Komiksy · Filmy · Gry · Anime · Manga · Muzyka · Książki · TV · Wywiady · Warszawa

Internet stars are viral


muzyka, varia · komentarzy 20

Shoes!
Liam Sullivan śpiewa o butach.

Wszyscy znamy pojęcie viralu. W sumie nieważne czy mówimy o marketingu viralowym, czy po prostu o viralowych filmikach – wszystko się sprowadza do tego, że ktoś komuś podsyła linka i mówi – „zobacz jakie fajne” albo „Ej, a widziałeś to?”. Na pewno mechanizmy viralowe są obiektem badań wielu socjologów, a spece od marketingu głowią się dniami i nocami, jak wymyślić dobrą kampanię wirusową. Sam chciałbym temat podejść od strony muzycznej, czyli zwrócić uwagę na te parę muzycznych viralów, które zrobiły niebotyczną furorę dzięki wirusowemu przekazywaniu informacji, ale także przez zgrabne wykorzystanie sławy innych.

Jedną kategorię w moim zestawieniu tworzą filmiki, które są kompilacją znanych internetowych motywów i wykorzystują pewien sieciowy fenomen. Jedną z najstarszych muzycznych kompilacji tego typu jest „The Ultimate Showdown of Ultimate Destiny”. W tej animacji nie wykorzystuje się akurat gwiazd Youtube’a, bo w tamtym czasie takowe dopiero zaczęły się tworzyć, ale zbiór znanych osobowości, również fikcyjnych. Dlaczego jest ona jednak ważna? To był akurat czas, gdy wielką popularność zdobyły fakty o Chucku Norrisie i ta animacja sprytnie to wykorzystała, zyskując na popularności. Klasycznym przykładem mechanizmu „viral virala viralem pogania” jest klip „Internet People!” zbierający do kupy (co ważne, w miarę chronologicznie) internetowe fenomeny. Podobną rzeczą jest „The Internet Stars Are Viral” (na melodię „We Didn’t Start The Fire”), lecz jest znacznie słabszy muzycznie, a w jego realizację nie włożono aż tyle pracy jak w poprzednim przypadku. Filmiki tego typu tworzą coś na kształt viralowego sprzężenia zwrotnego, generują dużo internetowego buzzu i oczywiście prowokują pytania „Kto ma listę wszystkich rzeczy, do których toto się odnosi?”. Oczywiście żeby na nie odpowiedzieć trzeba przyznać się, że „Youtube jest moim życiem”. Jednak absolutnym hitem jest teledysk zespołu Weezer „Pork and Beans”, w którym nie tyle wykorzystano gwiazdy Youtube’a, a zaproszono je do nagrania. I wyszło genialnie. Siłę takich spin-offów (jeszcze nie muzycznych) z internetowych gwiazd dostrzegło już kino (w „Astrópíi” pojawiło się odniesienie do Leroya Jenkinsa) i telewizja (Star Wars Kid w „Arrested Development”).
Jim & Ben

Innym teledyskom bliżej do idei marketingu viralowego, a twórcy nagrywając kawałek wiedzą, że na fali internetowej popularności mogą ugrać coś dla swojego produktu. Najlepszy przykład – „I Got a Crush…On Obama”, który na pewno nie przeszkodził Barackowi wygrać wyborów. Ale przecież też „I’m Fucking Matt Damon” i „I’m Fucking Ben Affleck” – oba te teledyski wywindowały popularność Silverman i Kimmela, do tego stopnia, że nagle poznał ich cały świat (mimo że w Ameryce i tak byli znani), w Polsce o Silverman napisał wtedy m.in. „Przekrój”, okraszając artykuł tym sympatycznym foto. Podobnie było z „Saturday Night Live” i „Dick in A Box”, gdzie wygłupia się Justin Timberlake. Ale z viralów korzystają też profesjonalni twórcy muzyczni do promocji swojej muzyki jak OK Go czy „Weird Al” Yankovic. Wydaje się, że dobrą metodą jest wykorzystywanie znanych osób, miejsc, motywów i przeładowanie filmiku tymi. Nie zawadzi też zabarwić swój utwór humorystycznie. W taki sposób każdy w takim utworze znajdzie coś, co budzi jego pozytywne emocje i poda dalej. Dobrym przykładem takiego pomyślunku jest teledysk „Rockstar” zepołu Nickleback, po ukazaniu się którego na Yahoo!Answers zaroiło się od pytań „1:22 – gdzie to jest?”. Zebrano to jakoś do kupy i efekty można podziwiać na Wikipedii. Buzz – to się liczy, nie wspominając o genialnych spoofach.
Cherry Chocolate Rain

Na końcu są filmiki ludzi, którzy wprost wypłynęli dzięki Youtube’owi – czasem z zamysłem (jak Jon Lajoie z „Show me your genitals” i „High as fuck” na czele), a czasem dość przypadkowo (jak Tay Zonday z „Chocolate Rain” czy Judson Laipply z kultowym „Evolution of dance”). Te klipy są najfajniesze, bo są najbardziej szczere i pozbawione marketingowej otoczki. Zyskują ją dopiero, gdy popularność przekracza najśmielsze oczekiwania uploaderów. Co nie zmienia faktu, że potrafią bawić do łez i zapewniać świetną rozrywkę (jak „Daft Hands” czy „Daft Bodies”). Dla takich rzeczy warto przeglądać ten śmieciowy internet.

Muzycznych viralów jest znacznie więcej. Wymienione przeze mnie to kropla w morzu takich produkcji. Oczywiście nie można każdego teledysku mającego miliony wyświetleń nazwać viralem, w takim znaczeniu jakiego używam. Tym bardziej, że ich odsłony są sztucznie rozdmuchane (o czym przekonała nas Avril). Nie można też nazwać viralem klipów, które są puszczane w muzycznych telewizjach na całym świecie, a Youtube jest po prostu kolejną platformą do ich rozpowszechnienia. Tym bardziej, że taką Britney, niezależnie od buzzu i tak by oglądali, bo swoją popularność już dawno zdobyła. A co, gdyby ktoś pokusił się o zrealizowanie podobnego teledysku jak Weezer ale w Polsce? Kto w nim występowałby? Na pewno Kononowicz (Grupa Operacyjna już coś kombinowała), Gracjan, Cygan, może Lech Roch Pawlak, „Super partia, kurwo!” czy mój faworyt – doktor nauk. Ech, szkoda tylko, że większość polskich gwiazd internetu to są regularne matoły.

komentarzy 20

  • No dobra, a gdzie jest największa gwiazda viralu, rozsyłana na setki sposobów, ale zawsze tak, byś nie zorientował się, że to on… :)

  • Hehe, no tak… this is hilarious.

    Wiesz, Luntka też na końcu nie wspomniałem ;).

  • Nasi Youtubowi gwiazdorzy śpiewają już w reklamie Media Markt, która sama stara się być marketingowym viralem – http://www.youtube.com/watch?v=3D3HbRtVdsY

  • JAPONfan

    Kurcze a ja znam Gracjana z takiego komiksu jednego.

  • O tych żenujących reklamach Media Markt to nie chciałem nawet mówić.

    Tak samo jak o Gracjanie w MTV Cribs, lol.

    @Radoslavus: Nie znałem, dzięki. A „Bajer z Bel-air” to był kieedyś mój ulubiny serial (jak jeszcze internetu nie miałem itd.) ;).

  • a ja to pierdole zdejmuje kominiare a zakładam ją jak ide na robotę

  • Super titos, teraz tu wpadnie i nas wszystkich zabije maczetą. Normalnie dzięki.

  • właśnie, może Waszka będzie w następnej serii reklam Media Marktu.

  • Obejrzałem tę reklamę mediamarkt i nie wiem, czy śmiać się czy płakać… Ktoś mi wyjaśni, kim są Ci ludzie?

    Bo ja z takich polskich „virali” to widziałem tylko Martina Lechowicza – „Balladę o Łukasz Podolskim” i nawet dawała radę, ale Yankowich to on nie jest…

    A i tak najlepiej zrobioną reklamą viralową w moim prywatnym rankingu pozostaje David Pogue – „iPhone: The Music Video”.
    Jest dobrze wykonana, wykorzystuje znany przebój, nie jest wulgarna i wciągnięto w to prawdziwych ludzi (tak się przynajmniej wydaje)… W Polsce szału nie było, ale w Stanach Pogue został niemalże narodowym ekspertem od iPhone’a…

  • JAPONfan

    Jak dla mnie najlepszym viralem jest i bedzie pierwszy viral. To jak z jezusem. Drugi taki dobry zakonczy swiat.

  • yo!
    a co z odcinkiem southpark o gwiazdach youtube?:D
    http://pl.youtube.com/watch?v=XA06-vOpLL0

  • Sweet!
    Choć jakoś nigdzie bym tego pod muzykę nie podczepił. Ew. pod to, że telewizja też widzi potencjał w tych gwiazdach. No ale akurat miałem inny przykład.
    Ale to jest najjjs ;).

  • Polecam obejrzeć całość: „Canada on Strike”.
    Kiedyś znalazłem fajną listę, która pozwala rozeznać się w różnych internetowych dziwactwach. Z niej pewnie korzystali autorzy teledysków zbiorczych…

  • Oczywiście polski teledysk viralowy będzie leciał pod melodyjkę „Jozina z Bazin”.

    A Luntek nawet kiedyś wywiadu udzielał, o!

  • Ba! Pewnie, że na melodyjkę Jożina. Jakby to inaczej!

  • Może i Teletubiś z czerwoną torbą się pojawi.
    A Jola Rutowicz?

  • To są już wytwory mediów, a nie internetu. Nie wszystko, o czym pisze Plotek wywodzi się z netu. Right? Luntek jest tutaj wyjątkiem.

  • jakis czas temu ogladajac na tubie dokument o teorii strun natknelam sie na fajne komentarze. ktos zauwazyl, ze ten dokument widziualo kolo 600 osob a statystyczny slideshow slodkich kotkow ma parenaście tysiecy wejść. wiekszosci z tych fenomenow nie kumam. np dzieciaka zombie „i like turtles”. zastanawiam sie, co sklania tysiace ludzi do masowego klikania na ten wlasnie film i rozsylania go znajomym.

  • Ósmy grzech główny, Uno.

    PS. Szkoda, żeśmy się minęli w Łodzi.

Dodaj komentarz