Komiksy · Filmy · Gry · Anime · Manga · Muzyka · Książki · TV · Wywiady · Warszawa

Polecanki-cacanki


komiksy · komentarze 102

Kogo wybrać ma me serce?
Zdjęcia pożyczyłem z Avalonu.

W przeciwieństwie do Konrada nie mam oporów przed mówieniem o komiksach i chwaleniem się swoim hobby. Jeśli nie rozmawiam z osobnikiem wyjątkowo opornym na wiedzę, to zwykle wystarczy chwila, by w skrócie wykazać ewolucję komiksu, o której piszą mądre księgi. Mamy XXI wiek, zeszyty o herosach są passé, króluje powieść graficzna. Jeśli przy okazji mogę jakąś zaprezentować, to zazwyczaj staje na moim. I wtedy pada pytanie, które we mnie z kolei budzi lęk: „Ej, jak to takie fajne, to weź poleć jakiś komiks”.

To jest ten moment, gdy czytelnicy pukają się w głowę i zastanawiają, czy autor ma faktycznie jakiś problem, czy też musi tylko miejsce zapełnić. Nie dziwię się Wam, bo z początku może wydawać się, że problemu nie ma. Przecież codziennie recenzuję tu jakieś komiksy, a Wy to samo robicie w komentarzach albo na swoich stronach. Jednak, gdy mam polecić coś osobie spoza środowiska komiksiarzy, która z tym medium dopiero się zetknie – odczuwam lekkie zdenerwowanie. Z jednej strony irytuje mnie podejście „jakiś komiks”. Aż cisną się wtedy na usta pytania: „Ale jaki? Sensację? Horror? Amerykański? Europejski? Jakiegoś konkretnego autora? Podobny do czegoś? A może mangę?”. Tymczasem nasz rozmówca często nie miał w ogóle pojęcia, że ten tajemniczy komiks to da się jakoś podzielić. To dla niego terra incognita – pytania doprecyzowujące możemy sobie darować.
Z drugiej strony – ważne jest co polecę. W końcu od moich polecanek zależeć może późniejsze postrzeganie gatunku, pozyskanie nowego czytelnika, być albo nie być komiksu polskiego. Pół biedy, gdy jest to osoba z mojego pokolenia, orientująca się nieco w popkulturze. Ale zdarzało mi się polecać komiksy osobom, które faktycznie pierwszy raz na oczy widzą takie zjawisko, w formie większej niż pasek w dzienniku. Czujecie tę odpowiedzialność? Pierwszą myślą jaka się pojawia, to polecić coś, co sam lubię. Ale czy na pewno wszystko się nadaje?

A im bardziej doświadczony jesteś, tym ciężej wybrać...

Wydaje mi się, że osobie zupełnie świeżej nie każdy komiks polecać należy. Mam do czynienia z kimś, kto estetyki komiksu nie zna i pewnie do razu nie pojmie. Odpadają wszelkie zabawy konwencją, przejaskrawiona brutalność w stylu Gartha Ennisa. Metafory z „Mausa” to także zabawa dla bardziej zaawansowanych. Ryzykuję, że rozmówca nie zrozumie idei i uzna komiks za medium prymitywne albo parodystyczne. Tym samym dołączy do błądzących w mroku i głoszących herezje na temat sztuki komiksu biedaków… Jednak nie można tego zignorować, więc na wszelki wypadek odrzucam też serie superbohaterskie. Na nich chyba trzeba się wychować – bo trykociarzy albo się kocha albo nienawidzi. I jeśli taka opozycja silna jest już wśród samych komiksiarzy, to jak zareagować może „świeżak”? Staram się też nie polecać komiksu o zbyt awangardowych rysunkach, chociaż pokazuję je – a nuż się ktoś skusi. Jednak nowemu w temacie lepiej podrzucić coś z w miarę realistyczną kreską. Nie chcę tu odgrzebywać dyskusji o wyższości realizmu nad awangardą, ale wydaje mi się, że z komiksem realistycznym łatwiej będzie się oswoić, jest bliższy filmowi. A jak „świeżak” będzie chciał, to prędzej czy później po awangardę sięgnie.

Każdemu na usta cisną się już pewnie mistrzowie komiksu, których mógłby polecić. Zwrócę jeszcze tylko uwagę na jedną rzecz – formę wydania… Pożyczając pierwszy odcinek jakieś serii zarzucam, wydawałoby się, przynętę idealną. Jeśli chwyci, to zaciekawiony czytelnik sięgnie po kolejne części. Ale jeśli nie… Pierwsze odcinki mają to do siebie, że lubią się ślimaczyć, skupiać na zawiązywaniu akcji, która na dobre rusza dopiero potem. A przecież drugiego podejścia może nie być. Skreślam też, przynajmniej na samym początku, najgrubsze tomiszcza. Jest szansa, że nieprzyzwyczajony do formy czytelnik nie przebrnie przez kilkaset stron. Ale nie jestem do końca restrykcyjny, wszystko zależy od entuzjazmu jaki wykazuje osoba – jak na początek połknie „Nowy Jork” Willa Eisnera to nawet lepiej. Ostatnie, acz nie najmniej ważne, zastrzeżenie – tak oczywiste, że nie wiem, czy warto pisać. Komiks polecany musi być ciekawy i prezentować jakiś poziom, więc odpadają wszelkie antologie okolicznościowe i inne twory komiksopodobne. „Świeżak” może do końca nie znać się na komiksie, ale kicz wyczuć na kilometr. Ewentualnie komiks będzie już zawsze kojarzył mu się z drętwymi dialogami i sztywnymi rysunkami.

Po uwzględnieniu wszystkich wątpliwości, zostaje mi na liście całkiem sporo komiksów. Ale mam kilka żelaznych pozycji, które polecam wszystkim, chcącym komiks lepiej poznać.

Dziadkom:
„Berlin. Miasto kamieni” Jasona Lutesa albo „Phenian” Guya Delisle – pokazują, że komiks radzi sobie z poważnym tematem, narysowane są przystępnie, nie należą może do najcieńszych, ale za to ze spokojem pożyczycie je nawet dziadkowi. No chyba że sam zażąda „Lobo”.

Rodzicom:
Michała Śledzińskiego „Na szybko spisane” – historie z życia wzięte, trafią zwłaszcza do tych w wieku zbliżonym do autora komiksu. Ale i rodzice, którym przyszło wychowywać dziecko w PRL-u docenią spostrzegawcze oko Śledzia. Można tu polecać też „Marzi”, aczkolwiek z zastrzeżeniem, że więcej ma z opowiadania z obrazkami, niż ze stereotypowego komiksu. A obydwie polecanki, choć są częściami cykli, dają się przeczytać jako zamknięta całość.

Rodzeństwu:
„Asteriksa” Gościnnego i Uderzo. Istnieje szansa, że uważający się za bardzo dorosłego „świeżak” obrazi się, bo poleciłem mu komiks dla dzieci. Phi! Jeśli zażąda czegoś z większą ilością akcji, dam mu „Usagiego Yojimbo” autorstwa Stana Sakai. Zdaniem naczelnego: „Usagi jest dla wszystkich”.

Koleżance (tak… tej koleżance też):
Nie, nie „Paulę”! „Justyna” Crepaxa też odpada, o „Obywatelu” nawet pisał nie będę. Stawiam na „Jeża Jerzego” i zwykle działa. Łamiąc zasady o częściach cyklu, można zaryzykować pierwszą część „Baśni” – zabawa konwencją, ale zrozumiała dla każdego, kto kiedyś czytał baśnie. Aczkolwiek część pierwsza jest średnia, więc może raczej wybrać „Baśnie z 1001 nocy Królewny Śnieżki” – nie wszystkie narysowane są w realistycznie, ale jest ich tyle, że można coś wybrać. Zwłaszcza, gdy koleżanka jest zainteresowana sztuką.
Oczywiście, to tylko kilka na szybko spisanych przykładów. Z chęcią przeczytam Wasze propozycje polecanek dla „świeżaków”.

komentarze 102

  • Widać, że takie na szybko te polecanki. Nie za bardzo też widzę potrzebę dzielenia Dziadków i Rodziców na dwie kategorie. Do komiksu udało mi się przekonać z kilkudziesięciu moich znajomych (obu płci), którzy teraz regularnie (ale nie maniakalnie) kupują sobie już kolejne albumy na własną rękę. W tym celu korzystałem m.in. z:

    – Mausa
    – Persepolis
    – Niebieskich pigułek
    – Kota rabina
    – Corto Maltese
    ( w ogóle komiksy Postu świetnie się nadają do przekonywania ludzi do komiksu)
    – Blankets
    – Epileptic
    – Jimmy Corrigan
    (ostatnie dwa tytułu na razie dla czytających po angielsku, a trzy powyższe przeczą tezie, że nie da się przekonywać do komiksu strasznie grubymi tomiszczami)
    – Umowa z Bogiem
    – Osiedle Swoboda
    – Wilq
    (dwa ostatnie jeszcze na etapie ich ukazywanie się w Produkcie)

    To tak z grubsza. Działalnością wydawniczą kultury gniewu też trochę osób udało się komiksem zarazić. Ale to zupełnie inna historia.

  • To nie ma być kompedium komiks, a zachęta do komentarzy w stylu twojego. :) Nad Blankets i Persepolis sam się zawahałem..

    A może w ogóle problemu nie ma i pożyczyć można wszystko?

  • Wszystkiego zdecydowanie nie.

  • Ja polecam/pożyczam na początek zawsze Blankets (choć jakimś zapiekłym fanem tego komiksu nie jestem) i Phenian. Zazwyczaj działa bardzo pozytywnie, skłania do kolejnych pożyczeń. Blankets na koleżanki działa także zachęcająco – ostatnio po Blankets zmuszony byłem pożyczyć Justynę:)

  • ja koleżance zapodałem najpierw Blacksada (pierwsza rzecz jaką polecam jakiemukolwiek laikowi komiksowemu), a potem sprezentowałem Sny Coraline. Lekka erotyka zawsze w cenie.

  • Ja w liceum kumplom pożyczałem „Produkt” – podobało im się, ale już po inne komiksy nie sięgali. Kilka razy podrzucałem różnym dziewczynom „Niebieskie pigułki”, z różnymi efektami.

    Ale i tak moim jedynym pedagogicznym sukcesem jest siostra, która zaczynała od Asteriksów, potem podkarmiałem ją Usagim, a teraz już czyta wszystko jak leci.

    Choć oczywiście to już inna sprawa, czy taka osoba po naszej zachęcie zacznie kupować komiksy na własną rękę.

  • mr.ciacho

    W 1 liceum sporo osób przekonałem od komiksu przez Sandmana.

  • dla wszystkich opornych kumpli, którzy gardzili komiksem i kojarzyli go wyłącznie z Kaczorem Donaldem polecałem „100 naboi”. 3 pierwsze albumy. działało zawsze. Produkt dawał radę, ale głównie ze względu na Osiedle.

    swojej dziewczynie dałem na pierwszy rzut… Hellboya „Nasienie zniszczenia”. ale akurat jej podchodzi chyba lepiej fantastyka i akcja niż historie obyczajowe.

  • Moja dziewczyna która kiedyś tam czytywała Calvina i Hobbesa teraz zostaje wprowadzana np. w różnice stylistyczne na przykładzie kolorów Dave’a Stewarta do Hellboya i Conana, a w okowy konstruowania bogatej w treść i akcję fabuły przez Wilq’a. Daje jej jeszcze trochę zanim zacznie mi podbierać coś ze stosiku :-)

    W liceum każdy jeden numer Usagiego wędrował do 5 osób. Od „świeżaków” do geeków i każdy potem i tak bardzo podobne wrażenia wynosił.

  • Ja poleciłem znajomemu komiks Star Wars (ten nowy) i mu się spodobał.
    Ja osobiście do komiksów klasycznych przekonałem się dzięki Asteriksowi oraz duetowi Calvin & Hobbes.
    Start miałem przecudny.

  • właśnie. Osiedle. by się przydało. zbiorcze. Osiedle. właśnie.

  • moja śliczna koleżanka zauważyła, że na czytanie komiksów może podrywać chłopaków. nie wiem, czy zdaje sobie sprawę, że przyciąga wtedy geeków, ale co kto woli.

  • Ja prawie poderwałem kiedyś jedną dziewczynę na „Sandmana”. Powiedziała w pksie, że fajny komiks czytam, ja burknąłem pod nosem, że „wiem”. Potem na jednym koncercie myślałem, że to ona, więc podszedłem i zagadałem, ale to nie była ona i sprowadziłem na swoją głowę cały rok nastoletnich dramatów miłosnych.

    No i tej drugiej dziewczynie pożyczyłem „Sandmana” i mi nie oddała do dziś!

  • swego czasu, jakoś w tym nieszczęsnym gimnazjum, kumpla, który ogólnie komiksu nie uważał za godne uwagi medium (chociaż Produkt od czasu do czasu czytywał) przekonałem po kolei ‚100 nabojami’, ‚Kaznodzieją’ i ‚Sandmanem’, które się wtedy zaczynały pojawiać u nas. po tej trójce już był zupełnie otwarty i razem się prześcigaliśmy, który pierwszy dorwie nowy tom :P

  • Na kobiety dobrze działa Thorgal.

  • To faktycznie może sprawiać problem co polecić świeżynce. Trykotów nigdy nie polecam, chyba że jest to Kingdom Come lub Marvels, jeśli dopasuje to polecam po angielsku AstroCity. Ogólnie najpierw zawsze pytam jakie lubi filmy czy książki i pod tą tematykę staram się dobrać repertuar. potem dopiero biorę pod uwagę wiek i ewentualnie płeć, jeśli świeżak dość ogólnie mówi o swoich oczekiwaniach( „no nie wiem, poleć mi coś fajnego”). Zawsze dobrze działa humor w zestawieniu z obyczajem i sensacją, więc najczęściej proponuję „kota Rabina”, „Calvina i Hobbesa” ewentualnie Wilqa jeśli widzę że humor taki może przypasować i do tego dołączam „Blacksada”, „niebieskie pigułki”, willa Eisnera. Sprawdza się też „100 naboi” czy „za królową i ojczyznę” ewentualnie Gainman.Zawsze staram się dobrać też wyraźną kreskę, bo w końcu większość ludzi ocenia komiks okiem na początku. Blankets i Thorgal tez się sprawdzają, tak samo jak usagi.

  • Dla „nieuświadomionych komiksowo” mi się zdaje że komiksy nieme by sie nadawały w sam raz jako starter przed głównym daniem ;) Śmiercionośni, Thomas Ott, Bajabongo, Alieen. Inaczej mówiąc, KG ;)

  • Wręcz przeciwnie…
    KG to komiksy zdecydowanie dla uświadomionych.

  • Się Kingpinie trochę zapędziłeś bo nie nazwałbym np. „Phenianu”, „Kronik birmańskich”, „Na szybko spisane”, „Pierwszej brygady”, „Berlina”, „Sali prób”, „Insekta” czy „Człowieka Paroovki” komiksami dla uświadomionych.

    Ale Norbi też się zapędził bo A.L.I.E.E.N. i Bajabongo to momentami zabawa formą i językiem dla zaawansowanych. Natomiast taki Ott to już jak najbardziej lektura do nawet początkujących. Szczególnie „Exit”, krótkie, konkretne, mocno „spłentowane” opowieści.

  • Czytając ten wpis przypomniał mi się pewien artykuł ze ś.p. „Komiksu-Fantastyka” o dwóch półkulach mózgowych z punktu widzenia czytania komiksów. I jeśli ktoś by mnie spytał jaki komiks polecam to najpierw bym spytał tego kogoś czy w dzieciństwie czytał komiksy. Jeśli odpowiedź byłaby twierdząca poleciłbym większość z tego co kupuję. Jeśli odpowiedź byłaby przecząca to chyba dałbym sobie spokój z polecaniem czegokolwiek. ;)

  • No akurat z tych tytułów podanych przez Norbiego, to żaden się za bardzo nie nadaje jako lektura dla początkującego czytelnika komiksów. Tytuły podane przez Szymona już bardziej, ale też nie do końca. Nawet NSS i Paroovka wymagają przynajmniej minimalnego obycia z tym medium. Ott lekturą dla początkujących? Hmmm… może ja innego Otta czytałem? Zresztą przygodę z komiksem to trzeba zaczynać od Kajka i Kokosza oraz Tytusa.

  • @Kingpin – Thorgal dla dziewczyn? nie zawsze, patrz tekst na ten temat z Zeszytów Komiksowych – feministyczna perspektywa rodem z ‚idealnego faceta dla mojej dziewczyny’

  • Ja akurat podzielam zdanie Szymona z ostatniego komentarza. Sam nie dalej niz 4 dni temu podarowalem „nieuswiadomionej” kolezance na urodziny „Numer…” Otta (podobno juz 3 ostatnie byly w CK), chociaz gdyby byl dostepny, to kupilbym „Exit”. Zeby nie bylo – nie prowadze jakiejs krucjaty, sama chciala komiks ;).

    Aha – sorry za brak polskiej czcionki, ale siedze akurat na angielskim systemie, bez zainstalowanych opcji jezykowych.

  • Jak edukować to z grubej rury: „Maus”, „Achtung Zelig” i „Mikropolis” – tymi tytułami zawsze kogoś udało mi się zainteresować. Co więcej, raz pożyczając „Achtung Zelig” swojemu wykładowcy straciłem go z oczu na blisko dwa miesiące – krążył po całym wydziale, więc swoje zrobił

    Krążył komiks rzecz jasna a nie wykładowca;)

  • @ gonz
    Thorgal jest wybitnie dla dziewczyn. Główny bohater to ideał faceta – piękny, silny, kochający, dbający o rodzinę itd. Żona – piękna księżniczka z dalekiego kraju dbająca o ciepło rodzinne, ale potrafiąca – gdy trzeba – walczyć za swoich bliskich. Dziecki, chatka, itp. itd. A feministki zawsze będą szukać dziury w całym. Prawdziwe kobiety nie są feministkami ;)

  • Hmm, kobiety wkręcisz też na „Calvina i Hobbesa”. Moja narzeczona uwielbia tę serię

  • @Seba – znam to z autopsji.

    @Kingpin – eeee, przesadzasz. za młodu chyba i młodzieńcy sie utożsamiają z Thorgalem, i dziewczęta z Aaricią. acz coś w tym jest. w Tytusie trudniej chyba dziewczynom znaleźć taką postać :]

  • ktoś słusznie wspomniał Blacksada jako idealny towar „masz, może ci sie spodoba”. to działa.
    Osiedle podoba się każdemu, ale nikt z moich ziomów po jego lekturze nie sięgnął po inny komiks. dziwne…

  • Na wilqu i kaznodziei zbudowałem wspaniałe przyjaźnie :)

  • @konrado – z osiedlem zetknąłem się przez jegomościa co nei czytał nic poza produktem i spawnem w sumie.

  • gilo (z pracy)

    testowałem różne komiksy na koleżankach i kolegach ze studiów. Kolegom najbardziej podchodził Wilq, Hellboy i Sin City, koleżankom Niebieskie pigułki, Calvin i Jeremi

  • Ja wybrałem inny system aby uświadomić komiksowo moją 16-letnią siostrę. Fakt że sam nie zacząłem tylko siostra przeczytała kiedyś fragment Koraliny w jakimś młodzieżowym piśmie („13-tka” to była chyba) i mówiła że fajne. Więc podsunąłem jej całośc Koraliny i ją wciągnęło w Gaimana. Obecnie czyta 70 stron dziennie Amerykańskich Bogów i jest bardzo na tak. Więc jej mówię że Sandman jest jeszcze lepszy i za 2 dni jak skończy Amerykańskich Bogów będzie czytać „Preludia i Nokturny” (wow co nie;) ). Już zadeklarowała (sama z siebie) chęć przeczytania Baśni: 1001… (bo jak mówi fajna okładka) i Prosto z Piekła (wow co nie;) ). Oczywiście nie zachęcam siostry do czytania komiksów z poczucia komiksowego obowiązku wujka Thorgala. Będzie się z kim składać na nowości;)

  • Kiedyś w podstawówce zostałem wyśmiany za czytanie komiksów przy całej klasie przez panią od polskiego. Chyba przez to mam traumę i nie gadam z ludźmi o komiksach raczej :) ale jeśli już to nie miałem w sumie negatywnej reakcji z czyjejś strony od tamtej pory. Gdybym miał coś polecać, to pewnie coś Gaimana.

  • wydaje mi sie że „prosto z piekła” może ostro zniechęcić do komiksu niewinną ;) i nie obytą z tym medium 16-latkę. Jeżeli chodzi o moore’a to ja proponuję pożyczyć „strażników”. każdy komu zapodałem ten komiks twierdzi, że jest genialny, cudowny, niesamowity etc. no i po ich lekturze chcą czytać kolejne komiksy, a to już duże osiągnięcie

  • A to do „Strażników” nie trzeba najpierw poczytać jakichś trykotów, żeby wyłapać aluzje?

    @Kingpin
    „Zresztą przygodę z komiksem to trzeba zaczynać od Kajka i Kokosza oraz Tytusa.”
    A nie boisz się, że pożyczanie wiekowych już pozycji sprawi, że ludziom nadal będzie się wydawało, że komiks skończył się w 89? Co jest dziś ciekawego w Tytusie dla nowego czytelnika? Ideał harcerza?

    Jeśli mam przekonać, to wolę pożyczyć Śledzia niż Chmielewskiego, przy całym szacunku dla tego ostatniego… Tego typu komiksy można przeczytać po jakimś czasie obcowania z gatunkiem, jako lekcję historii.

  • Wydaje mi się, że zabierając się do lektury „strażników” nie trzeba wcale być aż tak obcykanym z komiksowymi „trykotami”. Ja sam nie czytam raczej historii o superbohaterach, a i tak jestem w stanie docenić geniusz moore’a który sie objawia w „strażnikach”. Pozatym myśle, że nawet jeżeli ktoś nigdy nie czytał komiksów superbohaterskich, w jakimś minimalnym stopniu wie o co tam biega, chociażby dzieki popularnym adaptacjom filmowym tych komiksów.
    Z innej beczki – właśnie czytam zbiorcze „Fistaszki”. Przecudowna rzecz! od dzisiaj bedę polecać moim znajomym włąśnie ten komiks :)

  • Jakieś dziwne podchody robicie, a każdej dziewczynie przecież chodzi jedynie o ser-ce.

  • Dobrze, że nie napisałeś, że o Pałkę Macieja.

  • chudeusz

    Kaznodzieja dla dziewczyny!
    a nie jest najlepiej wpuścić laika do mieszkania i niech sam wybierze? ja tak mam że gdziekolwiek nie pojde to najpierw obczajam co na półkach stoi. Nie macie takiej ciekawości „po co najpierw sięgnie”? ciekawy test charakteru;)

  • Mimo wszystko, skłonienie dziewczyny, aby weszła do mieszkania, to już wyższa szkoła jazdy – nie szarżujmy!

  • A jeśli postawimy przed komiksami kilka brzydkich figurek postaci komiksowych – o tak – to dziewczyna najpewniej nie sięgnie po nic!

  • JAPONfan

    Ja polecam „5 to liczba doskonała” i jest strzelanina i filozofia i rysunek bardzo ciekawy. Dla tych co marudze ze komiksy sa prostackie rysunkiem dawalem kiedys „Azyl” ale dorobilem sie drugiego egzemplarza Black&white II” i to daje. Dla tych ktorzy mówią ze komisky sa prostackie z fabuły daje „Mausa”. ogólnie nie staram sie zachęcac, to nie ma sensu. Jak ktoś sie spotykal z kaczorem donaldem i empro to za cholere nie uzna ze komiksy sa na rowni z ksiazka czy filmem (jesli jest wyznawca jednej z tych dwoch muz lub obu). Bo na przykład egzaltowanych ludzi z ASP zabijam „powidokiem”

  • 5 to ja nie wiem czy komukolwiek poza smakoszem bym polecił. specyficzne.

    @kendo – wzruszyła mnie Twoja historia.

    @kazik – strażników podrzucałem wielu osobom, i faktycznie zaskakiwało. acz raz trafiło na zapaloną fankę Rosińskiego, co to poza Thorgalem nic nie czyta. No i proszę – no spoko, no niezłe, no cośtam, ale przecież to nie to co Thorgal…

    a jej siostra z ASP to samo.

    Czyli coś w tym jest.

    Po czym pokazaliśmy paniom Rogatego Boga. No i popatrzyła pani z ASP, i stwierdziła że te rysunki to byle co. i że każdy na uczelni tak umie.
    coś próbowaliśmy, ale skończyliśmy w sumie na tym dyskusję.

  • jeż jerzy dla koleżanki ?

    w sensie chyba tej najbrzydszej ? :D

  • ludzie, o czym mowa w ogóle. chodzi o komiks dla kogoś, kto W ZYCIU KOMIKSÓW NIE CZYTAŁ. nie dla „fanki Rosińskiego” i drugiej takiej co sama umie umie lepiej. ludzie spoza branży, spoza tego świata w ogóle. co nie za bardzo jarzą też różnicę między Enterprise a Gwiazdą Śmierci. a na widok wiedźmina spytają „czemu on tak śmiesznie palcami robi”.
    co czytają ludzie? moze co czytali zanim się pojawił Paolo Coala? wiem, Dana Browna. ale jeszcze wczesniej, jeszcze nawet przed J.K.Rowling? ludzie czytali Morella, Ludluma, Macleane’a i tam może Sagę o ludziach lodu. oglądali Szklaną pułapkę, Zabójczą broń i Niewolnicę Izaurę.
    czyli: TRZYNASTKA i THORGAL .
    TRZYNASTKA i THORGAL powinny być kamiennymi tablicami, które zniesiemy z komiksowego Synaju ciemnemu ludowi czczącemu bałwany! TRZYNASTKA i THORGAL powinny być tym co będziemy nieść w naszej Arce, tym co porazi naszych wrogów! TRZYNASTKA i THORGAL mają wszystko czego potrzeba: senację, akcję, wojnę, miłość, walkę i cholernie zakręcone powiązania kto-jest-czyim-zaginionym-synem, ale przy tym nie zbyt skomplikowane.
    a wy chcecie torturować nuworyszy Mausem, Blanketsami i Niebieskimi pigułkami? groza!

  • Oj nieee, „Trzynastka” teraz to już taka ramotka straszna jest dla chłopców małych. Jeżeli nie chce się obrazić inteligencji dziewczyny to trzeba jej właśnie „Pigułkami” zasunąć.

  • huja tam. ludzie NIE WIEDZĄ JAK CZYTAC KOMIKS. patrz mi na usta: NIE WIEDZA JAK. powaznie, słyszałem takie rzeczy jak „ale najpierw obrazki czy tekst sie czyta?” (moja mama na ten przykład, ale trafiła się i jakaś dziennikarka). ludziom przeszkadza, że „a te ludziki takie kulfoniaste” (Jeż) „a czemu to są myszy?” (Maus) „a dlaczego oni mają takie dziwne dłonie?” (Kajko i Kokosz). pigułki nie mają realistycznych rysunków, nieprzystosowany do odbioru takiej grafiki umysł nieczytelnika zawiesi się na tym i nie pozwoli mu czytać.
    co z tego, ze Trzynastka to ramotka. owszem, straszna, momentami bardzo naiwna, tracąca mychą, zerżnięta z Ludluma, ale ŁATWA W ODBIORZE dla niewprawionego czytelnika: cos się rusza, coś wybucha, jest jakaś akcja, coś zachęca czytelnika do przewrócenia strony, nawet jeśli nie za bardzo rozumie. to dobrze, będzie chciał zrozumieć to sobie cofnie. wazne że rysunki są prawidłowe a akcja wciąga. pewno za jakiś czas taki czytelnik sięgne po Trzynastkę i pomysli „czemu to mi się kiedyś podobało?”, ale wazne, żeby w ogóle sięgnął za pierwszym razem. you have to learn to crawl before you learn to walk. nikogo nie dziwi, że są książki dla młodzieży. najpierw dajesz im Szklarskiego, nie Irvinga. do kina tez wyslesz ich najpierw na Johna Woo, a nie na Antonioniego, bo się zanudzą. tylko raczej nikt nie powie potem „nie lubię filmów”. ale „nie lubię komiksów” to kazdy. i juz wiem czemu! bo wy ich tymi pigułkami męczycie!

  • a tak wogóle to nie wrogowie a potencjalni sojusznicy. agresorze zasrany.

  • Zgadzam się z au, m.in. XIII miałem na myśli, gdy pisałem o realizmie i filmowości rysunków. Ale, że nie czytałem jej i nie mam – dopiero zaczynam – to do polecanek nie trafiła.

  • Gonz, „porazi wrogów i uczyni z nich potencjalnych sojuszników”- siądzie? wszystko musisz mieć kurwa tak dosłownie?

  • no wiesz, pisałeś w takim amoku jak byś miał wyjąć swojego elektryka i rozstrzelać wszystkich co są anty :]

  • @ pawelk
    a propos Kajka i Tytusa – miałem tu na myśli raczej to, że kto od nich nie zaczynał, ten nigdy nie będzie prawdziwym komiksiarzem ;)

  • A jeśli komuś każemy od nich zacząć, to może nigdy komiksiarzem nie zostać. Nawet nieprawdziwym, weekendowym czytaczem…

  • kingpin:
    ho ho ho

  • @ pawelk
    no nie każdy może być komiksiarzem!
    @ konradh
    zabrakło mi jeszcze na końcu Merry Christmas!
    się na żartach nie znacie i tyle!

  • Odnosnie kobiet: swietnie sprawdza sie Persepolis. Kilkakrotnie pozyczalem i zawsze z tym samym rezultatem, co od razu prowadzilo do Kurczaka i Wyszywanek.

  • Ja Strażników bym polecał. Każdemu. Bez wyjątku. Ok z wyjątkami. Starszym bym polecał Strażników. Potem Baśnie, Kaznodzieję, Sandmana. Sandmana zdecydowanie.

  • No Strażników warto polecać ale raczej nie na pierwszą linię. Może się okazać ciężkim kawałkiem na ten „pierwszy raz” , może boleć.
    Moim zdaniem na rozdziewiczanie można polecić 100 naboi . Nie tylko fanom gangstersko/kryminalnego klimatu ,ale szczególnie nim.

  • Rodzicom można spokojnie podrzucić Calvin’a I Hobbes’a. Moja rodzicielka była zachwycona ;>
    A co do znajomych to ostatnio pożyczyłam koleżance ‚Kobietę moich marzeń…’ i ‚Powidok’ i była zachwycona. Nawet trochę się ‚wkręciła’ i teraz zamierzam jej podrzucić Persepolis.

  • 100 naboi zdecydowanie zbyt zakręcone dla początkującego. pamiętajcie, że mówimy op czytelniku KOMPLETNIE ZIELONYM (nie, nie o Hulku). on nie wie, że można w komiksie zrobić flashforward, a od tego przecież się zaczyna 10 naboi, nie wie, że mozna zrobic flashback, nie wie co to tekst z offu i jak ma go traktować, jako część dialogu czy nie? macie szczeście jeśli traficie na kogoś, kto przełknie bardziej wyrafinowane rzeczy na początek, ale wielu ludzi tego nie zrozumie i z punktu odrzuci komiks, który dostali do ręki, a zarazem komiks jako taki.
    po przemyśleniu doszedłem do wniosku, że Trzynastka nawet bardziej nadaje się na Komiks Pierwszego Kontaktu, bo w Thorgalu niektórych zniechęci samo to, że komiks jest o wikingach.

    @bele, Strażnicy to komiks wysokego ryzyka. niektórzy wyrobieni czytelnicy się wykładają. za dużo tam wątków naraz, weź spróbuj śledzić te fragmenty gdzie dzieciak na krawężniku czyta „Chłopa na dwunastu umrzyków skrzyniach” a jednocześnie sprzedawca gada z ludźmi. dać cos takiego początkującemu? to jest zakazane przez Konwencję Genewską!

  • > Mamy XXI wiek, zeszyty o herosach są passé, króluje powieść graficzna.

    Że co proszę?

  • Ironia na temat stereotypu „Komiks? A, to o bohaterach w lateksie!”

  • „o bohaterach w lateksach”
    „o wikingach”
    „o smokach”
    „o kaczorze”
    „o myszach”
    „o małpie”
    „o milicjancie”
    „o kulfonach”
    „przeklinają”
    „gołe cycki, panie, a przecież komiksy są dla dzieci!”
    „o Likwidatorze”
    „manga=pedofilia”
    – szczątkowa lista stereotypów, z którymi nalezy walczyć.

  • „bohomazy z wulgaryzmami”! :)

  • “przeklinają”
    “gołe cycki, panie, a przecież komiksy są dla dzieci!”

    tak, walczmy z tym kurwa. te wszystkie blogi z cyckami. :D

    Fakt, jesli mowa o zupełnie zielonym czytelniku to “Watchmen” odpada. Ale jest doskonałym przykładem jesli ktoś jest świadom komiksów, ale myśli, że to rozrywka dla dzieci.

  • taki ktoś tez nie wciągnie tego łatwo. lepiej mu najpierw dać np. Alfę. rysunki niemal fotorealistyczne a fabuła bez żadnych retrospekcji i takich pierdół.
    jak się wprawi dajesz mu jakieś Sto naboi, Kaznodzieję, Sin City, a po dwóch tygodniach 200 miligramów DMZ, te niebieskie pigułki i pamiętaj o suplementach i osłonie.

    jak ktoś jest świadom komiksu to połowa roboty z górki. Ty musisz mu tylko pokazać, że komiks to NIE TYLKO kaczory, NIE TYLKO Likwidator, NIE TYLKO Tytus, NIE TYLKO hentaje (bo są na świecie nieszczęśnicy, którzy termin “manga” utożsamiają z rysunkowym porno, i się oburzają, że to się sprzedaje dzieciom) NIE TYLKO PRLowska propaganda, NIE TYLKO produkt zgniłego zachodu. komiks JEST tym wszystkim, ale NIE TYLKO, a osobnik niechętny komiksowi może wziął kiedyś do ręki zeszyt, którego treść mu się nie spodobała. więc odrzucił komiks jako taki- Ty musisz go nakłonić, zeby sięgnął znów i znalazł coś co go wciągnie.
    a jak nie chce to wpierdol!!

  • A moja Żona wczoraj powiedziała:

    – Może ja bym sobie coś przeczytała. Ale lepiej, jak sobie coś sama z półki wybiorę.

    To powiedziałem jedynie „Nie bierz Prosto z piekła”. Ale ona jest trochę otrzaskana z mangami, zaliczyła parę serii (Detektywa Jeża m.in.) plus Kolektywy.

    A szczerze, to nie wiem, co bym jej miał polecić.

    Matce dałem Piekło Niebo Bellstorfa. A potem Zagubioną Duszę O’Malleya.

  • zagubiona dusza bardzo fajna jest i są koty

  • przeczytałem „Zagubiona duszę” jakieś dwa tygodnie temu- i przyznaję, że nie spodziewałem się, że mi się spodoba- rysunek zniechęcał mnie tak, jak lakoniczna zapowieź treści zchęcała. No i zeszło mi dwa lata z kupowaniem tego tytułu. Coś z refleksem już nie tak :-)

    Ja znajmomym portugalistom, którzy komiksów nie czytają wciskałem Kapelę i ten o kobietach. Podobały się, ale nie wciągnęły ich dalej w czytanie. Stanęło na tych dwóch.

  • Dość dobre wyniki przynosi propagowanie komiksu za pomocą pierwszego i drugiego Blakiego.

  • Moja dziewoja zaczęła od „Kaznodziei”, a później to już jakoś poleciało.

    Z ludźmi niezaznajomionymi z komiksami często wychodzą śmieszne sytuacje: „a to są wydawnictwa, które wydają tylko komiksy?”, „na prawdę są komiksy obyczajowe?”, „to na półce to komiksy? takie grube? ooo, wyglądają zupełnie jak książki!”.

  • No, ja miewam teksty w stylu „I to wszystko sam Batman jest? Na tych wszystkich półkach? To tego aż tak dużo wydali?”

  • JAPONfan

    Ja mialem „to sa mangi nie o dragon ball?” „to sa komiksy bez dymków?”

  • „To Fistaszków wyszło aż tyle?”

  • czym jest komiks?

  • pierwszym komiksem mojej 23 letniej kumpeli był „Ostatni szrama 1” który wzięła ode mnie żeby coś poczytać w pociągu w drodze do Wawy. Spodobało jej się, potem czytała drugą część.
    A ostatnio Mawila „Możemy zostać przyjaciółmi”.
    a tak se chciałem tylko zabrać głos w dyskusji :P

  • no jak szrama się jej spodobał, to chyba mało wymagająca jest, hę? :lol: bo to w sumie słaby komiks. No chyba, że mi się tylko tak wydaje przez porównanie z produktowymi Emilią, Tankiem i Psorem.

  • Śmiem twierdzić, że taki „Dallas Barr” nasyci 98% czytelników w ogóle lubiących SF.

  • Na Blipie ktoś właśnie zapytał, jaki komiks dla faceta. Żeby to był komiks „typowo dla faceta”. Pomijając zasadność takiego rozdzielania dla-faceta-dla-baby, wpadłem i poleciłem co następuje (próbując zahaczać o nowości):
    „Kaznodzieja”
    „Y: ostatni z mężczyzn”
    „Suka”
    „Niczym aksamitna rękawica odlana z żelaza”
    „5 to liczba doskonała”

    ew. coś Manary ;)

  • Dlaczego, przecież taki rozdział funkcjonuje wszędzie i jest najzupełniej normalny. Jest babskie kino, jest męskie kino, są babskie książki i książki dla facetów, gdy, muzyka. Przecież to czysto orientacyjne rozgraniczenie jest i umowne.

  • Nie wiem czy wszędzie funkconuje. Wiem, że rozgraniczanie takie nie ma sensu – „samochody dla chłopców, lalki dla dziewczyn”, „niebieski dla chłopców, różowy dla dziewczyn”. Patrząc na chociażby swoją siostrę bądź Martę nie mogę powiedzieć, że czytają „typowo babskie książki” albo „oglądają typowo babskie filmy”.

    Taki podział jest ograniczający jak dla mnie. A jak se ktoś chce takie rozgraniczenie wprowadzać (bo nie ukrywam, ułatwia życie zapewne) – pewnie, jego sprawa. Ja jakoś jestem ponad to (ha ha!)… dobra, próbuję być ;).

  • To trzeba było odpowiedzieć tamtej osobie: „nie wiem czemu zadajesz takie pytania, są bardzo ograniczające, nie pomogę Ci”. Albo za karę poradzić Lou.

    Choć tu istnieje duże prawdopodobieństwo, że się tamtej osobie spodoba.

  • Głupi jesteś. Nie chodzi o to, że ja takich podziałów nie rozumiem. Doskonale je rozumiem i dlatego tamtej osobie poradziłem, dopowiadając sobie co ona ma na myśli. Tutaj wtrąciłem po prostu mimochodem, że jakoś nie lubię takich rozgraniczeń. W sumie Szymon w pierwszym komencie napisał, że niezbyt widzi sens w rozdzielaniu Dziadków i Rodziców na dwie kategorie. Ja po prostu idę krok dalej :). Wiem, że to są rzeczy umowne, bądź co bądź.

    No ale widzisz, masz „Lou” wydawaną w „klubie dziewczyn” (już nie taki umowny podział) i sam wiesz jak jest, kto to czyta i do kogo trafia ;).

  • To ja już rozumiem, że rozumiesz, że się rozumiemy. ok.

  • mysle,ze Łukasz w dziecinstwie bawil sie lalkami.

  • Masz rację. Pompowanymi.

  • Wy tu gadu gadu a tu setki tylko trzynaście komentarzy, niech ktoś obudzi KRL-a.

  • „Niestety w tej chwili KRL nie może podejść do komputera, jest zbyt zajęty zabijaniem polskiego komiksu przy pomocy wulgaryzmu i płynięcia z prądem”.

    Co za durny komunikat na tej poczcie głosowej.

  • tak próbujesz być postępowy że aż rozum odebrało. wiesz jaki sabotaż odwaliłeś? teraz to juz nikt kurwa nie sięgnie po komiks w tym smutnym jak dupa kraju!

  • Dupa smutna? Zależy jaka… Te z boli wcale na smutne nie wyglądają.

  • to cytat z klasyka jest.

  • czy ten klasyk ma doktorat?

  • to z Produktu tekst. Ty za młody jesteś, żeby pamiętać:P

  • Co Ty gadasz w ogóle, jak za młody (bo jak on za młody to niby i ja za młody, rok różnicy tylko). Żeby nie „Produkt” to my byśmy się tutaj nie spotkali raczej, „Produkt” mnie w komiks wciągnął i przez „Produkt” (i jego forum) poznałem chociażby Konrada i Gonza. A klasyków można nie pamiętać, ja ten przez mgłę kojarzę, wiedziałem, że gdzieś było, ale nie wiedziałem gdzie ;).

  • To was znajomi pytają o komiksy? Mnie w życiu nikt nie spytał, czy mogę mu coś polecić. Więc nawet okazji nie miałem by się zastanowić.

    Jak sobie paradowałem z dumą z moim cud miód From Hell, to spotkałem kumpla. Spytał się co to. Komiks. Spytał ile kosztował. Zgodnie z prawdą odpowiedziałem. Kumpel zrobił wielkie oczy i podsumował mnie, że musze być nieźle popier… żeby tyle kasy na jakiś komiks wydawać. Chyba nie udało mi się go zachęcić.

  • zaraz. żadnego „a co to?”, żadnego „o czym?”, żadnego „a fajne?”,żadnego „a są cycki?”?? tak od razu „ile?”??
    co Ty masz za kolegów???

    albo może… może powinniśmy całkowicie zmienić nasze spojrzenie na to jaki powinien być popularny komiks:/

  • Obstawiam Szkotów.

  • Fakt, ale to był jeden przypadek. Następnym razem jak się chwaliłem nabytkiem, to za wczasu informowałem o co chodzi, ale przy cenie i tak wymiękali. Nawet jak się rzuciło nazwiskiem Depp w międzyczasie. W końcu uznałem, że może dam spokój…

  • 101 dalmatyńczyków

  • Chciałbym powiedzieć, że tzw. mainstream nie jest mainstreamem dlatego, że go wypromowano tylko dlatego, że do przeciętnego czytelnika najlepiej trafia. Czyli niebieskie pigułki to se może czytać „ambitna młodzież” bądź Ci, którzy chcieliby nią jeszcze być. Generalnie nie ma geguł, że coś spodoba się każdemu – to tak jakby film czy książkę dla każdego szukać. Mam koleżankę, która nigdy komiksów w ręku nie trzymała, a „Świat Edeny” Moebiusa ją zachwycił i przeczytała 2x od deski do deski, a w życiu bym akurat tego komiksu jej nie polecił ;-)

Dodaj komentarz