Komiksy · Filmy · Gry · Anime · Manga · Muzyka · Książki · TV · Wywiady · Warszawa

Hard Boiled


papier · komentarzy 11

Pańskie prawo jazdy straciło ważność!

Długo ostrzyłem sobie zęby na „Hard Boiled”, aż w końcu musiałem je zacisnąć, by doczekać premiery przesuniętej z lipca na październik. Gdy już komiks nabyłem, to on z kolei odczekał swoje wraz z całym stosem eMeFKowych nowości. A teraz, po kilkukrotnej lekturze, jestem w kropce. Z jednej strony mnie zawiódł, a z drugiej zaskoczył…

Może miałem za wysokie oczekiwania spowodowane magią nazwiska Miller albo odniesieniem do Philipa K. Dicka w zapowiedziach. Po pierwszym przeczytaniu poczułem się rozczarowany fabułą. Zwykle tekst na tylnej okładce komiksu, to tylko mała zajawka jego treści. W przypadku „Hard Boiled” to niemalże dokładne streszczenie. W samym komiksie problem autonomii androidów został ledwie naszkicowany, a wątek „ruchu oporu” aż prosi się o rozwinięcie. Czytając zakończenie miałem uczucie jakbym miał za sobą dynamiczny i naładowany akcją prolog do większej opowieści. Niestety dalszego ciągu nie ma. Może gdybym nie znał „Łowcy Androidów” i jego książkowego pierwowzoru, intryga zaskoczyłaby mnie bardziej?

Miasto moje, a w nim... Szczególiki by Geof

Czytając komiks drugi raz zrozumiałem, że źle rozumiałem. Że nie o fabułę w „Hard Boiled” chodzi, a sceny walk i rozwałki nie są dodatkiem, a esencją. Frank Miller i Geof Darrow wykorzystują postać Carla… Nixona… Harry’ego (ech te problemy z tożsamością), by pokazać przerysowany i groteskowy cyberpunkowy świat. Seks, przemoc i narkotyki na ulicach, w biały dzień, nie dziwią tu nikogo. Opisowi temu odpowiada choćby „Sin City”, ale miastu z „Hard Boiled” jest znacznie bliżej do metropolii z „Transmetropolitan” albo Mega-City One – głównie z powodu wisielczego poczucia humoru obydwu autorów. W tym tandemie gwiazda rysownika przyćmiewa nieco scenarzystę. Geof Darrow ma świra na punkcie dokładnego odwzorowywania wszelkich szczegółów w przedmiotach, które rysuje. Jeśli rozpada się ściana, to Darrow narysuje osobno każdą lecącą cegłę i odłamek zbitej szyby. Gdy widać śmieci, to da się rozpoznać z jakich produktów pochodzą. A konikiem rysownika są maszyny z olbrzymią ilością śrubek, kabelków, przełączników i nitów – zobaczcie jak od stron 92 do 104 narysował 11 wariacji na temat tej samej kupy złomu. Także przechodnie nie są tłumem, a zbiorem indywidualności – dziwaków rodem z balu przebierańców, techno-party i czarnej mszy naraz. Darrow narysował wiele całostronicowych albo nawet dwustronicowych kadrów, przez które za pierwszym razem tylko przemknąłem, by szybciej podążyć za akcją. To był błąd. Przy drugim podejściu rozsmakowałem się w nich, oglądając każdy szczegół i zanurzając się w ten skomplikowany wielowarstwowy świat. W pewnej chwili przyłapałem się na tym, że zamiast dymków, czytam bazgroły na murach, logo na produktach i napisy na koszulkach. Dzięki zabawnym detalom możemy złapać dystans do ponurego i brutalnego miasta – wóz policyjny najeżony wyrzutniami rakiet albo czołg ochrony, to tylko skromny przykład wizji rysownika. Warto poszukać na obrazkach hamburgerów Fatman, transportera opancerzonego, który rozwozi pizzę; kota, który wypada z ciężarówki z rybami; czołgu z napisem „Operation Rescue”, nagrobków o dziwacznym kształcie, kamienic napędzanych reaktorami atomowymi, przypinki w kształcie dinozaura na kurtce członka gangu. Klimatem przypomina to bisleyowskie historie z Lobo, gdzie także okrutną przemoc kontruje się obskurnym, acz zabawnym światem.

Zatrudnij się w ubezpieczeniach, mówili... Przyjemna robota, mówili...

Gdy już pojąłem na czym polega wielkość „Hard Boiled”, przestało mnie dziwić, że Darrow dostał Eisnera, a jego i Millera dzieło (tak, nie bójmy się tego słowa) wydano nakładem serii Mistrzowie Komiksu w ogromnym formacie (22×29,5cm!). Jeśli scena zniszczenia miasta w „Akirze” zaparła wam dech, to tu możecie dostać zadyszki. Ten komiks możecie przeczytać tylko raz, ale potem będziecie oglądać go wciąż i wciąż na nowo.

Soundtrack na dziś to wszystko co pachnie industrialem… Rammstein jest może nieco zbyt patetyczny i marszowy, ale już „Obsolete” Fear Factory jest jak najbardziej na miejscu. Zwłaszcza, że cztery ich pierwsze płyty, to opowieść o walce ludzi z maszynami. Soundtrack z „Matrixa” jest chyba zbyt oczywisty

komentarzy 11

  • Z powodu innych zakupów komiksowych, Hard Boiled musiał poczekać. Na szczęście sprawię go sobie w najbliższych dniach, razem z nowym Hellblazerem, Eternals i Jankiem Pistoletem. I mam zamiar go kupić właśnie dla rysunków Darrowa, bo już dużo się naczytałem na temat poziomu fabuły w HB.

    No i totalnie mnie zaskoczył format tego komiksu – dotychczas byłem święcie przekonany, że ma wymiary standardowych trejdów, a tu taka pozytywna niespodzianka. Przynajmniej będzie można się lepiej przyjrzeć kresce Darrowa :)

  • Dowcip polega na tym, że AFAIK nie ma amerykańskiego wydania w A4. Tzn. było, ale czarno-białe (nawet w A4+). Miałem jednak w rękach podobne do polskiego wydanie, tyle że w miękkiej okładce. Jednak AFAIR było to wydanie Titan Books (brytyjskie). Tylko w tym formacie posiadanie tego komiksu ma sens.

  • Moje miękkie wydanie z Dark Horse jest ponadwymiarowe (nie porównywałem, ale ma A4 na oko, stanowczo dużo większe od amerykańców na tej samej półce). Więc chyba jest :) Albo to to, co Quesada lubi najbardziej.

    No cóż, ja się pastwiłem już u siebie nad tym komiksem, powiem tylko znowu – fabuła jak cukier puder*, za to rysunki jak lukier.

    *taka miałka

  • Nie czytałem wcześniej twojego tekstu, ale ciekawe, że obydwaj porównaliśmy „HB” do „Akiry”…

  • No cóż, widać pewne twory kultury masowej są tak monumentalne, że wspólne dla pokolenia ;)

  • @Jarek – żeby było jasne, nie wiedziałem jaki format ma HB w oryginale. Po prostu „wydawało mi się” że chodzi o „amerykański” format. W każdym razie A4 jest na amazonie.

    @godai – I właśnie dla tego lukru go kupię :)

    @pawelk – Nic dziwnego. W końcu w tym przypadku analogia do Akiry jest bardzo wyraźna.

  • Tenże z Amazona mam. A wtedy dolar ledwo był po dwa złote, boże, co to za czasy były cudowne.

  • „Przy drugim podejściu rozsmakowałem się w nich, oglądając każdy szczegół i zanurzając się w ten skomplikowany wielowarstwowy świat. W pewnej chwili przyłapałem się na tym, że zamiast dymków, czytam bazgroły na murach, logo na produktach i napisy na koszulkach”- ja czytając HB zastanawiałem się dlaczego tych tekstów nie przetłumaczono, albo dlaczego ich tłumaczenia nie zamieszczono w albumie: wychodząc z założenia, że każdy mówi po angielsku? A komiks ten, jak dla mnie, ratuje tegoroczne publikacje Egmontu, bo do tej pory było mi jakoś tak nijako.

  • Ten komiks był niewłaściwy. Minęło już pół roku. A ja wciąż mam lęk przed śrubkami.

    ok, nie minęło pół roku. Mój błąd. Jestem kiepski z matmy.

  • Darrow to kosmita przeciez jakis jest kurde

Dodaj komentarz