Komiksy · Filmy · Gry · Anime · Manga · Muzyka · Książki · TV · Wywiady · Warszawa

Papier Chaos


papier · komentarze 4

Papier Chaos

Tomasz Tomaszewski jest twórcą doświadczonym i uznanym, ale mało widocznym. Ostatnia jego samodzielna publikacja została wydana sześć lat temu, a przez ten czas twórca postaci Popmana i redaktor naczelny „Areny Komiks” udzielał się w różnych, wątpliwej jakości antologiach. Mogliśmy zatem przeczytać drętwą, ale poprawnie narysowaną, historię „Skradzione serce miasta” w antologii „11/11 = Niepodległość”, średniozabawną sześcioplanszówkę „Kisiel po łódzku” w „City Stories” #2 czy „Dziedzica Dunaina” w „Piekielnych wizjach”. Te-Te nie zabrakło również w antologii „Wrzesień: wojna narysowana” i tytusowej, wydanej na MFK 2007. Nic więc dziwnego, że Tomaszewski doczekał się własnego przekrojowego wydawnictwa.

„Papier Chaos” to po prostu zbiór prac, wydanych wcześniej w: „Feniksie”, „Wesołym finale”, „Popmanie”, „Zarysowanych zeszytach”, we wspomnianych wcześniej „City Stories” i stworzonych na konkursy Międzynarodowego Festiwalu Komiksowego w Łodzi. Prezentowane są również komiksy zamierzchłe (np. narysowane, gdy Te-Te był w liceum), wyciągnięte z szuflady, trudno dostępne oraz ilustracje. „Papier Chaos” pozwala spojrzeć na dość reprezentatywny wycinek twórczości Tomaszewskiego i pod względem doboru prac powinien zadowolić zarówno tych, którzy jego twórczość dobrze znają, ale też takich, którzy wcześniej spotkali się z jego nazwiskiem jedynie parę razy. Dla tych, którzy twierdzą, że widzieli już wszystko i nawet kupili już T-shirty, trafi się parę niespodzianek, jak chociażby pokolorowany (a nawet przerobiony) „K-mix”.

Papier Chaos

„Papier Chaos” spowodował u mnie mieszane odczucia. Tomasz Tomaszewski jest z pewnością świetnym grafikiem i rysownikiem, który stosuje wiele technik, a z każdą radzi sobie doskonale. Nie boi się kolażu i eksperymentów z kadrowaniem, jego cienkopisowa kreska jest niby to chaotyczna, ale bardzo dopracowana – praktycznie każda historia jest przyjemna dla oka. Z drugiej strony, pod względem scenariuszowym, „Papier Chaos” przedstawia się miernie i często lektura nie wiąże się z większymi pozytywnymi wrażeniami, chociażby jak w przypadku niemych opowiastek: „Coś żywego”, „Samozauroczenie”, „Burgers War”, „Historia lubi się powtarzać” i „Latacz”, które zachwycają na krótko, by później zniknąć gdzieś w odmętach pamięci. Komiksy będące „dowcipnymi wizjami wybranych pozycji krajowej literatury” do scenariuszy prof. Jana Tomkowskiego zupełnie mnie nie porwały, ani nie rozbawiły, prędzej znużyły. Fakt, nie znam „Operetki”, „Pamiętniki” Paska omawiałem kiedyś wyrywkowo, a z monachiami Krasickiego miałem do czynienia stosunkowo dawno, ale cykl „Literatura polska” wydał mi się trochę przekombinowany i po prostu niezabawny. Wcale bym się nie zdziwił, gdyby był po prostu zbyt hermetyczny dla przeciętnego czytelnika.

„W walce o niepodległość i marchewkę!” jest historią, w założeniu mającą zabawnie komentować wydarzenia polityczne, do scenariusza tego samego znawcy literatury, prof. Tomkowskiego. Jeżeli o mnie chodzi, nie lubię aż tak natarczywych komentarzy, tak samo jak nachalnych puent. Zupełnie niepotrzebne było umieszczenie w antologii reklamowego komiksu „Wieczorna impresja”, który jest nieciekawy graficznie, byle jak pokolorowany i ogólnie słaby. Wiem, że „Papier Chaos” jest ogólnym przekrojem, ale wolałbym zamiast takich impresji kolejnego Popmana. „Wizyta u kpt. Żbika” trafia do tego samego wora co „Kisiel po łódzku”, czyli do nieruszających mnie średniozabawnych historii. „Senne miasto” doskonale się sprawdza jako prolog do dłuższej historii i mam nadzieję, że nie skończy się jedynie na chęciach kontynuacji tego projektu. Najbardziej spodobał mi się cykl „K-mix” oraz ośmioplanszówka „Biofobie” i są to jedne z lepszych krótkich komiksów, jakie widziałem w ostatnim czasie.

Papier Chaos
Nie wiem, czy trzy-cztery fajne komiksy oraz dobre, różnorodne rysunki, pozwalają powiedzieć, że antologia jest udana. Generalnie twórczość Tomaszewskiego jest inteligentna, ale dla mnie ulotna albo niezabawna wtedy, gdy bawić ma zamiar. Wydaje mi się, że Tomasz Tomaszewski nie ma szczęścia do scenarzystów, a sam wyczerpał swoje pomysły jakieś dziesięć lat temu. Zresztą większość antologii to materiał sprzed kilku-kilkunastu lat. Z pewnością Te-Te jest jednym z lepszych polskich twórców o sporej rozpiętości warsztatowej (a za takich uważam np. Rebelkę i Turka), także szkoda, że wydaje się go rzadko, a sam woli rysować średniej jakości kilkuplanszówki, niż dokończyć „Senne miasto”. Cóż, przypuszczam, że następną styczność z Tomaszewskim będziemy mieli przy okazji „Dampca i Zbrożka” do scenariusza Jerzego Szyłaka. Myślę jednak, że na to przyjdzie jeszcze poczekać.

komentarze 4

  • O, pamiętam te komiksy z „Literatury polskiej, strasznie fajna rzecz to była.

    A najlepszą recenzją tego komiksu jest fakt, że już chcesz go na Gildii sprzedawać :D

  • Cykl “Literatura polska” z tego co pamiętam ilustrował jakiś podręcznik do języka polskiego. Kilkanaście (!!!!) lat temu bawiły mnie te komiksy.

  • @Rob – cóż mogę powiedzieć, nie jest to pozycja do której będę wracał, a na półkach miejsca coraz mniej.

    W „Literaturze polskiej” jest potencjał i wcale mnie nie dziwi, że kilka-kilkanaście lat temu te komiksy bawiły. Wydaje mi się, że po prostu się te komiksy zestarzały przez ten czas, bo nie takie śmieszne rzeczy się widziało przez ten czas i tak dalej…

  • Mam ten podręcznik – w jego kontekście bawią mnie nadal.

Dodaj komentarz