Komiksy · Filmy · Gry · Anime · Manga · Muzyka · Książki · TV · Wywiady · Warszawa

Mroczne Miasta: Mury Samaris


papier · komentarzy 9

mury samaris

U zarania swojej obecności na rynku, Manzoku zapowiadało rychłe wydanie kilku komiksów. Pierwszym z nich było ″Authority″, które doczekało się już czterech albumów. Drugim, europejski komiks, który miał stanowić przeciwwagę dla peleryniarskiej pulpy. I tak jak pierwszy tom „Authority” ukazał się w maju zeszłego roku, tak na „Mroczne Miasta” trzeba było czekać aż do minionego października. To chyba rekord Manzoku w kategorii czasu jaki upłynął od zapowiedzenia komiksu do jego wydania.

Jeśli chodzi o rynek frankofoński, to znam się na nim jeszcze mniej niż na amerykańskim. Oczywiście zdaje sobie sprawę z powagi rysowania dla Lombardu, ale swoją wiedzą nie wykraczam dalej niż to, co zostało wydane u nas. Dlatego też, wyprany z wiedzy o klasyce, niespecjalnie brałem pod uwagę dyskusje na forach, w których wiele osób nie mogło się doczekać pojawienia „Mrocznych miast” na naszym rynku.

Pierwsza część cyklu, „Mury Samaris” opowiada o wyprawie młodego badacza, Franza, który wyrusza z Xhystos do Samaris, miasta z którego nikt nie wrócił. Na miejscu stara się rozwiązać zagadkę jaką skrywają jego wysokie mury. Za wiele więcej nie można powiedzieć, aby nie popsuć niespodzianki.

mury samaris

„Mury Samaris” świetnie się czyta, Peeters potrafi sprawić, że zanurzamy się w stworzony przez niego świat, jednakże sama historia jest trochę za bardzo niedopowiedziana, zwłaszcza w finale. Co śmieszniejsze, w posłowiu autorzy piszą, że wcześniejszy wariant zakończenia był jeszcze bardziej niezrozumiały. Jako historia przygodowa opowieść Peetersa jest trochę zbyt skrótowa i porwana, ale jako metafora zagubienia jednostki w zurbanizowanym świecie pasuje jak znalazł.

Mamy więc podróż w nieznane przez niezbadane lądy, tajemnicze machiny i interesującą wizję świata, który jakoś klimatem mocno skojarzył mi się z „Syberią” Benoît Sokala. Czytając „Mury Samaris”, przy włączonej w tle ścieżce dźwiękowej ze „Źródła”, czułem się właśnie nieco, jakbym grał w przygodówkę, chyba głównie przez te wszystkie wycyzelowane szczegóły rysunków architektury Samaris i Xhystos, kreski, kółka, zębatki. Widać, że François Schuiten napracował się nad nimi. Dla fanów realistycznych rysunków będzie to uczta, dla reszty miła wycieczka w pierwszą połowę lat 80.

„Mroczne miasta” to, jeśli wierzyć Wikipedii, cykl jedenastu komiksów, których bohaterami są kolejne miasta z okolic Xhystos. Mam nadzieję, że następne części będą wydawane w szybszym tempie, bo rzecz jest świetna i ciekaw jestem następnych pomysłów. Miasta jako wielkiej waginy, na ten przykład. Z zębami.

komentarzy 9

  • Soundtrack z Fountain nie do końca pasuje…tam była prawdziwa dżungla (co jest słyszalne)…tu urbanistyczne piekło. Jeśli byśmy pozostali w myzy kręgu Kronos Quartet i filmów Darrena Aronofskyego to załączyłbym w czasie lektury Murów… ścieżki z Pi lub Requiem…

  • Nie czytałem „Murów” ale przypuszczam, że soundtrack do „Pi” mógłby być za bardzo dynamiczny.

  • Rafa: mi pasowała, samego filmu jeszcze nie oglądałem, ale muzykę po raz pierwszy usłyszałem podczas sesji Dungeoneera i łażenia po wyimaginowanych lochach:) Często jej słucham jadąc pociągiem i patrząc za okno, więc pewnie dlatego tak mi przypasowała.

  • Eee, ignorancie! ;-)
    Źródło to mój ulubiony film A. Polecam.

    A ostatnie dwa zdanie to mistrzostwo świata jeśli chodzi o druzgoczącą zmianę wrażenia jakie zostaje po przeczytaniu tekstu. :D

  • Lukasz: chyba masz rację….
    Konrad: słysząc muzę z filmu przypominam sobie sceny z niego, Ty jesteś wolny od tego rodzaju skojarzeń….muza pasuje Ci dzięki temu do innych klimatów…
    Edit:
    Zdanie w I komentarzu wino brzmieć:
    „Jeśli byśmy pozostali w kręgu muzy Kronos Quartet i filmów Darrena Aronofskyego to załączyłbym w czasie lektury Murów… ścieżki z Pi lub Requiem…”

  • jeśli „Źródło” to tylko i wyłącznie to Bergmana.

  • A ja od „Źródła” Bergmana wolę o wiele remake „Ostatni dom na lewo” Cravena.

  • a z rimejków to wyłącznie „Clockwork Orgy”, nie pamiętam reżysera.

    a OST ze „Źródła” dla mnie akurat to nie dżungla, a tajemniczość i metafizyczna podróż przez kosmos, do serca wszechświata.

  • Trochę a’la „Jądro ciemności”. Trochę.

Dodaj komentarz