Opublikowane o 09:00, 31 stycznia 2009
autor: Konrad Hildebrand

Urban vinyl? Designer Toys? Co to jest, z czym to się je? Jeżeli zastanawialiście się, o chodzi z tą dziwaczną modą na winylowe figurki, to zapraszam do zapoznania się z poniższym tekstem. Naszym przewodnikiem po świecie miejskich tworzyw sztucznych został Bartosz Szymkiewicz, znany Wam być może jako jeden z dwóch ojców „Bug City” oraz „Hell Hotel”.
Skąd właściwie wzięły się winyle? Z Japonii?
Nurt zainicjował artysta Michael Lau pod koniec lat 90 w Hong Kongu. Wziął on na warsztat figurki G.I. Joe i przerobił je nawiązując do kultury ulicznej, dodał wykonane ręcznie akcesoria, ubiory itd. Gdy figurki były gotowe zaprezentował je na wystawie Toycon, co spotkało się z dużym entuzjazmem odbiorców. W ciągu kolejnych kilku lat na całym świecie zaczęły pojawiać się pracownie i firmy zajmujące się produkcją i sprzedażą figurek.
Co jest takiego w dzisiejszych winylowych figurkach, że odróżnia je od figurek dodawanych do zestawów dziecięcych w McDonaldzie czy żołnierzy G.I. Joe?
Myślę, że w miejscu gdzie znajdują się winylowe figurki spotykają się takie dziedziny jak grafika, street art czy komiks. Całość w formie bardziej lub mniej sympatycznych stworków i kreatur. Odróżnia je na pewno jakość wykonania, a tak na serio to wśród rzeczy, które wymieniłeś, panuje zasada transformowania bohaterów filmów, gier, komiksów itd. w formę figurki. Designer toys tymczasem są w większości projektami autorskimi. Są dziełem samym w sobie. Niektórzy mówią, że designer toys to nowe płótno. Jak dla mnie to mocno przesadzone stwierdzenie, ale na pewno vinylowe figurki to świetny sposób na kreatywne wyżycie się, a także świetna sprawa dla fanów wyżej wymienionych dziedzin.

Jakie są najbardziej znane winylowe zabawki i twórcy się nimi zajmujący?
Najpopularniejsze zabawki to pewnie będą ukazujące się w seriach Dunny, Bearbrick i Qee. Bearbricków było już 17 serii. Co do twórców, to na pewno Kaws – człowiek o korzeniach w street arcie, jego winyle osiągają kosmiczne ceny, David Horvath, współtwórca sławnych Uglydolls, Frank Kozik od lat zajmujący się plakatem, akurat hajpu na jego winylowe kreacje totalnie nie kumam, Tokidoki czyli Simone Legno – włoski ilustrator o polskich korzeniach, Joe Ledbetter no i oczywiście Michael Lau, który wszystko zapoczątkował. To są gwiazdy designer toys.
Jak ważne miejsce w tym całym figurkowym szaleństwie zajmują takie figurki jak Munny, które każdy może malować i modyfikować?
To o tyle fajna sprawa, że każdy może dać upust swojej kreatywności i stworzyć coś unikalnego. Być może ktoś odkryje w sobie duszę artysty, nigdy nie wiadomo. Co jakiś czas producenci winyli zapraszają też znane postacie związane z designer toys do modyfikacji jakiegoś modelu, a następnie organizują wystawę. To niesamowite co niektórzy potrafią zrobić z niby zwykłym „misiem”.
Kiedy mniej więcej moda na winyle dotarła do Polski i jak ma się sytuacja u nas, do tego, co dzieje się na zachodzie?
Nie jestem przekonany czy w ogóle dotarła. Sprawa jest jeszcze w powijakach. Jak na razie można to porównać do sytuacji z kinematografią tu i tam. Ale wszystko dąży ku lepszemu, pojawiają się wystawy, jedna odbywa się właśnie we wrocławskim BWA. Myślę, że małymi kroczkami winyle będą zdobywać zainteresowanie mieszkańców kraju nad Wisłą.
W jaki sposób zacząłeś się interesować winylami i dlaczego?
O winylach wyczytałem prawdopodobnie na jakimś blogu, a pierwsze figurki kupiłem przy okazji zamawiania portfela ze sklepu internetowego. Postanowiłem sprawdzić z czym to się je, no i się wkręciłem. Chyba dlatego, że lubię się otaczać ładnymi przedmiotami no i jak wspomniałem łączą rzeczy, którymi się interesuję.

Od lewej: Dunny, Munny, Qee i Bearbrick.
Myślisz, że zbieranie figurek byłoby tak samo zabawne, gdyby ukazywały się w niższych cenach i większych nakładach?
Dla mnie tak. Zupełnie nie kręcą mnie limitowane edycje czy kompletowanie za wszelką cenę konkretnej serii. Kupuję to, co mi się podoba. Nawet nie wiem jakie są nakłady rzeczy, które posiadam, poza jedną figurką, która jest podpisana.
Czy patrzysz na swój zbiór figurek jak na kolekcję, czy po prostu kupujesz to co Ci się spodoba i jakoś tak wychodzi, że kończy Ci się miejsce na półkach?
Kolekcjonerem nie jestem. Nie czuję potrzeby posiadania każdej edycji figurki. Traktuję to jako zajawkę, która jak nałóg co jakiś czas się odzywa i każe udać mi się na stronę internetową sklepu i zostawić parę dolarów na ich koncie. W zamian mam cieszący oko, przyjemny w dotyku kawałek winylu. Niektórzy lubią też je wąchać.
W jaki sposób można zacząć swoją zabawę figurkami, od czego warto rozpocząć?
Najlepiej od kupna jakiejś figurki. W Polsce jest Subnormal, za granicą najlepiej kupować w Stanach i Wielkiej Brytanii. Długą listę sklepów można znaleźć na stronie Vinyl Creep, która jest jednocześnie obszernym zbiorem informacji na temat artystów i figurek. Można też się zarejestrować na forum Dunny i pogadać z innymi winyl freakami.
mots dnia 31 stycznia 2009 o 12:01
jak ktos z wroclawia i jeszcze nie wie to jest kozacka wystawa
http://www.subnormal.pl/blog/index.php/wystawa-designer-toys/
ja sie jaram!
lukaszb dnia 31 stycznia 2009 o 12:06
Ano, podlinkowana jest wyżej ;).
To ja pokażę Rorschach Munny’ego i Munny’ego Konrada.
harry dnia 31 stycznia 2009 o 12:47
klik
ten koleżka ma całkiem przyjemną kolekcję komiksowych Muńków. zresztą inne jego prace też są niezłe.
Grim dnia 31 stycznia 2009 o 13:21
I gdy tak się patrzy i patrzy i patrzy na te Muńki…. to…to tak bierze ochota, aby zrobić sobie własnego… Szlag, a więc na tej zasadzie to działa!
kendo777 dnia 31 stycznia 2009 o 14:35
Ooo, to ja się muszę na tej Świdnickiej pojawić i zobaczyć o co loko z tymi figurkami;P
godai dnia 31 stycznia 2009 o 20:34
Fajny tekst, doświetlił mi zjawisko, ale @Grim: patrzę i jakoś nie nabieram ochoty na swojego.
Same te lalki (przepraszam, dezajnerskie modele) są dla mnie w większości szkaradne, nawet, jeśli malowanie faktycznie jest ciekawe.
titos2k dnia 1 lutego 2009 o 1:12
damn znowu o figurkach :) ?
może coś powazniej? warhammer na tapetę ? a nie te edzio-pedziowskie winyle.
konradh dnia 1 lutego 2009 o 10:48
No jasne, malowanie smoków jest jakieś 666 proc. bardziej hetero.
mads dnia 1 lutego 2009 o 19:15
Dzięki chłopaki!
Od kilku dni zachodziłem w głowę gdzie ja widziałem te pokręcone figurki (chyba na 2up), ale nie pamiętałem jak to się nazywa i w ogóle. Teraz wiem co i gdzie kupić. ;)
Trreker dnia 2 lutego 2009 o 20:09
Wrocławska wystawa calkiem mila, co prawda godzino sie nie zalapalem i ogladalem przez szybe:P ale w tak doborowym towarzystwie , ze i tak bylo warto dziabnac sobie taka przerwe w sesji.
.C.Z. dnia 2 lutego 2009 o 20:59
Dokładnie tego mi było trzeba do wystroju pokoju… Taaa… Na ścianach plakaty, plansze i rysunki, na półkach i biurkach booblehady i figurki wszelakie… To będzie najbardziej geekowy pokój świata. Młahahahaha.
maciek dnia 5 lutego 2009 o 18:27
przemalowalem takiego hamburgerowego klik klik ( soryresory za te linki , ale ja nie wiem jak sie toto zamienia) , a dostalem od pawla z carhartta , mial w sklepie tego calkiem sporo
konradh dnia 5 lutego 2009 o 19:10
Możesz po prostu linki wrzucać w znacznik htmlowy a href=”blablabla” i wszystko będzie ok.
Hm, to musiałem je przeoczyć jak byłem w Carharcie te trzy razy w życiu :)
iscariote dnia 7 lutego 2009 o 23:13
Kurna, nie powinienem czytać takich tekstów, bo jestem bardzo podatny i zaraz chcę sam sobie kupić taką figurkę i namalować własnego Kick-Assa, czy Ichigo (link od harry’ego). Może kiedyś… niewykluczone.