Komiksy · Filmy · Gry · Anime · Manga · Muzyka · Książki · TV · Wywiady · Warszawa

The Best of the Spirit


import · komentarzy 16

Jedyna ilustracja pochodząca z opisywanego komiksu, a dokładniej: okładka

W lecie Frank Miller zaczął kręcić kolejną adaptację komiksu, a ja złapałem się na tym, że mam tylko mglistą wiedzę o „The Spirit” Willa Eisnera. Tomów z historiami o nim wyszło mnóstwo, więc intuicja doradziła „The Best of the Spirit”. DC sprytnie przewidziało mój ruch – na zamówionym egzemplarzu widnieje napis „Soon to be a major motion picture”, którego wcześniej nie było. Egmont również postanowił zatroszczyć się o kinomaniaków, 26 stycznia ten album wyjdzie po polsku.

Spirit wbrew pozorom nie jest superbohaterem, chociaż jego pochodzenie może na to wskazywać. Niegdyś policjant, który walcząc z szalonym naukowcem zetknął się z jakimś równie szalonym eksperymentem. Jak wiadomo w komiksie nikt nie ginie na dobre – Denny Colt powstaje z grobu i decyduje się walczyć ze złem jako (tadam!) Spirit, zamaskowany stróż prawa. Swoją drogą już od polskich przygód Hala Jordana uważam, że tak skromne karnawałowe maseczki, to zbytnie naginanie konwencji – na to naprawdę nikt by się nie nabrał. Ale do igrania z konwencją jeszcze dojdziemy… Prawdziwą tożsamość Spirita zna tylko jedna osoba – jego były szef, komisarz Dolan.

Skoro jest zamaskowany bohater, który współpracuje z komisarzem policji i nawet ma sidekicka, to teraz powinna zacząć się prawdziwa akcja. A przy tym nie opuszcza nas wrażenie, że skądś już znamy ten schemat. I faktycznie. Spirit powstał w 1940 roku, kiedy masowa publiczność poznała już Supermana i Batmana, a wcześniej bawili ją tacy śmiałkowie jak Buck Rogers, Flash Gordon i Dick Tracy… Spirit ma coś z każdego z nich, odnajdziemy też pewne cechy Zorro, Jamesa Bonda czy Robin Hooda (do którego w jednym z epizodów zostaje porównany). Eisner wcale nie ukrywa podobieństw do znanych już bohaterów.

Piękne kobiety, znak firmowy przygód  Spirita (ilustracja nie pochodzi z opisywanego komiksu)

Przygody Denny’ego Colta publikowane były raz w tygodniu, w redagowanej przez Eisnera „Weekly Comic Book” – szesnastostronicowej wkładce do gazet niedzielnych. Epizod ze Spiritem zajmował zwykle stron siedem, z czego pierwsza była całostronicową planszą zastępującą okładkę. W tomie „The Best of…” zmieściły się 22 historyjki. Mała próbka, jeśli spojrzeć na 22 tomy „The Spirit Archives”, a bez ich znajomości ciężko oceniać trafność doboru historyjek. Na pewno zadbano o różnorodność.

Wyjątkowość „Spirita” polega na tym, że na sensacyjno-superbohaterskim schemacie powstają fabuły zupełnie do niego nieprzystające. A na odcinki bardziej „w konwencji” nałożony jest eisnerowski filtr rzeczywistości. „The Origin of the Spirit” przypomina znaną historię bandyty, który wylądował w kadzi z chemikaliami. W tym wypadku ofiarą pada „ten dobry”, co lekko zaskakuje. „Fox at Bay” pokazuje w akcji człowieka, który pragnie sprawdzić i udokumentować jak zdrowa psychicznie osoba przeistacza się w socjopatycznego mordercę. Nie widzimy jak morduje dziesięciu ludzi, ale chłodna kalkulacja i spokój z jakim mówi o tym „eksperymencie” mrozi krew i przeraża. Przypomniał mi opowiadanie z antologii „Batman: Black&White”„Niewinny człowiek”. Pewien nastolatek z taką samą zimną precyzją planuje zamordować Batmana. Zresztą skojarzenia z przygodami Nietoperza pojawiają się często. Eisner bawi się schematem w „The Last Hand” – odwraca role i każe mordercy poczuć, jak to jest być ofiarą. Podkpiwa z fantastyki w „Visitor”, gdzie nietypowa wysłanniczka z Marsa odkrywa uroki życia na ziemi.

(ilustracja nie pochodzi z opisywanego komiksu)

Najistotniejsze i najciekawsze są te epizody, w których główny heros pojawia się epizodycznie jako karzące lub pomocne ramię sprawiedliwości, a na pierwszy plan wysuwają się ludzkie dramaty. Will Eisner schodzi z dachów, gdzie herosi ścigają bandytów, na ulice, do mieszkańców metropolii zmagających się z nie mniejszymi wyzwaniami. Dla Cranfranza Quayle marzeniem jest uciec od apodyktycznej żony. Quadrant J. Stet orientuje się, że traci wzrok. A pozyskanie funduszy na operację wiązałoby się ze złamaniem prawa… Najbardziej zasmucił mnie „The Killer” pokazujący jak zawirowania życiowe i nieumiejętność radzenia sobie z nimi potrafią popchnąć człowieka do zbrodni. Porusza „The Story of Gerhard Shnobble”, w której bohater posiada unikalny talent – potrafi latać – lecz wcale nie czyni to jego życia lepszym. Są też lżejsze epizody – specjalny odcinek świąteczny o nawróceniu bandyty, utrzymany w duchu „Opowieści Wigilijnej” oraz opowiadanie o zabawce, które oprawą graficzną przypomina elementarz – specjalnie dla najmłodszych. Podglądanie ludzkich losów, przypomina małe reportaże, krótkie notki z „Lapidarium”. Dużo uwagi poświęcone jest miastu – bohaterem „The last Trolley” jest właśnie nocny tramwaj, Spirit i złoczyńca to tylko dodatki. Eisner tworzy klimat snucia gawędy przez nietypowe dla komiksu superbohaterskiego chwyty – udział narratora i bezpośrednie zwracanie się do czytelnika.

Nie czytałem całości dzieła Eisnera, ale teraz z chęcią bym to nadrobił, by móc dłużej cieszyć talentem z jakim on po prostu opowiada. Polski czytelnik zna już inną twarz tego autora, dlatego część historyjek z „The Best of the Spirit” przypominać mu będzie te z „Nowego Jorku” (tych z „Umowy z Bogiem” nie mam i nie znam, ale pewnie też). Należy pamiętać, że przygody Spirita były historycznie wcześniejsze. W nich objawiał się talent Eisnera jako portrecisty nie tak zwykłych ludzi. W końcu – czymże byliby bohaterowie, bez tych, których ratują?

komentarzy 16

  • Cena polskiego wydania jest zaporowa, więc jednak zrezygnuję z zakupu. Choć z bólem serca.

  • Taki Komediant to jednak chyba „na dobre zginął”.

  • Komediant nie żyje!?

    Kusi mnie zapoznanie sie z Eisnerem. Może na WSK będę miał większą gotówkę, to sobie przyszaleję.

  • Wrócą z Rorschachem w drugiej części filmu. :)

  • a ja powoli dojrzewam do ponownego sięgnięcia po oryginały, nawet pomimo cen dolara. 15$ dolców czy 90 dzika? to ma być pytanie? no nie, wcale nie jest.

  • 15 dolcow plus przesyłka, oczywiście, więc różnica nie jest już taka duża, zwłaszcza, że Ty i tak byś w CK przecież kupował.

  • w empiku mozna zamowic za 50 zl – kliku klik

  • jakie patetyczne zakończenie artykułu! :D
    czymże byłby Motywdrogi bez tych, którzy go czytają :D

  • @konradh – jedna przesyłka za kilka albumów. Na takim MCS jest flat rate $9 za pół kilo, w tę wagę parę TPB się mieśi.

    Nawet z przesyłką taniej (vide ci, o zniżki w stylu 5% przy kupnie większej ilości), albo po to, żeby nie dotować polityki cenowej Egmontu.

  • Jak kto lubi.

  • no mi sie i tak zbiera powoli tego towaru. Elektra Omnibus, jakieś rzeczy mignoli, cośtam teges, brakujący tom Sandmana Mystery Thietera. no to 15$ x 3 to 45-50 dzika. polskie wydanie to prawie 70 zeta po odliczeniu rabatu. płacić 50% więcej dla hardkowera, polskiego tłumaczenia i gwarancji że jeśli jest przedmowa, zamowa, odmowa czy posłowie to mi to egmont na pewno wyciął? no nie wiem.

  • A właśnie. Jeśli nawet są w tej samej cenie, zawsze wybiorę SC.

    gąz, będę niedługo robił zakupy w MCS, wchodzisz w to?

  • Myślę, że wstępu Gaimana nie wycięli – w „Nowym Jorku” był, wszak nazwisko na G. na okładce poprawia sprzedaż. Ponadto jest tylko krótka notka biograficzna o Eisnerze, objętością podobna do tej na Gildii lub nawet krótsza.

  • silvergary

    Nowy Jork i Umowa z Bogem, były niesamowite, więc nawet po zaporowej cenie trzeba będzie The best of Spitit nabyć. Już się nie mogę doczekać. Dzięki za jeszcze większe zachęcenie do kupna :-)

  • Ja jedynie powiem od siebie, że omnibus elektryczny jest naprawdę elektryzujący :)

  • @silvergary – za to mi pła..yyy..znaczy tego ;)

Dodaj komentarz