in gry

Castle Crashers

Castle Crashers

Najpewniej gdybym nie wyprowadził się do miasta bez dużego telewizora, to „Castle Crashers” ukończyłbym znacznie wcześniej. Grając na raty pokonałem ostatniego przeciwnika dopiero w niedzielę. Strasznie długo czekałem na tę grę i rany, warto było.

„Castle Crashers” to naparzanka w starym, dobrym stylu, która ukazała się w sierpniu zeszłego roku na Xboxa 360. Jeżeli uwielbialiście „Double Dragon”, „Golden Axe” czy „Teenage Turtle Ninjas”, to odnajdziecie się się tutaj bez trudu. Każdy z czterech graczy wciela się w jednego z rycerzy, którzy przerąbują się przez hordy wrogów, aby uratować księżniczkę. Dzikie walenie w klawisze, pokrzykiwanie „Bierz tego z lewej!” i cudowna, kreskówkowa grafika. Czego chcieć więcej?

Tym nieoczekiwanym „więcej” okazało się rozwijanie postaci. Podczas gry zdobywamy punkty doświadczenia, które można przeznaczyć na rozwój czterech umiejętności: siły, obrony, zwinności i magii. Dodatkowo podczas podróży znajdziemy nowe bronie oraz zwierzaki, które wzmacniają nas swoimi specjalnymi zdolnościami. Dzięki temu możemy stworzyć szybkiego i zwinnego łucznika, słabego w zwarciu wręcz maga, lub też powolnego i wytrzymałego wojownika, który będzie młócił wszystko na swojej drodze.

Castle Crashers

95 procent gry przeszedłem we współpracy z Agnieszką – jedynie ostatnich dwóch bossów pokonałem sam, bo byłem ciekaw, jak to wygląda. Jednakże z całą pewnością „Castle Crashers” nie są grą, którą należy przechodzić samemu, traci się wtedy całą zabawę wynikającą ze wspólnego rąbania i demolowania kolejnych zastępów przeciwników. Niby można się bawić w odnajdywanie różnych sekretów i odblokowywanie nowych postaci, ale samemu to żadna frajda.

Właściwie jedynym minusem gry są bossowie – walka z większością z nich ogranicza się do chowania przed ich atakami i wyprowadzania kilku celnych ciosów w odpowiednim momencie. I tak aż do końca, bez udziwnień i zmiany podejścia. Trochę szkoda. W porównaniu z poprzednią grą Behemoth, „Alien Hominid”, poziom trudności został znacznie obniżony i tylko w kilku przypadkach walka ze specjalnymi przeciwnikami przypomina kopanie się z koniem. Dla chętnych przygotowano wyższy poziom trudności dostępny po pierwszym przejściu gry.

Strasznie chciałbym zobaczyć, jak sprawdza się ta gra z czterema osobami przed telewizorem. Granie w nią przez sieć jakoś mija się z celem. Zwłaszcza, że były z tym podobno jakieś problemy. Pomimo tego, „Castle Crashers”, jak na „małą gierkę z Xbox Live”, odnieśli spory sukces i znaleźli się w pierwszej dwudziestce najczęściej granych gier przez sieć na Xboxa w 2008 roku. Jest coś magicznego w fakcie, że w takiej monstrualnej branży jaką są dziś gry wideo, tytuł zmontowany przez kilka osób może dawać tyle frajdy takiej masie ludzi.

Skomentuj

Comment

28 Comments

  1. Powiedz mi jeszcze, że Ci czterej wojownicy mają podporządkowane żywioły ognia, wody, ziemi i powietrza :D

  2. Prawie – niebieski potrafi razić magią lodu, pomarańczowy – ognia, zielony trucizną a czerwony elektrycznością. Inne postacie, które można odblokować mają jeszcze inne ataki :)

  3. Przypomina mi się automatowe Dungeons&Dragons, w które cięliśmy z kolegą na emulatorze – na jednej klawiaturze.

  4. A mnie te zakurzone automaty z brudnymi szybami z salonów gier… ech, wspomnienia…

  5. To chyba jest dla mnie nawieksza zaleta xboxa przy ewentualnym wyborze konsoli. Że gierki z live sa „arcade”.

  6. nie są a bywają. tak samo jak te nie-Live.

    Konrad, trzeba sie w końcu ustawić na 4osobowe łupanie u mnie. ale to musisz 2 pady przytargać.

  7. Bezsprzecznie trzeba.

    Japon: na PSN będzie niedługo „Fat Princess” w podobnych klimatach nieco.

  8. a jeszcze bardziej magiczna jest magia starych gier.

    wiesz jak wielka i pręzna jest multiplayerowa społeczność freeciv / civ2gold / transport tycoon czy innych archaicznych tytułów ? :D

    xbox to tylko zręcznościowa część tej magii.

  9. Ale „zręcznościowa część magii” obejmuje największą część dzisiejszych graczy po dwudziestce. No bo kto nie spędził swego dzieciństwa w barakowozie (z automatami)?

  10. Wydaje mi się, że więcej tutaj do gadania w kwestii nostalgii mają pierwsze komputery i pegasusy niż automaty, mimo wszystko.

  11. Raczej automaty. Z pierwszego Pegasusa nie pamietam za duzo gier. A Punishera do teraz pamietam.

  12. Ja pamiętam i to i to, ale automaty to dla mnie zawsze były wyjazdy na kolonie, a pegasusa miałem w domu, więc to pewnie też zależy gdzie i kto.

  13. Contra, caveman, mario i terminatora. To pamietam. Ale jednak SuperSoccer na autoamt lepszy choc nie lubie „sportówek”. ;)

  14. Ja tam Pegasusa nigdy nie miałem. Ba, nawet Commodore mnie ominęło.
    Moja pierwsza maszynka do grania to były tzw. gry telewizyjne (czarna skrzyneczka z katridżem wmontowanym na stałe). Na nich pykałem w klasykę zręcznościówek, czyli froogera, space invaders, pitfall, river raid etc.
    Za to zręcznościówki, do których nawiązuje Castle Crashers to już tylko i wyłącznie automaty (i emulatory). I dlatego takie gry zawsze będą wzbudzać nostalgię u stałych bywalców salonów gier, którzy z łezką w oku wspominają Cadilacs & Dinosaurs, Alien vs Predator, Final Fight, czy moje ulubione nawalanki w klimatach fantasy (D&D, Knights of the round table etc.).

  15. to ja tylko się powtórzę – po co mam siekać w golden axe, jeśli mam castle crashers? i Ninja Gaiden 2?

    no chyba że ogarnę emulator NES na symbiana, i na fonie będę w Mario grał.

    kmh – weekend? jakiś? co?

  16. „miasto bez dużego telewizora”

    chodzi ci o ten telebim na rogu marszałkowskiej i świętokrzyskiej?
    tak tęsknisz?:D

  17. No w Szczecinie nie ma chyba jeszcze takiego telebimu, ale pewnie będzie niedługo :)

  18. Hmmm a w jaki sposób można kupić to cudeńko? Szukałem w ceneo, allegro, google i kurcze nic – poczułem się cofnięty do czasów PRL :) …

  19. Bo to jest do ściągnięcia na Xbox live. Nie kupisz tego, a ściągniesz :)

    Ja się w sumie nie znam, bo nie mam Xboxa, ale gdzieś znalazłem, że za 1200 MSP dokładnie.

  20. Luc: niestety aby kupić grę, trzeba podpiąć konsolę do internetu i mieć na aktywnym xboxowym koncie 1200 MSP, czyli takiej waluty ichniej. Zdrapki z MSP kupisz już na Allegro:)

  21. Dzięki za info. Faktycznie – jest to przy okazji bardzo ciekawy sposób walki z piractwem :)

  22. Najlepsze jest i tak to, że aby mieć w Polsce konto na Xbox Live, trzeba podać jakiś fikcyjny, zagraniczny adres:)

  23. Grałem z kumplem na x’e. Fajna napierdalanka :)