Komiksy · Filmy · Gry · Anime · Manga · Muzyka · Książki · TV · Wywiady · Warszawa

The Complete Calvin and Hobbes


import · komentarzy 49

Calvin i Hobbes w komplecie

Gdy skończyłem czytać ostatni tom „Calvina i Hobbesa” wydany przez Egmont, czyli „Dziki kot – psychopatyczny morderca”, zrobiło mi się wyjątkowo smutno. Że to już koniec, że Egmont zepsuł zakończenie serii mieszając kolejność tomów (o czym pisałem przy okazji tomu „To magiczny świat”), że już nigdy nie poczuję tej radości z wyczekiwania na kolejnego „Calvina…” i dostania go w swoje łapy. Cała ta sytuacja zmotywowała mnie, bym w końcu zajął się pozycją, która jest największą, najdroższą i najbardziej ekskluzywną w mojej kolekcji – „The Complete Calvin and Hobbes”.

Generalnie ten tekst można uznać wręcz za reklamę tego wydania, bo będę mówił o nim w samych superlatywach. Jest to dla mnie o tyle nowa sytuacja, że nie jestem maniakiem twardych okładek i na co dzień nie debatuję nad jakością wydań. Jednak „The Complete…” natychmiast zapiera dech w piersiach – przede wszystkim monumentalnością. Całość to ponad 1400 stron w trzech tomach, zamkniętych w stylowym pudełku, a wszystko to ważące, bagatela, 10 kilogramów. Dopiero gdy pierwszy raz zetknąłem się z tym wydaniem, zdałem sobie sprawę z ogromnej pracy, którą Bill Watterson wykonał w przeciągu tych 10 lat trzaskania swojego opus magnum. Oczywiście obcowanie z takim trzykilogramowym tomem wymaga trochę gimnastyki, ale jak już przyjmiemy pozycję, w której za bardzo nie obciążamy kolan, to wrażenia są niesamowite.

Complete/polskie wydanie

„The Complete Calvin and Hobbes” ma same plusy: gruby papier, powiększony format nieporównywalny z polskim, a pozwalający na czytanie z dość dużej odległości; czy wszystkie niedzielne paski w kolorze. Dla mnie bardzo ważnym dodatkiem był wstęp Wattersona, ponieważ wiem, że ceni on sobie prywatność i od dawna nie udziela żadnych wywiadów. We wstępie Bill pisze o swoich inspiracjach, pokrótce tłumaczy dlaczego nie sprzedaje praw do merchandisingu i opisuje pierwszy, całkowicie beznadziejny wygląd Calvina – z głupawą grzywką i bez oczu. Przypuszczam, że część z tych rzeczy można przeczytać na Wikipedii[uwaga: żenujący link do wiki], ale słowa samego Billa, okraszone zresztą oryginalnymi rysunkami pre-calvinowymi i zdjęciem jego kota, mają jakąś magiczną moc. Daty przy paskach może nie są bardzo przydatne, bo wiadomo, że pasek z choinką był robiony na Święta, a z dynią na Halloween, akurat pod tym względem Bill jest bardzo konsekwentny. W mikroświecie Calvina nie ma też żadnych odniesień do bieżących wydarzeń, więc te daty nie są znaczące, po raz kolejny uzmysławiają jednak codzienność Billa, który non-stop wymyślał paski, podczas gdy ja radośnie dorastałem.

Kończąc – „The Complete Calvin and Hobbes” to już nie tylko coś dla maniaka twardych okładek, grubego papieru, świetnego nasycenia barw i bajerów typu slipcase, tłoczone litery i materiałowy grzbiet. To cholerne dzieło sztuki. Czy jest warte stu dolarów? Mimo że dzięki szczęśliwemu zbiegowi okoliczności za swój egzemplarz nie płaciłem – tak, jak najbardziej. Kupiłbym to sobie sam, na Gwiazdkę, a co! A teraz wybaczcie, jestem dopiero na 500 stronie, wracam do lektury…

komentarzy 49

  • a ja nie wiem co ludzie widzą w tym Calvin and Hobbes, kiedyś wpadł mi w ręce jeden Egmontowski tom i już po kilku minutach znużony odłożyłem go na półke po czym wystawiłem na alledrogo.

  • Spidey, żeby coś zobaczyć w tym Calvin i Hobbes, trzeba być raczej trochę starszym niż Calvin.

  • Gdy pierwszy raz zobaczyłem to na Amazonie, doznałem natychmiastowego opadu szczęki. Toż to wzór na wydawanie zbiorczych tomów serii! Jak tylko dolar spadnie, będzie to chyba jeden z pierwszych zakupów na amazonie, bo raczej nie liczył bym na wydanie tych albumów przez Egmont (choć może rozpoczęcie wydawania Complete Peanuts przez NK trochę zmieni podejście wielkiego E do tego typu wydań).

  • Fakt, w C&H nie ma nic nadzwyczajnego. To po prostu najzwyklejszy przykład pieprzonego geniuszu.

  • Dajcie spokój gościowi.

    Ja osobiście dostrzegam, że to dobre, ale też nie czytuję, bo po prostu nie znajduję CH jako lektury dla siebie. Ale ja nawet Peanutsów nie czytuję, ba, nawet pieprzonego Garfielda kompletnie nie trybię.

    To dobra seria, ale pierdyliard razy bardziej wolę (kompletnie inną, równie genialną) Krazy Kat.

  • Toś mnie zaskoczył. Facet, który pisze takie notki – http://www.gniazdoswiatow.net/2008/12/09/balonik-zuzanki/ – uważa, że C&H to lektura nie dla niego. Serio, zdziwiłem się.

  • Przepraszam, Szymonie.

    Możliwe, że jak Zu zacznie czytać komiksy, to się przekonam.

  • zazdraszczam szczerze, kurcze, najcieplejszy komiks swiata w hiper wydaniu.

  • Nie trybisz Garfielda? Staaary, coś Cię omija w życiu… ;)

  • Jaszczu nie wiem ile lat ma Calvin ale do 23 zapewne mu trochę brakuje. Nie czuję magii tego komiksu i tyle. Poza tym nie za bardzo podchodzą mi „paskowane” komiksy. Jeśli się ich nie dawkuje w małych ilosciach to szybko potrafią człowieka znużyć. Niedawno przeczytałem na raz całego Gastona i o ile początku mnie momentami bawił tak pod koniec nie mogłem się doczekać kiedy się skończy ;)

  • Blacksad

    Tylko przy „Latającym cyrku” rechotałem tyle, co przy Calvinie. No, może jeszcze przy braciach Marx… I przy Pratchett’cie. No dobra, w zasadzie to często chichotałem tyle, co przy Calvinie, co tylko świadczy o tym, jak genialna to rzecz. Chichotliwszego komiksu chyba nie znam.

  • Garfield to czerstwa buła, podobnież Dilbert. C&H miażdży je pod każdym względem. Uniwersalnym poczuciem humoru, dopracowaniem graficznym, bogactwem mimiki postaci, ba, nawet subtelnym drugim dnem, której zdecydowanie brak w powyższych.

  • z paskowych taśmociągów wolę jeremiego [Zits] jednak. calvin uroczy, mnie specjalnie nie bawił i nie wciągał. trzeba lubić ten typ komiksów ;)

  • Właśnie, Szymon, tak a propos, to wiesz co :)

  • pawelk: nic. Omijałoby mnie, jakbym to łykał, a nie mógł czytać. :P Garfield jest zasadniczo nudny, graficznie zbyt lakoniczny i ogólnie, nijaki. Nie śmieszą mnie takie żarty jak nie śmieszy mnie Dilbert. W Dilbercie nie śmieszy mnie nawet to, co jest prawdziwe, a co będąc korpo-skurwielem znam z autopsji (to wybitnie mnie nie śmieszy).

    Ja zasadniczo nie lubię cartoonu jako stylu graficznego i chociaż wiem, że można to podzielić na pierdyliard podstyli i każdy będzie się tak różnił jeden od drugiego jak bebop od cool jazzu, to ja to wrzucam do wora i odstawiam.

    Z wyjątkiem Krazy Kata, który mnie rozpierdala koncertowo tekstem i w sumie grafiką też. I dlatego, że autor KK to hardkorowy gość, co nigdy nie zdejmował kapelusza.

    A K&H naprawdę przeczytałem sporo (no, jak na mnie sporo – z 200-300 pasków, pewnie fani stwierdziliby, że dopiero po pińcetnym się rozkręca) i było… OK? I nic ponadto, więc nie szukałem dalej.

  • C&H jest najlepszym komiksem świata. tyle.

  • Polskie wydanie Calvina i Hobbesa to jest zwykły skandal – jak widzę całą masę rozpikselowanych pasków to mam ochotę się rozpłakać. Już pomijam inne wady, typu zupełnie nietrafione liternictwo. Complete od jakiegoś czasu mam na wish liście w amazonie. ;)

  • No, Jarek masz rację. Font to kurde prawie że scapslockowany comic sans (nienawidzę comic sans), a nawet te kolory, co się pojawiły w trzech ostatnich tomach to porażka. Weź np. taką stronę 75 w „Dzikim kocie…”, nie tylko piksele jakieś brudne dookoła, ale już nawet sam kolor to crap.

    Dlatego „The Complete…” mi tak podpasiło. Zero wkurzania się, czysta radość.

  • @Rob – porównujesz rzeczy wg mnie nieporównywalne… Garfield to komiks głównie humorystyczny, a C&H to raczej obyczajówka z elementami humoru i wspomnianej przez ciebie mądrej filozofii życiowej.
    W Garfieldzie nie ma filozofii, jest tylko parę prostych prawd: lazania i spanie DOBRE, poniedziałki i psy ZŁE. Z czym ciężko polemizować. ;)

    @godai – a jeśli nie lubisz cartoonu w ogóle, a nie tylko Garfielda, to wszystko rozumiem

    Nie wiem, czemu porównujecie Garfielda do Dilberta. Jak napisał godai, podzieliłbym to na pierdyliard podstyli. Dilbert to komiks niszowy, zabawny dla korpo-skurwieli, którzy mają dość dystansu (albo cynizmu), by śmiać się z roboty, której nie znoszą. A żeby zrozumieć Garfielda nie trzeba nawet mieć kota, bo takie cechy ma wielu z nas.
    Pewnie dlatego go bronię – w Garfieldzie najwięcej widzę siebie (no i znanych mi kotów) i dlatego najbardziej mnie śmieszy. :)

  • Miałem w łapie w Berlinie :). Powiem tak- jeśli ktoś ma naprawdę fundusze i lubi przysnobić i dobrze poczytać to niech kupuje

  • dodam cegiełkę od siebie. C&H jest zajebisty i kropka. a Dilberty są dla mnie pojechane na jednym żarcie. nie bawią. też tyram w korporacji. ale mnie to nie bawi. po iluś tam iluś tam paskach przestało.

    a C&H to miszcz. komplit edyszyn jest na liście też. właśnie, Sztybor, ty w końcu zabrałeś swoją cegłę z tym dziełem od Szymona? :D

  • Nie zabrał. Cały czas trzymam ją w kominku :-)
    A jeszcze dodam, że jeśli o mnie chodzi to Dilbert mistrz. Uwielbiam.

  • Nie wiem gdzie, więc tu podziekuje za uwage;)

  • Proszę ;). Już mi czytnik RSS zamula, więc innymi sposobami zapamiętuję blogi, na które czasem sobie chcę jeszcze wpaść. A w „Ulubione” w przeglądarce już nie wierzę.

  • W C&H jest też urocza krytyka bezmyśnej konsumpcji oraz rewelacyjna krytyka sztuki współczesnej m.in. przy pomocy bałwanów.

  • pawelk: Dilbert komiksem niszowym? Publikowany w pizdyliardzie gazet na całym świecie, w książkach, z rozbudowanym portalem netowym i ze Scottem Adamsem będącym najlepiej zarabiającym komiksiarzem ostatnich lat, no nie wiem.

  • Generalnie nie lubię pasków. Dilbert i Jermy mnie znudziły. Za to C&H i Garfield to mistrzowie. Ciągle staram się zebrać wszystko w pl :)

  • Mam pytanie, czy w tomikach wydanych przez Egmont znalazly sie wszystkie paski? Mam dziwne wrazenie, ze na wiuwiuwiu widzialem kilka brakujacych…

    PS. I oczywiscie C&H wymiata!

  • Wszystkich pasków jest podobno 3160, ile było w poszczególnych zbiorach, z których korzystał Egmont… nie wiem.

  • Dilbert = mnóstwo okej.

  • To polskie wydanie niby jest pełne, ale kiedy recenzowałem pierwszy tom, dotarłem do informacji czego i dlaczego tam brakuje. Nie było tego dużo. Jest też inny problem – paski są zupełnie nie po kolei, niedzielne są przesunięte czasami o dobrych parę miesięcy w stosunku to pozostałych. To też jeden z powodów, dla których Complete jest na mojej wish liście. Tylko kiedy ten dolar znowu spadnie…

  • Łukasz, to ty se kupowałeś wydania polskie, mając przezarabiste wydanie ze skory niedźwiedzia i kartkach zrobionych z skory nietkniętych dziewic?

    Fetyszysto ty :P

  • Nie nie nie. To w ogóle była dość zabawna sytuacja. Chyba w lipcu zamówiłem sobie „The Complete…” na Amazonie, ale z myślą, że sprzedam to na Allegro (wiecie, te moje „byznesy”) – czyli to było jeszcze przed tym jak wyszły „Skarby leżą wszędzie” w PL. No i czekałem, czekałem, czekałem, ale paczka nie przychodziła… w końcu pod koniec sierpnia złożyłem reklamację i zwrócili mi kasę za tego „The Complete…” (a ja kupiłem sobie „Skarby…”). W połowie września dostałem zmasakrowaną paczkę, a w środku właśnie „The Complete…”. Slipcase jest uszkodzony, poobijany i rozklekotany, ale same komiksy są w super stanie. Okazało się, że paczka pokonała drogę USA->Polska (tu przeleżała ponad 3 tygodnie z niewiadomych przyczyn i została zwrócona)->USA (w San Francisco włożyli mi karteczkę to paczki, że przepraszają za uszkodzenia i nadali ponownie)->Polska. Takim szczęśliwym sposobem w ogóle nie płaciłem za mojego „The Complete…” ;).

  • @artmac – chodziło mi o typ humoru – nie każdego bawią dowcipy o deadlineach…

  • Łukasz, z Ciebie to naprawdę dziecko szczęścia.

  • Skoro ma podniszczoną okładkę, to nie jest to prawdziwy komiks. Oddaj go mi, uwolnię cię od tego ciężaru.

  • Zawsze możesz go schować w torbę śniadaniową

  • No nie, spaliłeś nam linka na niedzielę ;).
    To już drugi spalony w tym tygodniu, drugi spalił mi Japon dając linka do papierowych zabawek, a tam z kolei toy-a-day.

  • Ups, wybacz. Widocznie coś trefny ten tydzień. I do tego będzie druga „pierwsza 95 niedziela” :D

    A tak w ogóle to jeszcze w czwartek można było na amazonie wychaczyć CC&H za jakieś 80 dolców, a dziś już jest znów za prawie 95! Chociaż to i tak nie ma wielkiego znaczenia przy dolarze za 2,97 zł :/

  • Widocznie w czwartek był wysoko na liście bestsellerów. Na Amazonie jest tak, że gdy pozycja jest na 5 lub wyższym miejscu bestsellerów w swojej podkategorii, to zniżka wynosi 8% niż zazwyczaj. Praktycznie zawsze oznacza to, że wtedy zniżka wynosi wtedy 40%, C&H ma standardową zniżkę 37%, więc bardzo możliwe, że gdy wskakuje do 5 bestsellerów w komiksach, to kosztuje 82,50. Gdy książki przeskakują na główną listę bestsellerów to zniżki wynoszą już 43%-45%. Pamiętam, że po pierwszym trailerze „Strażników”, przeskoczyli oni chyba na drugie czy pierwsze miejsce bestsellerów nie tylko wśród komiksów, ale wśród wszystkich książek. Płaciłem wtedy niecałe 11 dolarów za nich, okładkowa 20.

    No i nie gadaj, 12 dolarów różnicy przy obecnym kursie to prawie 4 dychy.

  • No prawie 4 dychy, ale i tak przy tym kursie i cenie po zniżce, czyli 82,50 to wyjdzie ok 245 zeta za sam komiks. A trzeba liczyć jeszcze za przesyłkę (choć szczegółów nie znam – nie kupowałem jeszcze na Amazonie), więc i tak na razie, przy obecnym kursie dolara, nie ma sensu sprowadzać tego ze stanów. Lepiej poczekać aż dolar stanieje i wtedy kupić taniej. Teraz trochę zaległości krajowych lepiej nadgonić (jeśli ktoś ma oczywiście).

    A za info o zniżkach na amazonie, wielkie dzięki. Przynajmniej wiem na co patrzeć, jak będę zamawiał.

  • kendo777

    Przeczytałem tylko 1 tom Calvina (nawet nie pamiętam który). Na początku się śmiałem ale im dalej brnąłem w lekturę tym więcej powtórzonych żartów zauważałem (heh mówię jak Yoda). W co-którymś-tam pasku powtarzał się motyw że Calvim udaje jakąś tam zmutowaną muchę lub inną fantastyczną postać i na ostatnim kadrze zawsze sen staje się rzeczywistością i mały chłopczyk zauważa że jego fantazje doprowadziły do dziwnego zdrzenia lub sam Calvin znalazł się w nie do końca normalnym miejscu. Jeden i ten sam pomysł ciągnął się przez cały komiks. Mam nadzieję że nie wszystkie tomy tak wyglądają…

  • Ta „wada” pojawia się w każdej serii humorystycznej – podobne schematy, na których opiera się ileś odcinków ma i Kid Paddle i Garfield i inne. Taka specyfika – dla mnie zabawne jest obserwowanie kolejny raz, jak Garfiled idzie na dietę albo Kid Paddle usiłuje wejść do kina na film dla dorosłych…

  • kliku klik

    Proszę o skasowanie poprzedniego posta.

  • czemu „No comment”? To raczej wariacja na temat Calvina i Hobbesa, której nie powinno być :)

  • Imho też. W końcu Calvin tak naprawdę ma spore zaburzenie osobowości – przymyka się oko, bo u dzieci fantazjowanie jest normalne. Ale gdy dorośnie i nadal będzie widział wszędzie tygrysa? ;)

  • Znaczy mi bardziej chodziło o przenoszenie tego uosobienia niewinności w takie sytuacje, wszelkie podteksty, że Calvin to szaleniec są hiper fajne :)

Dodaj komentarz