in telewizja

Arrested Development

Gob - Arrested Development
G.O.B., profesjonalny magik wannabe i Franklin – śpiewająca kukła.

Pamiętacie Portię de Rossi? Tak, chodzi o aktorkę grającą tę prawniczkę o kocim spojrzeniu, która powodowała świszczenie nosa Johna z „Ally McBeal”. Nie wiem jak Wam, ale bujne loki Nelle potrafią mi się przyśnić po dziś dzień, prawie 10 lat po emisji tego serialu w Polsce. Szkoda, że wtedy Polsat nie emitował ostrzeżenia dla napalonych nastolatków, że Portia jest lesbijką. Zaoszczędziłbym sobie wtedy wielu niepotrzebnych uniesień… platonicznych rzecz jasna. Całe szczęście, że końska dawka humoru w „Arrested Development”, w którym Portia gra jedną z ważniejszych ról, przysłania mi tę traumę.

Jeden z ostatnich wpisów w cipce rosomaka (od tego pamiętnego wyszukania) przypomniał mi, że ja przecież też jestem serialożercą. Gdybym swoje The Best of wybierał, to „Arrested Development” (po polsku „Bogaci bankruci”) z pewnością by się w nim znalazło na czele wszystkich innych, tak lubianych przeze mnie komediowych seriali o często dysfunkcyjnych rodzinach („Lucky Louie”, „Zwariowany świat Malcolma”, „Trzecia planeta od słońca” i „Świat według Bundych”).

Buster - Arrested Development
Buster – najbardziej ułomny członek rodziny.

Najlepiej serial opisuje zdanie z czołówki: „Arrested Development” to historia bogatej rodziny, która straciła wszysto, oraz syna, który nie miał wyjścia i próbuje utrzymać ją razem. Podobną zwięzłość (w tym dialogową) ma cały serial, który został idealnie skrojony na trzy sezony i z ekranów telewizorów odszedł w chwale, ale też wielkim smutku fanów. Główną jego siłą jest plejada charakterystycznych postaci, z których każda dorzuca coś do wielkiej beczki śmiechu tworzonej przez rodzinę Blutch. Jest zatem control freak Michael, jego syn – nieśmiały George Micheal, leniwa siostra Lindsay i jej aseksualny mąż Tobias wraz z córką Maybe, brat G.O.B. będący średniawym magikiem i rodzice – George i Lucille. Aha! Jest też Buster. Mimo że nie jest tym Busterem z „Mythbusters”, można określić ich tym samym angielskim słowem: dummy.

Jak w każdym sitcomie, tak i tutaj króluje (z definicji) humor sytuacyjny, jednak „Arrested Development” jest najinteligentniejszym serialem komediowym, z jakim miałem do czynienia. Twórcy bazują na skojarzeniach i pamięci widzów, a głównym środkiem wyrazu są gry słowne, głównie operujące wieloznacznościami. Elementami dopełniającymi są genialne retrospektywne przebitki i wszechwiedzący narrator, który bardzo często dopowiada żart zapoczątkowany i kumulujący się w danej scenie. „Arrested Development” to też kopalnia nawracających dowcipów, które mimo że powtórzone pięćdziesiąty raz (nawet Annyong), śmieszą w nowym kontekście nie mniej, niż za pierwszym razem. Serial niesie dużą dawkę ironii, czasem nawet autoironii – tutaj najlepszym przykładem jest rola Carla Weathersa, który „uczy” Tobiasa jak być aktorem. Ale jest tego więcej – wyśmiewanie product placementu, błaganie narratora o oglądalność, czy nawet mówienie o złożoności i solidności telewizyjnych produkcji, podczas gdy większość akcji serialu dzieje się w prowizorycznym modelowym domu. Bardzo często przy oglądaniu mam skojarzenia z „Boratem”. Podobna dawka prześmiewczości, ironii i inteligentnego żartu.

Tobias - Arrested Development
Tobias Fünke – chyba najkomiczniejsza postać serialu.

„Arrested Development” w humorystyczny sposób podchodzi do wojny w Iraku i korzysta z wielu popkulturalnych odniesień. Najbardziej eksploatowany jest tutaj chyba starwarsowy dzieciak oraz fistaszkowy motyw ze świątecznej animacji, chociaż jest tego o wiele więcej, a w większości są to odwołania dla kogoś, kto wie co dzieje się w amerykańskiej telewizji. Serial polecam również ze względu na muzykę i świetnych aktorów – wspomniana de Rossi, ale też Bateman, Cera (który zresztą prawdziwie wypłynął na tym serialu), czy Cross – pokazujący niesamowity kunszt. Prócz tego świetne występy gościnne – mojego ulubionego Zacha Braffa („Scrubs”), wspomnianego Weathersa, ale też Charlize Theron. Nie można przejść wobec tego obojętnie.

W rzeczywistości każdemu bohaterowi należałby się oddzielny wpis, bowiem każdy jest tak barwny i zabawny, ale to nie sensu – najlepiej sprawdźcie sami. Nie wiem jak przedstawia się polskie tłumaczenie serialu, obawiam się tylko, że nie oddaje w pełni bujności gier słownych. Co do Portii – tak naprawdę, to co za różnica jakiej jest orientacji, jak i tak wzdycha się do aktorki, której i tak nigdy się nie pozna, nie? Eufemistycznie mówiąc.

Na koniec polecam klipy związane z serialem:

  • Starland Vocal Band – „Afternoon Delight” – dwuznaczność tej piosenki została bardzo bezpardonowo wykorzystana w „AD”.
  • Europe – „The Final Countdown” – występ G.O.Ba nie byłby bez tego kawałka taki sam.
  • Blue Man Group – niejeden chciałby być jednym z nich.
  • LeRoy – „Gonna Get Together” – seksualne napięcie George’a Micheala w pigułce.
  • Natomiast te dwa klipy najlepiej chyba przedstawiają humor serialu i to, za co go kocham i nie mogę się doczekać na film.
  • Skomentuj

    Comment

    25 Comments

    1. Genialny serial. Przemyślany, inteligentny, ale nie przekombinowany. W każdym odcinku masa powalających scen – mnie najbardziej utkwiła w pamięci ta z wyjaśnianiem dzieciom co może się stać gdy w lodówce zabraknie mleka. :) No i fajnie, że autorzy podchodzili do siebie z dystansem, bo w scenariusz sezonu trzeciego wpleciono nawiązania do rzeczywistości i wówczas jeszcze nieoficjalnych planów zakończenia serialu. O samych aktorach rzeczywiście można pisać długo – tyle ciekawych kreacji w jednym serialu to rzadkość. Dla mnie top3 najlepszych amerykańskich seriali komediowych, razem z It’s Always Sunny in Philadelphia i Office.

    2. @Pawulon – „Always leave a note”! Tak, tak… wszystkie lekcje z Walterem Weathermanem były super. Chyba najbardziej lubiłem wariację z Busterem w trzecim sezonie ;).

      Mój ulubiony powracający żart to chyba „C’mon!”. Chociaż czasem wystarczy, żeby Tobias się odezwał u już leję ze śmiechu. Bardzo mi się podobała też nauczycielka etyki ;).

    3. Seksualne dwuznaczności Tobiasa rzeczywiście wymiatają (chociażby „world’s first analrapist”). Z powtarzających się cytatów najbardziej rozwalał mnie „I’ve just made a huge mistake”. Na drugim miejscu więzienne „No touching!”.

    4. Ja wolalem tego piegowatego rudzielca. Ogólnie mam słabośc do rudych.

    5. co to za gowna tu opisujesz? jestes niedojrzaly emocjonalnie czy podobnie kolego?

    6. Właśnie Łukasz, zająłbyś się opisaniem czegoś poważnego i dojrzałego, jak powieści graficzne.

    7. @arent: Nie rozumiem pytania i na nie nie odpowiem*.

      * – tak, to cytat z serialu.

      A tak serio – zawsze mnie zastanawia o co chodzi takim ludziom. Ja tutaj polecam świetny serial, w komentarzach znajduje się potwierdzenie, że to nie tylko moim zdaniem super serial – a ktoś mi tu wyskakuje z „gównem”. I ja sobie myślę, że taki komentarz to najzwyczajniej żart… ale później dociera do mnie, że jednak głupich nie sieją i się zaczynam zastanawiać… Dziwnym trafem tacy dowcipnisie nigdy nie wpisują prawdziwego maila, szkoda, bo z chęcią bym się dowiedział o co tak naprawdę chodzi (tutaj może być tylko popis trollingu, a ja nie mam na takie głupoty czasu, więc zapowiadam, że następny taki stricte trollowy koment poleci i wcale się źle z tym nie poczuję).

      I chyba jestem niedojrzały emocjonalnie, bo takie typy wciąż mnie zastanawiają. No i jestem, bo piszę o tych durnych komiksach i serialach. I czasem o filmach. A to rozrywka dla niedojrzałych emocjonalnie. Dla koprofilów wręcz, niedojrzałych emocjonalnie. Szanownych Czytelników przepraszam, że taki ze mnie zły, zły, zły człowiek.

    8. A mnie bardziej dziwi, że tak mało osób słyszało o tym serialu zym kraju. Kilkanaście nominacji do Emmy, chyba 8 statuetek, znani aktorzy, a mimo tego nie spotkałem nawet 10 osób w Polsce, które znałyby ten serial.

    9. Leciał u nas na Comedy Central (może nawet leci?). Widziałem kilka odcinków i były dobre, potem chciałem ukraść resztę z netu, ale wyleciało z głowy. Dzięks za przypomnienie o tym serialu, re-sprawdzę go.

    10. 1. jak gówno – to obstawiam współudział Sztybora.

      2. @łukaszku – a na co nawróciły Cię te dowcipy, na Judaizm?

      3. @Jaszcz – i jaka szkoda że dziewczę nie gra w naszej drużynie, nah…?

    11. 1. No bez przesady ;).
      2. „nawracających” drogi przemeczku, czyli wciąż powracających. Pojawiających się po raz wtóry. Ach, Wy, Żydzi… ;P. Jakie szczęście, że słowa mają parę znaczeń, inaczej nie byłoby okazji, żeby pogadać, nah?

    12. E, arent to nie Sztybor, ja Sztybora rozpoznaję po ruchaniu.

    13. ej, to że nie było o sraniu na klatę to nie znaczy że nie Sztyb.

    14. No to jeszcze do obejrzenia z dysfunkcyjnych rodzin masz Two and a Half Men, a z innych inteligentnych serialów komediowych Coupling.

    15. Dzięki, „Two and a Half…” od dłuższego czasu jest na mojej liście oczekujących.

      Z kolei o „Coupling” coś gdzieś tam kiedyś słyszałem, ale już nie pamiętam dlaczego nie sprawdziłem co i jak dokładnie.

    16. two and a half men nic specjalnego,ale da sie ogladac. leci teraz na tvn7.ale nie ma porownania z arrested development.

    17. Wypraszam sobie, u mnie zawsze jest poważny, tudzież istotny kontekst.

    18. Dla mnie najlepszy sitcom to Świat w/g Bundych…

    19. co do uprzedzan polsatu do tego ze portia de rossi jest lesbijka to:
      1.nie wiem jakie to ma znaczenie skoro jest dobra aktorka niech gra i daje ludziom radosc
      2.nie wiadomo bylo wtedy ze jest lesbijka nie ujawniła sie do 2001r
      zdecydowanie wole Better of ted a Two and a half men to najlepszy komediowy serial jaki kiedykolwiek ogladalam.I nie obchodzi mnie czy ktorys z nich jest geyem czy nie.Bez urazy ale wkurzaja mnie takie uwagi gey nie gey.PS. moj meil jest prawdziwy :)