in import

Nothing Nice To Say na papierze

nothing nice to say

Pierwszy raz o pracach nad papierowym wydaniem „Nothing Nice To Say” pisałem w lipcu zeszłego roku. Piętnaście miesięcy później mam wreszcie album w rękach i czuję pewien zawód. Ja, największy fanini Mitcha Clema w Polsce, odczuwam pewien zawód po lekturze papierowego wydania najbardziej pankowego komiksu w sieci. Niepojęte!

Pierwsze zdziwienie wywołam sam Clem, który we wstępie pisze o tym, że to właściwie jest album numer dwa, a album numer jeden jeszcze w ogóle nie powstał. Numer polega na tym, że w „Nothing Nice To Say” nie znajdziemy pierwszych dwustu odcinków komiksów. Album rozpoczyna się krótkim przedstawieniem bohaterów, a potem lecą już paski od numeru 204, kiedy to, po pierwszej z dłuższych przerw, Clem wrócił do tworzenia serii. Tak też w tomie numer dwa mamy do czynienia z odcinkami z lat 2005 – 2006.

Co się stało z pierwszą dwusetką? Część z nich została przerysowana, kilka znalazło się w albumie, jednakże wszystko wskazuje na to, że Clem nie zdążył, albo nie miał sił, przerysować na nowo archiwaliów i zostawił to sobie na później. Pierwszy minus.

Drugi minus jest taki, że blisko 25 proc. albumu nie stanowi wcale „Nothing Nice To Say” ale różne gościnne występy Clema w innych komiksach internetowych, od „Joe and Monkey” po „Questionable Square”, a także gościnne paski innych twórców.

nothing nice to say - zdjęcie wykonane dzięki uprzejmości Marcina i jego aparatu, dzięki.

Plus jest taki, że w albumie znalazł się crossover pomiędzy „Nothing Nice To Say” a „Joe and Monkey”, o który pisałem dawno temu na łamach PCWK. Ci, którzy nie mają cierpliwości do przekopywania się przez archiwa obu komiksów, mają tę historię podaną na talerzu, a na dodatek na papierze ukazał się najlepszy pasek wszech czasów.

Jeżeli chodzi o jakoś wydania, to jest mało pankowa, w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Album wyszedł ze stajni Dark Horse i ma bajerancką okładkę nawiązującą do pewnego kultowego zdjęcia. To 128 stron w czerni i bieli, część pasków została przerysowana i widać jakie postępy na przestrzeni tych kilku lat zrobił ze swoim warsztatem Clem.

Album pozostawia spory niedosyt i lekki niesmak wywołany swoją ścinkowością. Dla fanów „Nothnig Nice To Say” pozycja obowiązkowa, jednakże osoby nieznające serii niech lepiej poczekają następne dwa lata na dorysowanie pierwszej części.

Skomentuj

Comment

11 Comments

  1. Nie znam komiksu, ale jakoś nie uważam żeby był sens robienia takowegoż o punkach (pankach ?) to taka dyskryminacja muzyki która tak naprawdę ucieka od popularyzacji ;)
    Podpisane: Stary Punkowiec ;)

  2. No dobra, ale punk już dawno został wchłonięty przez rozrywkowy establishment i przetworzony na potrzeby popkultury… No future, man.

  3. Prawdziwy punk skończył się na kill’em all.

    Czy jak to szło ?

  4. nie do końca, mamy taki fajny polski undergroundzik z prawdziwym punkiem i wątpię czy on zostanie wchłonięty.
    a te popkulturowe punkowe popierdułki jakoś udaje mi się omijać szerokim łukiem ;) wystarczy wywalić telewizor, nie słuchać komercyjnych stacji radiowych, i świat staje się od razu piękniejszy ;)

  5. Ystad: Clem robi komiksy do zinów, plakaty na koncerty, od lat prowadzi NN2S. Nie widzę w tym nic takiego, przecież Prosiak czy Pała też byli u nas aktywni swego czasu. Ja tam lubię poczytać sobie tego typu scenowy humor:)

  6. kondrath: no tak, szczerze mówiąc to przyznam że deko wyleciało mi z głowy że mamy przecież Prosiaka i Pałę (a najśmieszniejsze jest to, że jestem właśnie w trakcie składania zamówienia na jednej punkowej stronie na komiksy obu tych ludzi). Zresztą sam kupiłem Blixa i Żorżeta nr 2 jak byłem na przystanku woodstock’99 :D kurfać muszę zainwestować w bilobil.
    godai: przesłuchałem sobie kilka mp3 z linku, i przyznam że nawet fajne. no i przyznam że twórczość Kaina May’a znzna mi była wyłącznie z osławionego „Kalendarza Szalonego Małolata”, a tu widzę że to dodatkowo tekściarz, no i autor okładki :)

    na swoje roztargnienie mam kilka wytłumaczeń: jestem chory i przemęczony :> i tej wersji będę się trzymał

  7. Nie wiem czemu ale jakos tak rok, poltora przeszlo mi lykanie tworczosci Clema. Nic co robi nie jest w stanie do mnie dotrzec. Jeszcze czasami w tym autobiograficznym cos sie znajdzie ale NN2S przestalem rozumiec. I’m not lucky, punk. I coffe achievers tez mi sie zacelo bardziej podoba jak przejal to Dunn.

  8. Dlatego mi sie zaczelo bardziej podobac.