Opublikowane o 12:34, 18 grudnia 2008
autor: Paweł Kamiński

Komentarze: 32

Tucholski Patrol Assemble!

Michał „Śledziu” Śledziński to już właściwie uznana marka. Twórca „Produktu”, autor kultowego „Osiedla Swoboda”, rysownik licznych pasków komiksowych w czasopismach dla graczy – od „Świata Gier Komputerowych” aż po „Engarde”. Jeszcze nie zakończył quasi-biograficznej sagi „Na szybko spisane”, a już atakuje z nową serią – tym razem w zeszytach.

Do „Wartości rodzinnych” podszedłem podejrzliwie, mając w pamięci zeszytowe „Osiedle Swoboda”, które pod koniec serii zaczęło ujawniać braki scenariuszowe. Nowe dziecko Śledzia to, póki co, jeden odcinek, więc nie można na razie zbyt wiele powiedzieć o fabule. Zastajemy tu niezwykłą sytuację – u skrajnie typowej polskiej rodziny mieszka skrajnie nietypowy gość – Jezus. To jakaś moda w polskim komiksie? Nie wiemy na razie, czemu trafił do tego domostwa i co zamierza – pewnie w drugim numerze doczekamy się jakiejś retrospekcji. W pierwszym odcinku przedstawione zostają różne postacie pierwszego i drugiego planu. Poza Jezusem, warci uwagi są członkowie rodziny, u której mieszka – w rzeczywistości to oni będą głównymi bohaterami. Śledziu znów daje poznać się jako czujny obserwator polskiej rzeczywistości, co zresztą pokazał już w „Osiedlu…”. Na pewno nie raz złapiecie się z myślą: „Jakbym znał tego typa”. Rodzina Królów składa się z ojca – mężczyzny z zasadami, dobrze sytuowanego i skupionego na pracy, co łączy się ze zdolnością ignorowana wszelkich elementów rzeczywistości, które nie pasują mu do obrazu życia. Żona z kolei czuje się niedoceniona i niepotrzebna, co skutkuje zaglądaniem do kieliszka i marzeniami o karierze towarzyskiej. Statystycznie w polskim domu jest dwoje dzieci, tu nie mogło być inaczej: synek to kulturysta-amator (zwany pospolicie dresiarzem), a córeczka mroczny emo-potworek. Mają nawet psa… typowe. Jest za to ukraińska półdarmowa pomoc domowa, która już w pierwszym odcinku ujawnia swoją mroczną stronę. To nie koniec obsady komiksu – a znajdziecie tam jeszcze większe oryginały. Nie chcę Wam jednak psuć przyjemności z czytania.

J.C. jakiego nie znacie...

Widać, że Śledziu ma zaplanowane wydarzenia związane z postaciami, a akcja nie będzie ograniczała się do domu Królów i ich rodzinnych perypetii. Kroi nam się wątek szpiegowsko-sensacyjny. Miejmy nadzieję, że puenta jest już gotowa i równie dobra jak zawiązanie akcji – z plotek, które czytałem wynikało, że Śledziu zaplanował co najmniej 4 numery. Na razie czuję niedosyt – wątki są nieco zawieszone w próżni… Mimo inspiracji „Simpsonami” i „Family Guy” w „Wartościach rodzinnych” nie ma, póki co, nachalnych rubasznych dowcipasów. A jednak przez całą lekturę uśmiechałem się pod nosem. Mam nadzieję, że w następnych częściach pojawi się więcej nawiązań do popkultury, które tak uwielbiałem w „Osiedlu Swoboda”. Rysunki w numerze pierwszym zdążyły już wzbudzić w sieci niezdrową sensację. Ale spokojnie – są tylko naturalnym efektem trwającej od pewnego czasu ewolucji kreski Śledzia. Styl jest bardziej zamaszysty, no i oczywiście bardziej karykaturalny, niż w „Osiedlu…”, które rysowane było dość realistycznie. Jeśli widzieliście „Na szybko spisane” i „Bears of War”, to nic Was nie zaskoczy. Ewentualne wątpliwości rozwieje kilka plansz zamieszczonych w sieci. Postacie są wyraziste i każda na swój sposób sympatyczna, ale już widać, że będzie kilka czarnych charakterów. Słówko o wydaniu – Kultura Gniewu dała czadu. Określenie „zeszyt komiksowy” jest nieco nieścisłe, mamy do czynienia raczej z małym albumikiem – całość wydrukowano na śliskim papierze, w sztywnych okładkach. Tylko objętość zeszytowa… niestety.

Jedi zostać chcesz? Silnym musisz być ty!

Nową Śledziową tradycją jest zakładanie blogów, które mają promować jego komiksy. W przypadku „WR” poszedł jednak dalej – blog ma służyć nie tylko do wrzucania newsów i chwalenia się recenzjami z mediów. Przede wszystkim będzie platformą publikowania e-pizodów – krótkich komiksów nawiązujących do serii. Aby otrzymać pierwszy z nich należy odpowiedzieć na odezwę Kapitana Krzepy zamieszczoną w numerze pierwszym i robiąc pompki udowodnić, że nie jest się cherlakiem. Specjalnie dla czytelników Motywu Drogi podjąłem wyzwanie i oto zamieszczam sneak peek pierwszego e-pizodu. Wiele mnie to kosztowało… Ale warto, bo historyjka jest zabawna. Oby takie bonusy pojawiały się częściej niż numery papierowe – wtedy będą podtrzymywać zainteresowanie serią. Mogłyby nie być tylko humorystycznymi epizodzikami, ale, na wzór komiksów rysowanych do amerykańskiego serialu „Heroes”, ujawniać dodatkowe tajemnice o bohaterach pobocznych…

Na koniec dochodzę do kwestii w polskim komiksie drażliwej. W takich chwilach chciałbym mieszkać w USA, mogę nawet do końca życia jeść BigMaki, ale niech ta kwestia nie sprawia mi już problemu, niech nie muszę o niej pisać… Trudno…
Ja chcę numery „Wartości…” regularnie! Na cykl comiesięczny nawet nie liczę, ale niech nie minie rok – bo ten komiks się nie obroni wydawany raz na (ruski) rok. Żebym jeszcze pamiętał odcinek pierwszy, gdy drugi wyjdzie. Śledziu, nie zawiedź mnie!

Soundtrack na dziś – cygańscy punkrockowcy z Gogol Bordello – płyta „Super Taranta”. Albo możecie sobie włączyć polskie „gwiazdy” mózyki rozryfkowej…

P.S. Dręczy mnie jedno. Skąd u autorów komiksów przekonanie, że Jezus na Ziemi jarałby trawę? Down się nasłuchali?

Komentarze

godai dnia 18 grudnia 2008 o 16:04

E tam, „niezdrową sensację” zaraz. Nie każdemu się podoba taki styl i nie każdy ma na tyle szczęścia i oratorskich umiejętności, żeby o swoim guście umieć zakomunikować w sposób na tyle eufemistyczny i na tyle naszpikowany tymi kretyńskimi obrazeczkami pokrzywionych gęb, żeby nie nadepnąć na jakiegoś gildiowego drzyjmordę obrońcę czci polskiego komiksu co nienawidzi szczerym i czystym sercem reakcjonistycznych pleców konia i lokomotyw.

Mnie personalnie taki styl graficzny też się nie podoba, więc generalnie na tym skończę swoje uwagi odnośnie WR, bo nie sięgnąłem po nie.

2 koment
Kurde, wycięło mi komentarz w trójkątnym nawiasie. Łukasz, jeśli on tam istnieje, to go odkryj, a jak nie, to srał to pies, zobaczymy, co się komu wykształciło a co nie.

/scalił Ł./


.C.Z. dnia 18 grudnia 2008 o 16:13

Dobra rzecz. Dzięki świetnej jakości wydania warta tych 10zł z mniejszym/większym hakiem. Moi faworyci (pewnie sam tu nie jestem) to Tucholski Patrol – szacun! Przy retrospekcji z krową też się uśmiechnąłem szerzej. Ale ogólnie nie powala. Rozumiem pierwszy numer, rzecz musi wystartować, ludzie muszą poznać postaci żeby sadzanie śmiesznych gagów w stylu FG miało ręce i nogi, ale jeśli komiks nie będzie się ukazywał regularnie to rzecz straci impet i może przestać bawić. Także dołączam się do apelu „Śledziu, nie zwiedź mnie!”

A to z trawą pewnie dlatego, że przeciętny komiksiarz nigdy Biblii nie czytał poza szkołą (chyba ,że księgę objawienia dla zajawki) i ma utarty gdzieś wizerunek Jezusa jako punk-anarchistycznego-hipisa co to mięsa nie jada, ale zioło moi na kilo.

…Tak, specjalnie prowokuję :-)

A! Jeszcze jedno…
Dzięki za przypomnienie, bo bym tych pompek nie zrobił :-)


lukaszb dnia 18 grudnia 2008 o 16:24

@godai: nigdzie go nie ma. Może do Pawła mailem dotarł w nienaruszonej formie, ale w panelu nie widać.


pawelk dnia 18 grudnia 2008 o 16:40

Nie dotarł – został potraktowany jako html i zniknął w czeluściach WordPressa…

@.C.Z – Patrol ok, ale do O.P.O. (Osiedla Pod Ochroną) startu nie mają…


mort dnia 18 grudnia 2008 o 17:20

bo Jezus to pierwszy hipis był. to właśnie można w biblii wyczytać.

aż kupię. jak się natknę gdzieś.


KRL dnia 18 grudnia 2008 o 17:39

„żeby nie nadepnąć na jakiegoś gildiowego drzyjmordę obrońcę czci polskiego komiksu co nienawidzi szczerym i czystym sercem reakcjonistycznych pleców konia i lokomotyw.”

to chyba o mnie.


JAPONfan dnia 18 grudnia 2008 o 17:51

Bo palenie zioła to błędna opinia o Jezusie. Wy jakbyscie mogli miec wina za friko prosto z kranu to palilibyscie zioło?


au dnia 18 grudnia 2008 o 18:31

wino z chlorowanej wody? bleh.


JAPONfan dnia 18 grudnia 2008 o 19:46

Mysle ze przy takim procesie chemicznym obecnosc chloru to najmniejszy problem.


rysielec dnia 18 grudnia 2008 o 20:56

Kurde, jaram się Wartościami rodzinnymi, ale wkurza mnie idea wykorzystania postaci Jezusa – po South Parku jakoś mam wrażenie, że motyw „Jezus we współczesnym świecie” został już mocno wykorzystany i w pewien sposób wyeksploatowany. Nie wiem czy przyprawienie tego polskimi realiami coś zmieni.
To samo wrażenie mam co do postaci dzieci Królów – kulturysta i emo? Te archetypy postaci też już mocno są zużyte.

To są jednak wrażenia przed przeczytaniem tego zeszytu, więc mogę chrzanić. ;) Boję się po prostu, że te postacie mogą zacząć kuleć.

A, i zajebisty jest fakt pojawienia się na rynku nowej serii komiksowej :)


.C.Z. dnia 18 grudnia 2008 o 21:12

Na razie się tej wtórności w postaciach nie czuje. Jezus z WR to zupełnie inny Jezus niż ten z SP, FG, czy ten prawdziwy :-) Dzieciaki za mało się na razie udzielają ,żeby coś powiedzieć. Gdyby zrobił gadającego psa i niemowlę owładnięte manią wielkości, to było by dużo bardziej wtórnie.


rysielec dnia 18 grudnia 2008 o 21:14

Oj, nie chodzi mi o wtórność, a o pewne zagrożenie zużyciem się formuły emodziewczynki/kulturysty/Jeusa.


au dnia 18 grudnia 2008 o 22:47

emojezus kulturysta? to by była nowość.


Trreker dnia 18 grudnia 2008 o 23:21

Jezus i Dresy to starocie, emo to nowka dosc na naszym ryneczku. A emojezus kulturysta- Ninja dalby najbardziej rade.


.C.Z. dnia 19 grudnia 2008 o 0:01

Jezus to bardziej Pirat niż Ninja :-)


lukaszb dnia 19 grudnia 2008 o 0:15

Bo miał 12 papug i drewniany krzyż?


.C.Z. dnia 19 grudnia 2008 o 0:22

Wystarczy broda i garbaty nos (jak to u żyda ;-) )


au dnia 19 grudnia 2008 o 3:53

nie słyszeliscie nigdy Legendy o Jezusie Ninja?
kliku klik

ee, własciwie to tu: kliku klik


JAPONfan dnia 19 grudnia 2008 o 10:37

I’m Jezus Pirate :)


Jaszczu dnia 19 grudnia 2008 o 11:18

Widzisz godai, to o czym piszesz działa w dwie strony. Jak ktoś pisze pierdoły typu, że został zrobiony w bambuko, to jest bidulkiem pozbawionym szczęścia i oratorskich umiejętności. I może sobie pisać, że chłam, że miernota, że niechlujne, że wynurzenia na bloga itd. A jak ktoś się z tym nie zgadza, to oczywiście jest gildiowym drzyjmordą obrońcą czci polskiego komiksu. Daj spokój.


Śledziu dnia 19 grudnia 2008 o 12:01

Ej, przeca on jointa nie jara tylko szluga zwykłego. Nawet ma szlugowy, zwyczajny filterek, ten niedopałek.

@godai/Jaszczu – prymitywnym hejterom mówię „nie”. W sumie nawet nie wiem po co skomentowałem te urojenia. Musiałem się nudzić, ot, co.

A recka fajna.

BTW W Izraelu wyjątkowo ciepła zima w tym roku. Powietrze – 20 – 24 stopnie, morze – 17 stopni. A wczoraj to się tak działo podczas promo Kompotu, że ulala.


Iron dnia 19 grudnia 2008 o 13:38

A co się działo? Napisz trochę tutaj, albo skrobnij jakiś wpis na blogu na szybko :D


godai dnia 19 grudnia 2008 o 13:46

Coś czułem, kurwa, że bez tego komentarza się nie obejdzie. KRLu, Jaszczu i kto tam inny: TO BYŁA IRONIA!

Śledziu, nie denerwuj tu temperaturą ludzi, proszę. U mnie dziś śnieg z deszczem zaciął :D


Jaszczu dnia 19 grudnia 2008 o 13:52

Matkobosko. Zgrabnie ją ukryłeś. Serio.


lukaszb dnia 19 grudnia 2008 o 13:55

Bo godai’ego ostrze ironii to bokken jeszcze.

A u Śledzia pewnie bomba wybuchła, to i „się działo”.


godai dnia 19 grudnia 2008 o 14:24

Jaszczu: właśnie dlatego tam od początku był komentarz, ten, co to uległ wycięciu.


pawelk dnia 19 grudnia 2008 o 18:10

@Śledziu – nie jaram nic, więc nie jestem ekspertem. :) Założyłem, że to joint, bo Król wyczuł jakiś zapach.


au dnia 19 grudnia 2008 o 23:42

w Izraelu laski sa prześliczne, to pewnie działo się.


kisiel dnia 20 grudnia 2008 o 15:05

wszyskie kobitki są ładne.. ale niektóre są ładniejsze po alkoholu. a jezeli panny sa tam przepiękne, to faktycznie musi się tam dziać


pawelk dnia 20 grudnia 2008 o 20:10

Czy ty naprawdę uważasz, że na kulturalnych spotkaniach promocyjnych komiksu chleje się alkohol?


godai dnia 20 grudnia 2008 o 20:49

Przecież nie ajran.


Śledziu dnia 21 grudnia 2008 o 3:25

Panowie. Nie wiem skąd ten mit, że tutaj piękność pogania piękność. Jest mocno średnio pod tym względem. A działo się, ponieważ mutacja kapeli Mitch & Mitch – Kwadratowi dali taki koncert na dachu miejscówki zwanej Spaceship, że połowa luda umarła i spadła. Albo najpierw spadła a potem umarła. Druga połowa skumała niewiele. A trzeciej być nie powinno, więc nie została zaproszona.


Napisz komentarz
Imię:
Email:
Adres strony:
Komentarze: