Komiksy · Filmy · Gry · Anime · Manga · Muzyka · Książki · TV · Wywiady · Warszawa

Dwa spojrzenia: „Spirit – Duch Miasta”


film · komentarze 32

Film dla mężczyzn fantazjujących o Scarlett w mundurze...
Tym razem na „Motywie…” nietypowo – dwugłos. Konrad był na filmie w piątek, ale komiksu nie czytał, Paweł odwiedził kino w sobotę, komiks znał i pewnie dlatego udało mu się zdobyć krawat. Niesamowita okazja! Dwie opinie w cenie jednej!

Konrad:
Gdy zapytałem się Marty czy pójdziemy na „Spirita”, musiałem ją najpierw zapewnić, że film nie będzie tak krwawy jak „Sin City”. Robiłem to nieco na wyczucie, bo komiksu nie czytałem i jedynie zakładałem, że skoro pierwowzór pochodzi z lat czterdziestych, to nie będzie zawierał kończyn obcinanych piłą czy gadających obciętych głów. No i nie zawierał.

Wchodząc do kina gdzieś po głowie kołatało mi się zdanie napisane przez Kamila Śmiałkowskiego, że „Spirit” to kolejny krok po „Sin City”, ale chyba nieco za daleki. Nie byłem już wtedy pewien, czy dotyczyło to samej wizualizacji czy całokształtu, jednakże podszedłem do filmu z dystansem, nastawiając się na pulpową opowieść o zamaskowanym mścicielu z miasta.

No i „Spirit” opowiada o zamaskowanym mścicielu z miasta, jednakże jest filmem bardzo przerysowanym. Tak przerysowanym, że od czasu do czasu patrzyłem bezradnie na Martę w obawie, czy mi nie zrobi krzywdy, że kazałem jej to oglądać. Oglądając film czułem się, jakbym czytał komiks dla młodszych dorosłych, albo starszej młodzieży z lat 40, wiecie taki z magazynu „sensacji i rozrywki”. Są piękne kobiety, mroczny nastrój, szarmancki detektyw, złowrogi główny zły, chwile grozy i uczyni policjanci, a wszystko to przetykane dziwacznym, głupkowatym humorem i tonami klisz.

Jeżeli nie kupicie tej stylistyki, to będzie się strasznie męczyć, bo „Spirit” jest filmem dla fanów superbohaterskiego kina, a graficzna stylizacja i komputerowe efekty trochę to przykrywają. Mi osobiście podobają się takie filmy jak „Sky Kapitan i świat jutra” czy „Fantom”, więc pomimo kilku srogich zgrzytów byłem zadowolony.

A Eva Mendez sprawiała, że się nieco rumieniłem i skromnie spuszczałem oczy.

Do I look like a good girl?

Paweł:
Frank Miler wielkim twórcą komiksu jest. Lecz jeśli chodzi o reżyserię, to był dotychczas zaledwie sidekickiem Rodrigueza i Snydera. Uczył się pilnie, jednak pracę domową odrobił tak gorliwie, że nieco przedobrzył.

Gdy już przeczytałem komiks, wiedziałem, że Miller nie zdoła tego „żywcem” przenieść na ekran. Will Eisner zbyt dużą wagę przykładał do detali, pojedynczych postaci drugoplanowych i nieśpiesznej narracji. Zaryzykuję stwierdzenie, że gdyby dokładnie zekranizować „Spirit”, do kin trafiłaby obyczajowa historia o bohaterskim policjancie. Tymczasem Miller zrobił z tego film superbohaterski…

Ekranizacje komiksów rządzą się swoimi prawami, to chyba oczywiste. W przypadku „Spirit” warto ten truizm powtórzyć, bo film wyczerpuje konwencję do cna. Z komiksową formą, którą znamy już z „Sin City”, została zestawiona typowa komiksowa treść – superbohater walczący ze złem. To jednak nie jest kolejny „Mroczny Rycerz”, gdyż Eisner nigdy nie ukrywał, że jego komiks ma takie historie parodiować. Miller poszedł tym tropem, film zawiera sporą dawkę pastiszu. Idealnie widać to na przykładzie Octopusa – jeśli wyjawia arcyzły plan, to będzie miał na sobie nazistowski mundur; jeśli strzela, to z wielkich giwer; a jeśli przemawia, to długo i patetycznie. Bliżej mu do wrogów Jamesa Bonda – z okresu przed genialnym pomysłem by i tę serię na siłę uprawdopodobnić. Jednak pastisz w „Spirit” podany jest w przejaskrawionej formie i to, co w Bondzie uchodziło, tu może być dla wielu ludzi nie do zniesienia.

Nie należy tego filmu porównywać do „Sin City” – tam komiksowa forma była zrównoważona przez treść w klimacie czarnego kryminału. Dzięki temu film był strawny dla szerszej publiczności. Miller niestety sam kręci na siebie bicz, bowiem do „Spirit” co i rusz wpycha nawiązania do „Miasta Grzechu”, czym skłania ludzi do zestawiania tych dwóch produkcji. Ja bawiłem się świetnie dzięki założeniu, że idę na „Planet Terror” w realiach komiksu… Naprawdę podobały mi się sceny walk z Octopusem – miały w sobie coś z cartoonowego kowadła spadającego na głowę. Superman rozrzucający wrogów po ścianach albo Wolverine tnący na plasterki dziesiątki złych ninja są przecież nie mniej groteskowi. To ekranizacja komiksu, come on. Jest twardziel w prochowcu, tona pięknych kobiet i walka o losy ludzkości.

Dodam jeszcze, że tłumacz, Kamil Śmiałkowski, dostaje plusa za mrugnięcie okiem do fanów komiksu polskiego. I pozwolę sobie nie zgodzić z moim szanownym przedmówcą. Eva Mendes w porównaniu z umundurowaną panną Johansson jest zaledwie „ok”.

film

komentarze 32

  • Pierwszy!!!
    A teraz na serio. Stylistyka filmu nieprawdopodobnie mi się podoba, dlatego jest to mój target na najbliższe dni. Takie noir, seksowne noir. Zapewne na dniach i ja sie wybiorę i napisze trochę więcej.

  • silvergary

    Czekałem na ten film od dawan, bo Sin City, bo Eisner itd. Niestety się przliczyłem. Bardzo słabe kino, a Miller reżyserem dobrym nie jest i raczej nie będzie. Doceniam oczywiście wszystkie klisze, kopie, mrugnięcia do widza, ale moim zdaniem to za mało. A co do Scarlett… ech, dziewczyna już nie gra… ona tylko wygląda. Bardzo się zawiodłem. A miało być tak pięknie. Cała moja nadzieja w Sin City 2

  • Cholera, mi też podoba się „Sky Kapitan”… Ale jakoś nie wierzę w Millera-reżysera. Aha, ciekawy jest wpis Petera Davida, do którego linkuje Kiamil. :)

  • No ja myślę, że po „the spirit” w Millera też mało kto uwierzy. Ale za kilka lat ten film będzie kultowy!

  • Na marginesie to ja na ten film jeszcze nie poszedłem bo 16 (ten piątek) w silverscreenie na Mokotowie o 22.00 jest maraton „V for vendetta-Sin city-Spirit” więc jednak poczekam.

  • Nie no, oglądanie tego filmu o tej porze to już masochizm, nie dziwię się, że ludzie potem piszą na Filmwebie, że sala pustoszała. Sam bym pustoszał o drugiej w nocy.

  • Blacksad

    Się wstrzymam z oglądnięciem do czasu wyjścia polskiej wersji komiksu. Już tak mam z adaptacjami, że wolę najpierw oryginał poznać – inaczej, jak z „Ligą Niezwykłych Dżentelmenów” – robi mi się wstyd, że film mi się spodobał, zanim poznałem komiks…

  • Filmu nie widziałem. Chciałem natomiast powiedzieć, że wkurza mnie takie radosne przyzwalanie na to, że adaptacja komiksu może być głupia, nie trzymać się kupy bo „to ekranizacja komiksu, come on”.

    Dobry komiks, nieistotne czy superbohaterski, obyczajowy, czy jeszcze jakiś inny, nie jest głupi i trzyma się kupy (konstrukcja bohaterów, fabuły każe zawiesić czytelnikowi niewiarę).

    Temat „Jest twardziel w prochowcu, tona pięknych kobiet i walka o losy ludzkości” można rozwinąć na 1000000 sposobów. Sam w sobie nie jest on ani głupi ani mądry.

  • To chyba chodzi o to, jakiego komiksu ekranizacją jest film.

  • mi sie podobało, ale orgazmu jakiegos nie miałem… 7/10 (troche naciagne za scarlet i eve)
    ale kurde miller to juz przeciez przestał robić fajne komiksy to czemu miałby nakrecić mega fajny film? (tzn ostatnie co pamietam to te nowe tomy sin city co nawet do konca chyba jednego nie przeczytalem i DKR2, jak jescze cos wypuscil to sory)

    a i jescze wyłapałem pedryliard ujęć które w komiksie wygladałby kozacko, a filmie trwają 2 sec i dupa

  • … dupny film, lubie komiksowego Spirita, to mistrzostwo kadrowania było (jak na swoj wiek).
    Film jest meczacy…. O jak jest meczacy…

  • e tam, ja i tak pójdę. Spirita komiksowego znam tylko wyrywkowo z kksiążek Eisnera o komiksie, gdzie posłużyły za materiał instruktażowy. I to mi się nawet podobało. A jak zobaczyłem trejlery filmu, to się zdziwiłem i zacząłem zastanawiać czy aby o tego samego Ducha chodzi? Podobnie jakoś nie mogę się przekonać do wizualizacji Strażników.

  • Widzisz holcman, nie napisałem, że jest głupi, a ja przymykam oko.
    Zawiesiłem tu niewiarę nieco bardziej niż w przypadku „Sin City”, bo „Spirit” oparty jest na parodii komiksów superbohaterskich. I w kategorii „ekranizacja parodii trykociarzy” się broni.

  • JAPONfan

    Nie znalazłem odpowiedzi. Czy wizaulnie Spirit to „ej patrzcie zrobiłem drugie sin city!”?

  • Drugie? Myślałem, ze drugie „Sin City” to „300”.

  • JAPONfan

    „300” nie bilo tak z trailerow sincinowatoscia. Sincinowatość, ładne słowo. A widząc zajawki Spirita odniosłem wrażenie ze Miller zrobił film w czyms w czym sie dobrze czuje i co sie sprawdziło.

    Chłopaki, nie wiem gdzie teraz jest motyw ale czesto nie wyswietla komentarzy, wyswietla tylko czesc, wyskakuje database error i czasami brak dostepu.

  • obejrzałem dzisiaj. tłumaczenie to jakieś z dupy jest. momentami się łapałem na „WTF???” bo aktorzy mówili coś a w podpisach było cos przeciwnego. podejrzewam, że sporo z tego to jakieś pomyłki przy przepisywaniu, ale zabiło mnie juz przy „sucz”. nie wiem czy angielskie „broad” da się przetłumaczyć jako „sucz”, ale aż się skrzywiłem.
    jeszcze żeby koleś który to mówi był czarnym gówniarzem w luźnych gaciach, to by było uzasadnione, ale to był stary glina!
    poza tym nienawidzę słowa „sucz” i jestem gotów napierdalać sztachetą każdego kto go użyje.

    film 5/10. dodatkowy minus za tłumaczenie.

    a, i też mnie, jak Holcmana, wkurza takie radosne przyzwalanie. zauważyłem też, że większość filmów opartych na komiksach jest w porównaniu z pierwowzorem tak bezdennie głupia, że zęby bolą.

  • ale po co napierdalać sztachetą, facet już i tak miał przestrzelony kręgosłup?
    a jeśli słowo „sucz” nie pasuje Ci do starych glin – polecam zajęcia poglądowe na komisariacie. Najlepiej wieczorne. Bo rozumiem, że uważasz, że w Polsce tego słowa używają właśnie „czarni gówniarze”.
    Jakieś inne konkretne zarzuty?
    Chętnie dam się skopać. Bo jak na razie rozumiem, że nie podobało Ci się tłumaczenie bo użyłem słowa, którego nie lubisz.

  • JAPONfan

    Ja rozumiem au. Bardziej pasuje Lachon.Sucz dl mnie tez jest bardziej czarnomtvpimpmyvaginasweet16.

  • No i widzisz. A dla mnie „Lachon” (pomijając już złą ilość sylab) jest wyrazem używanym przez znacznie młodszych. A mam wrażenie, że środowiskowo i wiekowo jestem znacznie bliżej postaci starego policjanta niż Wy. Chyba, że się mylę, to proszę mnie poprawić (moje warunki wyjściowe – 36 lat i ojciec – komendant Wyższej Szkoły Oficerskiej MSW).

  • hmmm… broad to staromodne(?) okreslenie, o wydzwieku duzo lepszym niz bitch (ale wciaz pejoratywne). podobno wywodzi sie ze slangu zawodowego rzeznikow – kawal miesa z dziura ;)

  • Pasowałaby radosna cielęcina. Jestem wprawdzie od kiamila młodszy aż o sześć lat i mam za sobą tylko szkołę podoficerską, ale tak się u mnie mówi.

    Lub po prostu dupa, ale to w kontekście nie pasuje.

    Równie mocno jak sucz, acz, z braku alternatywy, którąś należało dopuścić.

  • hmmm 30-latkowie i blogi… czyzby wczesny syndrom andropauzy? :D

  • @Siegfried – bez sensu.

  • Kamilu, może nie porównuj amerykanskiej policji do naszej. zresztą komisariat mam blisko, ale
    rzeczonego słowa nie słyszę od gliniarzy, słyszę od piętnastolatków żłopiących piwo na piaskownicy pod moim oknem.
    nie można było „babka” albo „laska”? tak się mówiło jeszcze całkiem niedawno, w latach 90tych, zanim hiphop do reszty wyżarł mózgi dzieciakom. i proszę bez pieprzenia o złej liczbie sylab, w tym tłumaczeniu były rzeczy gorsze niż zła liczba sylab.
    inne konkretne zarzuty? tyle, że wszystkich nie spamiętam, pierwszy z brzegu: „you melt them with your fingers like butter” nie znaczy „wchodzisz w nie jak w masło”. chyba Ci się, Kamilu, gatunki filmowe pomyliły.

  • Innym przykładem jest ta „kurwa” w ustach Mendez o której już z Kamilem rozmawiałem – też moim zdaniem jest przesadna i niezbyt uzasadniona

  • babka i laska są zdecydowanie zbyt łagodne. To miało być z założenia obraźliwe. Kwestia wyczucia – ja tak to czuję.
    A na sylabach tu mi akurat zależało – jak niewiele mówią i akcentują mocno to warto próbować je zachować.
    Co do „wchodzenia” to jedno z dwóch miejsc, gdzie mi panowie z ITI zmienili i faktycznie nie broni się to nijak.
    A „kurwę” biorę na klatę i będę bronił jak niepodległości.

  • Ja mam tylko jedno pytanie do osoby która czytała the best of Dpirit i była też w kinie na jego ekraniazcji. Czy jeśli pójdę sobie do kina przed czytaniem komiksu to sobie spieprzę komiks? Ile z tego komiksu jest w filmie? Rozumiem że komiks to zbiór historyjek. Czy choć jedna z nich pojawia się w filmie???

  • Film z grubsza oparty jest na dwóch historyjkach z Sand Saref, które pojawiają się w komiksie… Ale tak skutecznie miesza je z innymi, że nie zepsujesz sobie odbioru komiksu.

  • Mój Boże, prawdziwie egzystencjalne problemy.

  • ośmielę się podważyć sens przełożenia ilości sylab w napisach, bo akcentowanie. jak się je czyta, to akcentu i tak nie słychać. sucz też mi się kojarzy z rymującymi ziomami, co innego zdzira, czy coś w ten teseń. inna sprawa że mnie to nie raziło aż tak, tylko argumentacji nie kupuję.

Dodaj komentarz