Opublikowane o 11:48, 26 listopada 2008
autor: Łukasz Babiel

Komentarze: 134

Ten niedobry!

Boli.blog.pl bawi mnie już od ponad trzech lat. Zresztą nie tylko mnie, nie czuję się przecież wyjątkowy. Również od trzech lat trwają spekulacje kim jest autor blogu, ukrywający się pod pseudonimem au. Jest naturalnie parę teorii na ten temat, jedni mówią, że jest to sam Henryk Chmielewski (HC, czyli hardcore’owe rysunki), inni mówią o dawno zapomnianym Robercie Adlerze (RA, bo ilustracje są boskie), lub też o Papciu Chmielu (PC, bo jakoś te obrazki trzeba wrzucać do sieci). Są też tacy, którzy z oczywistych względów podejrzewają o to Alberta Uderzo. Niektórzy mówią, że trzeba szukać kogoś podobnego do Tarantino – ja tę tezę obalam, bo czy ktoś do niego podobny rysowałby damskie stopy w taki sposób? Cóż, autor nie chce się ujawniać, bo jako jedyny człowiek na świecie spodziewa się Hiszpańskiej Inkwizycji. Gdy blog wychodzi na papierze, to wszystko jest możliwe!

Wpis ten dedykuję wszystkim wyszukiwarkom, oraz ich użytkownikom, którzy zawitają tutaj po wpisaniu któregoś z wyrażeń: seks, nastolatki, cycki, oral oraz ośli kutas.

„boli.blog” jest zbiorem ilustracji i pasków dostępnych na blogu, uzupełnionym o „śladową ilość materiałów niepublikowanych” oraz dwie historie, które ukazały się wcześniej w „Kolektywie” i „Aktiviście”. Rysunki z blogu au lawirują wokół trzech tematów: seksu, wojny oraz aktualnych wydarzeń. We wszystkich autor się doskonale czuje, a dla tego ostatniego tworzy swoiste kompendium tego, czego mogliśmy doświadczyć w życiu społecznym – przepychanek politycznych, świąt, wyborów, kampanii reklamowych czy premier filmów. Wszystko to okraszone karykaturą, pamfletem i figlarnym poczuciem humoru. Zawartość „boli.blog” to jednak w takim samym stopniu cycki, erotyka czy nawet soft porno. Nie od dziś wiadomo od czego jest internet. Nie wiem jak Was, ale mnie to nie boli.

Yes! Yes! Yes! Cieniasy.

Nie można uniknąć pytania, czy jest sens kupować zbiór z pracami dostępnymi w internecie. Dla mnie – jak najbardziej. I nie tylko dlatego, że nie widziałem wcześniej dobrych historii „Klubowiczka” oraz „Beware of Ibiza”. Treść z boli archiwizuję od początku, ponieważ bardzo lubię do niej wracać. Na palcach czteropalczastej ręki postaci z „boli.blog”, mogę policzyć te ilustracje, które nie bawią mnie w żaden sposób. Bo każda niesie jakąś wartość – estetyczną, humorystyczną, światopoglądową. I tak, lubię patrzeć na te sterczące cycki i nastolatki! Każdy pasek powoduje mój uśmiech i to jest chyba najlepszy powód ku temu, by posiąść (o taaak) wydanie blogu boli.

Dużym plusem jest zachowanie chronologii i blogowego charakteru publikacji. Nie chodzi tylko o daty, które pomagają odtworzyć sytuację polityczną i przypomnieć sobie do czego odnosi się dany pasek, ale także oryginalną pisownię tytułów i komentarzy autora do wpisów. Jest to ukłon w stronę blogowatości, który mi się bardzo spodobał. Zabrakło tylko komentarzy użytkowników, bo te są czasem przezabawne, albo świetnie podsumowujące dany rysunek. Ot, takie dwa z brzegu:

troglodytom komentującym przede mną radzę iść na pussy.org w poszukiwaniu GOLIZNY! jak już się wyfapujecie to dopiero wtedy wróćcie oglądać SZTUKĘ!

A dla mnie to całe gadanie o sztuce to pie***lenie o Chopinie. Kufa, to nie jest ani ambitna sztuka ani nawet coś o czym będą pisać we wspomnianych podręcznikach. To jest po prostu kapitalny strip pokazujący co jest ważne w życiu. i tyle. Howgh

Nie chcę oceniać doboru zawartości „boli.blog”, bo praktycznie nie ma w nim rzeczy słabej czy słabującej. Ponieważ jednak znam archiwum blogu na pamięć, nie mogę przemilczeć braku w nim trzech całkowicie kultowych dla mnie obrazków, które zawsze bawią mnie do łez. Kolejnym minusem jest powielenie rysunku z okładki, rozpikselowanego zresztą, wewnątrz. Według mnie było to całkowicie niepotrzebne. By w pełni cieszyć się „boli.blog” trzeba było być na bieżąco z otoczeniem i polityką, ja mam to szczęście, że hasło Włodka pamiętam, tak samo jak pomysły Giertycha i inne herbaciane reklamy. Autor wydaje się być osobą zainteresowaną tym, co się dzieje wokół niego czy jego kraju i szuka podobnych sobie odbiorców. Taki stan rzeczy mnie cieszy, bo z jednej strony jest figlarność blogu i cała idąca za tym frywolność, a z drugiej wychodzi na to, że – pomijając erotyzm – „boli.blog” jest, chcąc nie chcąc, komiksem obywatelsko ambitnym.

Komentarze

gonz dnia 26 listopada 2008 o 12:20

ta. ale ‘fap fap fap’ przy tapetce z kompaniem sie w jeziorze pod lasem zabrakło.


lukaszb dnia 26 listopada 2008 o 12:21

Ba, faktycznie zabrakło.
Jest parę innych różnic z blogiem – ruda zmienia się w blondynę, albo szkic przestaje być szkicem itd.


titos2k dnia 26 listopada 2008 o 12:51

marnuje sie chłop.


Rafa dnia 26 listopada 2008 o 13:46

Najnowszy rysunek z nawiązaniem do Psów znakomity!


pstraghi dnia 26 listopada 2008 o 17:11

To nie wiadomo na pewno, że to Adler? Toż to adlerowe panienki i poczucie humoru!!!


xn dnia 26 listopada 2008 o 17:20

nigdy nie mozesz byc pewnym czegokolwiek ;)


r.sienicki dnia 26 listopada 2008 o 18:32

Pstraghi: W życiu nic nie jest pewne. Rysunki są w sumie podobne, ale jeśli się przyjrzysz (np 48 stron) to widać znaczące różnice.


KRL dnia 26 listopada 2008 o 18:47

to na pewno jakiś niemiec.


lukaszb dnia 26 listopada 2008 o 18:51

Zaginione dzieła Albrechta Dürera, czyżby?


konradh dnia 26 listopada 2008 o 18:52

Wiadomo, że Adler, tylko się niektórzy bawią jeszcze w stare środowiskowe żarty.


au dnia 26 listopada 2008 o 19:10


JAPONfan dnia 26 listopada 2008 o 20:06

Konrad, to jaki byl ten kawalek ktory mieli zagrac na twoim pogrzebie?


PKP dnia 26 listopada 2008 o 20:50

Pewnie gdzieś to już pisałem, ale moja ulubiona grafika to ta z klientką zaraz po kąpieli i łazienkowym sprzętem „po orgazmie” (kapiący prysznic, gąbka z fajką etc.). Mam nadzieję, że w albumie tego nie zabrakło.


Jarek Obważanek dnia 26 listopada 2008 o 21:15

Ha, pamiętam dobrze jak wystartował boli.blog i zastanawialiśmy się z Konradem kto to rysuje. „albo adler albo ktos sie podszywajacy” – pisał Konrad, a ja stanowczo: nie, to nie Adler, to ktoś nim zafascynowany. lol


r.sienicki dnia 26 listopada 2008 o 21:22

Konrad, miło mi było cię znać.


godai dnia 26 listopada 2008 o 22:29

Ja gościa znam, nazywa się Bobby Eagle i jest z Ziem Odzyskanych.

Co do muzyki, żapą, to i tak mleko rozlał gonzo i to dość dawno temu :D No i potem na radarach napisali i już było po sprawie.

Ja nie mam jeszcze egzemplarza, muszę zada ruszyć. (uwaga lans) Do autora. Osobiście odebrać. (uwaga więcej lansu) Z rysunkiem. Dla siebie i (uwaga lans) dla artmaca. (dla mnie lans, nie dla artmaca).

No. A Ibiza zacna :D


quaz (da real one) dnia 26 listopada 2008 o 22:33

pojepcze, tak sie oburzales na tego typa co ‘Y’ tlumaczyl, jak to z czytelnikow robi debili a sam dajesz linka do hiszpanskiej inkwizycji. troche toto nieten


lukaszb dnia 26 listopada 2008 o 22:44

Link nie jest do „obtłumaczenia” meen tylko do „obejrzenia”. Rozumiesz, żeby se przypomnieć ten skecz ;). Zawsze jak wspominam coś montypythonowego, to linkuję.
Sorry, że się tak poczułeś. W sumie miałbyś prawo gdybym linkował Wiki, a tak to tylko for your amusement miało być.


quaz (da real one) dnia 26 listopada 2008 o 23:06

to sie zawiodlem, liczylem na riposte a’la forumek;] ale no, skoro twierdzisz ze to nie w celach edukacyjnych to jakze bym mogl nie wierzyc;]


pawelk dnia 26 listopada 2008 o 23:11

Łukaszu, chcesz zrobić dobrze fanom szukania oślich członów w google, a jednocześnie takież człony (choć ludzkie) cenzurujesz… I jak ci biedni ludzie mają się do nas przywiązać, no jak?


Sztybor dnia 26 listopada 2008 o 23:22

Liżąc ośle człony?


lukaszb dnia 26 listopada 2008 o 23:25

Bartku, jak zawsze niezawodny jesteś ;).

Bo to kawał taki był kiedyś, nie?


C.Z dnia 27 listopada 2008 o 3:06

Konrad, uważaj. On ma 520 fpsów ;-)


konradh dnia 27 listopada 2008 o 9:20

bla bla bla bla!


Windom dnia 27 listopada 2008 o 10:49

faps per second?


gonz dnia 27 listopada 2008 o 11:16

jak słusznie zauważono, Łukasz chce nieść kaganek oświaty w podobny sposób co pan U. Różnica jest taka, że pan U przystopował (DMZ), a Łukaszek w swojej misji zbawienia polskiego komiksu i szerzenia edukacji pod strzechami rozkręca się coraz bardziej. bo kto mu zabroni? przecież to internet.

szczerze powiem że nie wiem po co recenzować coś, co jest powszechnie znane i od dawna powszechnie dostępne, acz w innej formie. Ach przepraszam. to nie recenzja. to luźny zbiór myśli i refleksji z marginesu tematu, połączonych z finezyjnym (taaa, jasne) żartem z tożsamości autora.

Mnie Ibiza nie podeszła, za długie toto. kimże jest ten tajny ziom?


lukaszb dnia 27 listopada 2008 o 11:26

Chyba masz zły dzień.


konradh dnia 27 listopada 2008 o 11:27

Gonzo: skoro coś „powszechnie znanego i od dawna powszechnie dostępne” wyszło na papierze, to znak, że wyszło po coś. I choćby dlatego warto o tym napisać.


klos dnia 27 listopada 2008 o 11:31

Au-tor się marnuje przy tych pornolach.
Konrad i Łukasz tłumaczą własne dowcipy.
Coraz więcej hejterów w komentarzach.
Masakra w Bombaju…

The World Is Coming Down…


konradh dnia 27 listopada 2008 o 11:40

A fanek nadal brak

bleh


holcman dnia 27 listopada 2008 o 12:07

To ja powtórzę coś, co już tu kiedyś w komentarzu pisałem – Adler nie marnuje się przy tych „pornolach” a rozkwita. Ja ten odłam jego twórczości uwielbiam. Wydaną na papierze zawartość boli.blog nabyłem i wczoraj z wielką przyjemnością sobie ten materiał odświeżyłem. I powtórzę coś jeszcze – bardzo czekam na pełnometrażowy komiks Adlera w tym stylu i o podobnej tematyce.


pawelk dnia 27 listopada 2008 o 12:22

@gonz – mówiąc „powszechnie znane” masz na myśli motywowo-gildiowo-alejowo-blogowe towarzystwo, czyli de facto tych samych ludzi, czyż nie? Każde takie medium ma jeszcze czytelników zwykłych. Tekst de facto opisuje i blog i wydanie papierowe. O samym blogu wpisu nie było…
Czepiając się: czy mamy przestać opisywać komiksy internetowe, bo są „powszechnie dostępne” (np. w bazie PCWK, że o google nie wspomnę)?

@klos – pamiętaj o wydaniu płyty przez Gunsów i czarnym prezydencie USA.
KONIEC JEST BLISKI!!! Żałujcie za grzecy i sprzedajcie kolekcje pornokomiksów (najlepiej mi :)


gonz dnia 27 listopada 2008 o 12:32

@kmh – ja nie twierdzę że nie warto pisać. sam o tym napisałem. poinformować warto, ale rozwodzić się na ten temat trudno.

@ pawelk – co do PCWK pudło, bo chodzi o zależność – komiks papierowy będący przeniesieniem na inny nośnik komiksu cyfrowego. nie zrozumiałeś myśli. powszechnie dostępny jest boli w necie, a za papierowego chcą pieniędzy, komercha i inne takie bzdury.

nie mam na myśli wspomnianego towarzystwa, przypuszczam że ilość czytelników tego bloga mogło by czapkami całe to towarzystwo nakryć.

w sumie równie dobrze można by zrobić artykuł informujący o takim serialu TV jak ‘stawka większa niż życie’. to już lepiej obejrzeć. albo poczytać tego bloga.

@pjp – co do złego dnia – nie wyspałem się, a w takich sytuacjach zwiększa mi się intensywność reakcji alergicznych na misjonarstwo.

@holcu – jaki Adler? ten od 48? daaaj spoookój, przecież to nie oooon


godai dnia 27 listopada 2008 o 12:33

Szymon – na pełnometrażówkę w tym stylu to chyba wielu z nas czeka i chyba poczekamy sobie jeszcze…


pawelk dnia 27 listopada 2008 o 12:45

@ gonz – rozważania o komercji są tak stare jak Metallica – litości…
Nie widzę problemu – mogę kupić, mogę wydrukować na kolorowej laserówce. Wolę kupić, bo laserówki nie mam.

Polecane jest jedno i drugie, człek-czytelnik jest świadomy, to sobie wybierze… Tyle z mej strony.

Też się nie wyspałem, więc proponuję randkę z Szatanem i obydwaj ujrzymy dzień w ładniejszych odcieniach szarości…


konradh dnia 27 listopada 2008 o 12:46

gonzo: komu trudno, temu trudno.


gonz dnia 27 listopada 2008 o 12:59

dobra. nietrudno. nie widzę tylko po co. żeby nie prowokować dalszej (też zbędnej) wymiany zdań: wy widzicie. ja nie.

pawelk – litości, znowu nie rozumiesz myśli. żarcik to był, rozważania o komercji w takich przypadkach uważam za debilne. wolisz kupić – twoja wola. ja mam i na papierze, i na blog będę zaglądał. sam też nie widzę problemu w tym temacie. zdaję sobie jednak sprawę że dla wielu to bezsensowne wydawanie kasy. w końcu to równowartość paru piw. pornola na DVD z kiosku. a blog będzie wisiał (dopóki nie przestanie wisieć).


Jaszczu dnia 27 listopada 2008 o 13:14

Pytanko mam do au-tora lub kogoś kto orientuje się w temacie. Czy możliwe jest, że widziałem Ibizę gdzieś wcześniej, narysowaną przez kogoś innego? Dałbym sobie łapę uciąć, że już to czytałem ale machnięte jakąś inną krechą. Chyba, że miam jakieś gigatntyczne deja vu albo coś mi się popierniczyło. Żeby nie było, nie sugeruję tu plagiatu. Być może ktoś to kiepsko narysował i udostępnił au-torowi jako scenariusz.


pawelk dnia 27 listopada 2008 o 13:16

No to idę po drugą kawę, bo widzimy to samo, a ja tego dotychczas nie zauważyłem. :)

Za parę lat blog zniknie, sprzedam boli z nadwyżką i będę miał tyyyleee pornoli.


godai dnia 27 listopada 2008 o 13:39

@Jaszczu – mogłeś widzieć tę wersję, która jest w wydaniu na Gribojedovie. Była tam zlinkowana w związku z odłożonym na kiedyś tam innym projektem.


pawelk dnia 27 listopada 2008 o 14:05

@holcman – jesli to faktycznie mr A. ;), to moim zdaniem marnuje się przy porno, o ile równolegle nie robi innego komiksu. Boli to ciekawostka na poziomie śledziowych „Misiów Wojny” – blog wydany na papierze. Nie ratują tego dwie historyjki, które fabularnie są wydłużona wersją znanych dowcipów. Boli fajnie poprzeglądać, można sobie obrazek czy dwa na ścianie powiesić, ale to nie jest pełnia mocy…

Pamiętam, jak w Resecie wychodził „Breakoff” w odcinkach. Każdy numer, zamiast od recenzji gierek (a grałem wtedy namiętnie) zaczynałem od kolejnego shota by mr A and mr P. Do dziś mam autografy na jakimś numerze… Potem kupiłem wszystkie jego albumy i na tej zasadzie nabyłem też Boli.

Ale boli mnie, że autor nie rzuci słabujących ostatnio „48 stron” (pomysł się chyba wyczerpał) i nie zrobi czegoś na poziomie „Breakoff” i „Overload” – akcja, cycki itp…

Problem jest w tym, że autor polski, by wydać komiks, to musi od razu album machnąć, bo zeszytów nikt nie puści. Na to mr A. jak widać nie znajduje czasu. Może więc, gdyby ktoś chciał wypuszczać mu zeszyty, to machnąłby te kilkanaście stron miesięcznie… Pozostaje pytanie, kto by to kupił.

Blah, wziąłbym nawet tego zeszytowego Żbika jego autorstwa gdyby to wreszcie wyszło… Chociaż Żbika nie lubię i część pierwszą kupiłem dla Śledzia.

Uśmiecham się przy każdym boli, a jednocześnie mam świadomość, że koleś mógłby tworzyć cyberpunk, western, postapokalipsę, kryminał, sensację…


konradh dnia 27 listopada 2008 o 14:20

kilkanaście stron miesięcznie! wody!


pawelk dnia 27 listopada 2008 o 14:50

No to 6.


godai dnia 27 listopada 2008 o 15:22

6 nie wystarczy na zeszyt, maksymalnie na odcinek w miesięczniku.

Kto by to kupił? No cóż, taki materiał kupili by zwyczajni zbole co lubią cycki, niekoniecznie tylko komiksowe cioty jak my muszą być jedynym spiritus movens tego dychawicznego ryneczku.


konradh dnia 27 listopada 2008 o 16:14

Album rocznie, to maksimum, jak „Brygada”. I będzie fajnie.


Śledziu dnia 27 listopada 2008 o 17:10

Blog na papierze. Kiedyś to się nazywało „pamiętnik” i zazwyczaj miało jednego czytelnika plus starych, którzy po kryjomu, kiedy autorka (zazwyczaj, kuśka z seksizmem) w szkole. I bez rysunków (prócz kfiatków i kotkuf).

Mnie tam nie boli, że au, tylko cycki i spluwy, czas = piniądz. au ma więcej rozumu NIE robiąc albumów niż np. ja i KRL razem wzięci, hehe, bo w naszym przypadku to, kurde nieuleczalne chyba jest.


gonz dnia 27 listopada 2008 o 17:35

co do Ibizy, to mi się to jeszcze z jedną Ciach Bajerą kojarzy, ale to inna baja :] Z Sikalafo dokładnie.


klos dnia 27 listopada 2008 o 18:30

1brygada – wzór na młodzieży! Do boju.

A tak serio to jakoś nie ma we mnie wiary w rozwój papieru w Polsce.Po prostu czasy papieru minęły. Teraz to jest nisza, a za 5 lat powszechne będą urządzenia w stylu Kindle i to jest szansa. Wtedy wreszcie mali autorzy będą mogli sprzedawać się w świat bez bólu.
Milowym krokiem byłoby stworzenie usługi typu „płatność sms’em” o zasięgu światowym i dostępności dla gimnazjalisty.
Papier to będzie coraz większy eksluziw dla smakoszy.


pawelk dnia 27 listopada 2008 o 18:39

Miałeś rację.
The World Is Coming Down…


Śledziu dnia 27 listopada 2008 o 18:51

@klos – wydaje mi się, że tych smakoszy należy szukać w przedziale wiekowym lat 0-4. To chyba wtedy jada się papier, rajt? A może się mylę?


holcman dnia 27 listopada 2008 o 18:53

…a Metallica skończyła się na „Kill’em all”.


KRL dnia 27 listopada 2008 o 18:58

klos ma rację, jednocześnie źle odczytując swoje własne słowa.
papierowe wydanie, dzięki swojej skomplikowanej drodze od narysowanego komiksu do pojawienia się na półce w księgarni, jest naturalnym selekcjonerem. w necie możesz wszystko. papierowe wydania wiążą sie z kosztami. ktoś te koszty musi ponieść. nawet jeżeli ponosi je sam autor to gwarantuję, że 5o razy zastanowi się czy to już ten czas, czy to już właśnie ten komiks.
papierowe wydanie to efekt weryfikacji. to sito, które gwarantuje jakiś tam pewny poziom.

i proszę – nie mówcie mi tylko, że wielu nie ma wydania papierowego choć są piekielnie zdolni. piekielnie zdolnych, wydawcy męczą telefonami o nowy komiks.

nawet jeżeli planują 500 sztuk. bo są pewni, że te 500 sztuk pójdzie. a wtedy tez zarobią.

ja sie cieszę, że papier jest ekskliusif. chociaż przez to „powoli zaczyna wymykać sie on z moich łapek”.

śledziu – żeby ta moja choroba miał częstsze ostrzejsze objawy jeszcze… choć wciąż sie staram:)


Rob dnia 27 listopada 2008 o 19:05

>a za 5 lat powszechne będą urządzenia w stylu Kindle

Kindle to szajs jeżeli chodzi o miłośników komiksów – przynajmniej ten obecny model z czterema odcieniami szarości.

Ale generalnie to masz rację, tyle że przyszłość upatruję bardziej w PMP.


lukaszb dnia 27 listopada 2008 o 20:12

O czym Wy w ogóle gadacie. Może se papier zniknie, ale 50 lat. Jak pomrzemy.


KRL dnia 27 listopada 2008 o 20:33

mi nie chodziło o to, że papieru zabraknie. jego ekskljusif polega nie na tym z czego jest, ale na tym, że komiks papierowy to… k…a. to o cym napisałem właśnie wyżej. czytaj ze zrozumieniem.

o pieniążki chodzi. by nie drukować bazgrołów w których utonie kasa.


lukaszb dnia 27 listopada 2008 o 20:36

Czytam. Ale jak mi tutaj wyskakują, że przyszłość to Kindle i PMP to ja mówię, że może, ale nie za 5 lat, a za 50. Bo z Twoim poglądem, KRL, że ekskulzif i weryfikacja, to się akurat zgadzam.


KRL dnia 27 listopada 2008 o 20:38

a już myślałem, że chcesz się bić.

:)


lukaszb dnia 27 listopada 2008 o 20:39

Jak śnieg spadnie to się możemy umówić. Na śnieżki i najlepszego bałwana, proszę bardzo :).


KRL dnia 27 listopada 2008 o 20:42

nie przypominaj mi o białym gównie.

(choć ostatnio odkryłem jedna jego zaletę. odbija ładnie światło.i przynajmniej można bez depresji wyjść z nory)


konradh dnia 27 listopada 2008 o 20:44

Ziny są na papierze i raczej nie pękają w szwach od ekskluzywnej treści autorstwa ludzi, którzy 50 razy pomyśleli, zanim zainwestowali. Pszren też swoje rzeczy na papierze wydał.


KRL dnia 27 listopada 2008 o 20:48

no dobrze. zawsze sie znajda gamonie co wywala kasę na coś co potem leży u nich po chałupach stertami.

zawsze tez sie znajdą koneserzy takich rzeczy. mówimy o jakimś dzwadełku w niszy niszy. choć rozmiary tego są imponujące.

ale sa tez ziny, które maja prace o niebo lepsze od wydanych rzeczy w ogólnym obiegu. co z kolei świadczy tez o tym, że gamonie maja czasami ciepłe posady w wydawnictwach.

konradh. to wyjątki potwierdzające regułę.


konradh dnia 27 listopada 2008 o 20:53

to nie chodzi o wyjątki, po prostu to czy komiks jest wydany na papierze czy w internecie w żaden sposób nie może świadczyć o jego jakości, a myślenie, że jeżeli coś jest wydane na papierze to jest z miejsca bardziej wartościowe jest błędne.


KRL dnia 27 listopada 2008 o 20:56

no dobrze. ale musisz przyznać, że idzie za papierem jakaś selekcja. jakaś. raz dobra, raz zła. ale idzie.

i mimo wszystko uważam, że nieudane ziny na tle całego rynku wydawniczego są jednak wyjątkiem.

i tak sobie teraz myślę, że ja chyba sie wtrąciłem do dyskusji mając w głowie ALBUMY. a nie miniatury np. w zinach.

jeżeli to wkurzające, to połączcie moje wpisy. /połączone – dop. Ł./

bo jeszcze jedno mnie naszło. wydanie papierowe dla domorosłych “wydawców” stało sie właśnie tańsze i bardziej dostępne. ale dla kogoś kto płaci podatki, inwestuje w reklamę, pozbywa sie części kasy na rzecz marży sklepowej, zostawia pół nakładu w empikach (te nadgryzione egzemplarze) i jest skazany na profesjonalną korektę, druk, panów od składu i ładu… to tam jest coraz trudniej.


gonz dnia 27 listopada 2008 o 21:17

ziny zinami, albumy albumami, nawet te co ich jest 200 sztuk nakładu. Daleko nie patrząc – Timof, i Kapitan Ewicz Termosa. powiesz zaraz że wyjątek potwierdza regułę pewnie…


KRL dnia 27 listopada 2008 o 21:18

tutaj należy powiedzieć o tej niszy koneserów rzeczy dziwnych.

wyjątek.


godai dnia 27 listopada 2008 o 21:28

Ten rynek to same nisze i same wyjątki.

A papier to nobilituje najwyżej jak cię KG wyda. Bo inaczej, jak słusznie zauważone zostało, różnie bywa.

:D


Maciej dnia 27 listopada 2008 o 21:30

Fakt.


gilo dnia 27 listopada 2008 o 21:37

KRL: „że gamonie maja czasami ciepłe posady w wydawnictwach.”
Albo są przyjaciółmi przyjaciół…


KRL dnia 27 listopada 2008 o 21:37

ale uznając,że reguł nie ma żadnych, znowu zostaniemy z niczym.
niema zasad, nic nie nobilituje, nic nie jest wyznacznikiem, wyjątki nie istnieją bo wszystko jest wyjątkiem, 200 sztuk w porównaniu z 5000 nakładu niektórych tytułów to tez nie jest wyjątek ani nisza.i potem znowu są pytania – o co chodzi z tym polskim komiksem,że go nie chcą wydawać, że sie nie sprzedaje w nakładach kilkunastotysięcznych.

wolnego rynku nie oszukasz.nawet jeżeli ten rynek jest ryneczkiem wielkości naszego bagienka komiksowego.

gilo: a to prawda, i do tego ładnie przekłada się na ziny i dobór prac. przeważnie tych”dziwnych”.


Maciej dnia 27 listopada 2008 o 21:47

LOL, przecież istotą zinów jest publikowanie prac znajomych.


Rob dnia 27 listopada 2008 o 21:49

Ale w Internecie też istnieją dość poważne weryfikatory jakości. Np. odzew czytelników. Tworzenie po próżnicy znudziło się nawet pszrenowi.

A papierowe wydania komiksów gwarantują co najwyżej taki poziom, jaki prezentuje sam wydawca.

@Lukasz – pisalem z pracy, nie do konca doczytalem klosa, troche za wczesnie przyklasnalem mu po calosci. Papier nie zniknie, chociazby z tego wzgledu, ze nie kazdego bedzie stac na wybulenie kilkuset zlotych na czytnik o porządnej rozdzielczości i zacnej przekątnej.

Sam jednak ostatnio stałem się fanem czytania komiksów z przenośnego ekranika, mimo że jak na razie jedyne co w ten sposób czytam to jeden webkomiks + parę produkcji kolczastego.


godai dnia 27 listopada 2008 o 21:52

@Rob: daj temu 5 lat.

Kilka lat temu byle gówno LCD kosztowało 2 kafle, teraz zacne 19″ panoramiczne monitory można mieć za 400 złotych netto.

Za chwilę nawet te zasrane ramki do zdjęć z LCD będą kosztowały stówkę.

Więc cena czytnika to rzecz równie ulotna jak sens w komisach pszrena.

Ale zbaczamy z tematu chyba trochę.


gilo dnia 27 listopada 2008 o 21:53

wiesz
ale tak sobie myślę, że ziny z założenia są klikami mniej lub bardziej znajomych. I akurat nie do tego piłem


Rob dnia 27 listopada 2008 o 21:54

godai, to nie Gildia.


gilo dnia 27 listopada 2008 o 21:54

to do Krla było


KRL dnia 27 listopada 2008 o 21:58

„LOL, przecież istotą zinów jest publikowanie prac znajomych.”

no ja nie wiem. może publikuje się znajomych. ale czy to jest istotą zinów?

oddałem kilka plansz osobom, których na oczy nie widziałem wczesniej. których nie znałem poza ksywą na forum.

ale to pewnie wyjątek.

za to – na pewno różnica, która sami przyznajecie. a jeszcze przed chwilą były tu wpisy, że róźnic przeciez nie ma. że weryfikacji w wydaniach ogólnoobiegowych nie ma.
no i kufa okazało się , że są. samo się okazło.

o róznicę między zinami a wydaniami oficjalnymi. mi chodziło. bo tak zajebiście ładnie po polsku napisałem na górze, że może niumyslnie jakis poboczny, dziwny watek zacząłem u niektórych w głowach robić.


gilo dnia 27 listopada 2008 o 22:10

a jak jest ta różnica miedzy zinami a wydaniami oficjalnymi? często to podobne nakłady i podobna jakość edytorska. W wielu przypadkach (IMHO) jakościowo; w sensie poziomu zajebistości komiksu; wypada na niekorzyść oficjalnych albumów.


lukaszb dnia 27 listopada 2008 o 22:12

„Często podobna jakość edytorska”? Rzadko. Baaardzo rzadko. Chyba że porównujesz tylko ziny/albumy ze słowem „pirat” w tytule, to się zgodzę, lol ;).


gilo dnia 27 listopada 2008 o 22:15

porównuje to co sie da porównywać. Nie stawiam koło siebie kserowanego „RRY” z elegancko wydanym Igortem, ale pod względem jakości wydania takie „Jeju”, „Pirata’ czy „B5″ można spokojnie porównywać z niektórymi albumikami od Timofa.


KRL dnia 27 listopada 2008 o 22:17

taka o jakiej pisałem wczesniej.

jakbys miał wyłozyc kilka tysięcy na druk, opłacić korektora, pana od składu, walnąć jakąś twardszą okładkę, opłacic panią księgową, zapłacić czynsz za bióro, magazyn, zapłacić pani sprzataczce, panu od liternictwa, pani basi od odbierania telefonów, za reklamę, odliczyć sklepowe marże, ZAPŁACIĆ PODATEK, oddać egzemplarze bibliotece narodowej, wysłać je do największych pism w polsce, ZAPŁACIĆ AUTOROWI (!) to bys poczuł na karku różnicę. na pewno inaczej dobierałbys tytuły. ( ten ton (że zwracam się do ciebie) jest tylko przykładem, obrazem. nic osobistego do Ciebie nie mam jesli chodzi o temat:) żeby nbie było.)


lukaszb dnia 27 listopada 2008 o 22:19

@gilo: no to niektórymi albumikami timofa, ale nie że „często”.


KRL dnia 27 listopada 2008 o 22:29

po drugie. np. masz w zinie zajebistego wymiatacza. zajebiście zajebistego. i ten wymiatacz robi cały album np. 48 str. to powiedz mi, który wyda go na warunkach wydawniczych kumpli z zina? jeżeli go weźmie każde wydawnictwo?

dlaczego nie zostanie przy ksero i kumplach?

bo nie ma dla niego różnicy?

jest.

i ta różnice zobaczysz na półce w księgarnii.


gilo dnia 27 listopada 2008 o 22:31

a to w tym kraju ktokolwiek oprócz egmontu (i być może jpfu oraz oczywiście okazjonalnie wydających komiksy wydawnictw książkowych jak nasza księgarnia choćby) spełnia te wszystkie warunki? nie sądzę. Byłeś w biurowcu taurusa jak dogadywałeś z nimi wydanie Yoela? Ktoś Ci robił tam liternictwo? Nakład Yoela leżał w magazynie, który sprzątała pani sprzątaczka zatrudniona po to by to robić?
Polskie wydawnictwa są prowadzone przez takich samych fascynatów jak ci, którzy robią ziny. Z tymże oficjalni wydawcy (serdecznie pozdrawiam) wkładają w to większa kasę często więcej pracy, zdrowia i serca.
No i są zarejestrowani.

Gdybym ja miał w momencie wydania Kaerelków więcej kasy i czasu to być może też bym założył wydawnictwo, dał pięć razy większy nakład i zapłacił Tobie pięć razy więcej. Co by to zmieniło tak naprawdę? To byłby inny komiks?
Łukasz: A jakość wydania komiksów z wydawnictwa Roberta Zaręby? Studio Domino? Dom Komiksu? na naszym poletku to jest często :)


po drugie. np. masz w zinie zajebistego wymiatacza. zajebiście zajebistego. i ten wymiatacz robi cały album np. 48 str. to powiedz mi, który wyda go na warunkach wydawniczych kumpli z zina? jeżeli go weźmie każde wydawnictwo?

dlaczego nie zostanie przy ksero i kumplach?

bo nie ma dla niego różnicy?

jest.

i ta różnice zobaczysz na półce w księgarnii.

punkt dla Ciebie.


KRL dnia 27 listopada 2008 o 22:38

W Yoelu to Taurus zrobił mi liternictwo. serio.

Myślę, że wydatki fascynatów z zinów i fascynatów z wydawnictw, są jednak trochę inne.

i napiłeś się do tego, czego nie chciałem. do kaerelków.
zapłaciłeś za nie, jak mało kto zapłaciłby za taką koleżeńską akcję. uratowałeś mi wtedy imprezę:) więc żałuję teraz pisania w formie DO CIEBIE w tym przykładzie. bo powinienem bezosobowo.

ale mój drugi przykład rzucony jest czytelny? czy może znajdzie się taki co przy rozchwytywaniu przez profesjonalne wydawnictwa, uprze się (przynajmniej w debiucie) na druk podziemny?

o – spóźniłem się.

pjp- nie banuj mnie za dublowanie. obiecuje poprawę. /spoko, scalam te Twoje posty i ćwiczę się do moderatorowania Gildii, lol. dop. – Ł./


gilo dnia 27 listopada 2008 o 22:47

„Myślę, że wydatki fascynatów z zinów i fascynatów z wydawnictw, są jednak trochę inne.”
Ale czy to jest aż tak znacząca różnica w Polsce? Serio pytam

drugi przykład jest czytelny oczywiście
ale
w takim razie czemu to ja wydałem Kaerelki a nie jakiś oficjalny wydawca? :D:D:D:D:D

i jeszcze – moder Łukasz scali
gdybym miał wydawnictwo i wkładał w nie większa kasę, to wydałbym te same albumy (bo mi się podobały), być może w lepszej formie edytorskiej. Ale czy przez to to by były inne komiksy?

ja nie wiem jak to jest być rozchwytywanym przez wydawnictwa wręcz przeciwnie. Więc nie mam pojęcia dlaczego jedni wydają tu a inni tam.


KRL dnia 27 listopada 2008 o 22:56

„w takim razie czemu to ja wydałem Kaerelki a nie jakiś oficjalny wydawca? :D:D:D:D:D”

widocznie nie jestem tym zajebiście zajebistym.
zresztą-wydawcy chcieli- po fakcie:)
po trzecie – podobało mi sie to. wiesz… z czasem uznani autorzy lubią takie kwiatki (ofkors dżołk. piszę, że dżołk, bo cholera tam wie jak to się czyta).

„Ale czy to jest aż tak znacząca różnica w Polsce? Serio pytam”
mi się wydaje, że tak. ale najlepiej poczekać na szymona – może cos napisze.

no i jeszcze – tym razem na szlę zinów: w naszym kraju nie ma innej opcji dla komiksiarzy z drukowaniem krótkich form oprócz zinów. magazynów jest jak na lekarstwo, antologie… to antologie (sami wiecie). więc tam pojawiaja się zarówno rzeźnicy jak i drewniane łapy (sic).
stad ten częsty wysoki poziom zinów. zresztą- ja nie pisałem, że on z zasady jest zły. napisałem wrecz przeciwnie gdzieś tam u góry. że te złe rzeczy to wyjątki.

ale nadal utrzymuję, że większy przesiew jest w ogólnodostepnych publikacjach.

możemy się bić dalej:)

lukasz scali:) (masz nową ksywę pjp:)

“gdybym miał wydawnictwo i wkładał w nie większa kasę, to wydałbym te same albumy (bo mi się podobały), być może w lepszej formie edytorskiej. Ale czy przez to to by były inne komiksy?”

ty może tak. ale ty to wiesz… może nie wiekszość. może nie statystyczny przykład. może ty powinieneś pracowac własnie w takim wydawnictwie? może będziesz. czego zyczę- jeżeli chcesz.
bo gust masz (przecież wydałeś moje jednoplanszówki, a jak każdy wie- są genialne.)

p.s. prosze przeciac przez sito autoironii (o tej genialności)

albo nie. mozliwe że na prawdę sa genialne. sprzedało się na pniu.
:)


gilo dnia 27 listopada 2008 o 23:03

„w naszym kraju nie ma innej opcji dla komiksiarzy z drukowaniem krótkich form oprócz zinów. magazynów jest jak na lekarstwo, antologie… to antologie (sami wiecie). więc tam pojawiaja się zarówno rzeźnicy jak i drewniane łapy (sic).”

no ale dokładnie tak samo jest w przypadku albumów. Z tymże w zinie czy antologii masz i lepsze i gorsze rzeczy w jednym, nie spodoba ci się komiks iksa to obok masz dużo lepszy komiks igreka. A jak trafisz na album „drewniany” to kaplica.

„ale nadal utrzymuję, że większy przesiew jest w ogólnodostepnych publikacjach.”
akurat jeśli chodzi o polskie albumy to się z tym nie zgadzam. Ale to są moje gusta i guściki.

“może ty powinieneś pracowac własnie w takim wydawnictwie? może będziesz. czego zyczę- jeżeli chcesz.”
nie chcę
potem przyjdzie na forum jakiś gizicki i będzie pluł jadem, że wydałem kogoś bo to mój kumpel, wujek czy dziewczyna sąsiada.


KRL dnia 27 listopada 2008 o 23:06

” Z tymże w zinie czy antologii masz i lepsze i gorsze rzeczy w jednym, nie spodoba ci się komiks iksa to obok masz dużo lepszy komiks igreka.”
ale nie wszyscy lubią krótkie formy. albo – nie tylko krótkie formy.

no.


gilo dnia 27 listopada 2008 o 23:06

zapomniałem dodać:
ŁUKASZ SCALI!


KRL dnia 27 listopada 2008 o 23:08

Łukasz Dana Scali.


lukaszb dnia 27 listopada 2008 o 23:08

Scali, scali. Nie musicie o tym za każdym razem mówić odsłaniając kulisy, wieśniaki ;P.

Ale gadajcie, fajnie się czyta. Sam już wchodzić nie chcę za bardzo w debatę, bo nie trafię w rytm jak siebie znam.


gilo dnia 27 listopada 2008 o 23:09

no ale naturalnym rozwinięciem jest to, że jeśli potem taki autor, który się spodobał w zinie czy antologii wyda swój album to Ty wiesz czego się po nim możesz spodziewać. Już nie mówiąc o tym, że pewnie po otrzymaniu pozytywnych opinii o szorcie gdzieś tam być może autor dostaje kopa do zrobienia albumu.


KRL dnia 27 listopada 2008 o 23:10

ja już padam na twarz. czas zaliczyć jakies 10 minut filmu na polsacie i zasnąć z zapalonym telewizorem.

ale o czym to było? o boli.blog

jeszcze nie kupiłem. ale te cycki lubię. bardzo.


godai dnia 27 listopada 2008 o 23:12

Kupuj póki jest :D


izeq dnia 27 listopada 2008 o 23:12

no to tak, skoro jestem chyba pierwszą dziewczyną piszącą komentarz pod tym artykułem, to zadam pytanie: czemu jestem pierwsza, skoro boli blog mimo cycków, sutków i tak jest pełen świetnego humoru ;> a co do autora, to bez względu kim jest [choć każdy i tak wie kto się kryje pod tajemniczym au] to odwala kawał dobrej roboty ;>


KRL dnia 27 listopada 2008 o 23:12

gilo: ja nie mówię, że nie. rację masz.

jednoczesnie – jeżeli album wyda (jakimś cudem) drewniana łapa, która znasz z jakiegoś zina- to tez masz światełko. „omijaj. omijaj”

i moglibyśmy tak do jutra:)

ale fajnie się gada.


gilo dnia 27 listopada 2008 o 23:14

I tak generalnie chyba powinno to działać, Ziny i antologie to miejsce do zaprezentowania się skąd wydawnictwa wyłapują potencjalnych przyszłych miszczów. Dlatego fajnie, żeby była różnorodność w zinach. Oczywiście nie mówię, żeby publikować wszystko co podeślą autorzy, , ale wystarczy popatrzeć ile rożnych stylistycznie osobowości pojawiło się w ciągu ostatnich lat w zinach, ludzi którzy już mają wydane albumy, lub mogą mieć w każdej chwili. Vide Głowonuk, Xulm, czy Barski. i Dlatego ziny są ważne.


KRL dnia 27 listopada 2008 o 23:16

i dupa ze snu. bo prześpię 100 wpisa.


gilo dnia 27 listopada 2008 o 23:17

osobną kwestia jest też to, że zrobienie albumu a szortów do zinu to już inna para kaloszy.


gilo dnia 27 listopada 2008 o 23:18

Łukasz scali i ni będzie wiadomo który tak naprawdę był setnym a który nie.
A ja miałem nad scenariuszem siedzieć.


KRL dnia 27 listopada 2008 o 23:18

tararararararara bum!


godai dnia 27 listopada 2008 o 23:20

No jak scali, to wypada, że KRL walnął setny. A jak nawet, to faktyczny był z 10 postów temu.

To się można spokojnie rozejść do domów.

gili, taką dyskusję panelową trzeba było o zinach :D


KRL dnia 27 listopada 2008 o 23:21

teraz to sie weźmie zemści za ten wieczór i nie scali.


gilo dnia 27 listopada 2008 o 23:26

heh, ale to godaiu wiesz, najlepsze dyskusje wychodzą spontanicznie, to się nie da tak zaprogramować.


godai dnia 27 listopada 2008 o 23:28

Wiem. Aczkolwiek mam zamiar spróbować. Jak wyjdzie to efekty w tygodniu.


gilo dnia 27 listopada 2008 o 23:29

dobra uciekam, ale jutro przez Krla będę musiał zarwać nockę na redbullach, żeby odrobić to co miałem dziś zrobić. I skończyć wreszcie. Zapodam może jakąś fotorelację jak wyglądam pisząc o 3 w nocy :D:D:D


godai dnia 27 listopada 2008 o 23:32

Jak Kwaziu?


Sztybor dnia 28 listopada 2008 o 0:15

Lelum polelum kurwa!


Maciej dnia 28 listopada 2008 o 0:51

Pora na adekwatny obrazek do tej dyskusji.


godai dnia 28 listopada 2008 o 0:54

Nie wiedziałem, że to jeszcze w sieci krąży.


lukaszb dnia 28 listopada 2008 o 0:54

Już mi Sztybor pokazywał to, oblechu. Dzieci, nie klikajcie.


Maciej dnia 28 listopada 2008 o 0:55

Korzystam, że nie banujecie \m/


konradh dnia 28 listopada 2008 o 8:27

Izeq: no bo jesteś jedyną dziewczyną, która czyta Motyw:/

Teraz po tej dyskusji wiem dlaczego, jesteśmy pedałami komiksu.

szloch

usypcie mi kurhanik, zasadźcie orchidee


KRL dnia 28 listopada 2008 o 8:40

dlaczego? dlatego, że nie sypaliśmy zamiast przecinków kurwami? że nie wyzwaliśmy się od skurwysynów?

wam pedały brakuje ostrego pieprzenia nawet w dyskusji?

mnie nauczyli dyskutować w takim tonie.

chyba, że się wkurwię niemiłosiernie. ale nie było powodu.


konradh dnia 28 listopada 2008 o 8:55

KRL, nie to miałem na myśli przecież. Bardzo fajnie, że pomimo ogromniastego offtopu i pogrzebania pod dyskusją boli, przebiegła normalna rozmowa.


KRL dnia 28 listopada 2008 o 10:27

a bo mnie poniosło. nie wyspałem się.
nie banujcie.
:)


asdf dnia 28 listopada 2008 o 22:16

no jak jedyna?! jeszcze ja, ja! fanki przybywaja!


pawelk dnia 29 listopada 2008 o 12:25

zabrzmiało jak „…mocy przybywaj” hyhy :)

@Maciej i jego obrazek – znaczy, że ta dyskusja to długo długo nic a na końcu wychodzi d… ? No się pozwolę nie zgodzić.


klos dnia 29 listopada 2008 o 13:48

Hej, nie pisałem, że papier zniknie. Ale wystarczy się rozejrzeć. Pięć lat temu nikt nie spodziewał się, że laptopy tak stanieją, że ludzie będą je wybierać zamiast stacjonarnych. Kindle już obecnie jest popularny – na razie w USA. Ale niedługo ma wyjść jego wersja 2.0 – i łatwo przewidzieć, że za 5 lat będą podobne rozwiązania tańsze i lepsze. Nakłady gazet regularnie się zmniejszają, a ich portale zwiększają. A to z prostej przyczyny – dochody z reklam internetowych zaczynają przebijać te ze stron papierowych itp. Do tego widać gołym okiem, że komórka, komputer czy inna konsola – powoli zmierza do stania się jednym urządzeniem. 5 lat to kawałek czasu – nawet jeśli nie każdy będzie coś takiego posiadał to nikogo już nie będzie dziwić kupowanie książek w PDF’ach czy innych analogicznych formatach. IMHO

Śledziu – ja w tym wieku mazałem po książkach flamastrami – zastanawiam się czy szklany ekranik daje tu w porównaniu z papierem jakieś profity rodzicom… ale dopóki jest droższy niż papier to chyba nie :>


klos dnia 29 listopada 2008 o 13:58

Łukasz – 50lat? Ach mein Gott!!Widać za krótko żyjesz, żeby zauważyć jak świat się szybko zmienia, młody człowieku! Chłe chłe…


Rob dnia 29 listopada 2008 o 17:43

@pawelk

>@Maciej i jego obrazek – znaczy, że ta dyskusja to długo długo nic a na końcu wychodzi d… ?

Wykropkowywanie wyrazów niecenzuralnych we własnych wypowiedziach jest tak urokliwie pretensjonalne.


godai dnia 29 listopada 2008 o 18:51

Nie Rob, jest żałosne :D

@klos: święta racja, niestety. Znaczy, niestety, tak lajf. Zresztą inwestycje w reklamę internetową skasowały już także radio. Target <20 częściej wybiera internet niż TV, co ciekawe, nie wybierają www, tylko na pierwszym miejscu są instant messangery.

I chyba tylko dlatego umieją jeszcze czytać :D Więc Kindle swoją drogą może się nie przyjąć. Trzeba będzie znać te pojebane 20 parę tych krzaków takich co to do niczego podobne nie są… Komu się będzie chciało.


konradh dnia 29 listopada 2008 o 19:20

rob: super, dzięki za podzielenie się kolejnymi przemyśleniami nie na temat już totalnie.


Rob dnia 29 listopada 2008 o 20:03

Zabawne, że moja niewinna uwaga wzburzyła Cię bardziej niż Maciejowe goatse.


Maciej dnia 29 listopada 2008 o 20:52

:)


izeq dnia 29 listopada 2008 o 22:38

@asdf – dzięki już nie czuję się tak samotnie ;>


JAPONfan dnia 30 listopada 2008 o 1:16

klos, papier nie zniknie. BO na czyms instrukcje do tego e-papieru trzeba bedzie wydrukowac.


Motyw Drogi » niedziela 93 dnia 30 listopada 2008 o 11:42

[...] boli.blog [...]


klos dnia 30 listopada 2008 o 14:40

JAPONfan: teraz powinienem napisać „nie pisałam, że papier zniknie” x10 (tak profilaktycznie ;-) ). A papierowe instrukcje rzeczywiście jeszcze jakiś czas pożyją, hehe.


pawelk dnia 30 listopada 2008 o 14:48

@Rob – kwestia, czy ktoś ich na co dzień używa. Ja nie.
Ale chciałem dobrać słowo pasujące do kontekstu…
A to i tak najdelikatniejsze określenie na goatse.


konradh dnia 30 listopada 2008 o 15:11

„Spokojnie Cezarze, gliniane tabliczki nie zginą, na czymś trzeba pisać instrukcje jak korzystać z tego całego papieru”


klos dnia 30 listopada 2008 o 21:14

A przy okazji: dziś wydaje się to śmieszne ale w 1900 roku bodajże przewidywano, że 1920 roku ulice Nowego Yorku będą pokryte końskim gównem (prognozując na podstawie wzrostu liczby dorożek). W rzeczywistości ulice Big Apple zaroiły się od zgrabnych (i niesrających!) automobili.


Jarek Obważanek dnia 30 listopada 2008 o 22:14

Gówno było przynajmniej ekologiczne… ;)


godai dnia 30 listopada 2008 o 22:26

@pawelk: to trzeba było napisać „a tak, wiecie co” i by nie było ani bluzga, ani urokliwej pretensjonalności, a kązdy by widział o co chodzi.


Napisz komentarz
Imię:
Email:
Adres strony:
Komentarze: