Komiksy · Filmy · Gry · Anime · Manga · Muzyka · Książki · TV · Wywiady · Warszawa

Oskar Ed


papier · komentarzy 18

Oskar Ed
Mam taką przypadłość – otóż wciąż odwlekam zmywanie naczyń. Lecz tutaj nie chodzi o zwykłą prokrastynację, przecież zmywanie samo w sobie nią jest. Jak większość z nas po prostu nie lubię zmywać, a jedynym elementem tej czynności, który sprawia mi satysfakcję, jest ustawianie piramid z garnków i szklanek, bo inaczej nie zmieszczą się na mojej małej suszarce. Nie staję przy zlewie, póki nie zbierze się tyle naczyń, bym mógł tworzyć te konstrukcje. I z pisaniem o komiksach, przynajmniej ostatnio, mam podobnie – oczywiście z tą różnicą, że tę aktywność lubię. I chyba częściowo przez tę moją tendencję tak długo zbierałem się do tekstu, ale także z musu, bo „Oskar Ed” jest komiksem pogmatwanym prawie jak moja sterta naczyń, więc jest nad czym się zastanawiać.

Pamiętacie „Insekta”? Bohater tego komiksu, Pascal, musiał mierzyć się z nietolerancją. „Oskar Ed” Branka Jelinka już o nietolerancji nie jest, chociaż tytułowy bohater jest nie mniej zniekształcony niż Pascal. Oskar jest takim demiurgiem wbrew sobie, Midasem, którego przekleństwem jest przekształcanie przedmiotów w ożywioną materię, która ma świadomość, ale przede wszystkim mówi – chociaż może to są tylko głosy w jego głowie? Tworzy on alternatywną rzeczywistość, w której kubek do kawy wypomni fakt, że Twoja higiena jamy ustnej ostatnio się pogorszyła. Sęk w tym, że będzie przy tym bardzo, ale to bardzo irytujący. Taka sytuacja może prowadzić tylko do jednego – narastającego obłędu.

Oskar Ed

W głowie Oskara pojawiają się naturalne pytania: „Dlaczego?”, „Jak temu zapobiec?” i fundamentalne „O co właściwie chodzi?”. Przy okazji powracają wspomnienia trudnego dzieciństwa, a skomplikowane relacje z ojcem dają się we znaki. W pewnej chwili staje się jasne, że za surrealistyczną sytuacją może stać siła wyższa, a Oskar jest zagrożeniem nie tylko dla siebie samego. Jednocześnie w jego życie wkraczają organy bezpieczeństwa, komplikując je jeszcze bardziej. Rozpocznie on więc podróż po odmętach swojego umysłu, a jej celem będzie odnalezienie spokoju i własnej tożsamości.

Branko Jelinek stworzył dość brutalny komiks psychologiczny, poruszający i refleksyjny. Dla mnie jest to opowieść, której tematem przewodnim jest weltschmerz, bezsilność bohatera wobec losu i ucieczka przed sobą samym (bynajmniej nie „zatracanie siebie”, cytując klasyka ostatnich dni). Końcowa część komiksu kojarzy mi się z „Fight Clubem”, gdzie bohater zmierza się z siłą napędzającą jego świat – której to jest składową – i nie wie czy uciec, czy walczyć. Półotwarte, bardzo mocne zakończenie sprawia, że „Oskara Eda” chce się przeczytać raz jeszcze, chociażby natychmiast, bo to duża dawka emocji podanych w ambitny i przystępny sposób. Komiks ten pobudza do rozważań interpretacyjnych, a to jest to, co bardzo sobie cenię.

Oskar Ed

Styl Jelinka przypomina trochę mangę z gęstą kreską, przejawiającą sią miejscami dość trywialnym cieniowaniem. Rysunki są proste i dynamiczne, ale nie oznacza to, że twórca bazgrze jak popadnie – nie unika uszczegółowienia, a uwagę należy zwrócić na dobre kadrowanie i krwawe sceny, z których bije autentyczna agresja. Nie do końca rozumiem zabieg, by jeszcze bardziej uwypuklić osobliwość Oskara przez jego nieludzki wygląd. Tak jakby Branko Jelinek bał się, że może zostać źle zrozumiany… że Oskar będzie w oczach odbiorców jedynie świrem i nikim więcej. Chociaż z drugiej strony komiks jest pokręcony, oniryczny, zawiera mnóstwo retrospekcji i majaków – równie dobrze może być zapisem choroby psychicznej. Tutaj naturalnie wchodzi wolna wola odbiorcy.

Niech Was nie zmyli bełkotliwa nota z tyłu okładki i to, że w pierwszej scenie dzieciak z ziemniaczaną głową gada z trójkołowym rowerkiem. W żadnym wypadku „Oskar Ed” nie jest jakimś artystyczno-bzdurnym komiksem, w którym fabuła jest gdzieś na drugim planie. Niech Was to wszystko nie zmyli i sięgnijcie po najnowszy komiks od timofa, który tak się spieszył z jego wydaniem, że chyba troszkę zapomniał o redakcji. Mam nadzieję, że dalej będzie przedstawiał tak ciekawe komiksy jak „Oskar Ed”, bo ten jest chyba najlepszym, jaki czytałem od trzech miesięcy. Bardzo cieszy również fakt, że Branko Jelinek już za miesiąc odwiedzi nas na WSK.

A głosów w swojej głowie nie można ignorować nieustannie i trzeba się w końcu zabrać za to cholerne zmywanie. Liczę na to, że w moim przypadku nie wyszła z tego piramidalna bzdura.

komentarzy 18

  • Krótko i na temat.
    Przy najbliższej okazji sięgnę.

    A zmywanie naczyń lubię, nawet jak mi mówią, że znowu pominąłem spód i już je to wkurza.

  • Aha… zapomniał bym.

    Pierwszy!

    (mimo, że w drugim komentarzu, to nadal)

  • JAPONfan

    To dopisuje do listy zakupów na WSK.
    A ja lubie zmywać naczynia. To odprezajace.

  • Eeee, zmywanie naczyń nie jest odprężajace. To taka czynność, którą trzeba regularnie wykonywać, ale nikt się do niej nie garnie.

    I podobnie do Japona, w Oskara się pewnie zaopatrzę na WSK, bo mnie Łukasz przekonał.

  • Ja tam słucham muzyki przy zmywaniu i jakoś leci.

  • O to to. Trochę rock’n rolla i po sprawie. :)

  • Blacksad

    Mamy w domu podział – kto gotuje, ten nie zmywa. A że Żona nie odróżnia schabu od steku, więc w czasie kiedy Ona zmywa, rzeczywiście najfajniej się muzyki słucha… :)
    A „Oscar Ed” nie załapał się do ostatniej przesyłki z Gildii, więc dopiero na WSK nadrobię. Parę wpadek od Timof’a zaliczyłem (choć nie obcojęzycznych), więc czekałem na możliwie miarodajną opinię.

  • My mamy w domu zmywarkę. Raczej są decyzje „kto rozładuje”…

  • „ugotowałas to pozmywaj …. lafiryndo.”

  • Zbigniew

    Kup se zmywarke

  • Mi się zmywa najchętniej w cudzych mieszkaniach (ale tylko dobrowolnie, więc proszę nie zapraszać do siebie pod tym pretekstem). Taki fetysz widocznie, dotykać talerze po obcych ludziach. A pod recenzją Łukasza podpisuję się obydwiema rękami. Tak jak i niektórzy inni podchodziłem ostrożnie do tej pozycji widząc przykładowe plansze, ale tak jest z takim stylem rysowania – podobnie przecież z Campbellem było, że dopiero całościowo się to doceniało.

  • prawdziwy blog o komiksach. Tekst o komiksach i w pierwszych 11 komentarzach bardzo dużo na ten temat, a prawie nic o zmywaniu naczyń :D

    tja, ja też lubię zmywać :D

  • Wiesz Ystad – my nie jesteśmy „blogiem o komiksach”, także mnie to nie dziwi. Po to też jesteśmy, by ludzie czasem zmęczeni klimatem for, mogli sobie ot tak coś skomentować ;). Oczywiście wolałbym, gdybyśmy trochę pogadali o „Oskarze”, bo to jest dobry komiks, ale jak widać wiele osób jeszcze do tego komiksu nie zajrzało, a moja recenzja spełniła się jako polecajka. I też fajnie. Więc ci, którzy nie czytali mogą sobie porozmawiać o zmywaniu ;).

    Dziękuję za rady dot. zmywarki, co prawda wpis nie o tym był, ale dziękuję. Na razie nie będę wstawiał tego sprzętu do wynajmowanego mieszkania ;).

    @Daniel – No właśnie te rysunki też potrafią zmylić i ktoś może machnąć ręką na ten komiks. Ja jednak zachęcam do niepoddawania się pierwszemu wrażeniu.

    Zapomniałem napisać – na stronie Jelinka można na razie zobaczyć tylko okładki „Oskara”. Gdy je zobaczyłem, to od razu zabrakło mi małej galerii z dwoma pozostałymi w polskim wydaniu.

  • Zmywarka to mus, jak jej nie ma, to zazwyczaj zmywam ja. Choć nie zawsze. Ostatnio rura przecieka i wylewa, więc nikt nie zmywa.

  • autor ich nie ma w drukowalnej postaci. wydawca oryginału dłuuuugo robił te materiały co dostałem. cieszy, że była choć jedna okładka;d

  • A ja tych innych okładek z godzinę szukałem po sieci jak głupi i największe co znalazłem, to w porywach 250 pikseli wysokości miały.

    No to się cieszy jak tak.

  • No bo „Oskara Eda” pewnie mało kto jeszcze czytał, a na zmywaniu każdy się zna.

  • I jak już człowiek ułożył sobie listę zakupów i ustalił budżet, wy musicie coś polecić i cały misterny plan poszedł się kochać :p kusiciele….

Dodaj komentarz