Komiksy · Filmy · Gry · Anime · Manga · Muzyka · Książki · TV · Wywiady · Warszawa

Przedwieczni


papier · komentarzy 21

Okładka...
Herosi z Marvela zawsze mieli w sobie jakiś boski pierwiastek. Pomińmy oczywistego Thora, spójrzmy na resztę. Są wśród nich naprawdę potężni: Doktor Strange, Hulk, Iron Man. Albo mutanci, którzy ewolucyjnie stoją ponad ludźmi… Na szczęście są po naszej stronie, a tak niskie motywacje jak zdobywanie władzy nad światem mają tylko najczarniejsze charaktery. Ale jeśli Charles Xavier uległby podszeptom Magneto i zapragnął władzy absolutnej, któż mógłby go powstrzymać? Działania grupy Illuminati też niebezpiecznie zahaczają o manipulowanie losami uniwersum… A gdyby znalazł się ktoś wielokrotnie od nich potężniejszy?

Prób stworzenia takiej siły podjął się Jack Kirby w latach 70. To spod jego pióra wyszły postacie Celestian (Celestials), Przedwiecznych (Eternals), a także znani nam już Inhumans, którzy są odpryskiem Przedwiecznych i osobną historią. Stworzył w Marvelu „kosmiczną mitologię”, luźno nawiązującą do książki „Rydwany Ognia” Ericha von Dänikena. Akurat tej książki nie czytałem, ale w młodości byłem skłonny dać wiarę, że to kosmici pomagali w rozwoju Majom czy Aztekom. Jack Kirby poszedł nieco dalej – w wyniku zetknięcia kosmitów z homo sapiens i eksperymentów z DNA powstali Przedwieczni – nieśmiertelni nadludzie obdarzeni niezwykłymi mocami. Brzmi znajomo? Może dlatego Kirby unikał zetknięć Przedwiecznych z herosami, chociaż swoją historię osadził w uniwersum Marvela. Nie cieszyła się specjalnym powodzeniem i zakończono ją po niespełna 20 zeszytach. Celestianie pojawiali się potem okazjonalnie w różnych crossoverach. Kirby przemycał poglądy o istnieniu nadludzkiej i nadsuperbohaterskiej instancji także w innych komiksach – to jemu zawdzięczamy istnienie Odyna, Galactusa i Obserwatora w uniwersum Marvela.

Na kolana przed potęgą Celestian

Wydani w 2006 roku w USA, a u nas niedawno „Przedwieczni”, to nic innego jak remake historii Kirby’ego i próba lepszego zakorzenienie Przedwiecznych w świecie Marvela. Należałoby im znaleźć jakieś sensowne miejsce w uniwersum, które co i rusz przeżywa najazdy kosmitów i bierze udział w międzywymiarowych konfliktach. Nic dziwnego, ze zaproszono do tego specjalistę łączenia mitologii z popkulturą, który już kiedyś namieszał w Marvelu. Rzut oka na okładkę oryginalną i już wiemy, że najważniejszą kwestią nie jest ponowne napisanie historii Eternals, a fakt, że zrobił to Neil Gaiman.

Fabuła zaczyna enigmatycznie, nikt nic nie wie. Mark Curry dowiaduje się, że nie jest tym, za kogo się uważał. A tymczasem ktoś poluje na Ike Harrisa, jednego z Przedwiecznych, który do końca nie pamięta kim jest i co gorsza nie wie jak pamięć stracił. Chwytu z amnezją powinno się scenarzystom zakazać… Widać jednak, że był tu Gaimanowi niezbędny do zresetowania pozycji Przedwiecznych w uniwersum i wciągnięcia w akcję tych czytelników, którzy nic o tej rasie nie wiedzą. Z czasem odkryjemy, w jaki sposób wszechpotężne istoty utraciły swą pozycję – historia ma ponad 200 stron i kilka razy Was zaskoczy. Jest tu wszystko, czego wymagamy do dobrego czytadła z Marvela: intrygi personalne i polityczne wątpliwości moralne nowego herosa; potęgi, które mogą zniszczyć świat; a w perspektywie nawet inwazja kosmitów. Tylko wątek romansowy jakiś niemrawy… Dodatkowo pojawiają się Avengers – cóż to byłby za Marvel bez nich. Gaiman buduje historię, która uzasadni nie tylko obecność Przedwiecznych, ale i sprawi, że nie będą kolejną grupą nadludzi. I kluczem nie jest ich nieśmiertelność… Sami zobaczycie co (kogo?) w tym celu wymyślił – nie odbyło się bez wpłynięcia na losy całego uniwersum. Zastanawiam się, czy wydarzenia z miniserii Gaimana mają jakieś konsekwencje w życiu innych bohaterów… W „Przedwiecznych” obecne są echa Civil War, ale mam wrażenie, że Neil nieco podśmiewa się z kolejnego „Wielkiego Kryzysu Dla Wszystkich Serii”. W jego świecie w TV nadają reality show – casting na nowego superbohatera Ameryki, Reed Richards nagrywa reklamy społeczne (szkoda, że to nie Hulk: „Pij mleko, będziesz WIELKI”), a Iron Man wciąż jak katarynka gada o obowiązku rejestracji. Wielka wojna z punktu widzenia Przedwiecznych jest nieistotna, co widać w dialogu z Avengers:

– Musicie wybrać stronę. Musicie się zarejestrować.
– Jeśli widzisz dwie grupy dzieci kłócących się o to, która może się bawić w piaskownicy, wybierasz którąś stronę?

Mina Iron Mana – bezcenna.

A tak to wygląda w środku - rysuje John 'Krzaczaste Brwi' Romita Jr

Wszystkie siedem zeszytów narysował John Romita Junior – polscy czytelnicy mogli poznać jego kreskę w wydawanym przez Dobry Komiks Spider-Manie. Tam też rysował mężczyznom krzaczaste brwi. Gdzieś w sieci natknąłem się na przydomek: John „The King of Weird Faces” Romita Jr i coś w tym jest… Ostre rysy niemalże identycznych męskich twarzy nie rażą, ale i nie rzucają na kolana. Jednak w „Przedwiecznych” jego kreska nie przeszkadza. Dobrze, że nie przydzielono Gaimanowi kogoś z bardziej surrealistycznym stylem – prostota rysunków Romity nawiązuje (być może nieświadomie) do twórczości Kirby’ego i koresponduje z treścią. Podobne nawiązanie widać w nakładaniu kolorów. Świat nie jest tu poszarzały i mroczny, a dobre postacie poznajemy po błyszczących, wielobarwnych kostiumach. Źli za to są szaro-zielono-brązowi, mają macki i wielkie zębiska. Good ol’ times, nie?

O jakości wydania wypada tym razem napisać nieco więcej niż dwa słowa. Kredowy papier dobrze podkreśla wszechobecne kolorowe trykoty i wybuchy, a tekturowa okładka to optimum dla serii tego typu. Na kolana rzuciło mnie jednak 47 (jeśli dobrze liczę, bo nienumerowane są) stron dodatków. Znajdziemy tam szkice, historię oryginalnej serii Kirby’ego (stąd wstęp do tej recenzji) i ilustracje z epoki oraz dodatek poświęcony Neilowi Gaimanowi z długim wywiadem na temat komiksu, który trzymamy w rękach. A to nie wszystko… Lektura nabiera nowej jakości, brawo Egmont! Czemu przy „Hellblazer” się tak nie dało? W warstwie tekstowej raziło me oko przetłumaczenie pseudonimu Wasp na Osa – wydaje mi się, że kiedyś w Egmoncie tego nie tłumaczono – niestety nie mam „Ultimates”, by sprawdzić. Można mieć wątpliwości, czy „dewianci” to idealne tłumaczenie „deviants”… Może „Odmienni”? Chociaż dobrze, że nie „zboczeńcy”… Więcej nie wyłapałem, ale i specjalne nie szukałem.

Jeśli ktoś nie ma alergii na superbohaterów i chce przeczytać komiks, który jest oddechem od standardowej młócki z obcymi, bandytami i superłotrami, to podobnie jak w przypadku „1602” nie powinien się na Gaimanie zawieść. Solidne czytadło nam Egmont na gwiazdkę sprezentował.

Soundtracku konkretnego tym razem nie ma… Mi przygrywały apokaliptyczne tony Nicka Cave’a na przemian z kosmicznym Mikem Oldfieldem, ale czy to jest reprezentatywne?

komentarzy 21

  • Widzę, że mamy podobny gust – właśnie wczoraj odebrałem nowego Hellblazera, Hard Boiled i właśnie Eternals. Jeszcze niedawno myślałem, że moje oczy nie zobaczą już wydanych nowych komiksów rysowanych przez absolutnego klasyka jakim jest Romita Jr. Ubóstwiam jego kreskę od czasów genialnego „Daredevil: The Man Without Fear” wydanego niegdyś przez Tm-Semic. Żałuję jedynie, że Egmont nie zdecydował sie także na okładkę Romity. Zapewne ma to związek z jego polityką niewydawania komiksów trykociarskich – w tym przypadku jednak najprawdopodobniej nazwisko Gaimana było silniejsze i nie należało ryzykować obniżenia sprzedaży z powodu „pstrokatej” okładki :D

  • Okładka jest oryginalna z zeszytu #1 – Mike Berry narysował dla wszystkich 7 takie malarskie plansze. I taka sama jest w h\c czy tpb amerykańskim, więc Egmont chyba nie miał tu nic do rzeczy.

    Ale na ostatniej stronie są wariacje J.R.Jr dla wszystkich okładek. I jakoś mniej mi się podobają…

  • Romita to najmustniejszy przyklad „wytarcia” kreski ever….

  • jakiego wytarcia, co masz na myśli? Romita to po Buscemie najlepszy rysownik jakiego spłodziła ziemia i basta. A Eternalsi właśnie do mnie idą :)

    swoją drogą, szkoda że Egmont wybrał niemal najbrzydszą okładkę z możliwych. Taka siakaś nijaka. Marzyła mi się ta z #2 autorstwa Berry`ego z Sersi:) lub chociaż któraś z wersji Romitowskiej

    http://2.bp.blogspot.com/_moCaT0BL2ow/SSGs2TrtfAI/AAAAAAAAAWk/B3lw3xG5qJ0/s1600-h/eternals_okladki.jpg

  • @Trreker: Etam.

  • Mam na mysli to, ze rysujac np. to: kliku klik
    (uwielbiam ta plansze tak na marginesie:P, Elektra tutaj to hot chick:P)
    przykładał się bardziej niż np. przy tym:
    kliku klik

    W jego okładkach czasem widac „to cos”, ale w srodku zeszytów jedzie czasami taka szybciutko niedopracowana krecha ze strach….

    … cos mi linki nie wyszly, znaczy wyszly poza rameczke:). Thx za poprawienie nazwiska twórcy :) /scalone, nie ma za co ;) -Ł./

  • Jest słuszność w tym, co Trekker prawi, ale smutniejszym przykładem dla mnie jest Bret Blevins znany z Batmana. Spójrzcie sobie na „Boga strachu” (2/3 -96 w Polsce). I on za każdym razem zaczynał w porządku, a pod koniec spieszył się, że aż czułem się obrażony, jako czytelnik. Ale oczywiście to zupełnie inna liga niż Romita, nawet gdy się spieszy.

    Hm, chociaż „Wizerunki” z Jokerem wyszły mu na poziomie, jak teraz zerknąłem. Taki offtop o piątej nad ranem.

    Hm, nie, on jednak
    potrafi . Tylko w Batmanie musiał się chyba bardzo spieszyć.

  • Romita jr gdzieś powiedział (chyba w dodatkach na którymś DVD Spider-mana), że gdy proszą o nazwanie swojego stylu, to zwykle mówi, że jego styl to „deadline”. No i to widać. Ale po „Punisher War Zone” byłem tak na kolanach, że do dziś jestem mu w stanie bardzo wiele wybaczyć.

  • @Trreker – a gdzie Elektra nie jest hot? :)

  • JAPONfan

    W filmie.

  • Daje radę… :)

  • Thor w swojej regularnej serii też fajnie „pokazał” Tony’emu, co myśli o rejestracji i tym podobnych bzdetach. A samo „1602” w sumie mnie rozczarowało. Dużo się spodziewałem, początek był niezły (zwłaszcza przedstawianie kolejnych wariacji znanych postaci), ale potem wszystko zmieniło się w klasyczny marvelowski crossover.

  • W kick-ass Romita jest świetny.

  • Bo „Kick-ass” to w ogóle świetny komiks jest.

  • Ale przyznasz, że w dynamicznych scenach mordobicia i kopania tyłów, Romita ładnie szaleje w tym komiksie :)

  • 8 latka z katana mnie odstrasza lekko, znaczy fajne , ale strach sie tego bac… Wizja tych dzieciakow w strojach kolorowych tluczacych swoimi palkami (nothing personal:P) to mocno przerazajace jak dla mnie:)… To tylko kwestia czasu:). To sie wydarzy…

  • Cały ten patent z nagrywaniem walki komórką, potem filmik na youtubie, etc. bardzo mi się spodobał. Takich współczesnych patentów trochę brakuje w Marvelu (sam fakt istnienia internetu wiosny nie czyni). Właśnie youtube: raz i dwa. Krew, siniaki i złamania- to też fajnie Romicie wychodzi ;).
    A ośmiolatki to się prędzej będą za czarodziejki, wróżki i inne winxy przebierać…

  • Bo takie współczesne patenty to tylko w Ultimate. ;) Tam nawet ajpody mają…

  • Swoją drogą Millar od zawsze lubił swoje historie mocniej osadzać w jako takiej rzeczywistości. Czy to w Kick-Ass, czy 1985, czy Wanted.

  • za to Loeb zespuł to w mgnieniu oka ;)

  • Miałem na myśli całe uniwersum Ultimate – ja akurat X-Menów czytam…

Dodaj komentarz