem ten oryginalny Dreszcz! Nie dało się go ukończyć (zsumowane liczby wyryte na kluczach w żadnej kombinacji nie dawały numeru ostatniego paragrafu). Teraz wiem dlaczego :)

  • Też mam wehikuł, ale nie wciągnęło mnie. A wojownika kupiłem za 2zł na jakimś dworcu – tom drugi bodajże. I tu byłem nawet blisko końca! Muszę do tego wrócić.

Dodaj komentarz