Komiksy · Filmy · Gry · Anime · Manga · Muzyka · Książki · TV · Wywiady · Warszawa

Powrót do Wrót Baldura


gry · komentarzy 50

Siedziba Żelaznego Tronu

Niedawno na poczet mojego mobilnego życia w dwóch miastach na raz dostałem od rodziny laptopa. Nie potrzebowałem sprzętu do nowych gier, mam w końcu konsolę, raczej szybkiej maszyny do pisania, która od czasu do czasu pozwoli mi odpalić jakiś starszy tytuł. Biorąc pod uwagę, że nie dysponuję odpowiednią ilością płaskiego blatu aby podłączyć myszkę wszelkie RTSy i strzelanki z miejsca odpadły. Zostały przygodówki, no i RPG od Interplaya.

Gdy pierwszy raz zobaczyłem zapowiedzi „Baldurs Gate” zwariowałem bez reszty, na dodatek to był jeszcze ten moment w moim życiu, kiedy rodzice kontrolowali co i kiedy kupuję. Na skutek niezadowalających ich ocen na koniec roku, z zakupem gry musiałem poczekać jeszcze parę miesięcy i „dostałem” ją na urodziny w 1999 roku.

Drugą część serii dostałem już całkiem szybko, na gwiazdkę 2000 roku. Aż się w sumie dziwię, że gra tak szybko wyszła, myślałem, że minęło więcej czasu pomiędzy pierwszymi dwiema częściami. Niemniej, „Baldurs Gate II: Cienie Amn” odegrało ważną rolę w integracji męskiej części mojej klasy w liceum. W szczytowym momencie pięciu chłopaków gadało bez przerwy o swoich drużynach, sposobach przejścia, smokach, mrocznych elfach i innych atrakcjach. Nie dało się nas słuchać, ale to właśnie BG2 zbliżyło nas do siebie na początku ogólniaka. Nie mówiąc już o tym, że byłem jedynym, który dysponował oryginalną wersją gry, heh.

Gdy w połowie 2001 roku wyszło rozszerzenie do „Cieni Amn”„Tron Bhaala”, miałem cichą nadzieję, że stara magia wróci. Niestety albo to była kwestia wakacji, albo tego, że byliśmy już w trzeciej klasie, ale nie wróciła. Choć równie dobrze mogła być to też wina samego dodatku, który sprawiał raczej wrażenie szaleńczego sprintu do zakończenia serii i byłem nim nieco zawiedziony.

Aaaargh

Potem kilka razy próbowałem wrócić do jedynki lub dwójki, ale rozbijałem się albo o niski poziom postaci w części pierwszej i epickie walki z psami, albo o początkową sekwencję z dwójki, która owszem, jest bardzo ciekawa, ale nie gdy przechodzi się ją czwarty raz. No i też mimo wszystko ciągle pamiętałem różne zadania i zwroty akcji, co nie zachęcało do ponownego ich odkrywania. Aż właśnie ze dwa tygodnie temu postanowiłem dać „Baldurowi” jeszcze jedną szansę na nowym komputerze.

Muszę jednak zaznaczyć, że ta edycja gry, którą teraz zainstalowałem, jest łącznie moją trzecią. Pierwsze płyty zgubiłem pożyczając je znajomym różnym, jedna zbiorcza edycja, którą kupiłem jakiś czas temu, okazała się mieć teraz porysowane płyty, więc Marta kupiła mi na pocieszkę tę, zadziałała. Koniec końców zamiast żonglować dziewięcioma płytami, mam po prostu jedno DVD i już.

Na początku Marta postanowiła zagrać w dwójkę – zainstalowaliśmy, zaczęliśmy się snuć po początkowych lochach, jednakże przy okazji instalacji okazało się, że na płycie są również mody…

W ogólniaku kumpel jedynie wspominał mi o istnieniu czegoś takiego jak „The Darkest Day”, jednakże, jako że dysponowałem wtedy jedynie modemem, to z miejsca odpuściłem sobie ściąganie kilkudziesięcio- czy kilkusetmegowych plików.

mapa

Tymczasem okazało się, że po dziś dzień dokoła Baldurs Gate żyje całkiem czynna i prężna społeczność moderów, którzy na różne sposoby podtrzymują życie swojej ulubionej gry. Jednym z najpopularniejszych rozwiązań jest przeniesienie pierwszej części na silnik drugiej. Dzięki czemu otrzymujemy nieco lepszą grafikę, jak też klasy postaci znane z dwójki – mnich czy barbarzyńca w Candlekeep? Dziki mag walczący z koboldami w Nashkel? Nie ma problemu!

Dzięki temu otrzymujemy jedną spójną grę na jednej wielkiej mapie świata, imponujące. Następnym krokiem są różne mody dodające nowe postacie, linie dialogowe, sklepy, umiejętności, klasy przedmiotów, aż po lokacje, przygody, zadania czy podbijające poziom trudności. Kosmos.

Nie chciałem za bardzo eksperymentować, więc na razie ograniczyłem się jedynie do instalacji dodatkowych linii dialogowych do pierwszego „Baldurs Gate” i rzeczywiście są, działają, inną sprawą jest to, że jest to pozycja wyłącznie dla fanów fanfików. Choć może to też dlatego, że gram po polsku, a dodatek jest po angielsku i siłą rzeczy jestem wybijany z nastroju? Niemniej, jeśli kiedyś grając w jedynkę chcieliście ukatrupić Jaheire, to ja już tylko ziewam i klikam „dalej” gdy widzę, że Branwen czy Dynaiher ma coś do powiedzenia. Nie mówiąc już o Kivianie.

W internecie istnieją obszerne poradniki, jak doinstalować dużą ilość modów, tak aby to wszystko razem działało. Dla początkujących polecam poradnik polski, dzięki któremu zbierze się do kupy 45 rozszerzeń, masochiści mogą spróbować zrozumieć instrukcję, która prowadzi do instalacji 260.

W World Of Warcraft grałem orkiem Kaemharem, a w World of Asterix Galem Kaemhixem

Najważniejsze jest to, że dzięki takiemu odświeżeniu, pierwsza część znowu jest zdatna do gry. Na tyle, że aż założyłem sobie postać, którą nigdy wcześniej nie grałem – elfiego złodzieja, i mam kupę zabawy. Wcześniej zawsze grałem pijanymi krasnoludzkimi wojownikami. Powaga.

Jestem aktualnie już we Wrotach Baldura, nie wiem jak będzie podczas przechodzenia do części drugiej sagi, ale myślę, że się wkręcę, zawsze mam jeszcze kilka modów do zainstalowania, które może odświeżą mi grę jeszcze bardziej. Szkoda, że nie ma jeszcze technicznej możliwości połączenia tego z „Icewind Dale” – postacie chyba byłyby już za silne.

Gdy mówiłem Łukaszowi, że wróciłem do „Baldura”, przyznał się, że jeszcze nigdy w niego nie grał. Cholernie mu zazdroszczę, też chciałbym jeszcze raz po raz pierwszy przechodzić jedną z największych przygód w historii gier komputerowych.

gry

komentarzy 50

  • Ja też nie grałem. Znaczy tylko trochę w „Icewinda” dwójkę i była taka sobie. Chociaż się może na „Baldura” skuszę…

  • obaj fascynowaliśmy się Baludrem w podobnym czasie :) mam tylko dwójkę, ale może jak skończę warcrafta 3 to odpalę ją sobie w ramach nostalgicznych, świątecznych wspominek :)

  • Jedynkę wygrałem w ś.p. Resecie – ale była radocha, jak listonosz przyniósł to wielkie pudło. To przy niej pobiliśmy z przyjacielem rekord – 12h ciągiem przy kompie, z czego wcale dumny dziś nie jestem… :) Od dwójki jakoś się odbiłem – w jedynce fascynował mnie wielki świat, masa lokacji na mapie, w których niby nie było nic, ale jednak dawało się coś znaleźć… Łaziłem godzinami po tych mapach. W dwójce tego nie było, poza tym jakoś nie odpowiadały mi orientalne nawiązania…
    Ale do jedynki nadal chętnie wracam – też kupiłem sagę na DVD.

    Z modów polecam „Dungeon be Gone” (o ile już go nie odkryłeś) – usuwa te lochy z początku, lądujesz w mieście z drużyną, kompletem przedmiotów i doświadczenia, które byś tam zebrał.

  • Konrad, daj spokój, po co kijkiem trupa trącasz? niech leży w spokoju. ogólnei erpegi z cyklu D&D uważam w większości za mniejszą lub większą padaczkę. tylko mi szkoda niedokończonego KOTORa i nawet nie zaczętej 2ki. reszta niech sczeźnie.

    a, poprawka. jedyny dobry tradycyjnie dungeonowy (w kwestii systemu) RPG to Planescape: Torment. miszcz. Baldura nakrywa dużym palcem lewej stopy

  • Pomimo swoich oczywistych wad, Baldur to kupa zabawy i klimatu, plus wspomnienia. A porównywanie go do „Plenascape” nie ma większego sensu, bo to zupełnie inne podejście do tematu. I też muszę go sobie znowu odgrzebać.

    Paweł: mi też brakowało na początku w dwójce tego klimatu szwendania się po bezdrożach, ale późniejsze atrakcje są już o wiele bardziej epickie i w sumie całkiem cwanie oddają motyw wędrówki drużyny przez różne krainy i wymiary, bez możliwości zawracania się. A o „Dungeons be gone” słyszałem, wypróbuje za kolejnym podejściem :)

  • „Pomimo swoich oczywistych wad” – jakich wad? Wygląd tej gry nie może byc wadą, gdy ona ma tyle lat…

    Zaprawdę powiadam Wam, nie wyszedł potem lepszy RPG w podobnych klimatach. Nie był to nawet „P:T”, gdzie nacisk położono na Historię, a nie Epicką Siekaninę.

    NWN2 się zbliżył do tronu, ale to tyle… Teraz czekam na Dragon Age.

  • Wadą są ograniczone możliwości odgrywania różnych postaci – większość dialogów jest pisana tak, że albo możesz być nieskazitelnie szlachetnym rycerzem, albo wyrachowanym szują, albo złym, opryskliwym debilem, który odrzuca wszystkie propozycje zadań i nie zdobywa doświadczenia. Tak przynajmniej jest na razie w pierwszej części. Nie mówiąc o tym, że tak naprawdę w kluczowych momentach gry nie masz za wiele do powiedzenia i wyboru i musisz zrobić konkretne rzeczy tylko w jeden sposób.

    Grafika BG1 po zastosowania moda przestaje być problemem:)

  • Jestem chyba największym geekem Baldurów. Jedynkę przeszedłem kilka razy, a dwójkę już z naście. Pamiętam jak ,że jak wyszła 2 to byłem w gimnazjum i przez 2 tygodnie nie chodziłem do szkoły tylko grałem w domu.

    A rekord pobiłem z kumplem w UO. Około 30 godzin.

  • mr.ciacho

    Oh:) Ja nadal uważam Bg za najcudowniejsze gry w moim życiu. Pamiętam, że 1 przechodziłem między 5 a 6 klasą podstawówki przez co była dla mnie cholernie trudna. W 2 nie mogłem pograć przez długi czas, bo po prostu mój dysk twardy był za mały by pomieścić tą porażającą kiedyś ilość 2 gigabajtów. Kiedy w końcu rodzina dorobiła się 40 gigowego monstrum to na miesiąc wszystkie inne tematy stały się dla mnie nieważnymi błahostkami. Nigdy chyba nie czułem takiego epickiego uniesienia jak przy walce z Irenicusem w drzewie życia. Co do powracania to już dwa razy próbowałem się ponownie zabrać do gry na poziomie szalonym. Teraz już nie wydaję mi się tak trudna jak kiedyś:). Jednak po jakiś 10 h gry odstawiałem ją na półkę. Może podświadomie przeraża mnie ilość czasu jaką musiałbym na nią poświęcić. Teraz już się nie robi takich
    długich rozbudowanych rpgów. Chlip Chlip

  • A, bym był zapomniał. Ciekawym modem jest wrzucenie Baldursa 2 do silnika IcewindDale2. Mamy wtedy wszystko w DnD 3ed, a nie jakiejś mutacji ADnD.
    Ze znajomymi w liceum ostro wkręcaliśmy się w IWD2. Stwierdzenie „Icewind Dale 2 to ostatnia gra na silniku infinity” jest w tych kręgach dość kultowe ;-)

  • ja jakos za baldurem nie przepadalem, ale np NW totalnie mnie wciagnela. obecnie maniakalnie tluke w obliviona (jestem troche opozniony jezeli chodzi o konsole) – najlepsza gierka fantasy rpg w jaka gralem. zdecydowanie polecam

  • Baldur, to kolejny powrót do dzieciństwa. Ostro się w to kiedyś ciupało. Młody człowiek był to grał jak szalony. Teraz już jakoś nie chce wejść. Kupiłem sobie 2 z dodatkami za dwadzieścia zybla z jakiejś kolekcji ekstraklasyki czy coś, i jednak mocno się zestarzała giera. Pobiegałem chwilę po lochach i wyłączyłem. Czar prysł. :(

  • Grzybiarz, Twoje dzieciństwo się jeszcze nie skończyło ;). Ciesz się tym i nie piernicz, że gdzieś tam powracasz.

  • to trochę dziwne – kiedyś łupało się w te gry godzinami (kumpel nie wyłączał swojego atari przez tydzień bo mu się Boulder Dash długo ładował), minęło kilka lat, człowiek wspomina jaka ta gra była fajna, siada do komputera i… rzeczywiście czar pryska. co ta technologia 3d z nami porobila?

  • Ha. Zostałem wyzwany od masochoistów :>.

    Chyba z 12h instalowałem tą kolekcję 260 modów. I muszę przyznać, że nie było warto. Większość nowych questów/postaci/przedmiotów mnie w ogóle nie ruszyła. Fantastyczne za to są mody wyśrubowujące poziom trudności. Więszkość podkręconych walk stanowi niesamowite wyzwanie i powód dla zbierania każdego xpka i sztuki złota ;).

  • memnos: chylę czoła! Ja odpadłem już przy poradniku z „Tawerny”:)

    Reszta marud co marudzą, że magia im prysła: no przecież mi też prysła, ale ją w końcu odnalazłem, nie traćcie nadziei!

  • „Grzybiarz, Twoje dzieciństwo się jeszcze nie skończyło ;). Ciesz się tym i nie piernicz, że gdzieś tam powracasz.”

    xD
    nevermind.

  • Ależ te szesnastolatki refleksyjne w tych czasach…

  • Grzybu to taki nostalgicznie nastawiony koleżka.

  • obecnie gramy coop we dwóch z kumplem w bg2.
    spróbuj kiedyś. przeszedłem baldura z 7 razy ale zawsze jest ciekawie. bo bioware miał talent do erpegów. no i polski dubbingw bg miażdży suty ;)

  • Dubbing jest tym, co zawsze przekonywało mnie, by mieć Xana w drużynie. Jego smętne „Czeka nas zguba” wygrywało z faktem, że jest cienki jak barszcz… :)

  • Też zawsze miałem Xana w drużynie właśnie z tego powodu :-)

  • BG jest bardzo dobre, ale przy Tormencie moze sie schowac i okopac – od intra po napisy koncowe P:T rozwala mnie na lopatki. (Insza inszosc, ze zeby znalesc wiele smaczkow, trzeba rozwinac inteligencje, madrosc i charyzme a nie tylko w sile pakowac…)

  • mr.ciacho

    Jeśli chodzi o dubbing to nic nie przebije kultowej kwestii Fronczewskiego: Przed opuszczeniem lokacji… Z drugiej strony nigdy nie słyszałem bardziej irytującego głosu niż Imoen z 1 ;p

  • ‚nie ma to jak troche czasu na lądzie, wszystko czego mi trzea to butelczyna grogu i chętna dziewka na kolano’ :D

  • Ja też mam Baldursa na 1DVD. Kupiłem i nie zagrałem długo. Ale obiecuje, wezmę się za niego, jak tylko przejdę Terranigmę na SNESie.

  • mr.ciacho

    http://rpgvault.ign.com/articles/940/940545p1.html Tutaj są wspomnienia z okazji 10 rocznicy wydania części pierwszej.

  • A ja nigdy nie gralem w Baldura. Kupilem jakies wydanie ze wszystkimi dodatkami ale to była wersja z „niemoznoscia” odpalenia na XP. I gdzie sie zapodziala a ja nie mam jakos weny zeby do tego wrócic.

  • Ech, Baldur… Ileż to pięknych godzin spędzonych przy tej grze. Ileż poranków mnie zaskoczyło swoim nagłym nadejściem, gdy wpatrzony w monitor błąkałem się po lasach i lochach… A całkiem niedawno odświeżyłem sobie „Icewind Dale” i bardzo przyjemnie po latach było do tego wrócić. A P:T zawsze traktowałem jako zupełnie inny rodzaj gry i do głowy nie przyszło mi ich porównywanie. Natomiast ostatnie dwie noce zarwane, bo do 4 nad ranem odkrywałem tajemnice Rapture. Przepraszam za chaotyczny komentarz, ale mam silny napad nostalgii. Wesołych!

  • nie no, litości. dwa zupełnie inne rodzaje gry? obie gry są RPGami, obie są oparte na mechanice dungeons & dragons 2nd ed., obie są na tym samym silniku growym oparte. owszem, są inne od siebie, bo to 2 różne gry. skierowane do innego gracza (BG – epickie levelowanie postaci, zbawianie świata, P:T – wczujka w klimat, postać, dialogi, dialogi, dialogi). ale w dalszym ciągu obie to erpegi na DDkach. ja tym czasem przekopałem całe Rapture, zawiesiłem w połowie 2gi spacer po Ishimurze, a teraz zwiedzam sobie Albion w kapitalnie się zapowiadającym Fable 2. rozpamiętywanie gier z przed 10, 15 lat to jednak w większości przypadków coś jak onanizm do wspomnienia plejbojowej miss lipca 1995. zwłaszcza że w kategorii epickich rpgów to IMO starusieńkie Betrayal at Krondor nawet kładzie Baldura lewą łapą.

  • Gonzo, właśnie sam sobie zaprzeczyłeś.

    Bo gadanie o tym, że gry są takie same, bo oparte na tym samym papierowym silniku jest bzdurne, bo liczy się właśnie to wszystko co wymieniłeś – klimat, świat, tematyka itd.

    Przecież systemów opartych na ADD czy D20 są zyliardy.

  • nie nie i jeszcze raz nie, to Ty plączesz.

    owszem, to są dwie zupełnie inne gry (tak napisałem), ale to i tak jest ten sam typ gier (i to też napisałem).

    różnicę tworzą niuanse, i właśnie za nie wolę P:T.

    a cechy wspólne tworzy nie tylko system papierowy, ale też prawie takie samo przeniesienie na komputer (też ten sam silnik gry ze zmienioną karoserią).

    natomiast w dalszym ciągu są to gry gdzie dowodzi się teamem, liczą się poziomy, jest pewien cel główny, są side questy, zbiera się XP, zraża się lub przekonuje do siebie NPCów.

  • Masz racje. W końcu „Serious Sam” i „Bioshock” to też takie same gry – chodzi się i strzela z perspektywy pierwszej osoby. Tak samo takimi samymi grami są te wszystkie FPP oparte na silniku „Quake Arena”. Ten ostatni w końcu niczym się nie różni od „RTCW”.

    „Taki sam typ gry” Gonzo, zlituj się.

  • RTS i RTS to zawsze będą dwa RTSy. Age of Empires i Total War (którykolwiek) – to też będą takie same typy gier. chociaż zupełnie inne. SS i Bio to są szutery. Tak samo Gearsy i Dead Space to ta sama kategoria (TPS), ale obie gry się różnią, bo nie są swoimi klonami. jeśli by oddzielać Bioshocka od Sama, Planescape od Baldura itd, to byś miał nie powiedzmy 5 czy 10 ogólnych kategorii a pierdyliard typu ‚gra erpegie w steampunkowym świecie fantasy bez levelowego systemu rozwoju postaci z możliwością kopania drobiu w kuper’.

    i znowu plączesz, w dodatku tak samo – nigdzie nie piszę że to takie same gry. ja widzę różnice. stąd choćby wynika że Planescape uwielbiam, a Baldurem gardzę. to ten sam typ – RPG. i tylko na tym cechy wspólne się nie kończą.

    To mi przypomina takiego mojego tępego nauczyciela z ogólniaka. pytał – czy warto się uczyć? na co ja że owszem, to bardzo rozwija, ale taki Einstein udowodnił że problemy w szkole to jedna sprawa, a wewnętrzne określone predyspozycje to co innego. aha, a więc twierdzisz że nie trzeba się uczyć? nie, twierdzę że warto, ale nie każdemu jest to niezbędne. acha, czyli jednak twierdzisz że nie warto się uczyć?

    Więc ja od razu raz a dobrze napiszę jeszcze raz.

    Nie, Konrad. Nie uważam że to takie same gry. I NIGDZIE tego nie napisałem. Jednakże chyba tylko ślepiec nie zauważy pomiędzy nimi związku. No i nie będziesz chyba polemizował że obie są erpegami? tak samo jak nie da się odwrócić kota ogonem – i w Sarious Samie i w Bioszoku się strzela, a jak to opakowano to inna baja. tak samo jak i Kokon, i Obcy, i Z archiwum x, to filmy (+serial) SF.

  • Dyskusja jest o BG a Ty wpadasz i mówisz „Planescape” jest lepszy spośród tych wszystkich gier tego samego typu – czyli łażenie po lochach. A to za mało. Dla mnie PT jest na tyle rozbudowaną grą, że traktuje ją bardziej jak przygodówkę niż RPG w którym muszę sie drużyną przerąbać do następnego etapu.

    Mi chodzi o to, że pomimo, że te gry są oparte na tym samym silniku i tych samych wstępnych założeniach (ADD, drużyna, ekwipunek) to są zupełnie inne. Jeżeli za dwa bieguny uznamy walkę i kombinowanie, to na jednym będzie „Icewind dale” a na drugim „Planescape” z „Baldurem” po środku.

    Każda z tych trzech gier, pomimo bycia RPG, to zupełnie inne podejście do tematu. I dla mnie gadanie, że w gruncie rzeczy są takie same, to jest po prostu jego spłycanie.

    Nie mówiąc już o gadaniu „Stare gry to onanizm, spójrzcie na mnie, gram w Fable 2”.

    To, że Tobie się nie podoba „Baldur” – świetnie, ale naprawdę nie musisz tutaj prowadzić jakiejś ewangelizacji, jesteśmy dorośli. Poza starym duchem Grzybiarzem.

  • pozatym planescape miał tylko 640×480

  • Tak, stare gry są słabe. Przecież taki fallout 3 niszczy fallouta 2!;) Samym 3D.

  • @kmh: ‚Każda z tych trzech gier, pomimo bycia RPG, to zupełnie inne podejście do tematu.’ – tak, zgadzam sie, powtarzasz to co napisałem.

    ‚dla mnie gadanie, że w gruncie rzeczy są takie same, to jest po prostu jego spłycanie.’ – też się zgadzam, a ty po raz kolejny z rzędu wmawiasz mi sugestie których nigdzie nie napisałem. ogarnij się.

    co do grania w starocie – nostalgia jest fajna, ale jak pisałem – wolę szarpać w coś nowego (a jest pozycji aż nadmiar, ja na nie czasu nie mam), niż bawić się w komputerowy odpowiednik przypominania sobie podwórkowej zabawy w czterech pancernych. fajnie było, to se ne vrati, jadziem do przodu. na przykład w fejbla.

    czy ewangelizuję? wyrażam odmienny punkt widzenia, chyba także od tego są komentarze, a nie tylko od przyklaskiwania na zasadzie ‚oj stary, jak to drzewiej bywało… a ja też, ale to 100h bez przerwy na kupkę siedziałem przy tej grze’. nie twierdzę że to złe. inni (np ja, ale prawdopodobnie nie tylko) patrzą na to inaczej.

    @pawelk: sory. poddaję się. rozłożyłeś mnie retorycznie na łopatki. xboxa przeznaczę na podstawkę pod kwiatek, gearsy sprzedam, od jutra w coopie tylko Contra, a do multi Counter Strike. Swoją drogą na tyle małą estymą darzę F2, że się nie zdziwię jak 3ka go pokona (czego dowodem będzie choćby fakt, że przejdę ją przynajmniej do połowy, o przejściu do końca nie wspominając).

  • gonz wrote:

    co do grania w starocie – nostalgia jest fajna, ale jak pisałem – wolę szarpać w coś nowego (a jest pozycji aż nadmiar, ja na nie czasu nie mam), niż bawić się w komputerowy odpowiednik przypominania sobie podwórkowej zabawy w czterech pancernych.

    gonz, jest jeszcze aspekt finansowy. Starsze gry można kupować całymi seriami za 10-25 dzika.

  • czerstwy chleb po piekarniach też jest zawsze taniej.

    to już wolę się wymienić na coś premierowego z kolegą. a potem z jeszcze innym kolegą. a oni się wymienią z jeszcze innymi kolegami. swoją drogą ponoć w stanach korporacje cierpią że im drugi obieg dochody psuje.

  • Ty mnie rozłożyłeś na łopatki – dzieleniem gry na stare i nowe.
    A gdzie przebiega granica? 1995? Wszystko przed xboxem? 2000?

    Gry dzielę na dobre i złe, niezależnie od ich wieku. Skończyłem F2 i F3.

    Niektóre gry są jak chleb – niektóre są jak wino. ;) Baldury to ta druga kategoria…

  • Gonzo po prostu stara się być kontrowersyjny :)

  • ech. chciałem ten podział spłentować, ale zrobię to jutro. przypomnę tylko że jak się wino odpowiednio długo przetrzyma, to się kończy z octem do sałatek.

    wiem co chciałem zapytać: gdzie leży granica pomiędzy dobrymi a złymi? czekam na druzgocącą płentę.

  • Po co? I tak już ją sobie napisałeś… :)

  • IMHO: BG i inne ID – nuuda. Jedynie Planescape to było coś! Jeszcze teraz przeszedłbym sobie tę grę kolejną możliwą ścieżką – bo było ich kilka… udało im się to co udaje się mało komu czyli naprawdę zapominało się, że fabuła jest liniowa ;-)

  • Temat „TP to przygodówka”: za „moich” czasów „przygodówka” mówiło się na gry ze statycznymi tłami, po których się chodziło i rozmawiało i od czasu do czasu oglądało animacje, a „RPG” to były gry z widokiem z pierwszej osoby, gdzie też się siepało (zwykle turowo z obrotem co 90stopni). Nawiązywało to do papierowych gier RPG i „wczuwania się w postać”. Oczywiście przyszli Japońce i mieli jakieś swoje imaginacje co to RPG i teraz wygląda na to, że RPG to jest zwykła siepanka. To przypomina o fakcie, że prawdziwego „rolpleja” nikomu się chyba na komputer nie udało zrobić i wciąż czekamy, czekamy. Nikt nie może przełamać „liniowości” rozgrywki, a jedynie efektowność się zwiększa jak wyczekiwanym „Hard Rain” – gdzie podobno ma się nigdy nie pokazać „The End” – ciekawe jak wybrną?

  • Heavy, nie Hard.

  • Ha, ja tu jeszcze wrócę, Korektorze!

  • W takim razie będziemy walczyć w cieniu.

Dodaj komentarz