Komiksy · Filmy · Gry · Anime · Manga · Muzyka · Książki · TV · Wywiady · Warszawa

Wolverine/Hulk vs Hulk/Wolverine


komiksy, papier · komentarzy 45

Who's the Boss? Simon Bisley

Mniej więcej cztery lata temu wydawnictwo Mandragora dumnie zdobywając polski rynek komiksowy, zarzucało nas seriami zeszytowymi. Były to nie byle jakie zeszyty – wydawane na śliskim papierze, ze sztywnymi tekturowymi okładkami. Miały tez niebagatelną cenę – 8zł. Z żalem zrezygnowałem z niektórych, obiecując sobie, że kiedyś nadrobię. I niedawno na wyprzedaży nabyłem za grosze dwie niezależne historie „Wolverine/Hulk” oraz „Hulk/Wolverine”. Pierwsza seria w takiej cenie to niezły prezent, druga nigdy nie zasługiwała na wyższą…

Wolverine trafia na Hulka
Domyślać się można, nie bez słuszności, że spotkanie Hulka i Wolverine’a zakończy się ostrą jatką. Sam Kieth wyszedł jednak poza prosty schemat. Choć doprowadza do konfrontacji bohaterów, to osią fabuły jest historia małej dziewczynki. Logan spotyka ją po katastrofie samolotu – gdzieś w środku nigdzie. Siedmioletnia Po potrzebuje jego pomocy. Cudem uratowała się z innego rozbitego samolotu, ale jej tatuś został w nim uwięziony pod wodą i będzie wstrzymywał oddech dopóki go nie uratują. Brzmi absurdalnie? Witamy w świecie Kietha. Scenarzysta pokazuje drzemiące w Rosomaku pokłady empatii i tym samym wplątuje go w historię niczym ze snu… albo koszmaru. Mała Po nie jest tym, kim się wydaje, a jej wujkiem, który ma im pomóc okazuje się… Hulk. Kieth tę postać także zinterpretował po swojemu – nie zrobił z Hulka bezmózgiego zielonego potwora, który myśli tylko o tym, by niszczyć, rozwalać, kruszyć, miażdzyć, o ile w ogóle myśli. Jego Hulk sprawia wrażenie zgnębionego zawikłaną sytuacją, zmęczonego faktem, że nic nie rozumie. Przypomina nieco smutnego Frankensteina. A swoje niezadowolenie umie wyrazić tylko w jeden sposób… Jednak jego pomoc jest niezbędna, więc Logan musi powściągnąć szał i namówić osiłka do współpracy, bez użycia pazurów. Zaczyna się nietypowo i tak też się zakończy. Choć domyśliłem się zakończenia głównego wątku, to ostatnie kadry z Hulkiem rozłożyły mnie na łopatki.

Wujku Loganie, wujku Hulk - nie bijcie się

Perypetie bohaterów rysowane ręką Kietha nabierają groteskowego wymiaru. Na kartach komiksu przenikają się rozmaite techniki – dziecięce szkice obok realistycznych rysunków. Czasem rysownik decyduje się na wykorzystanie rozmazanych plam farb, tworząc podobnie do niektórych prac Bena Templesmitha – zwłaszcza z „Abra Makabra” i „Silent Hill”. W sukurs w kreowaniu psychodelicznego nastroju przychodzi mu kolorysta Richard Isanove nakładając słodki róż obok zgniłej zieleni, a w tle pastelowy błękit. Kadry o dziwnych kształtach, spojone plamami czerni podkreślają oniryczny charakter świata. Keith kreuje niesamowitą nie-rzeczywistość, a jego wersje bohaterów Marvela niepodobne są do żadnych innych – mają karykaturalne sylwetki i przejaskrawione rysy. Bardzo podobał mi się Hulk jako przygarbiony olbrzym z zamyślonym (!) wyrazem twarzy. Czytelnicy „Sandmana” już wiedzą, na co Kietha stać. Tej historii brakuje może nieco rozmachu scenariuszowego, ale klimat jaki sączy się z rysunków nie pozwala przejść obok „Wolverine/Hulk” obojętnie.

GRRRAAAAUUUUU!

Hulk wpada na Wolverine’a
Druga seria zapowiada się nieźle – okładki machnął Simon Bisley, który nawet jakby rysował lewą stopą, to i tak będzie bogiem. Tu faktycznie jest, bo jego okładki to najlepsza część komiksu. Scenariusz jest średni, z odchyłami w stronę bzdurnego. Pewien miłośnik węży zostaje tuz przed wyjazdem ukąszony. Pech chce, że ugryzł go ten jadowity, bo gosposia przy sprzątaniu przestawiła akwaria, a chłopiec bez okularów nie poznał gada. Na szczęście na pokładzie samolotu jest doktor Bruce Banner. Żeby było zabawniej, są tam również dwaj gangsterzy z walizką nieswojego towaru. Próba porwania samolotu kończy się interwencją Pana Sałaty i cały ten bałagan spada na głowę Rosomakowi, który akurat postanowił wziąć wolne i pobuszować w kanadyjskiej głuszy. Spuśćmy zasłonę milczenia na fakt, że wszyscy przeżywają katastrofę. Gangsterzy porywają panią pilot i chłopca, a ich tropem ruszają Zielony i Kudłaty. Żeby się nie nudzili, pojawi się jeszcze jedna postać, która ma związek z przeszłością Logana, a póki co ma odzyskać skradziony towar.

I tyle. Dalsze trzy zeszyty to ciągły pościg, przerywany mordowaniem cywilów, ujęciami zmartwionych rodziców i przepychankami słownymi Bannera i Logana. Tylko słownymi, bowiem Banner konsekwentnie trzyma Mr Hulka na uwięzi. Całość zwieńczona jest pokonaniem przez Logana tego, kogo nikt jeszcze nie pokonał i deus ex machina w kwestii chłopca. Na koniec Wolverine jeszcze tłucze Hulka – tym razem dla jego dobra! Widać scenarzysta nie miał pomysłu jak do historii pod tytułem „Hulk/Wolverine” upchnąć obowiązkową walkę obydwu.

Nie ma co wyżywać się na tym komiksie. To po prostu prosta historyjka na raz, którą można by wypełnić jeden odcinek serialu animowanego. Nawet rysowana jest podobnie – Scott Kolins operuje przeciętną prostą kreską – jego rysunki wciąż kojarzyły mi się z „XIII”, którą ostatnio czytam. Kolory są ładne i estetyczne, właśnie jak w kreskówce.

Historia „Hulk/Wolverine” pojawiła się w Polsce już po komiksach Kietha. Może gdyby pojawiła się przed, nie czułbym się po lekturze, jakbym spadł z wysoka na beton. Idealnym jej streszczeniem jest dowcip-suchar:

Co to jest: zielone, PSTRYK, czerwone.
Odpowiedź: Żaba w mikserze „Hulk/Wolverine” wg Bruce’a Jonesa.

A wyróżnienie specjalne dostaje tłumacz Orkanaugorze – za włożenie Loganowi w usta przekleństwa: „Wciórności!”

komentarzy 45

  • starocie

  • Ja czytałem tylko ten pierwszy. Przyznam, niezłe, ale żadna rewelacja. Trochę nie pasuje do obu bohaterów osadzanie ich w statycznych obrazkach, bez krwi czy zniszczonych samochodów.

  • Brakuje mi w tym tekście nawiazxania do niedawno wydanych animacji Hulk vs Wolverine i Hulk vs. Thor.

  • wlasnie dla mnie pasuje makasrycznie, panowie pierwszy raz , a to byl ogolnie pierwszy raz dla wolviego spotkali sie wlasnie w sniegu i gorach. Ogolnie Hulk i Wolvie to Kanada;P. Polecam animacje.

  • Animacje bdb. Zajawki do znalezienia na jutubie.
    Co do komiksów:

    Bisley jest bogiem, okładki są genialne :D

  • Ten suchar nabrał nowego znaczenia i jakości dzięki Bruce’owi Jonesowi.

  • @Brzozo – żebym ja miał czas oglądać animacje… Teraz ferie to nadrobię. :)

  • Ogolem obie kreskowki wypadają spoko.

    Co do Wolverina to wkurwia mnie to że robią z niego wiecznego poszukiwacza sensu swego życia poszukiwacza tych którzy mu „to” zrobili ( i tylko na tym jądą dziś scenarzyści ). Kiedy tak naprawdę mnie z wolverinem kojarzy się dziś bardziej Madripoor aniżeli cala historia weapon X.

  • Właśnie, mogli by w końcu wyjaśnić w którymś zeszycie jego przeszłość. Bo to już trochę nudne się robi.

  • @Dr.Agon

    Masz miniserię „Wolverine. Origin”, w której przedstawione jest dzieciństwo Logana.

    Masz „Wolverine: Origins” Daniela Waya, w której wyjaśniane są co poniektóre większe sekrety z życia Rosomaka.

    Masz wydany dawno temu w serii MEGA MARVEL komiks „Weapon X”, gdzie przedstawiona jest historia wszczepienia Loganowi adamantium do kości.

    Może najpierw zapytaj o to i owo Pana Google i Panią Wikipedię, niem rzucisz tekstem typu: „mogli by w końcu wyjaśnić w którymś zeszycie jego przeszłość.”

  • Ejno, po co Google i Wikipedia, skoro można zapytać tutaj?:)

  • Ot, choćby po to, by ukryć swoją ignorancję. :)

  • „Pytam, więc wiem, jaką przeszłość miał Wolverine”

  • „Lepiej zapytać i wyjść na idiotę, niż nie zapytać i nadal nim być”.

  • Grim: o to to. Kto pyta, nie błądzi.

  • JAPONfan

    Motyw drogi: lepszy niz goolge i wikipedia.

  • Ale fajne będzie teraz brzmiało powiedzenie „Poczekaj, zaraz to Zmotywuję”.

  • do motywomobilu!

  • To zmotywowane, drogi Watsonie.

  • @Misiael- Wybacz, moją ignorancję. Chociaż i tak jest ona mniejsza niż twoja. Gdzie się podziały czasy, gdy człowiek, pytając o drogę nie słyszał tekstów „A może byś w Google poszukał”? Albo na pytanie „Co to są Lampasy?” uczestnicy teleturniejów nie odpowiadali „http://pl.wikipedia.org/wiki/Lampasy”

  • mr.ciacho

    wyszukaj se odpowiedź w googlach.

  • brawo dla wszystkich co znają adres googli i wiki oraz potrafią do niego odesłać. problem z wolvim jest głębszy. co 5 lat zmienia się koncepcja jego przeszłości. origin pasuje do weapon X jak na siłę nagiąć jeden komiks do drugiego, bo same nie chcą do siebie pasować. jeszcze zabawniej jest z pierwszym pojawieniem się Logana, kiedy to szpony nie wyskakiwały mu z pod skóry, tylko były takim gadżetem który zakładał, w rękawicach czy coś. tak że przychylam posta dr.agonowi – tak, mogli by sie zdecydować, i choć raz czytelnie, konsekwentnie i bez kwasów pokazać przeszłość wolviego, nie mówiąc na początku ‚opowiedzmy to na nowo’.

    a klimat Madripoor jako azjatyckiej Casablanki zaiste fajny.

    a tak od siebie – ten z Kiethem ruleza, ten drugi w sam raz do czytania na kiblu, żaden nie umywa się do Wolverine/Havok: Meltdown.

  • O, zarzuciłeś nieznany mi tytuł… A może masz i pożyczysz?

    Patrz, zgadzamy się w opinii…

    A czy dla Wolviego nie ma teraz powstać jakiś nowy Origin?

  • filmowy i owszem. komiksowy? pewnie mają w rękawie ze 3.

    Meltdowna mam :]

  • Aż przytoczę tu pewną anegdotę:

    „- Tato? A czy Bóg istnieje?
    – Nie wiem, sprawdź w google”

    @Dr.Agon

    Ciekawe, na jakiej podstawie wysnuwasz moją ignorancję, skoro sam mówisz: „Właśnie, mogli by w końcu wyjaśnić w którymś zeszycie jego przeszłość.” jakbyś był przekonany, że nie zrobiono już tego i to dość dokładnie. Starałeś się odegrać znawcę komiksowego? Nie wyszło, bo takowy wiedziałby o seriach, jakie wymieniłem wcześniej.

    A co do zagmatwanej przeszłości Logana, to ma ona swoje uzasadnienie Weapon X, gdzie Logan doświadcza prania mózgu – wszczepiono mu implanty pamięciowe, co zrobiło z jego wspomnień koktajl na tysiąc składników, z których tylko pewna część jest prawdziwa.
    Dopiero podczas „House of M” Logan odzyskuje swoje prawdziwe wspomnienia i od tamtej pory wszystko w jego przeszłości jest raczej jasne.
    Co do pazurów w rękawicach, to chyba było gdzieś wyjaśnione, że podczas debiutu tej postaci (na łamach „Incredible Hulk”) czynnik mutacyjny Woviego był zachwiany i nie mógł korzystać ze swoich pazurów – zmuszony więc był używać teleskopowych, wysuwanych z rękawic. Wyjaśnienie trochę naciągane, ale dzięki niemu continiuity nie jest naruszone.

  • >>>A co do zagmatwanej przeszłości Logana, to ma ona swoje uzasadnienie Weapon X, gdzie Logan doświadcza prania mózgu – wszczepiono mu implanty pamięciowe, co zrobiło z jego wspomnień koktajl na tysiąc składników, z których tylko pewna część jest prawdziwa.
    Dopiero podczas “House of M” Logan odzyskuje swoje prawdziwe wspomnienia i od tamtej pory wszystko w jego przeszłości jest raczej jasne.<<<
    No, shit sherlock.

  • @Załoga Motywu Drogi
    Sorry, za tą przeciągającą się debatę

    @Misiael
    Nie jestem znawcą komiksowym, gdyż moją domeną jest film. Nie mówiłem też, że historia Logana nie była nigdzie przedstawiona. Chodziło mi o to, że mogliby zrobić serię powiedzmy 20 zeszytów o historii Wolverine’a od A do Z, nie rozpieprzając tego na kilka(naście) różnych serii.
    „…czynnik mutacyjny Woviego” nie powinno brzmieć „Wolviego”? Ale wiesz, to moje przypuszczenie, nie jestem przecież znawcą komiksów.

  • Zgodzę się z Dr.Agonem – przydałby się (o ile nie istnieje) taki omnibus w twardej okładce: „The Complete History of Wolverine”.

    Bo moje „Weapon X” jest w strasznym stanie…

  • Niby w temacie, ale nie o X.
    Słyszałem, że pewien Amerykanin postanowił pościągać wszystkie odcinki Lostów w tej samej jakości, następnie po zakończeniu serialu podzielić wszystkie odcinki i stworzyć kompletną historię, poprowadzona od samych początków tego, co się dzieje na wyspie, do końca serialu. Dla mnie pomysł bomba.

  • Misiale – sweet że to wytłumaczyli z tymi rękawicami. jak rozumiem tłumaczenie powstało po tym jak fani sie zaczeli dopytywać że ‚halo, to sie nie klei’? tak sie da wszystko tłumaczyć, to potwierdza tylko brak spójnego i konsekwentnego pomysłu na postać.

    podobnie X i origin. z origina wynika że wysuwane szpony to jedna z jego mutacji. z weapon X wynika (są to wydażenia późniejsze), że szpony to efekt uboczny hartowania jego szkieletu.

    Owszem, można kupić wyjaśnienie, że nie pamiętał wtedy że ma szpony bo mu wyprali mózg (co jest wyjaśnieniem dupnym, bo zakładam że wyciąganie szponów działa u niego jak odruch – sytuacja zagrożenia i ostrza same idą w ruch). tylko że to sie ma i tak nijak.

    W X wolvie jest obiektem eksperymentu – uprzednio zbadanym, skatalogowanym, poddanym różnorakim testom, z rentgenem włącznie na bank. dlaczego więc jak w połowie czy 3/4 komiksu jak koleś wyciąga ostrza i zaczyna szlachtować komandosów to wszyscy są w szoku?
    bo ich wcześniej nie miał, a Wyndsor-Smith założył że to właśnie jeden z efektów eksperymentu.

    Po czym w Originie stwierdzili że nie, bo miał od zawsze.

    Po czym za 5 lat ktoś wymyśli że Origin nie miał wcale miejsca, to tylko terapia którą zafundował Loganowi Xawier, żeby zbadać jego podświadomość i poznać jego przeszłość, i dlatego mu takie emocjonalne kawałki podrzucał, a tak naprawdę to Logana zmontowali kosmici.

    Da się wykluczyć? nie. teorie przeszłości tej postaci zawsze się nagina – bierze się ostatnie przygody, zastanawia się jak to się może lepić z poprzednimi, po czym podaje jako oficjalna część historii postaci. Ciemny lud to kupi.

  • Jak zwykle wpadnie Gonzo i powie coś z sensem.

  • MD powinno mieć forum.

  • Po co? Tak jest dobrze :D

  • Forum mówimy nie.

  • dyskusja w komentarzach jest ciekawsza. Forum zaraz by zdechło. Jak PCWK.

  • Forum to moderatorzy, regulaminy, logowanie, rejestracje… Nie ma sensu.

  • Pierwsza seria zachwyciła mnie rysunkami i raczej zniechęciła fabułą, a druga raczej rozczarowała zupełnie. Nie są to zbyt ambitne serie, ale pierwsza zdecydowanie rządzi dzięki prawdziwym dziełom grafika.

  • Ale przecież tak to się kręci od czasu, jak ten i ów wymyślili Supermana i Batmana. Ciągle jest jakieś zamieszanie, jakieś restarty, reaktywacje i inne kombinacje. Czy to takie istotne? Wg mnie ważniejsze jest to, żeby komiks opowiadał jakąś ciekawą historię, niż żeby autorzy dbali o niezmienną charakterystykę postaci przez dwa tysiąclecia.

  • Obważan – nie zgodzę się. Częściowo. Niezmienna charakterystyka postaci – racja że to nie jest okej. Ale niekonsekwentny rozwój postaci nie jest niczym lepszym. Da się to chyba upilnować, więc dlaczego by nie?

  • JAPONfan

    Ja tam wole jak rodzina Castle ginie bo znalazła się „w niewłasciwym miejscu, w niewłasciwym czasie” a nie ze zabili mu go w akcie zemsty. Kurna, to Frank ma sie mscic a nie vikingowsko-koraniczne-starotestamentowe „oko za oko”.

  • bez komentarza

  • Uśmiałam się z recenzji „Hulk wpada na Wolverine’a” – fajnie piszesz. Kreska rzeczywiście kiepskawa, ale historyjka spoko, fakt, że prosta, jednak nie zasnęłam na niej, chociaż było bardzo późno ;)
    pozdrawiam

Dodaj komentarz