Komiksy · Filmy · Gry · Anime · Manga · Muzyka · Książki · TV · Wywiady · Warszawa

Castle Crashers


gry · komentarzy 28

Castle Crashers

Najpewniej gdybym nie wyprowadził się do miasta bez dużego telewizora, to „Castle Crashers” ukończyłbym znacznie wcześniej. Grając na raty pokonałem ostatniego przeciwnika dopiero w niedzielę. Strasznie długo czekałem na tę grę i rany, warto było.

„Castle Crashers” to naparzanka w starym, dobrym stylu, która ukazała się w sierpniu zeszłego roku na Xboxa 360. Jeżeli uwielbialiście „Double Dragon”, „Golden Axe” czy „Teenage Turtle Ninjas”, to odnajdziecie się się tutaj bez trudu. Każdy z czterech graczy wciela się w jednego z rycerzy, którzy przerąbują się przez hordy wrogów, aby uratować księżniczkę. Dzikie walenie w klawisze, pokrzykiwanie „Bierz tego z lewej!” i cudowna, kreskówkowa grafika. Czego chcieć więcej?

Tym nieoczekiwanym „więcej” okazało się rozwijanie postaci. Podczas gry zdobywamy punkty doświadczenia, które można przeznaczyć na rozwój czterech umiejętności: siły, obrony, zwinności i magii. Dodatkowo podczas podróży znajdziemy nowe bronie oraz zwierzaki, które wzmacniają nas swoimi specjalnymi zdolnościami. Dzięki temu możemy stworzyć szybkiego i zwinnego łucznika, słabego w zwarciu wręcz maga, lub też powolnego i wytrzymałego wojownika, który będzie młócił wszystko na swojej drodze.

Castle Crashers

95 procent gry przeszedłem we współpracy z Agnieszką – jedynie ostatnich dwóch bossów pokonałem sam, bo byłem ciekaw, jak to wygląda. Jednakże z całą pewnością „Castle Crashers” nie są grą, którą należy przechodzić samemu, traci się wtedy całą zabawę wynikającą ze wspólnego rąbania i demolowania kolejnych zastępów przeciwników. Niby można się bawić w odnajdywanie różnych sekretów i odblokowywanie nowych postaci, ale samemu to żadna frajda.

Właściwie jedynym minusem gry są bossowie – walka z większością z nich ogranicza się do chowania przed ich atakami i wyprowadzania kilku celnych ciosów w odpowiednim momencie. I tak aż do końca, bez udziwnień i zmiany podejścia. Trochę szkoda. W porównaniu z poprzednią grą Behemoth, „Alien Hominid”, poziom trudności został znacznie obniżony i tylko w kilku przypadkach walka ze specjalnymi przeciwnikami przypomina kopanie się z koniem. Dla chętnych przygotowano wyższy poziom trudności dostępny po pierwszym przejściu gry.

Strasznie chciałbym zobaczyć, jak sprawdza się ta gra z czterema osobami przed telewizorem. Granie w nią przez sieć jakoś mija się z celem. Zwłaszcza, że były z tym podobno jakieś problemy. Pomimo tego, „Castle Crashers”, jak na „małą gierkę z Xbox Live”, odnieśli spory sukces i znaleźli się w pierwszej dwudziestce najczęściej granych gier przez sieć na Xboxa w 2008 roku. Jest coś magicznego w fakcie, że w takiej monstrualnej branży jaką są dziś gry wideo, tytuł zmontowany przez kilka osób może dawać tyle frajdy takiej masie ludzi.

gry

komentarzy 28

  • Powiedz mi jeszcze, że Ci czterej wojownicy mają podporządkowane żywioły ognia, wody, ziemi i powietrza :D

  • Prawie – niebieski potrafi razić magią lodu, pomarańczowy – ognia, zielony trucizną a czerwony elektrycznością. Inne postacie, które można odblokować mają jeszcze inne ataki :)

  • Przypomina mi się automatowe Dungeons&Dragons, w które cięliśmy z kolegą na emulatorze – na jednej klawiaturze.

  • A mnie te zakurzone automaty z brudnymi szybami z salonów gier… ech, wspomnienia…

  • JAPONfan

    To chyba jest dla mnie nawieksza zaleta xboxa przy ewentualnym wyborze konsoli. Że gierki z live sa „arcade”.

  • nie są a bywają. tak samo jak te nie-Live.

    Konrad, trzeba sie w końcu ustawić na 4osobowe łupanie u mnie. ale to musisz 2 pady przytargać.

  • Bezsprzecznie trzeba.

    Japon: na PSN będzie niedługo „Fat Princess” w podobnych klimatach nieco.

  • a jeszcze bardziej magiczna jest magia starych gier.

    wiesz jak wielka i pręzna jest multiplayerowa społeczność freeciv / civ2gold / transport tycoon czy innych archaicznych tytułów ? :D

    xbox to tylko zręcznościowa część tej magii.

  • Ale „zręcznościowa część magii” obejmuje największą część dzisiejszych graczy po dwudziestce. No bo kto nie spędził swego dzieciństwa w barakowozie (z automatami)?

  • Wydaje mi się, że więcej tutaj do gadania w kwestii nostalgii mają pierwsze komputery i pegasusy niż automaty, mimo wszystko.

  • JAPONfan

    Raczej automaty. Z pierwszego Pegasusa nie pamietam za duzo gier. A Punishera do teraz pamietam.

  • Ja pamiętam i to i to, ale automaty to dla mnie zawsze były wyjazdy na kolonie, a pegasusa miałem w domu, więc to pewnie też zależy gdzie i kto.

  • Japon, jedną na pewno pamiętasz.
    COOONTRAAA!

  • JAPONfan

    Contra, caveman, mario i terminatora. To pamietam. Ale jednak SuperSoccer na autoamt lepszy choc nie lubie „sportówek”. ;)

  • Ja tam Pegasusa nigdy nie miałem. Ba, nawet Commodore mnie ominęło.
    Moja pierwsza maszynka do grania to były tzw. gry telewizyjne (czarna skrzyneczka z katridżem wmontowanym na stałe). Na nich pykałem w klasykę zręcznościówek, czyli froogera, space invaders, pitfall, river raid etc.
    Za to zręcznościówki, do których nawiązuje Castle Crashers to już tylko i wyłącznie automaty (i emulatory). I dlatego takie gry zawsze będą wzbudzać nostalgię u stałych bywalców salonów gier, którzy z łezką w oku wspominają Cadilacs & Dinosaurs, Alien vs Predator, Final Fight, czy moje ulubione nawalanki w klimatach fantasy (D&D, Knights of the round table etc.).

  • to ja tylko się powtórzę – po co mam siekać w golden axe, jeśli mam castle crashers? i Ninja Gaiden 2?

    no chyba że ogarnę emulator NES na symbiana, i na fonie będę w Mario grał.

    kmh – weekend? jakiś? co?

  • Zobaczymy, najbliższa okazja to pewnie będzie WSKa :)

  • „miasto bez dużego telewizora”

    chodzi ci o ten telebim na rogu marszałkowskiej i świętokrzyskiej?
    tak tęsknisz?:D

  • No w Szczecinie nie ma chyba jeszcze takiego telebimu, ale pewnie będzie niedługo :)

  • Hmmm a w jaki sposób można kupić to cudeńko? Szukałem w ceneo, allegro, google i kurcze nic – poczułem się cofnięty do czasów PRL :) …

  • Bo to jest do ściągnięcia na Xbox live. Nie kupisz tego, a ściągniesz :)

    Ja się w sumie nie znam, bo nie mam Xboxa, ale gdzieś znalazłem, że za 1200 MSP dokładnie.

  • JAPONfan

    MSP? Microsoft Slave Point?

  • Rozwinięcie skrótu inne, ale trafiłeś w sedno ;P.

  • Luc: niestety aby kupić grę, trzeba podpiąć konsolę do internetu i mieć na aktywnym xboxowym koncie 1200 MSP, czyli takiej waluty ichniej. Zdrapki z MSP kupisz już na Allegro:)

  • Dzięki za info. Faktycznie – jest to przy okazji bardzo ciekawy sposób walki z piractwem :)

  • Najlepsze jest i tak to, że aby mieć w Polsce konto na Xbox Live, trzeba podać jakiś fikcyjny, zagraniczny adres:)

  • na ten przykład Beverly Hills 90210

  • Grałem z kumplem na x’e. Fajna napierdalanka :)

Dodaj komentarz