Komiksy · Filmy · Gry · Anime · Manga · Muzyka · Książki · TV · Wywiady · Warszawa

Pożegnajmy Janusza Christę


komiksy · komentarzy 21

Zdjęcie z archiwum Janusza Christy.

Wczorajsza wiadomość o odejściu Janusza Christy zasmuciła mnie, jednakże potem zacząłem sapać z furii jak zobaczyłem pierwsze nawiasowe znicze na komiksowych forach. Ja rozumiem, że taka jest specyfika internetowych żałób, spontaniczne emocje itd., ale mimo wszystko, chyba możemy zrobić to lepiej.

W moim komiksowym życiorysie komiksy Christy pełnią zaszczytną rolę tych pierwszych, jakie w życiu przeczytałem. Pamiętam jak dziś gdy moja niewiele starsza ciotka podarowała mi podczas jakiś świąt „Rozprawę z Dajmiechem”. To był mój chyba drugi, po „Tytus robi prawo jazdy”, komiks jaki w życiu przeczytałem. To znaczy przeczytał mi go mój ojciec gdy siedziałem mu na kolanach, tak to się wtedy odbywało raczej. Rany już nie pamiętam dokładnie.

Komiksy Christy towarzyszyły mi przez pierwsze lata komiksowej edukacji, chyba bardziej wolałem Kajka i Kokosza niż Kajtka i Koko, aż zaginęły podczas przeprowadzki. Po latach kupiłem sobie znowu „Na wczasach” i po lekturze byłem nieco na siebie zły, że zdewaluowałem dziecięce wspomnienia. Potem jednak zacząłem czytać archiwalne numery „Relaxu” i na powrót odnalazłem dawną radochę jaką miałem z czytania jego komiksów. A teraz Christa nie żyje.

I niech spoczywa w spokoju! Swoje przeżył, swoje narysował, nic nie jest wieczne, a mnóstwo po sobie pozostawił. Cieszmy się tym, co z Christy mamy.

Wydaje mi się, że jego śmierć możemy uczcić na co najmniej cztery lepsze niż internetowe znicze sposoby:

Po pierwsze, sięgnijmy znowu po komiksy Janusza Christy. Przypomnijmy je sobie, dokupmy brakujące albumy, jeżeli jesteśmy tak strasznie leniwi to przejrzyjmy skany.

Po drugie, weźmy te komiksy i pożyczmy je komuś młodszemu, kto ich jeszcze nie przeczytał. Sąsiadce, siostrze, kuzynowi, bratu. Niech je poznają i może będą mieli z nich tyle frajdy co my te kilkanaście i więcej lat temu.

Po trzecie, uderzmy do znajomych, którzy już dawno zapomnieli o Januszu Chriście i przypomnijmy im o nim. Poszukajmy znajomych dziennikarzy z dużych mediów, niech sobie o nim przypomną i przypomną o nim swoim czytelnikom. Tysiące ludzi wychowało się na tych komiksach.

Po czwarte, wreszcie pogadajmy, jaką rolę komiksy Christy odegrały w naszym życiu. Czemu, gdy usłyszeliśmy o jego śmierci, coś nas zabolało. Moją historią znacie, jak było u Was?

komentarzy 21

  • W szkole podstawowej jak przeczytałem wszystkie tomiki wierszy brzechwy
    (bo najszybciej się je czytało a chciałem nagrodę za najwięcej wypożyczonych książek w miesiącu), zacząłem wypożyczać komiksy. Moje pierwsze komiksy w życiu… (Dość późno – 7 lat miałem:P).
    No i tym najpierwszym był DareDevil.
    Kajko i Kokosz drugi.
    I gdzieś tam siedziało mi to w świadomości, póki nie wyszła gra przygodowa na PC – „Kajko i Kokosz”. Wtedy zdobyłem też więcej komiksów Christy.
    Tak to u mnie wyglądało.

  • Ja myślę, że można sięgnąć po wywiad rzekę, który spisał Śmiałkowski i Janicz. Żeby Christę zobaczyć troszeczkę inaczej niż tylko autora komiksów, żeby zobaczyć, że był radosnym człowiekiem który swoje już przeżył. Jeszcze nie przeczytałem całości „Janusz Christa: Wyznania spisane”, ale dobrze, że Kamil i Krzysztof zdążyli zrobić ten wywiad. Przez przypadek wyszło z tego takie christowe „mehr Licht” ;). Kamil u siebie napisał, że Chriście książka się spodobała. Kamil się z tego ucieszył jako współautor. Ja też się cieszę, że Christa zdążył nas uraczyć przed śmiercią czymś, co mu się osobiście podobało.

  • Chriście spodobała się również „Maczuga Łamignata”, więc jeśli Kirkor kiedyś skończy ten komiks to obejdzie się bez tekstów o bezczeszczeniu świętości.

    Moim pierwszym komiksem Pana Christy było dwustronne wydanie „szkoły latania” i „wielkiego turnieju”. W środku był tutorial jak rysować Kajka i Kokosza. :)

  • Kajko i Kokosz są jednym z najważniejszych elementów mojego dzieciństwa. Tak jakoś mi się w dyni poukładało, że jako brzdąc zupełnie nie jarałem się zabawkami i podobnymi pierdołami, tylko zapałałem miłością pierwszą do kolorowych zeszytów. I właśne te z KiK były najzajebistsze z dostępnych w tamtym czasie. Każdą część miałem przeczytaną po sto razy. Dla mnie to są do dziś kapitalne komiksy.

  • pozwoliłem sobie na element żałobny na blogu, bo czułem że muszę. że wypada. że się należy. bo pierwsze 2 moje komiksy na półce to kapitan klos i właśnie kajko i kokosz. i się na nich nauczyłem literek i czytania i zaraziły mnie rysowaniem. a to jedyna rzecz , którą potrafię i lubię robić. i która trzyma całe moje życie w kupie. jeżeli komuś przeszkadza, że postanowiłem w taki sposób wyróżnić tych kilka dni – jego sprawa.

    bo ja np. nagle nie muszę wyskakiwać z promowaniem komiksów Christy u dzieciaków, albo jego czytaniem. robię to dwa razy w tygodniu na zajęciach komiksowych z dzieciakami. pokazuję im że świat nie kończy się na witch, ale mamy Rosińskiego, Baranowskiego, Chmielewskiego i Christę właśnie.

    tym bardziej bolesna strata – gdy do końca obcuje się z tą twórczością na codzień.
    to nie jest tylko dzień w którym zmarł ktoś kogo kiedyś czytałem. to dzień kiedy odeszła osoba, która przez ostatnie lata towarzyszyła mi prawie każdego dnia. ze mną i z dzieciakami z warsztatów.

    i jakby nie patrzeć, i choćby nie wiem jak nieskromne to z mojej strony i jadące pychą czy nawet bezczelnością : to zmarł kolega po fachu.

  • Po drugie, weźmy te komiksy i pożyczmy je komuś młodszemu, kto ich jeszcze nie przeczytał. Sąsiadce, siostrze, kuzynowi, bratu. Niech je poznają i może będą mieli z nich tyle frajdy co my te kilkanaście i więcej lat temu.

    >> Myślę że przy Marvelu dla dzieci i Ben10owskich komiksach Christa nie ma zbyt wielkich szans, niestety. Do jedynki zastosuję się wkrótce na pewno.

  • Kolec: zawsze jest jakaś szansa :)

    Tymczasem z tego co widzę większość portali już podjęła temat, więc nie jest źle.

  • Ja ‚Kajko i Kokosza’ pierwszy raz czytałem kiedy jako dziecko wylądowałem na kilka tygodni w szpitalu. Przy tym komiksie i było dużo ubawu i jakoś ten szpitalny czas szybciej leciał.
    :)

  • U mojej ciotki zawsze w szufladzie był zaczytany egzemplarz „Wielkiego Turnieju”.Zawsze, gdy u niej byłem, po przymusowym obiadku, gdy tylko dorośli zajęli się własnymi, nudnymi sprawami i dyskusjami, wymykałem się do gabinetu, wygrzebywałem komiks i czytałem po wielekroć.

  • Głupio się przyznać, ale ja dopiero niedawno polubiłem komiksy Christy… Wcale nie były to moje pierwsze komiksy, ani nie traktowałem ich jakoś szczególnie… Ba, nawet nigdy Christy nie spotkałem… Ale gdy usłyszałem, o śmierci Mistrza, to poczułem się tak, jakby zmarł ktoś z mojej rodziny, lub dobry znajomy…

  • Dla mnie Christa to popołudnia spędzone w osiedlowej malutkiej bibliotece gdzie mieli całą serię. Pani bibliotekarka tak polubiła dzielnego 8-io latka który codziennie przychodził czytać komiksy żę pozwalała mi je zabierać na podwórko przed biblioteką i robiła mi sok malinowy. To było coś kapitalnego. W zeszłym roku zamknęli bibliotekę a z tym zmarł Christa. To trochę tak jakby coś się wamknęło za mną. No szkoda bo to niesamowite wspomnienia

  • W centrum mojej wioski stał zieleniak. Taki klasyczny do bólu: duży, drewniany kiosk, pociągnięty intensywną zieloną farbą. Na szyldzie miał napis „art. spożywcze” lub „owoce i warzywa” (już nie pamiętam). Elementem, który najbardziej rzucał się w oczy była namalowana na szyldzie głowa Kokosza. Rysunek ten był tam odkąd pamiętam (czyli odkąd zacząłem chodzić do podstawówki) i na pewno wcześniej zanim „zrobiło się jakoś bardziej kolorowo”, a sklepy zalały tony reklam coca-coli i chio chipsów. Oczywiście o prawach autorskich nie było co mówić, ale sama jakość graficzki naprawdę nie pozostawiała nic do życzenia. Kiosk stoi dalej- niestety w nowym kolorze i z nowym (zwyczajnym) szyldem…

  • Pierwszy komiks jaki w życiu widziałem to był „Cudowny lek”, u starszego brata ciotecznego. Jeszcze nie umiałem czytać… Pamiętam jak mi Mama kupowała „Szranki i konkury” i „Woje Mirmiła”, już umiałem czytać, czytałem to po 100 razy… Nie pamiętam czy bardziej lubiłem KiK czy Tytusa, KiK byli pierwsi, to pewne… Jeżeli będę miał kiedyś dzieci, to ich pierwszym komiksem też będzie „Cudowny lek”…

  • ejj no ja jakieś 2 tygodnie temu dostałem od mojej ciotki 2 wielgachne paczki ze ‚Światem Młodych’. Już od jakichś kilku lat jej trułem tyłek, że jak to znajdzie to niech nie spali albo nie wyrzuci przez przypadek, opłaciło się pamiętała :)…no i wyobraźcie sobie jak ja to dostałem_ normalnie powrót do przeszłości XXX. Chyba z 2 nocki walnąłem pod rząd żeby sobie to wszystko poukładać … moja kobita mnie prawie zabiła…no i tam, oczywista sprawa: Rosiński, Baranowski, Chmielewski, Wróblewski, Pawel, ba wiadomo Christa i jego kajko i kokosz, tajemnicza wyprawa, bodajże(taki łanszot) no normalnie odlot a tu takie info …ech wielcy odchodzą grupowo…

  • niedoścignione na polskiej ziemi tempo, rzetelność, systematyczność i jakość ciężkiej pracy komiksowej.

  • Wychowałem się na tych komiksach. Papcio, Baranowski i Christa – to były początki. Na tym się wychowałem… na zawsze zostanie we mnie jakaś nauka z tamtych komiksów bo to z nich uczyłem się tej formy narracji. Spotkałem Christę tylko raz – na konwencie komiksowym w Krakowie – wieeeki temu. w bodajże ’96…

  • fajnie wiedzieć że jest jeszcze kilka osób które uczyły się czytać na tych komiksach. Takich rzeczy się nie zapomina.
    Pierwszy „W krainie Borostworów”, „Szranki i konkury” [żółty papier, miałem tylko drugą część], ostatnio kupiłem sobie „Woje na wczasach”. Moim skoromnym zdaniem Christa i Breja najlepiej i najmądrzej pokazywali absurdy PRL-u, świetny warsztat, doskonała treść.
    Christa zawsze był dla mnie obecny w komiksach, na szczęście pozostanie tam…

  • Nigdy nie lubiłem Tytusa. Ale Kajka i Kokosza zawsze uwielbiałem. Kiedy jeszcze nie umiałem czytać, to pamiętam, że miałem puzzle „Zamach na Milusia” które często układałem z babcią. Pamiętam, że Kajki to jedne z pierwszych moich komiksów (tak zaraz obok Hugo i Kleksa (za którym nie przepadałem, ale było w domu i najwyraźniej coś mi z tego zostało)). Niedawno nawet czytałem (chciałem skompletować całość z nowych wydań Egmontu, ale zażałowałem kasy. Teraz pewnie bedzie ciezko dorwać) i nie bolała mnie tak konfrontacja ze wspomnieniami. To naprawdę przyzwoity komiks jest.

    Acha i zdecydowanie wolałem Kajko i Kokosza, niż Kajtka i Koka (Ale niestety Kokosz nie chciał prowadzić ze mną Schwing, wiec został mi tylko Koko).

    Zabolała mnie jego śmierć, bo w sumie ciągle liczyłem, że może coś jeszcze popełni. To co zostało przysyłane na konkurs o kontynuacji było całkiem fajne, ale to nie było już to.

  • nie trawilam kajka i kokosza nigdy. czytanie tytusa przychodzilo mi z trudnością i z nudów. niestety christa poza torowaniem drogi dla polskiego komiksu niewiele wniosl w moje zycie.

  • Unka, „Tytus” to innego autora był. A ten jeszcze żyje.

  • haha, fakt ); nikt nic nie wnosi w moje jalowe zycie.

Dodaj komentarz