in papier

Bird, czyli modelka na krwawym szlaku zemsty

Bird

Gdy w kwietniu zeszłego roku pisałem o pierwszym albumie „Bird” wstrzymywałem się z formułowaniem ostatecznych ocen do czasu ukazania się następnych części historii. W grudniu wydawnictwo Sutoris dobiło do trzeciego, ostatniego albumu i wreszcie można poznać opowieść o losach Jobeth w całości.

W skrócie: Jobeth Benton odziedzicza po zmarłej babci władzę nad koncernem farmaceutycznym. Nie jest to w smak jej bratu, który postanawia umieścić ją w zakładzie psychiatrycznym i przejąć władzę nad firmą. Po pewnym czasie uzależnionej od psychotropów Jobeth udaje się uciec i rozpocząć nowe życie jako Bird, modelka pokryta egzotycznymi, maoryskimi tatuażami. Niestety przeszłość ją dogania i żąda wyrównania rachunków.

Czytając „Bird” niemalże od początku do końca wiemy, kto jest dobry a kto zły i kto w tym starciu wygra. Intryga nie jest specjalnie zawiła i momentami została wręcz uproszczona do poziomu „dostarczmy dowody policji, a wszystko będzie dobrze”. Nie ma tu miejsca na pełną niedomówień i tajemnic historię rodem ze „100 Naboi” czy „Whiteout” Grega Rucki. Akcja toczy się wartko, a my biegniemy za Jobeth, aby dowiedzieć się, w jaki sposób wygra.

Pomijając pierwotne skojarzenia z „Powrotem do Edenu” i „Kill Billem”, komiks Trillo i Bobillo przypomina mi nieco „Dzień zapłaty” z Melem Gibsonem. Tak jak tam, tutaj też wszyscy bohaterowie są w jakiś sposób przerysowani czy zwariowani. Lubiąca BDSM lesbijka, kazirodcze rodzeństwa czy wielki jak szafa Chińczyk, który uprawia seks w tunelu metra z babką, która uwielbia, gdy przenosi się ją na miejsce zbliżenia w plecaku. Brzmi to jak pornol, ale erotyka w „Bird” została przyjemnie wyważona i stanowi jedynie skromny smaczek. Historia jest prosta, ale nie prostacka i widać, że pisana przez dobrego rzemieślnika, który wie, czego i w jakich proporcjach użyć.

Bird

Całe to przerysowanie klimatu podkreślają jeszcze świetne rysunki Bobillo, kojarzące się nieco z tym, co robił Guarnido w „Blacksadzie”. Rozmazane akwarele, przytłumione kolory, wszystko to wygląda nieco „malarsko” i jeżeli uznacie, że scenariusz jest kiepski, to przynajmniej będziecie mieli na co popatrzeć.

Gdyby „Bird” został wydany zbiorczo, za około 80-90 zeta, to mógłby sprawić pewien zawód – w gruncie rzeczy jest to pulpowa historia, którą gdzieś już w jakiś sposób widzieliśmy kilka razy. Rozbita jednak na części łatwiej daje się przełknąć w budżecie, akurat wtedy, gdy przyjdzie Wam ochota na przeczytanie jakiegoś niezobowiązującego komiksu środka. Ja chyba mam po prostu jakąś słabość do scenariuszy Trillo.

Skomentuj

Comment

24 Comments

  1. dlaczego muj nic nie wnoszący komentarz zotał ocenzurowany? Chciałem tylko się pobawić… :(

  2. OK. Szkoda. Gdzie indziej mi się nie udaje :( Więcej nie będę!

  3. 90 złotych w sumie za taki sobie komiks.
    czysto kolekcjonerski koszt, bo raczej do takich komiksów sie nie wraca po latach.

  4. Dzięki Konrad ;) Cieszę się, że sam nie muszę moiH rzartuff tłumaczyć. Dzisiaj miałem kiepski dzień, stąd bardzo niskie ich loty. Może jutro będzie lepiej…

  5. I bynajmniej nie od dziś. To poczucie. Tego humoru.

    @kamehameha: czyli co, kupować ptaka czy nie? Bo nie wynika. W ogóle, te twoje recenzje to krótsze niż moje podcasty, kurde.

  6. No wiem Panowie, wiem, beznadziejny jestem… gupie to… ale mam nowy cel w życiu – z różnych miejsc wyciągam komiksy kultury gniewu, żeby je poustawiać obok siebie i zrobić zdjęcie – tak jak na blogasku ogłosili. Jednak życie ma sens tylko jak ma się jakiś cel!

  7. ‚Jak masz ochotę na (wstawić dowolną treść) – kupuj, jak nie, to nie.’ – mogę to cytować?

  8. porównanie Bird z dniem zapłaty jest krzywdzące. naprawdę Bird nie jest tak zły.

  9. ja za Lucy Liu. ona nigdy nie jest zła. a bird jest do oglądania, ale czytać nie ma po co.

  10. doczytałem do końca. stwierdzam że to lipne jest zwyczajnie.

  11. Przeczytałem całe, dwa razy. Nie podobało mi się, ale nie potrafię uzasadnić dlaczego bo jestem zbyt głupi.

  12. Dzień zapłaty miał mimo wszystko całkiem zgrabny scenariusz. Wiem, zabrzmi to kontrowersyjne: na swoim poziomie przerysowania – wiarygodny.

    A, no i „haba haba haba” oczywiście.

  • Related Content by Tag