Komiksy · Filmy · Gry · Anime · Manga · Muzyka · Książki · TV · Wywiady · Warszawa

Arrested Development


telewizja · komentarzy 25

Gob - Arrested Development
G.O.B., profesjonalny magik wannabe i Franklin – śpiewająca kukła.

Pamiętacie Portię de Rossi? Tak, chodzi o aktorkę grającą tę prawniczkę o kocim spojrzeniu, która powodowała świszczenie nosa Johna z „Ally McBeal”. Nie wiem jak Wam, ale bujne loki Nelle potrafią mi się przyśnić po dziś dzień, prawie 10 lat po emisji tego serialu w Polsce. Szkoda, że wtedy Polsat nie emitował ostrzeżenia dla napalonych nastolatków, że Portia jest lesbijką. Zaoszczędziłbym sobie wtedy wielu niepotrzebnych uniesień… platonicznych rzecz jasna. Całe szczęście, że końska dawka humoru w „Arrested Development”, w którym Portia gra jedną z ważniejszych ról, przysłania mi tę traumę.

Jeden z ostatnich wpisów w cipce rosomaka (od tego pamiętnego wyszukania) przypomniał mi, że ja przecież też jestem serialożercą. Gdybym swoje The Best of wybierał, to „Arrested Development” (po polsku „Bogaci bankruci”) z pewnością by się w nim znalazło na czele wszystkich innych, tak lubianych przeze mnie komediowych seriali o często dysfunkcyjnych rodzinach („Lucky Louie”, „Zwariowany świat Malcolma”, „Trzecia planeta od słońca” i „Świat według Bundych”).

Buster - Arrested Development
Buster – najbardziej ułomny członek rodziny.

Najlepiej serial opisuje zdanie z czołówki: „Arrested Development” to historia bogatej rodziny, która straciła wszysto, oraz syna, który nie miał wyjścia i próbuje utrzymać ją razem. Podobną zwięzłość (w tym dialogową) ma cały serial, który został idealnie skrojony na trzy sezony i z ekranów telewizorów odszedł w chwale, ale też wielkim smutku fanów. Główną jego siłą jest plejada charakterystycznych postaci, z których każda dorzuca coś do wielkiej beczki śmiechu tworzonej przez rodzinę Blutch. Jest zatem control freak Michael, jego syn – nieśmiały George Micheal, leniwa siostra Lindsay i jej aseksualny mąż Tobias wraz z córką Maybe, brat G.O.B. będący średniawym magikiem i rodzice – George i Lucille. Aha! Jest też Buster. Mimo że nie jest tym Busterem z „Mythbusters”, można określić ich tym samym angielskim słowem: dummy.

Jak w każdym sitcomie, tak i tutaj króluje (z definicji) humor sytuacyjny, jednak „Arrested Development” jest najinteligentniejszym serialem komediowym, z jakim miałem do czynienia. Twórcy bazują na skojarzeniach i pamięci widzów, a głównym środkiem wyrazu są gry słowne, głównie operujące wieloznacznościami. Elementami dopełniającymi są genialne retrospektywne przebitki i wszechwiedzący narrator, który bardzo często dopowiada żart zapoczątkowany i kumulujący się w danej scenie. „Arrested Development” to też kopalnia nawracających dowcipów, które mimo że powtórzone pięćdziesiąty raz (nawet Annyong), śmieszą w nowym kontekście nie mniej, niż za pierwszym razem. Serial niesie dużą dawkę ironii, czasem nawet autoironii – tutaj najlepszym przykładem jest rola Carla Weathersa, który „uczy” Tobiasa jak być aktorem. Ale jest tego więcej – wyśmiewanie product placementu, błaganie narratora o oglądalność, czy nawet mówienie o złożoności i solidności telewizyjnych produkcji, podczas gdy większość akcji serialu dzieje się w prowizorycznym modelowym domu. Bardzo często przy oglądaniu mam skojarzenia z „Boratem”. Podobna dawka prześmiewczości, ironii i inteligentnego żartu.

Tobias - Arrested Development
Tobias Fünke – chyba najkomiczniejsza postać serialu.

„Arrested Development” w humorystyczny sposób podchodzi do wojny w Iraku i korzysta z wielu popkulturalnych odniesień. Najbardziej eksploatowany jest tutaj chyba starwarsowy dzieciak oraz fistaszkowy motyw ze świątecznej animacji, chociaż jest tego o wiele więcej, a w większości są to odwołania dla kogoś, kto wie co dzieje się w amerykańskiej telewizji. Serial polecam również ze względu na muzykę i świetnych aktorów – wspomniana de Rossi, ale też Bateman, Cera (który zresztą prawdziwie wypłynął na tym serialu), czy Cross – pokazujący niesamowity kunszt. Prócz tego świetne występy gościnne – mojego ulubionego Zacha Braffa („Scrubs”), wspomnianego Weathersa, ale też Charlize Theron. Nie można przejść wobec tego obojętnie.

W rzeczywistości każdemu bohaterowi należałby się oddzielny wpis, bowiem każdy jest tak barwny i zabawny, ale to nie sensu – najlepiej sprawdźcie sami. Nie wiem jak przedstawia się polskie tłumaczenie serialu, obawiam się tylko, że nie oddaje w pełni bujności gier słownych. Co do Portii – tak naprawdę, to co za różnica jakiej jest orientacji, jak i tak wzdycha się do aktorki, której i tak nigdy się nie pozna, nie? Eufemistycznie mówiąc.

Na koniec polecam klipy związane z serialem:

  • Starland Vocal Band – „Afternoon Delight” – dwuznaczność tej piosenki została bardzo bezpardonowo wykorzystana w „AD”.
  • Europe – „The Final Countdown” – występ G.O.Ba nie byłby bez tego kawałka taki sam.
  • Blue Man Group – niejeden chciałby być jednym z nich.
  • LeRoy – „Gonna Get Together” – seksualne napięcie George’a Micheala w pigułce.
  • Natomiast te dwa klipy najlepiej chyba przedstawiają humor serialu i to, za co go kocham i nie mogę się doczekać na film.
  • komentarzy 25

    • Genialny serial. Przemyślany, inteligentny, ale nie przekombinowany. W każdym odcinku masa powalających scen – mnie najbardziej utkwiła w pamięci ta z wyjaśnianiem dzieciom co może się stać gdy w lodówce zabraknie mleka. :) No i fajnie, że autorzy podchodzili do siebie z dystansem, bo w scenariusz sezonu trzeciego wpleciono nawiązania do rzeczywistości i wówczas jeszcze nieoficjalnych planów zakończenia serialu. O samych aktorach rzeczywiście można pisać długo – tyle ciekawych kreacji w jednym serialu to rzadkość. Dla mnie top3 najlepszych amerykańskich seriali komediowych, razem z It’s Always Sunny in Philadelphia i Office.

    • Ja się też w tej blondynie kochałem na zabój.

    • @Pawulon – „Always leave a note”! Tak, tak… wszystkie lekcje z Walterem Weathermanem były super. Chyba najbardziej lubiłem wariację z Busterem w trzecim sezonie ;).

      Mój ulubiony powracający żart to chyba „C’mon!”. Chociaż czasem wystarczy, żeby Tobias się odezwał u już leję ze śmiechu. Bardzo mi się podobała też nauczycielka etyki ;).

    • Seksualne dwuznaczności Tobiasa rzeczywiście wymiatają (chociażby „world’s first analrapist”). Z powtarzających się cytatów najbardziej rozwalał mnie „I’ve just made a huge mistake”. Na drugim miejscu więzienne „No touching!”.

    • JAPONfan

      Ja wolalem tego piegowatego rudzielca. Ogólnie mam słabośc do rudych.

    • co to za gowna tu opisujesz? jestes niedojrzaly emocjonalnie czy podobnie kolego?

    • Właśnie Łukasz, zająłbyś się opisaniem czegoś poważnego i dojrzałego, jak powieści graficzne.

    • @arent: Nie rozumiem pytania i na nie nie odpowiem*.

      * – tak, to cytat z serialu.

      A tak serio – zawsze mnie zastanawia o co chodzi takim ludziom. Ja tutaj polecam świetny serial, w komentarzach znajduje się potwierdzenie, że to nie tylko moim zdaniem super serial – a ktoś mi tu wyskakuje z „gównem”. I ja sobie myślę, że taki komentarz to najzwyczajniej żart… ale później dociera do mnie, że jednak głupich nie sieją i się zaczynam zastanawiać… Dziwnym trafem tacy dowcipnisie nigdy nie wpisują prawdziwego maila, szkoda, bo z chęcią bym się dowiedział o co tak naprawdę chodzi (tutaj może być tylko popis trollingu, a ja nie mam na takie głupoty czasu, więc zapowiadam, że następny taki stricte trollowy koment poleci i wcale się źle z tym nie poczuję).

      I chyba jestem niedojrzały emocjonalnie, bo takie typy wciąż mnie zastanawiają. No i jestem, bo piszę o tych durnych komiksach i serialach. I czasem o filmach. A to rozrywka dla niedojrzałych emocjonalnie. Dla koprofilów wręcz, niedojrzałych emocjonalnie. Szanownych Czytelników przepraszam, że taki ze mnie zły, zły, zły człowiek.

    • Zły koprofil.

    • A mnie bardziej dziwi, że tak mało osób słyszało o tym serialu zym kraju. Kilkanaście nominacji do Emmy, chyba 8 statuetek, znani aktorzy, a mimo tego nie spotkałem nawet 10 osób w Polsce, które znałyby ten serial.

    • Leciał u nas na Comedy Central (może nawet leci?). Widziałem kilka odcinków i były dobre, potem chciałem ukraść resztę z netu, ale wyleciało z głowy. Dzięks za przypomnienie o tym serialu, re-sprawdzę go.

    • 1. jak gówno – to obstawiam współudział Sztybora.

      2. @łukaszku – a na co nawróciły Cię te dowcipy, na Judaizm?

      3. @Jaszcz – i jaka szkoda że dziewczę nie gra w naszej drużynie, nah…?

    • 1. No bez przesady ;).
      2. „nawracających” drogi przemeczku, czyli wciąż powracających. Pojawiających się po raz wtóry. Ach, Wy, Żydzi… ;P. Jakie szczęście, że słowa mają parę znaczeń, inaczej nie byłoby okazji, żeby pogadać, nah?

    • meszugene jesteście wszyscy.

    • E, arent to nie Sztybor, ja Sztybora rozpoznaję po ruchaniu.

    • ej, to że nie było o sraniu na klatę to nie znaczy że nie Sztyb.

    • Serio, nie przesadzajmy.

    • Muczachan

      No to jeszcze do obejrzenia z dysfunkcyjnych rodzin masz Two and a Half Men, a z innych inteligentnych serialów komediowych Coupling.

    • Dzięki, „Two and a Half…” od dłuższego czasu jest na mojej liście oczekujących.

      Z kolei o „Coupling” coś gdzieś tam kiedyś słyszałem, ale już nie pamiętam dlaczego nie sprawdziłem co i jak dokładnie.

    • two and a half men nic specjalnego,ale da sie ogladac. leci teraz na tvn7.ale nie ma porownania z arrested development.

    • Wypraszam sobie, u mnie zawsze jest poważny, tudzież istotny kontekst.

    • Dla mnie najlepszy sitcom to Świat w/g Bundych…

    • co do uprzedzan polsatu do tego ze portia de rossi jest lesbijka to:
      1.nie wiem jakie to ma znaczenie skoro jest dobra aktorka niech gra i daje ludziom radosc
      2.nie wiadomo bylo wtedy ze jest lesbijka nie ujawniła sie do 2001r
      zdecydowanie wole Better of ted a Two and a half men to najlepszy komediowy serial jaki kiedykolwiek ogladalam.I nie obchodzi mnie czy ktorys z nich jest geyem czy nie.Bez urazy ale wkurzaja mnie takie uwagi gey nie gey.PS. moj meil jest prawdziwy :)

    Dodaj komentarz