Komiksy · Filmy · Gry · Anime · Manga · Muzyka · Książki · TV · Wywiady · Warszawa

Piekło pocztowe


książki · komentarzy 15

Piekło pocztowe

Gdy byłem w podstawówce, uwielbiałem książki Terrego Pratchetta, chyba aż za bardzo, co widać momentami do dziś. Jednakże gdzieś w połowie liceum i „Maskarady”, miałem dosyć ciągle powtarzanych tych samych żartów i sformułowań. Pięć lat i chyba piętnaście książek ze Świata Dysku później, Agnieszka, aktualnie przekopująca się przez moje licealne lektury, pożyczyła mi „Piekło pocztowe”, ostatnią wydaną u nas książkę Pratchetta.

Głównym bohaterem „Piekła” jest Moist von Lipwig, młody oszust postawiony w sytuacji bez wyjścia: albo podniesie z nóg upadły urząd pocztowy Ankh Morpork, albo zginie w bolesny sposób. Poza uporządkowaniem spraw urzędu będzie musiał rywalizować z groźnym Wielkim Pniem – kompanią sekarową. Sekary to taka pratchettowska wariacja na temat telegrafu i internetu.

Jak wiadomo, fabuła w Świecie Dysku jest jedynie pretekstem do żartów i społecznych obserwacji Pratchetta. „Piekło pocztowe” jest żywe, cwane, jednakże brakuje mu jakiś zapadających w pamięć scen, takich, że chciałoby się je opowiadać dalej. Jest właściwie jedna, w związku z wątkiem miłosnym Moista z panną Dearheart. Pratchett czytelnie przedstawia różne błędy i wypaczenia korporacyjnych molochów, pisze, jak ważna jest w życiu nadzieja i pasja. Kilka razy się uśmiałem, parę razy odniosłem wrażenie, że jakiś żart jest nadużywany.

To był swego rodzaju powrót do domu, do pewnej estetyki, która w jakiś sposób mnie ukształtowała. „Piekło pocztowe” jest czytadłem, inteligentnym, ale zawsze czytadłem i w gruncie rzeczy nie zachęciło mnie do nadrobienia pratchettowych zaległości. Jakbym się teraz na nie rzucił, to pewnie po dwóch książkach miałbym znowu dość. Ale generalnie, bawiłem się dobrze.

Dla zainteresowanych, na Deviant Arcie znalazłem kilka plansz fanowskiej adaptacji „Piekła”. Na futrzaczki.

komentarzy 15

  • a moment pożaru? również całkiem… donośny, myślę.
    a jak najdzie Cię nastrój na jeszcze jednego Pratchett’a zdecydowanie polecam Straż Nocną, gdzie autor (nie ukrywam, jeden z moich ulubionych) tworzy rewelacyjną mroczną atmosferę zupełnie jak nie on. zdecydowanie warto.

  • JAPONfan

    Mysle ze obie sceny odjazdu Moista sa swietne. A z zartów najlepszy to „nie musisz byc szalonym zeby tu pracowac…” i sposob na znalezienie palaczki nie znajac jej adresu.

    PS. Brakuje mi okladek Kirby’ego.

  • przeczytalem w zuciu 5 ksiazek Pana P., to chyba jakbys przeczytal wszystkie, nie?

  • donośny srośny, doniosły kurde, miało być.
    @Trreker nie :) sporo z nich porusza różne problemy naszego społeczeństwa, i zawsze inne. Pomniejsze bóstwa mówią o wierze, Prawda o dziennikarstwie i prawdzie w ogóle i tak dalej… poza tym jest kilka(naście?) będących po prostu humorystyczną fantasy. zrozumiałe, że nie każdy musi się zachwycać, bo 5 to rzeczywiście w porządku by wyrobić sobie całkiem solidny pogląd, ale jednak nie aż tyle by mówić że wszystko jest to samo i takie samo. moim zdaniem.

  • „Pomniejsze bóstwa” i „Ruchome obrazki” są chyba moimi ulubionymi. I rzeczywiście, pięć pierwszych Pratchettów to niezbyt dobra próbka. Polecałbym przekrój wg najważniejszych podserii: czyli coś o Rincewindzie, coś o Wiedźmach, coś o Śmierci, coś o Straży Miejskiej i coś dowolnego :)

  • dla mnie „Piekło pocztowe” było jedną z fajniejszych książek Pratchetta. Nie przebija „Straż! Straż!”, ale wreszcie jest jakaś nowa świetna postac. Moist jest genialna postacia i widac, ze Pratchett dobrze sie czuje przy bawieniu sie nim.
    Btw. SkyOne przygotowuje ekranizacje „Going Postal”. Wczesniej jak ktoś nie wie było „Wiedźmikołaj” i „Kolor Magii/Blask Fantastyczny”.

  • Blacksad

    Mam zaległości Pratchett’owe jakoś od „Ostatniego kontynentu”. Kupuję, Żona czyta a ja obiecuję sobie, że już niedługo…

    Podobno „Prawda” jest świetna. Ale (podobno) i tak nie przebija „Straży…” czy „Pomniejszych…”

    A w ogóle, to mnie się zawsze lepiej czytało Pratchetty w większej dawce – po 4-5 pod rząd. Wtedy widać było konsekwencję w zabawie konwencją, powtarzalność schematów, która sama w sobie bywa zabawna (jak GSP Dibbler, Dziekan z pigułkami z suszonej żaby czy Nobby). Jak czytam któregoś raz na pół roku to ani w pół nie chichocę tak, jak biorąc się za większą garść jednym cugiem.

  • JAPONfan

    PRawda jest swietna z powodu IMHO dużego udziału lorda Vetinari mojej ulubionej postaci w Ankh-Morpork. Książki ze Straża czy wiedzmami uważam za szczególnie udane.
    Niestety, te z wiedzmami i malymi niebieskimi ludzikami juz nie bardzo. Zwlaszcza przy zmianie tłumaczenia.

  • Blacksad: mnie właśnie ta powtarzalność zaczęła w pewnym momencie męczyć, gdy wiedziałem np. że podczas opisu rzeki Ankh padnie zdanie o tym, że można się od niej odbić, albo o powietrzu czy o Biblitekarzu. Jasne, że lubimy, to co znamy, ale ja chyba zbyt często je wtedy czytałem:)

  • Mnie też to zaczęło męczyć – ale „Prawda” i „Straż Nocna” jakoś na nowo przekonały mnie do Pracziego… Dlatego, chociaż mam wszystkie, to nie czytam regularnie. Mam jak Blacksad – czekam aż zbiorą się dwie i3 i robię sobie maraton – jakbym jedną czytał.

  • „Prawda” jest niezła, pewnie dlatego że jest o Ankh Morpork. Po części jest podobne do „Piekła pocztowego”. Ja zwykle jak mnie nachodzi na Pracza to czytam kilka książek pod rząd, aż mi się znudzi. Ostatnio zabrałem się za „Kapelusz pełen nieba”, ale czasu mało. Wcześniej czytałem „Zbrojnych” i przyznam się, że totalnie nie pamiętam jak się to skończyło. A skończyłem czytac, bo sprawdzałem :D

  • No, „Prawdę” można szczerze polecić.

    Ja generalnie zadbałem o to, żeby mieć wszystkie powieści, gdzie pierwsze skrzypce grają wiedźmy, bo to one dla mnie są najbarwniejszymi kreacjami Pracza. Inne książki raczej mnie męczyły (oprócz w/w Prawdy).

    Z drugiej strony, może miałem po prostu pecha do losowych nie-wiedźmowych części..

  • ja jestem fanem tych o Ankh Morpork. w tych o wiedźmach brakuje mi tego klimatu.

  • „Prawda” jest spoko, bo jest oderwana od tej powtarzalności w pewien sposób – człowiek czytając ją nie topi się w tych wszystkich schematach. :)

  • chudeusz

    pewnie, że wiedźmy lepsze. Zwłaszcza niania Ogg i jej kąpiele. Teraz jak pod choinke dostałam „Weźmisz czarno kure…”, to mi się Wędrowycz skojarzył z Esme trochę. A może to tylko moja schiza?
    Ogólnie Pratchett dla mnie stracił urok jakieś 6 lat temu, czy coś, a teraz jeszcze poznałam koleżankę, która jest jego totalną maniaczką i to też mnie odstręcza, bo jej nie lubie;) Więc chyba też nie nadrobie zaległości.

Dodaj komentarz