Komiksy · Filmy · Gry · Anime · Manga · Muzyka · Książki · TV · Wywiady · Warszawa

Straceńcy utraceni


papier · komentarzy 36

Stracency

Wzburzony ocean polskiego rynku komiksowego kryje w sobie wiele tajemnic i niebezpieczeństw. Jedną z nich jest tajemniczy wir, który wciąga niektóre serie i uniemożliwia, zazwyczaj z przyczyn ekonomicznych, wydanie ich następnych odcinków. Tak też było ze „Straceńcami”, którzy pojawili się w czasach, gdy wydawało mi się, że 45 złotych za album komiksowy to za dużo.

Wydawnictwo Taurus wydało pierwszy i jak na razie jedyny album „Straceńców” w lutym 2006 roku, więc w żadnym wypadku nie jest to nowość. Wielokrotnie zbierałem się do ich zakupu, ale jakoś tak głupio było mi ładować 45 złotych w serię, której dalszego ciągu po polsku raczej nie zobaczę. Aż któregoś dnia, Gardło Sobie Podrzynam Babiel przewietrzał swoje półki i odkupiłem od niego „Początek rozgrywki” za grosze. I wychodzi na to, trzy lata po premierze, że jest absolutnie wart okładkowej ceny.

Wszystko brzmi jak czołówka „Drużyny A”: zdradzony przez CIA oddział do zadań specjalnych postanawia zemścić się na swoich skorumpowanych pracodawcach. Jest ich piątka, każdy zna się na czymś innym: rozgadany haker, jowialny pilot, małomówny snajper, posiadacz wrednej blizny i cwany szef. Po drodze dołącza do nich jeszcze Aisha, Afganka, która „spaliła swój pierwszy czołg gdy miała dwanaście lat”. Mamy więc grupę zdeterminowanych profesjonalistów, którzy przy okazji zemsty chcą ukarać złych ludzi za robienie złych rzeczy.

krocze

„Początek rozgrywki” to adrenalinowa bomba. Skomplikowane, wymagające olbrzymiej precyzji i odwagi operacje, strzelaniny, porwanie opancerzonej furgonetki z ulic Nowego Jorku oraz motorówkowy pościg w stylu najlepszych „Bondów”. Jednak w przeciwieństwie do przygód 007, granica pt. „och weź przestań” nie zostaje zbyt brutalnie przekroczona i nie trzeba przymrużać oczu. W końcu to tylko furgonetka porwana prosto z ulicy za pomocą helikoptera z przemysłowym elektromagnesem, nie?

Na drugim planie, za akcją i sensacją, mamy tajemniczy spisek i skorumpowanych urzędników Centralnej Agencji Wywiadowczej, którzy „sprzedają gówno Amerykanom, aby zdobyć fundusze na chronienie Amerykanów przed facetami, którzy produkują to gówno, które im sprzedają”. Polityka miesza się z biznesem, a to zawsze stoi na drodze ideałom. O które Straceńcy mają zamiar walczyć. Bo nie mają nic do stracenia, oczywiście.

Cała, wydawana przez Vertigo seria, ma raptem pięć albumów, więc chyba prędzej czy później będę musiał się zebrać i uzupełnić braki. „Początek rozgrywki” nie kończy się na szczęście jakimś strasznym zawieszeniem akcji, ale bardzo zaostrza apetyt na resztę. Wydany przez Taurusa tom pierwszy powinien być w miarę dobrze dostępny w sklepach internetowych.

komentarzy 36

  • seria w pyte, dynamiczna, rewelacyjnie rysowana i pisana z dystansem, fajne dialogi. niestety potem sie rozłazi z deka, rysownicy się zmieniają, a granica ‚och weź przestań’ zostaje przekroczona w finale. ale i tak warto. też muszę zakupić resztę co by dumnie prężyła grzbiety na półeczce.

  • cholera, chciałem napisać komentarz, w którym polecam Ci resztę, bo warto, ale w zasadzie wszystko, co w nim chciałem zawrzeć to napisał już Gonz.

  • harry: no to zawsze jest dodatkowy głos utwierdzający w skompletowaniu reszty:)

  • A ja napiszę tylko tyle. Mam resztę :)

  • pfff – żeby nie było, też mam. ale niecałą. i w zeszytach. pewnie się skończy na dokupieniu jednego czy dwóch trejdów.

  • no przy koncowce to juz takie troche glupotki byly,ale i tak jest git. kupowac. obilo mi sie o uszy,ze pierwszy tom jest dostepny na allegro w dobrej cenie ;)

  • Taniej niż polska okładkowa wychodzi pierwszy normalny angielski trade… ;) Choć drożej niż na alle(dro)go.

  • Blacksad

    Fajne czytadło. Ale seria ma raptem pięć, a nie raptem sześć albumów.

  • Owszem, ma, dziękuje.

  • warto bardzo. masz jeszcze jeden głos za dokupieniem sobie reszty.

  • kozak seria kozak postacie, ale przerysowane to ostro bylo:)

  • Chyba trzeba będzie faktycznie się zainteresować, jak tak zachwalacie :D

  • No to ja dla równowagi napiszę, że „Straceńcy” to jeden z najnudniejszych komiks „akcji i sensacji” jaki czytałem. Warstwa graficzna go nie ratuje, wręcz przeciwnie.

    Więc już lepiej brakujące tomy „Zbira” sobie ze Stanów sprowadźcie. A jeszcze lepiej „100 naboi”. To jest świetna „akcja i sensacja” a nie „Straceńcy”.

  • Szymon, daj spokój. to jak byś die harda z dajmy na to Wysypem żywych trupów i Siedem porównywać. inna bajka. wybuchy. strzelaniny. teoria spiskowa. zwroty akcji typu motor wyjmowany kieszeni. me like it!!!

  • To się nazywa strzał w stopę! Nie artykuł, ale rysunek tej pani. Gdzie ona celuje? Bo chyba nie w klęczącego przed nią widza.

  • losers nudni? ok, chaotyczni, przekombinowani – czasami, ale nudni? toz to akcyjna ekstra klasa!

  • Jaaa… Wpis ten tak mnie zbulwersował, że chciałem go skomentować w osobnej notce na moim blogu, ale stwierdziłem, że ten komiks na to nie zasługuje. „Straceńcy” to shit jakich mało – świetne porównanie z Drużyną A w moich uszach brzmi jednak bardzo negatywnie. Tak jak w kiepskim amerykańskim serialu sensacyjnym, którym fakt, można się zachwycać mając dwanaście lat, i tutaj jest historia naciągana, bohaterowie papierowi a super-duper niemożliwe akcje tak tandetne, że głowa mała (superagenci z tajnych agencji nie sprawdzili w google, czy basen nie ma przypadkiem odpływu? bo helikoptera porywającego ciężarówkę nawet nie chce mi się komentować…). No i rysunki też mocno średnie – zwłaszcza całe płachty kolorów kładzione w tle, jakby rysownikowi odechciało się roboty. Straszliwie się zawiodłem na tym komiksie, bo uwielbiam takie klimaty. „Q&C” czy „100 naboi” to dla mnie niemal religia. Tymczasem „Straceńcy” to ledwie namiastka tamtych tytułów – to taki komiksowy odpowiednik kina akcji z Lundgrenem i Chuckiem Norrisem. Moim skromnym zdaniem of coz. Rzekłem.

    No tak – i cały komentarz pisałem w oparciu o shitowy tom pierwszy, bo po takim wstępie nie chce mi się kupować następnych:)

  • równie dobrze można czepiać się Bonda, że to przecież niemożliwe żeby facet dogonił w locie spadający samolot, wsiadł do środka, i zdążył wyciągnąć lot przed rozbiciem się.

  • Daniel: Pani chyba celuje w czytelnika, leżącego.

    Szymon, Pstraghi: mimo wszystko, w „100 Nabojach” jest więcej gadania i udawania, że wie się więcej niż czytelnik niż akcji i atrakcji. Przy „Straceńcach” bawiłem sie tak dobrze, jak podczas oglądania pierwszych dwóch „Szklanych Pułapek” czy pierwszego „Liberatora”. Zaraz, czy to w tych filmach jeden koleś rozwalił wszystkich?

  • zabili go i uciekł tak zwane.

  • nie porównuj willisa do seagala men :D

  • Dlaczego? Mimo wszystko są dobre filmy z Seagalem. Przynajmniej dwa! A Willisowi też się kilka kaszan przytrafiło.

  • gonz – nienawidzę bondów – dla mnie to opowiastki o erotomanie, którego jedyną mocną stroną są erekcja i gadżety.

    konradh – masz rację, ale do poziomu Szklanej pułapki to Straceńcom daleko – można dobrze zrealizować sensacyjną bajkę i źle:) Co do „100 naboi” to sie zgadzam, że trochę za dużo mówi się o tym ile to się wie, a za mało o tym co konkretnie się wie, ale tam podane to jest w świetny sposób. Głównie dzięki bardzo dobrym dialogom (dowcipnym). Jakoś po prostu spisek ze 100 naboi mnie wciąga – ten ze Straceńców śmieszy. Super Willisa z Die Hard lubię, bohaterów Straceńców już nawet nie pamiętam. Tyle:)

  • Na pierwszych „Szklanych pułapkach” też się świetnie bawiłem, na „Liberatorze” i ostatniej „Szklanej pułapce” już niestety nie. Nie było już w nich nic, co rekompensowałoby mi ich totalną głupotę (np. ironii, dystansu, oryginalności, ładnej laski (Megan Fox!), czegokolwiek)

    Jak we wszystkim „liczą się drobne różnice”, że zacytuję klasyka. Konwencję Bonda kupuję (choć są jej gorsze i lepsze wykonania), „Straceńców” już nie. M.in. z powodów, które wymienił pstraghi, z którym całkowicie się zgadzam.

  • JAPONfan

    Czy to sa ci stracency z pierscinkami z roznymi symbolami? Jak czytalem zajawke w „preview” pomyslalem: „kurde ale to musi być glupie, chyba sobie kupie”.
    PS. a arcie pawelk nie działa waluta komć.

  • PS. a arcie pawelk nie działa waluta komć.

    yyy…?

  • Ale, żeby nie było żem wybredny ja kupiłem wszystkie Die Hardy i oba Liberatory. Tylko tego Bonda ścierpieć nie mogę…

    W dzisiejszym artykule nie działają komentarze:(

  • To było dziwne, ale już działają. Pstrąg, gdyby nie Ty, Japon pozostałby niezrozumiany:)

    Japon: nie, to Ci bez pierścieni. Ci z pierścieniami to byli w „Kapitanie Planecie”.

  • a to nie chodzi o panów co sobie śmiesznie podają dłonie we From Hell?

  • porównywanie ‚Straceńców’ do Bonda jest całkiem na miejscu. w zasadzie to bym powiedział, że to takie połączenie ‚Drużyny A’ (tych lepszych stron) z Bondem (najpierw z Bondem z Connerym, pod koniec z Bondem z Moorem).

  • a co to za onet sobie robicie? gustibus madafaka.
    A! Nienawidzę Taurusa za wstrzymanie tej serii. Oryginałów nie kupie bo mam ważniejsze tytuły do uzupełnienia, ale też nie ściągnę, bo to za dobra seria na czytanie na kompie albo psp.

  • JAPONfan

    Kurcze, musze sprawdzic w prewiev co to bylo. Banda 7 ludzi na uslugach rzadu i na poczatku laska sprzata jednego z nich. Maja na placach pierscionki ze znaczkami „serce” „krol” (ten szachowy), itd.

  • Straceńcy nudni? pierdolenie, tak to jest jak ktoś się naczyta za dużo i potem mu się komplikator przy czytaniu włączy. I to chyba nie jest już wtedy kwestia gustu, ale niedopasowania (się?) danego koomiksu, do oczekiwań.

    dobra, pakuję się i jadę. prawie tydzień z dala od drogi.

  • geekowskie pierdo… sami nie rzucalisci podobnymi tekstami w dziedzinach wam totalnie obych? A wtykanie ludziom komiksow jest passe jak dla mnie, „hej, obacz, obacz, nie jestem taka lema ze to czytam, to to powazne jest kucza, o milosc, smierci i takim kolesiu co jest snem”. phi.

  • hm.. mialem dwa okna otwarte i ten wpis tu nie nalezy:P

  • A gdzie powinien?

Dodaj komentarz