Opublikowane o 17:32, 24 grudnia 2008
autor: Konrad Hildebrand

Jak wiemy, homoseksualiści chcą zniszczyć świat. Będą tak długo promować swoją orientację seksualną, dopóki ostatni poseł PiSu nie przejdzie na ich stronę. Dzięki temu, przyrost naturalny spadnie, aż w końcu Ziemia się wyludni. Proste i przebiegłe. Arsenał ich środków perswazji jest bogaty i urozmaicony, od komiksów, parad, aż po teletubisie. Mało komu śniło się jednak, że mogą istnieć specjalne komanda kosmicznych lesbijek uprowadzające niewinne ziemianki. Czy może to oznaczać, że tak naprawdę homoseksualizm to broń jakiejś pozaziemskiej rasy, która jest na tyle cierpliwa, aby w ten powolny sposób doprowadzić nas do zguby?
Susan Bell była zwykłą sekretarką, świeżo po skończeniu studiów. Pewnego dnia została uprowadzona przez grupę Lesbijskich Piratek z Kosmosu. Względnie Pirackich Lesbijek. Te, poza robieniem tego, czym na co dzień zajmują się piratki i lesbijki, krążą po wszechświecie w poszukiwaniu swojej zaginionej księżniczki, prawowitej następczyni rodu rządzącego ich planetą. Słowem, jest to materiał albo na pastisz, albo na pornola.
Autorka „I Was Kidnapped By Lesbian Pirates From Outer Space”, Megan Rose Gedris, jest lesbijką i chciała zabawić się z konwencją pulpowych opowieści z epoki zimnej wojny. Mamy więc kosmiczną wyprawę, metalowe staniki, obłe fazery i nieco niezgrabne rysunki wspierane rastrami mającymi zbliżać wszystko do prac Roya Lichtensteina. Jednocześnie pod szatami pastiszu Gedris przemyciła kilka innych rzeczy.

W oczywisty sposób losy Susan przedstawiają codzienne zmagania osób niepewnych swojej orientacji seksualnej. Żyją, czują, że coś jest nie tak, ale potrzebują jakiegoś impulsu, aby być w stanie powiedzieć sobie, co jest grane. W typ wypadku potrzeba interwencji kosmiczny piratek wyposażonych w „Gaydar”, które nas namierzą i pokażą jak głęboko sięga królicza nora.
Choć tak jak się spojrzy na Susan, to bez względu na jej orientację pozostaje ona nieco głupią dziewczyną, która nie może żyć bez nowych butów. Jedynie mężczyzni w jej życiu zostali zastąpieni przez uzbrojone piratki. Co wychodzi mniej więcej na to samo.

Jednocześnie Gedris dosyć bezlitośnie portretuje facetów – głównym przeciwnikiem bohaterek jest Male Man, kosmiczny heros różnie próżny, co głupi. Trudno oprzeć się wrażeniu, że bliskim kuzynem Zappa Brannigana z „Futuramy”. Pomocnikiem Zappa był Kifa Krokera, Male Manowi usługuje Betty, dziewczynę którą „uwolnił”, a teraz ona musi przez następne kilkanaście lat obskakiwać go, prać skarpety aby spłacić swój dług. Brzmi znajomo?
Niby autorka twierdzi, że skądże, uwielbia facetów, po prostu nie chce z nimi sypiać, ale wiadomo, że należy zachować ostrożność i nie wystawiać na działanie komiksu zbyt wielu samic. Klęska demograficzna gotowa!
arcz dnia 24 grudnia 2008 o 19:21
No nie! Boże Narodzenie a wy piszecie o jakichś zboczeńcach. Toż to jawny zamach na Pana Jezuska!
JAPONfan dnia 24 grudnia 2008 o 20:49
No to to ja rozumiem na swieta.
Peel dnia 25 grudnia 2008 o 10:57
Polecam film, który niewątpliwie stał się inspiracją tegoż komiksu: „Gayniggers from Outerspace” – http://www.imdb.com/title/tt0274518/
asdf dnia 25 grudnia 2008 o 20:51
czuje oddech wroga na karku, nie ma co.
asdf dnia 26 grudnia 2008 o 18:39
no wlasnie chyba zaczelo mi sie podobac…oh well.
;)
fddf dnia 15 czerwca 2009 o 15:41
arcz, mam nadzieję, że to nie była ironia. Poza tym zostaw homo w spokoju.
JAPONfan dnia 15 czerwca 2009 o 17:16
Ironia? To kraj gdzie produkuja angielskie zelazka?
My jestesmy bardzo poważni. Zawsze. A zdjecie arcza mozna znaleźc w Britannice pod hasłem „poważna powaga”.