Komiksy · Filmy · Gry · Anime · Manga · Muzyka · Książki · TV · Wywiady · Warszawa

Ziniol #3


papier · komentarze 42

Ziniol 3

O trzecim „Ziniolu” było głośno w sieci jeszcze zanim cokolwiek o nim wiedzieliśmy. Prócz tego, co będzie na okładce. Interpretacja podtytułu kwartalnika była tak samo zabawna jak odpowiedź na nią. Ale ja przecież nie o tym… Z trzecim numerem „Ziniola” wiązały się moje wielkie nadzieje, a tak naprawdę srogo się zawiodłem.

Cieszy zachowanie starej ceny przy zwiększeniu objętości o ponad 20 stron. Ale co z tego, skoro publicystyki jest mniej niż w numerze drugim? Ba! Jest jej tyle samo, co w numerze pierwszym. Co z tego, że mamy ekstra 20 stron skoro zapełniają je słabe komiksy? No i przede wszystkim – co mi z publicystyki, która w połowie składa się z wywiadów, z których połowa jest wymęczona? Albo objętościowo sztucznie nadmuchana – jak wywiad z Normem Breyfogle, który w połowie tworzony jest przez grafiki, umieszone na domiar złego tak, żeby czytelnik miał wrażenie, że obcuje z jakąś szkolną gazetką.

Komiksy
Naturalną rzeczą jest, że wśród takiej ilości materiału (ponad 100 stron!) są mocne, przeciętne i najnormalniej słabe historie. Zdecydowanie najlepszym komiksem w trzecim „Ziniolu” jest „Chcę twego ciała i duszy” Nicka Abadzisa. Prezentuje on piękną grę słowem w dość prostej, ale ładnie spiętej opowieści. Niewiele gorsze są komiksy Filipe Abranchesa – „Lokator” i „Ptaki” oraz „Fotostory” Sześniaka i Trejnisa. W przypadku Abranchesa bardzo spodobała mi się jego kreska, ascetyczna i lekko zdeformowana. „Fotostory” wciąż potrafi mnie zaskoczyć, a komiks ten polubiłem głównie za dialogi, narrację i rysunki idealnie pasujące do historii. Przyzwoity poziom prezentują również: „Przestrzeń między gwiazdami” Fernandesa, „Poznacie go po paczce papierosów” Sztybora i Nowackiego, „Sens życia” KRLa, „Spacer Cienia” Sonii Oliviery oraz komiksy bez tytułów od Prokůpka i autorów „Suki”. Dalej jest już przepaść, na dnie której leżą komiksy Otoczaka i „Superman” Kleszcza. Niestety zupełnie nie trafiają w mój gust. Z owej przepaści nieśmiało wygląda „Piłka” Szcześniaka i Pałki – rzecz dość trywialna i mało odkrywcza, przy lekturze której nawet nie można mieć przyjemności z oglądania rysunków, ponieważ są rozpikselizowane (o czym później). Niewymieniona przeze mnie reszta to zwykłe średniaki, które w owej przepaści zawisły gdzieś na gałęzi.

Wywiady
Jak już napisałem, stanowią zbyt dużą część publicystyki. Czytanie większej ilości wywiadów jest dla mnie najnormalniej nużące. Oczywiście super, że jest wywiad z Abadzisem (całkiem przyjemny zresztą), z autorami „Kobiety mego życia, kobiety moich snów” – Daniel Chmielewski poszedł w zupełnie innym kierunku niż ja, gdy przeprowadzałem wywiad z Brito i Fazendą chwilę wcześniej oraz w zupełnie innym kierunku niż zazwyczaj Dominik. Prócz tego warto przeczytać wywiad z KRLem (w końcu jakiś dobry z tą postacią) i, jeżeli jest się fanem, Normem Breyfogle – ja fanem nie jestem i ten wywiad mnie nie zaciekawił. Rozmowy z Siemionem i Prokůpkiem wydają się być wymęczone, raczej mnie zirytowały.

Ziniol

Publicystyka
Niestety tej jest jak na lekarstwo, ale za to bywa ciekawie – na przykład przedstawienia sylwetek Nicka Abadzisa, Filipe Abranchesa i Norma Breyfogle – są to teksty konkretne, bez zbędnego lania wody, na przykład tekst o Normie jest w większości tak samo konkretny jak wpis w Wikipedii. Przekrojowy tekst o zinach Macieja Pałki jest niczego sobie, uważam, że jest to głos potrzebny, bo ostatnio mało się o nich pisze, chociaż też można by było napisać więcej. Z kolei „Wyrwany z kontekstów jesteś (…) niczym” jest… no właśnie… o niczym. Lekko wyrwany z kontekstu. Część druga „Grzebiąc pod ziemią” dostarczyła mi wielu wrażeń, bo nie wiedziałem, że gdzieś ogłoszono konkurs na najbardziej bzdurną wypowiedź dotyczącą Monty Pythona. Jeżeli tak, Dominik wygrał go w cuglach, ale oddam mu głos:

Poza wymienienionymi przez Kurtzmana sławami, „Help!” zawierał prace Johna Cleesa, Terry’ego Gilliama, Erica Idle, Terry’ego Jonesa i Michaela Palina. To na łąmach „Help!” słynna piątka „Latającego Cyrku Monty Pythona” zapoznała się i rozpoczęła owocną współpracę.

Te dwa zdania są tak błędne, na tak wiele sposobów, że mógłbym popełnić o nich osobny wpis. Ale sobie oszczędzę. Generalnie można powiedzieć: za mało tekstów, zbyt mało autorów, zbyt małe zróżnicowanie tematyczne. W „Nick Abadzis: człowiek orkiestra” Dominik „wygadał się”, że w pierwszym kwartale wyjdzie słynna „Łajka”, nagrodzona Eisnerem. Na razie żaden wydawca nie ma jej w zapowiedziach… Dodaliście już dwa do dwóch?

Recenzje
Mogę tylko powtórzyć to, co napisałem poprzednio: one-man show, bez osobistego wydźwięku, na jedno kopyto. Problemem jest też duża liczba recenzji, czasem Dominik na jednej stronie stara się opisać aż sześć komiksów. To zdecydowanie za dużo. Wolałbym, aby recenzje były dłuższe, jak np. w przypadku „Prosto z piekła” lub „Strefy komiksu”, wtedy byłyby dwa takie teksty na stronę… ale za to niepołebkowe. Z niektórymi można by było wejść w polemikę, jak np. z określeniem „Żywych trupów” „najlepszą serią komiksową na naszym rynku”, ale to chyba złe miejsce, zły czas, więc uciekam, że tak na fristajlu polecę…. I dlaczego zrezygnowano z rozkładu graficznego znanego z poprzednich numerów? Przełamywał monotonię i ładnie oddzielał teksty.

Sprawy inne
W trzecim „Ziniolu” dzieją się wręcz dantejskie sceny – nie licząc recenzji (choć tam też się coś znajdzie) praktycznie nie ma tekstu bez literówki lub innego potknięcia redaktorskiego. I nie mówię tego ze złośliwości czy wrodzonej czepliwości – w tym numerze indolencja w tym względzie jest ponadprzeciętna. To samo dotyczy rozpikselizowanych komiksów – tych od Prokůpka oraz „Piłki”. Wisienką na torcie są zbyt ciemne okładki oraz obraz(?) Norma z cyklu „czarny jeździec na czarnym koniu w nocy, a w tle hałdy węgla”.

We wstępniaku Dominik Szcześniak wyraził nadzieję, że obecny „Ziniol” jest lepszy od numeru poprzedniego. W moim odczuciu nie jest – część publicystyczna jest uboga, a wybór komiksów podobny do tego z poprzedniego numeru. Następny numer w okolicach WSK, mogę tylko życzyć lepszego doboru treści, przeniesienia środka ciężkości, lepszej jakości materiałów i mniej bubli. Bo jeżeli „Ziniol” #4 ma być podobny, to po prostu zginie w masie świetnych tytułów zapowiedzianych na marzec.

komentarze 42

  • Co do formy wydania zgodzę się z Mariuszem Zawadzkim http://mistrzzaglady.blogspot.com/2009/01/pierwsze-wejrzenia.html

  • To znaczy co, wolałbyś żeby „Ziniol” był bardziej ziniolski-undergroundowski? Wiesz – upaprany ziemią, pocharatany na tępej gilotynie do papieru, z okładką z papieru toaletowego?

  • Ja z kolei nie kupuję pana Filipe Abranchesa. Jego komiksy zaprezentowane w tym numerze Ziniola to są kopie dokonań De Crecy’ego. Poczułem lekki niesmak. I czytając tekst Kuby Jankowskiego o tym twórcy myślałem, że znajdę jakiś fragment o przemożnym wpływie słynnego Francuza na mniej słynnego Portugalczyka. Ale nic takiego tam nie było.

  • Aaaaa! No tak! A ja się zastanawiałem, kogo mi ta kreska przypomina. Dzięki.

  • Wolałbym ziniola z fajnym layoutem a nie taką prowizorkę od linijki.

  • A jak wypadła szeroko propagowana „Szrama”?

  • Imho biednie.

    @Maciej: a któżby nie wolał! Ba! Od razu w kolorze niech będzie ;).

  • Nie. Ino z pomysłem.

  • Abadzis zdecydowanie najlepszy – popieram w 100%.
    A już wkrótce Łajka! :)

  • Dla samego „Fotostory” warto kupić? Dwie poprzednie części tej opowieści naprawdę mi podeszły. Ale jeśli sam trzeci Ziniol jest taki słaby, to może lepiej na jakieś wydanie zbiorcze poczekać?

  • Nowy Ziniol nie jest słaby.
    Po prostu nie podszedł PoJePowi.

    Moim zdaniem najlepszy z dotychczasowych numerów.

  • Ano właśnie, mnie nie podszedł i moim zdaniem póki co, to drugi był najbardziej OK.

    Ale, PKP, odpowiadając na Twoje pytanie – warto kupić! I to nie tylko dla „Fotostory”, dla Abadzisa również i dla paru innych. A że np. mnie co chwila z lektury wybijały piksele i literówki, to też bierz poprawkę.

  • Mnie raz piksele wybiły.

    Tylko i aż raz.

  • Oj, Kingpin, Kingpin…

  • @Maciej: Tobie się akurat nie dziwię. Że Cię wybiły ;)

    @Sztybor, co tak wzdychasz?

  • holcman

    No bo Kingpin mógłby już comming out zrobić. Bo teraz wygląda, jakby tak bezinteresownie tę „Łajkę” reklamował :-)

    A to co najwyżej średni komiks jest.

  • Musicie kiedyś wydać DVD z materiałami reżyserskimi, gdzie to wszystko będzie wyjaśnione.

  • pojep się zaperzył bo Dominik coś popitolił w biografii Pajtonów. Tak popitolił że jako fan (a nie biograf) nie wiem dokładnie co, a że nie wydaje mi się to aż takie istotne to nei chce mi się sprawdzać. Ziniol sam w sobie okej, ja mam uczucie że całościowo poziom idzie w górę. co nie zmienia faktu że pare tekstów mogło by być na lepszym poziomie albo wogóle.

  • Wiesz… mnie zastanawia, że taki kwiatek znalazł się w jego pracy magisterskiej – to raz.
    Dwa – sorry, ale nawet dla niefana i niebiografa, który logicznie pomyśli, powinna być jasna durnota tego, że ktoś twierdzi, że 4 Angoli i jeden Amerykanin (którzy niby tworzą słynną piątkę, podczas gdy słynna to była szóstka) spotkała się na łamach AMERYKAŃSKIEGO pisma. A to nie jedyne przekłamanie w tych dwóch zdaniach. Odróżnij zresztą pitolenie (takie wiesz… gadanie, a nie pitolenie=przekręcanie ;)) od błędu merytorycznego. Pitolimy to my sobie tutaj, Dominik popełnił błąd merytoryczny i faktograficzny.
    Aha – co za tym idzie, nie jestem pewien, czy nie popełnia takowych pisząc do mnie o komiksie.

  • znienawidzony twórca komiksuf

    znaczy się nie było zinka pajtonów?
    e, a już się podjarałem

  • Mnie tam coś świta że oni się ze studiów znali, a potem skądś wygrzebali Gilliama, ale czy nieznajomość tego faktu ma dla mnie oznaczać że autor się nie zna na komiksach?

    Łukasz, znajdź mi autorów co się nigdy nie pomylili. podliczmy ilu takich jest, a potem zastanowimy się ile radakcji by się z nich dało złożyć – 20, 10, 1 czy też pół.

    inna sprawa że mnie w tymt tekście (części o USA) ubodło co innego – przeładowanie nazwami, nazwiskami i datami, które zdają się dominować nad resztą tekstu. poza tym w kwestii Crumba i jego 1000 sztuk zina sprzedanego z wózka, w jednym akapicie kolega autor sam sobie przeczy (albo wyraża się nieprecyzyjnie, tudzież zbyt uczenie – ja się pogubiłem).

    A Pajtoni? kmaaan. to nie tekst o pajtonach.

  • Owszem. Hm.. Owszem. I co do tego przeładowania itd… też owszem ;).

    Przecież nie twierdzę, żeby Dominika powiesić za jaja i nie dopuszczać do pisania tekstów. Po prostu nie widziałem tak wielu błędów w tak niewielkim wycinku tekstu. A że na dodatek dotyczy Pythonów, no to masz…
    Co oczywiście nie zmienia faktu, że nawet skoro to nie jest tekst o pajtonach, to takie błędy nie powinny mieć miejsca. Tym bardziej mnie takie coś dziwi, bo Dominik podaje masę źródeł i wypowiada się w takim tonie jakby właśnie był fanem Pythonów.

  • nawet na polibudzie nie wypada nie podawać się za fana Pajtonów.

  • Na Polibudzie to przede wszystkim. A przy okazji taki filmik sympatyczny ostatnio z kanału MP na ytb.

  • a ma ktoś ksero tego zinka pajtonów? bo ja bym chciał

  • Rafał, no weź… ;)

  • tzn. masz?

    ciekawe jak rysuje cleese… albo palin…

  • Nie mam :(. Ale poczekam aż ktoś odkopie… Lucek na ten przykład.

  • @ holcman
    ja nie reklamuję Łajki bezinteresownie. Timof płaci mi 10tys. za każdy tytuł, któremu zrobię dobry PR. Podobnie Egmont. Manzoku płacić nie chciało – widzisz jaki jest efekt. Ja bezinteresownie reklamuję tylko komiksy z kultury gniewu.

  • @ Kingpin

    Tak trzymać!

  • Pewnie Abranches ściągał z De Crecy’ego, a nie tylko się nim inspirował, nie wiem. Historie, które poszły w Ziniolu pochodzą z antologii, która zbiera prace z lat 1988-2005. Nie mam dokładniejszych danych, co do dat. Faktycznie, podobieństwo jest (podobieństwo, a nie kalka), ale jakie ma to znaczenie, skoro historyjki są ok? No mi się przynajmniej podobają. A w tekście nie ma o wpływie wzmianki, bo piszę ogólnie o pracy Filipe, która w szerszym zakresie nie pozostaje pod przemożnym wpływem słynnego Francuza. Być moża pewna faza twórczości Abranchesa tak, całość twórczości zdecydowanie nie. Przynajmniej na tyle, na ile miałem ją okazję poznać, w dużo większej objętości, niż ta, w której poznali ją czytelnicy Ziniola.

    pozdrrrrrrr

  • To może, by wszystko wyjaśnić once and for all, zacytuję fragment z „Comix”, bo też akurat sobie kiedyś nabyłem. Faktycznie u Dominika doszło do lekkiej nadinterpretacji. Nie mam siły tłumaczyć, macie „koncik ćwiczeń z angielskiego”:

    Kurtzman launched „Help!” five years later for „Famous Monsters of Filmland” publisher James Warren. While being more reliant on photo-strips than comic strips, it is notable for featuring some of the first professional art by Robert Crumb, Skip Williamson, Jay Lynch and Gilbert Shelton. Under art editor Terry Gilliam, who spent three years there (writing, designing and drawing – but being paid very little) „Help!” feautured a young John Cleese in a photo strip as a guilt-ridden man having an affair with a small doll.

    The magazine closed in 1965 after 26 issues, leaving Kurtzman free to continue with his paying work, The „Playboy” strip „Little Annie Fanny” which he and Will Elder produced from 1962 until 1988.

    Mineapolis-born Gilliam, out of work and out of town, decided to travel afield and, via California, landed in London 1967.

    Failing to find work in magazines and not knowing anybody else, he called John Cleese, who was by then a primetime BBC1 satirist, part of the team on David Frost’s „That Was The Week That Was.” Cleese recommended him to a friend’s in-development TV series, „Do not adjust your set”. The friend, Humphrey Barclay, was an amateur cartoonist and seeing Gilliam’s work, offered him a job as writer and animator for the series. The writing pool also included Eric Idle, Terry Jones and Michael Palin. Without realizing it, Kurtzman had been a catalyst in bringing together a key part of the UK’s foremost underground comedy team, „Monty Python’s Flying Circus”.

    Pozwolę sobie też w tym miejscu podzielić uwagami Jakuba Jankowskiego dotyczącymi przeprowadzonego przeze mnie wywiadu. Również wkradły się nieścisłości, za które czytelników przepraszam. Proszę dopisać sobie adnotacje jakimś pisakiem.

    Kuba pisze:
    – ‚Cansão do Bandido’ pisze się ‚Canção do Bandido’ i jest problem z przetłumaczeniem tytułu, bo ‚Pieśń Bandyty’ to literalne tłumaczenie portugalskiego idiomu, który oznacza ‚naciągać, ściemniać, bajerować’. Może by dać „Stara śpiewka (bandyty)”. Do tego jeszcze ten tytuł w osobliwy sposób gra z zawartością komiksu…

    – ‚Franko’ to ‚Franco, o trolha’ czyli ‚Franek brutal’

  • @qba

    „Pewnie Abranches ściągał z De Crecy’ego, a nie tylko się nim inspirował, nie wiem.”

    Ja też nie wiem. Ale chętnie bym się dowiedział. Bo może to De Crecy zobaczył gdzieś komiksy nikomu nieznanego rysownika i postanowił sobie „wypożyczyć” styl i kreskę?

    „Faktycznie, podobieństwo jest (podobieństwo, a nie kalka), ale jakie ma to znaczenie, skoro historyjki są ok?”

    Po pierwsze, dla mnie to kalka. Po drugie budzi to we mnie taki sam niesmak, jak np. twórczość tego człowieka – http://www.komiks.gildia.pl/tworcy/piotr-perlowski/zlota-rybka. I może nawet historyjki są fajne. Ale może też ściągnięte z kogoś jeszcze innego?

    „A w tekście nie ma o wpływie wzmianki, bo piszę ogólnie o pracy Filipe, która w szerszym zakresie nie pozostaje pod przemożnym wpływem słynnego Francuza. Być moża pewna faza twórczości Abranchesa tak, całość twórczości zdecydowanie nie.”

    To dlaczego w Ziniolu nie zostały zaprezentowane jakieś inne rzeczy Abranchesa tylko właśnie te?

  • Tyle De Crecy’ego u Abranchesa co u Frąsia w Glinnie. Bez przesady.

  • @ Maciej

    Bez jaj.

  • Dlaczego mnie przezywasz?

  • @Danielu – dzięki, że przytoczyłeś angielski fragment. Co ciekawe – tam też są lekkie przeinaczenia. Ale już nie będę tego roztrząsał… generalnie chłopaki poznawali się niezależnie, tworzyli duety pisarskie itd… jedynie o Gilliamie i Johnie Cleese można powiedzieć, że znają się z łam „Help!”. A to też lekka nadinterpretacja, bo Gilliam Johna widział gdzieś tam wcześniej na jakimś występie i postanowił go zaprosić do „Help!”. Jedyne co można powiedzieć z pewnością to to, że gdyby nie „Help!” to w grupie MP mogłoby nie być Gilliama. I tyle. Także przypisywanie Kurtzmanowi tego, że jego magazyn był katalizatorem też jest bzdurą.
    W ogóle nawet zacząłem zerkać do „The Pythons Autobiography by the Pythons” czy mnie oby pamięć nie myli i oni tam w żaden sposób nie mówią, że „Help!” było w jakikolwiek sposób ważne. Tylko Gilliam mówi, że Cleese’a zaprosił, a później na odwrót (co jest powyżej zresztą napisane). I tyle. Jakieś komiksowe lobby chce wywyższyć „Help!” pisząc w takim tonie jak powyżej. No trudno…

  • CheshireCat

    Pajtonomaniacy jak miło. MP to jeden z koronnych argumentów, dzięki którym nie mogę powiedzieć złego słowa o Anglikach, choćbym chciał.
    Uwielbiam skecz z papieżem i Michałem Aniołem z resztą cały ich dorobek jest bezcenny. Ponadczasowi geniusze. Ano jasne, że sześciu, już wiem czemu to moja ulubiona liczba.

  • karolkonw

    nie czytam
    zinola tez nie
    tekstu o zinolu tym bardziej
    ale wzrok moj przebiegł poprzez łąki i łonowe wzgórki literek luakszab
    i nie wiem zaprawdę
    jest też zinol o pajtonach czy nie jest
    a jak jest to co? a jak nie jest to tym bardziej?

    czyli o co wogole chodzi?:|

    a Łajka jest zjebana
    z tego co pamietam

  • Oj już o nic. Ja jestem po prostu skrzywionym pajtonowym fanem ;).

    A „Łajka” – toż nawet zalinkowałem do Cię! Chociaż raczej pisałeś, że nudna niż zjebana ;).

  • @ Szymonie H, odpowiadam:
    problem, z kalką (rysunkową czy scenariuszową czy pomysłową etc.) jest taki, że by trzeba ustalić kto był pierwszy. Zapewne hipoteza o ściąganiu/inspirowaniu przez Abrnchesa z De Cecy’ego jest bardziej prawdopodobna, ale być może obaj ściągali z jakiegoś mniej znanego rysownika, osoby trzeciej. Żartuję oczywiście, nie będę szedł w zaparte. Mnie to jednak nie odrzuca, zapewne dlatego, że poznałem go wcześniej. Może gdybyś Ty poznał go wcześniej niż De Crecy’ego, też uznałbyś, że to inspiracja, a nie kalkowanie.

    Co do innych prac autora: wyraził on zgodę na nieodpłatne wykorzystanie, podkreślam słowo nieodpłatne, bo tak działa Ziniol i dzieki temu działa, historyjek z tej własnie, wspominanej już antologii ze wskazaniem na to, co by chciał zobaczyć w tłumaczeniu. A zapewniam, że np Diario de K., z którego skan jest w tekście, to nie De Crecy, tylko Abranches 100%. Choć to pewnie przez wzgląd na zbyt dużo czerni w druku ciężko ocenić… Podobnie zreszta jak inne jego prace. Ale i w ich pRzYpAdKu znalazłby sie pewnie jakiś zagraniczny autor, w stronę którego istniałyby jakieś podobieństwa.

    co do złotej rybki to ja się tu zgadzam, bo zapewne działa prawo tego, co się pierwsze widziało. Czyli Rebelka zdecydowanie. I czytając tę pracę w katalogu konkursowym, poczułem się zapewne poobnie jak Ty czytając Abranchesa.

    A podsumowując, to myślę, że takie kalkowanie kreski rysownika, który młodemu autorowi przypadł baaaardzo do gustu, jest o tyle pożyteczne jesli służy do wprawiania się w „komiksie” i do wypracowania własnego stylu. Jeśli młody autor nie potrafi wnieść się ponad kalkowanie, to prędzej czy później gdzieś dostanie po pysku.

    rzekłem.

  • karolkonw

    @luaksz b

    Aha

Dodaj komentarz