Komiksy · Filmy · Gry · Anime · Manga · Muzyka · Książki · TV · Wywiady · Warszawa

Amerykański sen vs Wielcy Zmutowani Naziści


gry · komentarzy 10

For Freedom!
Gier, które mają związek z komiksami wychodzi całkiem sporo, cóż jednak z tego. Duża część z nich to gry na podstawie filmów, które powstały na podstawie komiksów. Piąta woda po kisielu. Są jednak produkty odwołujące się do komiksu nie tylko w sferze treści, ale i formy. Na myśli mam „XIII” (o której pewnie napiszę za jakiś czas) i „Freedom Force vs The 3rd Reich”.

Spotkanie Freedom Force z Trzecią Rzeszą to druga już gra z serii. Pierwszej – zatytułowanej po prostu „Freedom Force” – nie udało mi się znaleźć w Polsce. Chyba w ogóle nie została u nas wydana. Jeśli miałbym określić gatunek, do jakiego seria należy, postawiłbym na action RPG z elementami taktyki. Kierujemy grupą bohaterów, którzy w misjach ścierają się z liczebnie przeważającym wrogiem. Za zdobyte punkty prestiżu możemy naszą gromadkę powiększyć o nowych herosów lub rozwinąć moce dotychczasowych. Gra pożycza najbardziej charakterystyczne elementy z komiksów. Po pierwsze: nasz oddział składa się z superherosów. I to nie byle jakich, bo nawiązujących wyglądem do komiksów Złotej Ery, czyli lat 30-40, kiedy herosi byli kolorowi, muskularni i amerykańscy, a największymi zagrożeniami był Wielki Zły Totalitaryzm. W grze nie występują postacie z konkretnych serii, ale widać, że autorzy z Irrational Games czytali niejeden komiks. Jak bowiem inaczej wyjaśnić obecność ubranego w barwy USA byłego żołnierza-patrioty Minute Mana – chyba tylko faktem, że inspirował go Kapitan Ameryka. Podobne mrugnięcia okiem dotyczą wszystkich bohaterów – El Diablo to jako żywo Human Torch, Man-Bot przypomina Iron Mana, Mentor – Profesora X, Bullet – QuickSilvera, Alchemiss – Scarlet Witch, Tombstone – Spawna albo Ghost Ridera, a genealogii Ant-Mana nie muszę chyba wyjaśniać… Domyślam się, że studio chciało oszczędzić na licencjach. Lekko parodystyczna konwencja bardzo dobrze wpływa na odbiór gry – nie zniósłbym tego patosu na serio.

Superbohaterom też zdarza się kłótnia małżeńska...

Drugim elementem komiksopodobnym jest fabuła. Z intra dowiadujemy się w skrócie, co działo się w części pierwszej – tajemnicza i złowroga rasa kosmitów (nieco podobnych do tych) postanowiła… zniszczyć ludzkość. Wow, nie? Ale oddajmy im honor – wybrali bardzo przewrotny sposób – obdarzyć supermocami najgorszych łotrów na Ziemi i poczekać, aż ludzie sami się wykończą. O dziwo, znalazł się jeden obcy z wyrzutami sumienia, który wykradł kilka kanistrów z Energią X, by dać moce także dobrym Ziemianom. Niestety, jego statek miał awarię i pojemniki z tajemniczą mocą wylądowały w losowych miejscach czyniąc sporo zamieszania i tworząc nowych bohaterów – Freedom Force. Ta grupa zjednoczyła się w walce z siłami zła. Klisza na kliszy, ale podane z wdziękiem i humorem – każdy miłośnik komiksów nie raz się uśmiechnie. W „Freedom Force vs The 3rd Reich” pojawia się nowe Wielkie Zagrożenie, a tytułowa Trzecia Rzesza to tylko część problemów. Jak w rasowym komiksie akcji – będą podróże w czasie i między wymiarami, nieoczekiwani sprzymierzeńcy, zmiany stron, wątek osobisty i poświęcenie herosa. Wszystko, czym wzruszaliście się czytając X-Men.
W fabułę wprowadzają nas genialne przerywniki filmowe, zrealizowane na zasadzie ruchomego komiksu. Na ekranie pojawiają się kolejne kadry, na których nie ma jednak pełnej animacji, a tylko przesuwanie, powiększanie i zanikanie gotowych elementów. Do tego mamy opisy w ramkach, dymki, rastry i jaskrawe kolory, a w czasie ładowania plansz pojawiają się zapowiedzi wydarzeń w formie okładek fikcyjnych komiksów.

Genialne przerywniki 'filmowe'

No dobra, ale jak się w to wszystko gra? Zaakceptowawszy konwencję – bardzo miodnie. Do wyboru mamy cały wachlarz bohaterów, ale na misję wysyłamy kilku. Każdy opisany jest podstawowymi współczynnikami i posiada zestaw mocy, które w czasie gry będziemy rozwijać i zdobywać nowe. Jest tu cały kanon – promienie energetyczne różnego typu, telekineza, panowanie nad żywiołami, moce defensywne i rozmaite wspomagacze, a nawet broń konwencjonalna – wprowadza to konieczność rozsądnego dobierania składu, bo każda postać jest na pewne rodzaje mocy odporna, a na inne podatna. Nie zabrakło możliwości latania, skakania na olbrzymie wysokości, przekopywania pod ziemią i wspinania. Gdybym chciał opisać każdą umiejętność, musiałbym popełnić osobny artykuł. Nasi wrogowie to nie tylko różni żołdacy, czyli mięso armatnie. Część z nich to superłotry pierwszej klasy – oczywiście z przymrużeniem oka. Moim ulubieńcem jest faszystowski tenor operowy Fortissimo, który głosem dosłownie burzy mury. Narzędziem walki są nie tylko moce – odpowiednio silna postać może chwycić samochód czy ławkę i cisnąć nim w przeciwnika. Praktycznie każdy element otoczenia da się zniszczyć – z budynkami włącznie. Jeśli nasz heros posiada zdolność manipulowania cząsteczkami, wystarczy wycelować w przedmiot, obok którego stoi przeciwnik i… kaboom! Wyobraźcie sobie, jak wygląda miasto po walce… Oprócz kampanii możemy też zagrać w luźne scenariusze oraz potyczki nastawione właśnie na radosną rozwałkę. Wybieramy teren, rodzaj i tempo nadciągania przeciwników, wreszcie bohaterów i jazda. Wcale nie trzeba być tym dobrym – można też udowodnić lalusiowatym herosom jak prawdziwe jest powiedzenie: „Mess with the best – die like a rest”.

Za przechodzenie na  czerwonym wymierzę ci karę tym oto sygnalizatorem!

Największą atrakcją jest możliwość kreacji własnego herosa. W „FFvsT3rdR” zaimplementowane są gotowe modele postaci z obydwu części gry. Do modelu możemy dobrać moce, atuty i statystyki. każdą moc można niemal dowolnie zmodyfikować: rodzaj i ilość zadawanych obrażeń, koszt użycia, efekt graficzny i inne. Da się spędzić naprawdę dużo czasu tworząc wymarzonego bohatera. Łatwo się rozpędzić przy dodawaniu mocy, ale gra dba, by nie przesadzić – im lepszy będzie nasz heros, tym więcej punktów prestiżu trzeba będzie wydać na niego w trakcie kampanii. Lepiej więc stworzyć średniaka i rozwijać go wraz z postępami misji. Na otarcie łez – wiele zabawy daje walka naprawdę przepakowaną postacią z całymi hordami wrogów, w trybie potyczki. Jest też możliwość gry własnymi bohaterami w trybie multiplayer, ale z braku parterów nie mogłem go przetestować. Ktoś chętny? Jakby atrakcji było mało – w sieci działa inicjatywa ModForce – rozgryziono jak dodać do gry nowe modele i skóry do nich. Po odrobinie grzebania pole bitwy zaroi się od herosów Marvela i DC. A autorzy odżegnują się od wykorzystywania przez fanów bohaterów, do których nie ma się praw autorskich – sprytne cwaniaczki. Niestety, znalazłem głównie materiały do części pierwszej, nie do „FFvsT3rdR”.

Synowie Matuszki Rassiji rosną duzi i silni

„Freedom Force” nie jest już może graficznym cudem, który wyciśnie z waszej karty siódme poty, ale trójwymiarowy model świata jest bardzo estetyczny i aż kipi od kolorów – jak na oldschoolowy komiks przystało. Wrażenie powiększają onomatopeje, które pojawiają się w czasie walki – w powietrzu gęsto jest od „ZAP!”, „POW!”, „BANG”, a bohaterowie na bieżąco komentują wydarzenia – oczywiście w dymkach. Zdarzają się uproszczenia – szeregowi wrogowie i cywile to tylko kilka modeli, różniących się kolorem, a plansza ma kształt prostokąta ograniczonego czarną pustką. Kamerą da się swobodnie manipulować – akcję obserwować można z góry, w rzucie izometrycznym, a nawet zza pleców bohaterów. Sterowanie ograniczyć można do myszki, ale parę skrótów klawiaturowych bardzo ułatwia grę – zwłaszcza aktywna pauza, która pozwala wstrzymać czas i zaplanować nasze działania. Wersja polska ma przetłumaczone tylko napisy, dzięki czemu zachowano świetnie dobrane karykaturalne głosy – do łez rozbawi Was niemiecki akcent superłotra Blitzkriega albo „For comrade Winter!” rzucane przez rosyjskich żołnierzy. Grę wydano na PC, a wymagania sprzętowe mogą niektórych rozbawić, a innych szczerze ucieszą. Ostatnie polskie wydanie wyszło z gazetą-tekturką i nadal można je znaleźć za grosze. Przeredagujcie listy do Mikołaja, bo gra warta jest nawet wyższej ceny. A ja pewnie w końcu się złamię i zamówię z USA część pierwszą… For Freedom!

P.S. Gra nie ma nic wspólnego z superłotrami Marvela ani z tytułem na Nintendo.

gry

komentarzy 10

Dodaj komentarz