Komiksy · Filmy · Gry · Anime · Manga · Muzyka · Książki · TV · Wywiady · Warszawa

Usagi Yojimbo: Opowieść Tomoe


papier · komentarzy 14

Tomoe i Usagi

Na kolejny, po „Matce gór”, tom „Usagiego” czekaliśmy prawie rok. I powiem Wam szczerze – w ogóle mi się ten czas nie dłużył. Jest to zapewne spowodowane tym, że Stan Sakai odwiedził nas w kwietniu zeszłego roku. Czy było warto czekać na tom, który w Stanach trafił właśnie na listę najlepszych komiksów dla nastolatków?

„Opowieść Tomoe” jest dość naturalnym przedłużeniem tomu „Matka gór”, chociaż nie mówię, że fabularnie. W „Matce gór” to Tomoe była główną bohaterką historii i najwidoczniej Stan nie chciał znów odstawiać tej postaci, by wrzucić Usagiego w kolejny wir samotnych przygód. Tym razem nie można powiedzieć, że jeden z samurajów dominuje w fabule, Usagi z Tomoe na partnerskich zasadach rozwiązują zagadki i zarzynają wrogów, lecz nie to jest w „Opowieści Tomoe” najciekawsze…

Siłę 22 tomu „Usagiego”, prócz faktycznej opowieści Tomoe – w której odkrywa przed Usagim, jakim to cudem została przyboczną pana Noriyuki i przenosi nas do czasów, gdy była jeszcze służką – tworzy coś innego. I nie mam na myśli tutaj standardowych historii pokroju „Drzwi”, fabularnie nieobiegających od innych, w których Usagi jest przyjacielem klanu Geishu, będącym akurat nieopodal miejsca, gdzie wydarzyło się coś nieprzyjemnego. „Opowieść Tomoe” mówi o przyjacielskich relacjach Usagiego i Tomoe („Lisica”) oraz delikatnie zarysowuje sferę uczuć między nimi („Złodziej i zwój Lotosu” oraz „Chanoyu”).

Ame Tomoe smutną ma twarz...
Bogiem a prawdą, obraz skomplikowanych relacji Tomoe i Usagiego jest budowany przy pomocy bardzo subtelnych środków. Bohaterowie nie skaczą sobie w ramiona, chodzi tu raczej o wspomniane wcześniej partnerstwo, podteksty jakoby Tomoe była zazdrosna o Usagiego (chociaż równie dobrze może być po prostu zirytowana) lub ogólne wrażenie, że Usagi i Tomoe są jak papużki nierozłączki, choć tak naprawdę są tylko partnerami w słusznej sprawie. Gdybyśmy jednak mieli wątpliwości, to w ostatniej historii Sakai w mistrzowski sposób spina wszelkie aluzje i daje do zrozumienia, że coś iskrzy między tym samurajskim duetem.

„Chanoyu” to majstersztyk narracyjny, opowieść w połowie niema, która oddaje harmonię japońskiej ceremonii herbaty. Co prawda nie dane było mi w takiej ceremonii uczestniczyć, lecz jako herbaciany świr dużo o niej słyszałem. Stan Sakai „komunikuje się mentalnie”, ze swoim czytelnikiem, tak samo jak uczestnicy herbacianych ceremonii, a historia ma uroczysty, wyrafinowany, wręcz duchowy nastrój. Kryje się w niej niesamowity ładunek emocji i, choć oczywiście wiele zależy od dopowiedzeń, erotyzmu. Te wymijające spojrzenia, gorycz płynąca z milczenia oraz sekwencja końcowa – chociażby dla tych elementów „Chanoyu” trzeba sięgnąć po „Opowieść Tomoe”. Zawsze też lubiłem posłowie, w którym Stan Sakai odkrywa ogrom swoich badań źródłowych, tłumaczy nawiązania i to, jak zaadaptował legendy na potrzebę komiksu – w tym tomie jakoś tak bardziej rzuciło mi się w oczy jak genialnym jest scenarzystą.

Ohyda - Usagi Color Special #2

Należy pochwalić Egmont za to, że jesteśmy na bieżąco z oryginalnymi TPB oraz że (na co wcześniej dziwnym trafem nie zwróciłem uwagi) wydaje „Usagiego” bardzo tanio w porównaniu z amerykańskimi 16 dolarami. Oczywiście nie byłbym sobą, gdybym nie wypomniał minimalnie cieńszego papieru i zepsutych czerni, miejscami jakby zbyt matowych lub wręcz wytartych.

Wracając do przyjemniejszych rzeczy, w tym roku obchodzone jest dwudziestopięciolecie powstania „Usagiego Yojimbo”. Stan Sakai przebył szmat drogi ze swoją serią i pozostaje życzyć drugie tyle, bo co raz udowadnia, że potrafi umiejętnie wprowadzić do niej powiew świeżości. W związku z rocznicą zostanie uruchomiona specjalna strona, Fantagraphics wyda 1200-stronicowe „The Complete Fantagraphics Usagi”, a Stan zapowiada 60-stronicowy komiks w pełni pomalowany akwarelami. A to na pewno nie koniec atrakcji. Jeżeli o mnie chodzi, to nie mogę się doczekać Usagiego walczącego z Zombie!

komentarzy 14

  • Cieszy bardzo, że „Opowieść Tomoe” trzyma poziom. Chociaż już do mnie leci, sprawdzę ją dopiero za jakiś czas, bo na razie nadrabiam Usagiego. Jakaś dobra dusza pozbywała się kompletu na Allegro, więc żal było nie skorzystać, tym bardziej, że poszło relatywnie za grosze. Przydało by się, żeby E też jakoś uświetnił rocznicę Usagiego, chociażby tym komiksem z akwarelami.

  • Egmont mógłby wydać Color Speciale (w „Opowieści Tomoe” 3 historie są właśnie z nich). Dwa obrazki do tekstu są z kolorowych wersji historii, które są w 22 tomie.

  • Nie przeczytam wpisu na razie, bo Usagi to jedna z niewielu rzeczy do których chce podejść z totalną białą kartą w głowie. Zamiast myśleć „o, to o tym pisał łukasz”, będę miał „o kurcze, ciekawe czy też to zauważył?!” ;-)

  • Na pewno bym nie pogardził takim wydaniem, ale mimo wszystko i tak czarno-biały Usagi wygląda lepiej.

  • Blacksad

    Podwójnie cieszy to, że jesteśmy na bieżąco z TPB z USA. Bo nareszcie można za Królikiem znów zatęsknić – w pewnym momencie było go tak „gęsto” z E. i Mandry, że dawało się odczuć coś na kształt lekkiego przesytu. Mimo że zajebiaszczy to komiks. Teraz kapie swoim tempem i jest git.

  • I właśnie dlatego teraz dawkuję sobie Usagiego po jednym albumie co jakiś czas. Zeby się nim nie przesycić. I zgadzam się – bycie na bieżąco z wydaniami TPB ze stanów bardzo cieszy.

  • Czy tylko ja widzę porno na tym obrazku najniżej?

  • Jeśli lubisz pajęcze porno…

  • @Koko – tam na każdym obrazku jest porno. Już tłumaczę: pierwszy jest trochę pedofilski, a drugi to ujęcie typu bukkake.

  • Mnie się już Stan przestał na jednej półce mieścić, skubaniec.

  • Ja go trzymam w pudełku po butach, na razie jest na styk.

  • Dobra. Powolutku, kawałeczek po kawałeczku sobie nadrobiłem ten tom. Ostatnia opowieść mogła by być instruktarzem kompozycji i dynamiki kadrów. Świetny rytm.
    Całość bardzo dobra, a Sakai udowadnia ,że jest bardzo zdolnym i sumiennym człowiekiem. Na przestrzeni 25 lat ciężko zauważyć jakiś spadek formy, co świadczyć może tylko o profesjonalizmie autora.

  • Przeczytałem w końcu i jako fan postanowiłem się wypowiedzieć. Ostatnim tomem „Matka gór” byłem raczej zawiedziony, w sumie to nie mogłem się nawet sprawie zebrać do lektury. Ale najnowszy album to po prostu stary dobry Stan – są neko (yay!), są potwory, są złodzieje, są interesy, są zabawni „szeregowi” i koniecznie ich groźny szef, Kitsune, do tego lekcja z ostatniej opowieści – jestem na tak, jeden z lepszych tomów w ogóle. Przypisy faktycznie zaczynają męczyć (: ale to już takie… Usagowskie. No i wspomnienie o Inspektorze, to taki bardziej tom dla fanów niż dla startujących z serią. Bardzo fajna okładka wyszła Stanowi, galeria też obszerna. Nie widzę minusów, tak obiektywnie patrząc.

    Przy okazji to była fajna pokazówka, jak transformował styl Sakaiemu.

Dodaj komentarz