Komiksy · Filmy · Gry · Anime · Manga · Muzyka · Książki · TV · Wywiady · Warszawa

Wywiad: Pedro Brito & João Fazenda + konkurs


wywiady · komentarzy 19

O Mistério da Cultura - Pedro Brito
Ilustracje do wpisu to praca Pedro Brito „O Mistério da Cultura”, kliknij w nagłówek po całość w dużej rozdzielczości.

W zeszłym tygodniu Warszawę odwiedzili Pedro Brito i João Fazenda, autorzy komiksu „Kobieta mego życia, kobieta moich snów”. Relacje z ich pobytu możecie znaleźć na blogach Kuby i Daniela. Ponieważ Pedro i João w tej chwili zajmują się przeważnie animacją i ilustracjami, nie pytałem ich o plany na przyszłość i postanowiłem porozmawiać głównie o niedawno wydanym u nas komiksie. Pedro czasem rysuje krótkie historie (do przeczytania w najnowszym „Splocie”, albo na jego blogu), a João ostatni swój pełnometrażowy album narysował osiem lat temu i była to właśnie „Kobieta…”. Wywiad przeprowadziłem 29 listopada w Warszawie.


Motyw Drogi: Wasz komiks został opowiedziany z męskiego punktu widzenia. Załóżmy, że stworzylibyście „Mężczyznę mojego życia, mężczyznę moich snów”. Jakby wyglądał taki komiks?
Pedro Brito: Najprawdopodobniej taki komiks by nie powstał. Nie potrafię wyobrazić sobie siebie samego myślącego jak kobieta, jest to bardzo trudne.

W komiksie pokazujesz skomplikowane relacje w związku, ale nigdy nie ukazałeś ich od strony kobiety.
PB: Był to świadomy wybór, ponieważ ten komiks jest jak strona z pamiętnika. Podążamy tylko za jednym facetem, widzimy to, co on widzi. On jest narratorem, widzimy jego myśli, widzimy jego sny. Decyzja, by stworzyć historię patrząc wyłącznie ze strony mężczyzny była rozwiązaniem narracyjnym. Chciałem stworzyć komiks, który będzie intymny – jesteśmy w umyśle tego faceta, śledzimy jego problemy, nigdy jego żony.

Można powiedzieć, że sygnalizujecie, że komiks może być oparty o wątki autobiograficzne.
PB: Mógłby być autobiografią, ale nie jest. Jest bardzo osobisty, emocjonalny.

To jest moje następne pytanie, odnośnie do emocji. Czy lubicie bawić się z emocjami swoich odbiorców? Gdy ktoś sięga po ten komiks spodziewa się romantycznej historii, a dostaje coś dość brutalnego… Komiks wzbudza silne emocje także w czytelniku, szczególnie gdy, tak jak ja, utożsami się on z Tomasem, z jego problemami, byciem zdradzonym.
PB: Nie uważam, że komiks jest brutalny. Wszystko, co dzieje się w komiksie jest możliwe. Tak wygląda życie. Nie chciałem żartować z czytelnika, ale moim zamierzeniem było, by oddziaływał silnie na jego emocje. Myślę, że bohater wiedział, że takie coś się kiedyś stanie. Dlatego czuje ulgę. Czasem jest zszokowany, jak czytelnik, ale mówi sobie: „No tak, zmierzaliśmy do tego, prędzej czy później musiało się to stać”. Jego zemsta, działająca zresztą na korzyść żony, jest dowodem, że wiedział, jak jego związek się może skończyć. Nigdy tego nie napisałem w komiksie, ale tworząc go, myślałem o tym, że on sobie to wyobraża.

Duże emocje można również zauważyć w rysunkach. Z jednej strony są one bardzo proste, ale czerwień nadaje im wyrazu. Gdy jest więcej emocji, jest więcej czerwonego, dla przykładu w scenie seksu. To tak jakbyś chciał drażnić się z czytelnikiem, jak torreador z bykiem.
João Fazenda: Czerwień widzę jako podstawę tego komiksu. Sposób w jaki jej używam jest ciągle inny, stale się zmienia. W scenie seksu ta czerwień jest dość gwałtowna, niesie rytm. Jeżeli wcześniej można mieć proste plamy, a później to się nagle rozsypuje, przekształca się w coś gwałtownego, to podąża to za historią. Dlatego chciałem, by kolor czerwony był taką bazą w komiksie, by współgrał z konkretnymi scenami, które są opowiadane. Z tego powodu te plamy są czasem niepohamowane, jak w scenie seksu, a czasem bardzo proste i łatwe do odczytania.

Czyli jest to element wprowadzający rytmiczność?
JF: Całkowicie! Naszym pomysłem było, by czerwień była opowieścią samą w sobie. Przypuszczam, że gdyby to była inna opowieść, wyglądałaby zupełnie inaczej. I nie potrafilibyśmy powtórzyć tego komiksu, ale także innego, który wyglądałby podobnie. Jest to bardzo unikalne. Dlatego czerwień jest częścią fabuły, ale można ją czytać wyłącznie z rysunków. Daje ona czytelnikowi uczucie intymności, gwałtowności, przemocy i odczuć z tym związanych. To nie jest też kwestia stylu, pewnie – mógłbym narysować jakiś komiks w takim stylu, ale pewnie nie pasowałoby to w żaden sposób do historii.

W komiksie jest roślinka, która jest trochę elementem magicznym, jest katalizatorem działań dla Tomasa. Dzięki niej robi to, czego normalnie by nie zrobił. Uważasz, że ludzie potrzebują czegoś takiego, co pchnie ich do działania?
PB: Czasami. Tę roślinę widzę jako element unifikujący wątki historii. Tomas wiódł sobie normalne życie, ale nagle ta roślinka magicznie pojawia się na jego drodze, akurat gdy szukał pomysłów, czegoś o czym mógłby pisać. I ta roślina okazała się jego muzą, ale również otworzyła mu oczy. Dlatego też ukazaliśmy sen, w którym Tomas widzi bardzo wyraźnie, że dialog między nim, a jego żoną jest wzajemną agresją, a nie dialogiem. Starałem się, by roślina grała znaczącą rolę w komiksie, żeby scalała historię, była dodatkową postacią.

Skojarzyło mi się to z „Leonem Zawodowcem” Luca Bessona, ponieważ w pewnym momencie stają się nierozłączni.
PB: (śmiech) Faktycznie, facet chodzi ze swoją roślinką, jest to dla niego bardzo ważną rzeczą. Akurat nie myślałem o „Leonie”, ale mogę opowiedzieć historię tej roślinki. Pewnego dnia zobaczyłem starą kobietę, blisko mojego domu, siedziała przy sklepie, a w skrzynce po owocach miała przeróżne rośliny i kwiaty. Nic ładnego, powtykane w butelki lub puszki. Była bardzo smutna. A ja byłem w pewien sposób zakłopotany. Wyglądała jak z filmu. To było tak dramatyczne i uchwyciłem to w komiksie. Dlaczego ta stara kobieta sprzedaje takie brzydkie rośliny, które nikomu się nie przydadzą? Kto je w ogóle kupi? Może była bardzo biedna, ale zbyt zażenowana, by prosić o pieniądze? Może odczuwała potrzebę, by na pieniądze zasłużyć, dlatego je sprzedawała? Dla mnie to było jak uderzenie w brzuch i otworzyło mi oczy. To był początek całej historii – prawdziwa kobieta, którą zobaczyłem na ulicy.

Czyli to było coś, co popchnęło Cię do stworzenia tego komiksu?
PB: Tak. Były dwie takie rzeczy, na których komiks został oparty. Pierwszą była ta starsza kobieta, a drugą był tytuł. Różni się on trochę w języku portugalskim od tego w języku polskim. W języku portugalskim brzmi on „Ty jesteś kobietą mojego życia, ona jest kobietą moich snów”. Jest bardziej intymny. Połączenie tych słów brzmiało dla mnie jak dobra opowieść. Bo zwykle facet mówi: „Jesteś kobietą mojego życia”, albo „Jesteś kobietą moich snów”. Ale co się dzieje, gdy to połączymy? Cóż, wtedy mamy problem (śmiech). Tytuł portugalski jest bardziej bezpośredni, ale też trochę niejasny. Co jest w porządku. I portugalski wydawca się nad nim zastanawiał, ale doszedłem do wniosku, że skoro ciągle podążamy za tym jednym bohaterem, wiemy co myśli i czytamy komiks jak pamiętnik, to było w porządku by tak to uchwycić.

O Mistério da Cultura - Pedro Brito

Teraz, gdy miałem trochę więcej czasu, by przejrzeć komiks jeszcze kilka razy, zauważyłem parę niedokończonych, niewyjaśnionych rzeczy. Dla przykładu, czym jest ten wąż w kieszeni bohatera na okładce? Nie pojawia się później w komiksie. Czy ma to jakieś znaczenie?
JF: Nie, zupełnie nie ma znaczenia (śmiech). Z tego co pamiętam, myślałem wtedy o jakiejś kreatywności bohatera, którą on miał wyciągnąć, jak gdyby z kieszeni. Ale w gruncie rzeczy nie ma to znaczenia. Czasem bardzo lubię dorysowywać takie rzeczy bez konkretnego celu, nie jest to częścią opowiadania, ale takie elementy mogą Cię pobudzić… Jest dużo takich małych rzeczy, na przykład dwóch facetów, którzy czołgają się po galerii. Co oni robią? Nie wiem. Ale jest to zabawne dla kogoś, kto to zauważy. Już nie pamiętam ile jest takich elementów w komiksie, ale przykładowo postać Marvela jest wzorowana na Pedro. Wtedy tak wyglądał, miał długie włosy itd., stwierdziłem, że będzie się idealnie nadawał na autora komiksów w tej opowieści.

Albo weźmy scenę w barze, gdzie Tomas z kolegami rozmawia o kobiecym orgazmie. Scena kończy się dość nieoczekiwanie, bo od razu przechodzimy do sceny łóżkowej. Jest powiedziane, że bycie facetem ma przecież też swoje plusy, na co Marvel odpowiada: „Niby jakie? Szczanie na stojąco?”. To jest coś jeszcze?
PB: (śmiech) Koniec. To są plusy. To jest oczywiście odniesienie do dość znanego dowcipu&#8482, więc jest to mały żart na temat dowcipu. Ale myślę, że ta scena jest skończona. To tak jak w komedii ma się puentę, może być zabawna, ale nie musi wiele znaczyć, jak w „Latającym Cyrku Monty Pythona”. Albo Jim Henson od „The Muppet Show” – mówił, że gdy nie miał finału dla sceny to rzucał pingwiny w powietrze lub detonował kurczaka. Taki może być koniec, a jest to również doskonała puenta.

Konkurs:
Ciężko jest puentować wywiady, także u nas spuentuję go konkursem. Do wygrania jest komiks „Kobieta mego życia, kobieta moich słów” z rysunkami autorów i dedykacją dla czytelników Motywu Drogi. Wystarczy odpowiedzieć w komentarzach na jedno z pytań (albo oba jeżeli czujecie się na siłach): „Jaką roślinkę ma Tomas?” lub „Jaki jest plus bycia facetem, oprócz szczania na stojąco?” (nie uznaję odpowiedzi stąd). Odpowiedź może być opisowa, ale może też być zdjęciem lub rysunkiem. Jakaś sierotka w stosownym czasie wylosuje zwycięzcę. Na koniec znany dowcip&#8482, dla tych, którzy jednak go nie znają.

Bóg stworzył Adama i Ewę i zaczął rozdawać im talenty. Adamowi dał siłę, Ewie urodę, Adamowi to, Ewie tamto itd. Gdy już prawie wszystko rozdał, powiedział:
– No dobrze, to kto chce sikanie na stojąco?
– Ja chcę! Ja chcę! Ja! – wyrywał się Adam.
Bóg powiedział:
– No dobra, to dla Ewy zostaje wielokrotny orgazm.

komentarzy 19

  • łe, nie wlazła mi odpowiedź. Dlatego piszę raz jeszcze.
    Ten kwiatek to zmechrany bratek.
    Poniżej moja droga dedukcji.
    http://img46.imageshack.us/img46/3958/kwiatekgz1.jpg

  • to jest raczej kurzojad :)

  • JAPONfan

    Tomas ma za bardzo przyciete drzewko bonazi. Wiem bo sam takie mam.

  • heh, z tym tytułem to się wydawca załatwił- ale dobrze, że prawa została ujawniona! :lol:

  • ha – to ja mam ten plus, że byłem na warsztatach, gdzie Juan opowiadał o tej roślince
    nie ma się co silić na jakąkolwiek roślinę doniczkową
    babcia wsadzała w skorupy rośliny powszechnie uznawane za chwasty
    sam sobie już dopowiedziałem, że to odmiana osta
    jaki dokładnie?
    a to zależy od potencji Tomas’a
    może być oset:
    – zwisły
    – siny
    – nastroszony
    – kędzierzawy
    Z racji na jego problemy z żoną stawiam na oset zwisły, który na koniec komiksu zamienia się w osta nastroszonego.

    Plus bycia facetem (wg. hetero) to fakt, że kobiety są ładniejsze i fajniejsze w dotyku.

  • Plus bycia facetem jest taki, że nie musi odróżniać rodzajów roślinek. Kwitek to kwiatek, drzewo to drzewo.

  • Bycie ignorantem to taki plus?

  • Plus bycia facetem to zapewne wyższe pensje, i to że nikt na was się dziwnie nie patrzy jak mówicie że nie chcecie mieć dzieci.

    A co do kwiatka – nie czytałam komiksu to nie wiem. Poczekam na gwiazdkę, i przypływ pieniędzy z nią związany…

  • ten kwiatek to kwiatek zapalonego rysownika, niepodlewany, mam taki sam na parapecie. serio;) wiec wiem co mowie.

  • Eukaliptus;

  • Uzasadnij ;)

  • ah, nawet na dowód zrobię jutro zdjęcie, bo to osobliwe podobieństwo!

  • Eukaliptus bo te rośliny rosną w Australii…zaś właśnie plan wyjazdu na ten kontynent (o czym przypomina doniczka z drzewkiem)trzyma głownego bohatera przy życiu…..

  • Przypominam o KONKURSIE. Do wygrania komiks “Kobieta mego życia, kobieta moich snów”. Losowanie tuż przed niedzielnym wpisem ;).

  • Historia tajemniczej roślinki sięga lat szkolnych głównego bohatera komiksu.

    Tomas nie cierpiał chodzić do szkoły. Zawsze pierwszego września wstawał o świcie i siadając w spiżarni zjadał cały pięciolitrowy słoik ogórków kiszonych, aby następnie puste już naczynie nałożyć sobie na głowę. W takim stanie objawiał się rodzicom, którzy nie ukrywając podziwu dla małego urwisa związanego z jego pomysłowością i determinacją, nie zmuszali go do pójścia do szkoły, tylko resztę dnia spędzali w pobliskiej przychodni, zastanawiając się ze znajomą panią doktor jak uwolnić głowę dziecka od nieszczęsnego słoja.

    Pewnego roku, rodzice obawiając się ponownej, pierwszowrześniowej wizyty u lekarza, postanowili przechytrzyć Tomasa i 31 sierpnia, tuż przed pierwszym dniem nowego roku szkolnego, sami zjedli wszystkie ogórki ze spiżarni, a słoje schowali do starej szopy.
    Zrozpaczony chłopiec musiał dać za wygraną i iść do nielubianej szkoły.
    W tym dniu postanowił w końcu dorosnąć i nie uprzykrzać więcej życia rodzicom swoimi wybrykami. Na pamiątkę swojej buntowniczej młodości zasadził w doniczce nasionko ogórka. Roślina, która nigdy nie zakwitła, stała się dla Tomasa symbolem siły, uporu i determinacji, dzięki której człowiek może zdziałać praktycznie wszystko (np. namówić rodziców na pozostanie w domu podczas uroczystości szkolnych z okazji pierwszego września). Nasz bohater postanowił nigdy nie rozstawać się z roślinką, która tyle dla niego znaczy.

    Tomas nie przepada mówić o swoim dzieciństwie, czasami tylko popijając wódkę i zagryzając ją ogórkiem wspomina o burzliwym okresie jego życia.

  • He. Gdybym decydował to pewnie byś wygrał za tę opowiastkę;). Ale już powiedziałem, że los wybiera, więc w niedziele zobaczymy kogo wylosuje kobieta-mego-życia-kobieta-moich-snów ;).

  • Konkurs zakończony, zwycięzca wylosowany (metodą zapisanie-uczestników-na-kartce + „Kochanie powiedz jakąś liczbę”). Komu przyporządkowałem szczęśliwą liczbę jaką okazała się 4? Odpowiedź w „niedzieli” ;).

  • emocje sięgają zenitu! :)

Dodaj komentarz