Komiksy · Filmy · Gry · Anime · Manga · Muzyka · Książki · TV · Wywiady · Warszawa

Pirat Izaak


papier · komentarzy 37

Isaac le pirate

Ostatnim komiksem o piratach, jaki czytałem były chyba „Opowieści czarnego frachtowca” ze „Strażników”. A tak, był jeszcze „Pirat” o małej zawartości pirackości. Coś z tym tematem piratów jest na rzeczy, bo jak się tak głębiej zastanowić, to mimo swojej ostatniej wszędobylskości, nie ma tak wielu stricte pirackich szerzej znanych tworów kultury. Jeżeli książka to „Wyspa Skarbów”, film – adaptacje tejże, „Piraci z Karaibów” i od biedy „Piraci” Polańskiego. Piraci mają cholernie dużo ról drugoplanowych, wystarczy wymienić tutaj „Sens życia według Monty Pythona” czy „Piotrusia Pana”, ale dalej czuję jakby ten temat nie był do końca dopieszczony (tak, tak, „Pirates XXX”, wiem). Bo jest internetowa epicka walka piratów z ninja, są pirackie zjazdy i Międzynarodowy Dzień Mówienia Jak Pirat, ale cały ten popkulturowy piracki trend nie idzie mi jakoś w parze z faktycznymi wytworami kultury. O piratach słyszy się po prostu częściej niż na to zasługują, chyba że mówimy o tych somalijskich i komputerowych. Kończąc ten przydługi wstęp – z powodu tych moich dziwacznych odczuć, „Pirat Izaak” mnie bardzo zainteresował, bo temat jest niby ograny, ale wciąż nośny. Piętnastu chłopa na umrzyka skrzyni. Jo ho ho! I butelka rumu.

Opublikowany w kolekcji Plansze Europy komiks, jest zbiorczym wydaniem trzech tomów (z pięciu) z serii o Izaaku Soferze – malarzu, o którym nawet nie można powiedzieć, że jest piratem wannabe. Izaak jest artystą, który, by zdobyć pieniądze dla siebie i narzeczonej Alicji, zgadza się wyruszyć w rejs, podczas którego ma się zająć dokumentowaniem podróży. Izaak to romantyk marzący o wielkiej sławie, kochający Alicję, lecz nie do końca potrafiący znaleźć się tu i teraz. Piraci, którym towarzyszy główny bohater też są marzycielami – chcą odkrywać lądy, a ponieważ rzecz się dzieje tak mniej więcej pod koniec XVIII wieku, mają ku temu okazję. Opowieść jest zbudowana jako przygoda typu motyw drogi. Abordaż, strzelaniny, pijackie popijawy – to wszystko oczywiście w komiksie się znajduje, lecz równie ważne są historie snute podczas posiadówek, wielkie marzenie dopłynięcia do Antarktydy i cały obyczajowy aspekt. Bo raz – przybijający do portu piraci lubią się przykładowo zabawić, również z damami z wyższych sfer, a dwa – współbieżnie do historii Izaaka toczy się życie Alicji (i to jest typowa opowieść obyczajowa), która zmaga się z samotnością, brakiem pieniędzy i jak mówi nota wydawcy „układa sobie życie na nowo”. „Pirat Izaak” jest zatem wielowątkowy, ale Christophe Blain doskonale sobie radzi z przeskokami fabularnymi, choć czasem narracja może wydać się brutalnie urżnięta.

Pirat Izaak

Fabuła rozwija się dość powoli i można powiedzieć, że osiąga oczekiwany przygodowy poziom gdzieś w drugim zeszycie. „Pirat Izaak” nie jest pozbawiony humoru, co trochę ratuje pierwszy zeszyt przed powiedzeniem, że jest całkowicie nudny. Acz niektórzy mogą tak twierdzić. Pomimo tych początkowych przestojów, historia jednak zyskuje na wartkości i komiks czyta się rewelacyjnie, przygoda przeplatana jest humorem (pingwin Ademar rozłożył mnie na łopatki), momenty obyczajowe krwawymi scenami walk itd. Rysunki Blaina komponują się z akcją w bardzo bezbolesny sposób, szczególnie jeżeli chodzi o elementy humorystyczne. Blain operuje zabawną kreską, trochę podobną do Joanna Sfara (z którym zresztą pracował), lecz da się zauważyć fantastyczny sznyt karykaturzysty. W ogóle kreska Blaina wydaje mi się bardzo zróżnicowana, potrafi bowiem rysować w dużym uproszczeniu używając tylko konturów, ale także nie stroni od szczegółowych rysunków miast i statków. Inną rzeczą jest jego technika, w której uderza umiejętność wyrazistego kolorowania, jaką można podziwiać w zeszycie „Lody”, czy oglądając sceny odbywające się o świcie i w nocy z zeszytu „Olga”. Z drugiej strony Blain łączy ołówek, kredki i długopis (przynajmniej mi się tak wydaje) i tworzy coś tak świetnego jak okładka „Lodów”.

„Pirat Izaak” jest barwną opowieścią, którą warto poznać. Głównymi minusami komiksu jest nudnawy pierwszy zeszyt i egmontowskie wydanie kosztujące 75 złotych, a trzeszczące jakby miało się rozlecieć po piątym czytaniu. Jest jeszcze jedna rzecz – szkoda, że Egmont nie wykupił licencji na wydanie „Intégrale”, które zawiera te same zeszyty, ale ma dodatkowo 12 stron szkiców, bo styl Blaina bardzo mi się spodobał. Teraz pozostaje czekać aż Egmont wyda pozostałe dwa zeszyty i mam nadzieję, że zrobi to szybko. Z trochę innej beczki (z rumem) – Mikołaj Spionek właśnie ogłosił, że prace nad „Piratem” #2 dobiegają końca. Piją na umór! Resztę czart uczyni! Jo ho ho! I butelka rumu.

komentarzy 37

  • No i kolejny komiks do kupienia, a portfel chudnie i chudnie. Co do dodatkowych szkiców, to w sumie mogliśmy się spodziewać, ze ich nie będzie, bo doskonale wiemy jaką politykę wydawniczą prowadzi wielke E. Ja w każdym razie „Pirata Izaaka” łyknę, a ty Łukasz narobiłeś mi tylko dodatkowej ochoty na niego :)

  • Tak jeszcze w temacie: piracka moda ;).

  • Właśnie ze względu na ten piracki głód cykl o piratach z Karaibów cieszył się takim zainteresowaniem (mimo swojej oczywistej durnoty, która wymagała niebanalnego skilla Zawieszenia Niewiary). Nie wiem dlaczego, ale Alina jakoś nie kuma tych zachwytów. ;)

  • Blacksad

    Właśnie trochę mi się kłóci ten karykaturalny rysunek z fabułą, która bywa zabawna, ale nie aż tak. Historia podana jest raczej serio, a rysunki ją ujmują w taki niby cudzysłów… Mimo to fakt – rzecz godna polecenia, chociaż kończy się tak w pół kroku. I brakuje mi elementów takiej mody pirackiej, heh!

  • PzK to według mnie genialne kino przygodowe. Jedna z najlepszych rzeczy jakie udało się wypluć Amerykańcom w temacie soczysta, dobra rozrywka w ostatnich latach. Ja to kupuję.

  • Bo z tymi piratami to jest tak dziwnie. Tak jak ze świętym Mikołajem trochę, że Mikołaj to teraz ten czerwony grubas z Coca-Coli i żaden inny.

    Dużo z tego, co dzisiaj uznawane za „pirackie” to jest taki imidż popkulturowy, który został łatwo przyswojony. Tutaj esencją jest Kapitan Hak chociażby. I teraz jak się myśli o piratach, to właśnie w ten sposób, że muszą mieć papugę, drewnianą nogę i przepaskę bo inaczej to ochlej morski a nie pirat.

    @Blacksad: no mi właśnie ta karykatura podpasowała, z drugiej strony jej ilość nie jest aż tak wielka żeby powodować zaburzenia w odbiorze. Izaak ma kwadratową twarz, Henri kinol jak Kulfon, parę innych zabawnych rzeczy – ale jak przychodzi co do czego, to rysunek jest, można nieśmiało powiedzieć, całkiem realistyczny.
    A z tym kończeniem – no właśnie dlatego mam nadzieję, że Egmont szybko wyda pozostałe dwa zeszyty, bo jak nie to sobie zamówię po hiszpańsku czy coś.

    @Jarek: no, moda na piratów teraz przyszła z Deppem. Mnie tam cykl podszedł.

  • Oglądaliśmy cały cykl na nocy filmowej. Chyba najlepszy rodzaj kina do oglądania o tak absurdalnych porach. ;)

  • Ja łyknąłem Deppowskich piratów do drugiej części włącznie, trzeciej nie zniosłem. Najlepsze i tak są „fanki Johnny’ego”, które nie wiedzą, że kiedykolwiek grał w „Edwardzie Nożycorękim” czy innych „Z piekła rodem”, bo na „Piratach” ich filmowy rozwój się zatrzymał… Z tego wniosek, że korsarze mają na społeczeństwo wpływ dwojaki :D

  • wątpie żeby egmont chciał wydać reszte serii.tak samo nie licze na kontynuacje „dziadka leona”. wydaje mi sie, ze egmont ma w nosie, czy wyda całość danego cyklu, czy nie

  • A właśnie jestem w trakcie czytania „Dziadka Leona”, w końcu sobie niedawno kupiłem (dzięki za polecajkę Szymon). Ale coś mi się obiło właśnie, że Egmont ma wydać całość „Dziadka…”, więc chyba nie mają aż tak gdzieś. Chyba że źle kojarzę.

  • Blacksad

    No to drugi mój zarzut wobec „Pirata Izaaka” (którego i tak nieodmiennie polecam:)): jako że sam miałem niedosyt pirackich fabuł, to spodziewałem się bardziej hmmm… „naturalistycznej” scenariuszowo rzeczy. Bardziej wiarygodnej. W sensie – krew, gwałt, dziwki i szok bohatera :) A scenariusz napisany jest w konwencji XIX wiecznej powieści (co w sumie nie jest zarzutem), jak książki Sabatiniego itp. Ot, miałem nadzieję na fabularnie nieco inny punkt widzenia, niż taki do bólu klasyczny.
    Konwencja karykaturalnych postaci w połączeniu z takim brudem obyczajowym byłaby jak najbardziej OK.

    A „Piratów z Karaibów” odpuściłem, kiedy dominować zaczęły rybiogłowe stworki, zginął nastrój Przygody a goście od FX dostali carte blanche… Żeby jakiegoś fajnego krakena chociaż zrobili. Albo innego węża morskiego…

  • Trochę brudu tam jest, no już nie gadaj. Zdrada i burdel ;).

    Bo to jest opowieść taka przygodowo/obyczajowa… tak w sumie w proporcjach 50:50, Ty byś pewnie wolał żeby te proporcje były 80:20, nie? W sumie jakby takie były to bym nie narzekał ;).

  • Blacksad

    Obyczajowość mi nie przeszkadza, ale wolałbym takie bardziej hmmm… „vertigowskie” podejście:)

    A pamiętacie to:
    http://www.youtube.com/watch?v=zaxyP34T9CU
    „Magazyn Morze” czy jakoś tak się to nazywało. Po czołówce przełączałem na inny (w zasadzie na drugi dostępny) kanał, ale ten kawałek do dziś wywołuje ciary:)

  • „Oglądaliśmy cały cykl na nocy filmowej. Chyba najlepszy rodzaj kina do oglądania o tak absurdalnych porach. ;)”

    Nie licząc filmów o zombie… „Planet Terror” o 3 nad ranem orze mózg. ;)

  • Blacksad

    (post pod postem nie jest tu karany, I pressume?)
    To jeszcze polecę najlepszą moim zdaniem książkę w kategorii horror/marynistyka/piractwo:
    http://pl.wikipedia.org/wiki/Okr%C4%99t_widmo

    w Polsce wydało ją bodaj Wydawnictwo Literackie. Naprawdę polecam. Mastertony i Koontze bije na głowę!

  • @Blacksad: Nie jest karany ;). Ale jak wrzucasz linki to lepiej w tagach [a href=url_wrzucany]fraza wyświetlana[/a] tylko zamiast kwadratowych to trójkątne nawiasy :). Wtedy Ci nie powinno wrzucać komentów do spamu (jak przed chwilą).

    A jeżeli chodzi o okręt widmo to gdy jeszcze sklejałem modele moim największym marzeniem był Ghostship Revella, który świeci w ciemności. Rodzice kupili mi na któreś święta, a ja siedziałem całymi dniami i to sklejałem zamiast cieszyć się, że Jezusek się urodził ;D.

  • JAPONfan

    Orze mózg to flashmob o 12 w nocy po senasie „Plan 9”. A z piratów to najlepszy i tak jest „Karmazynowy Pirat” z Lancasterem.

    Aha, i ten. Któr y z was mieszka w Warszawie? http://e.pardon.pl/pa483/fc0d7024000bd569491c0250

  • Biedna ta moda piracka jak pantofelek Duchovnego. Albo bardziej.

    Piraci? No cóż… Gina Davies jeszcze od bid dała radę, potem z górki, chociaż jedynka Deppa była OK.

    Piraci, to był Brynner, a z literatury to Peter Blood. O, tyle wam powiem.

    A dzień mówienia jak pirat to już kompletne popkulturowe pedalstwo dla ciot. Taka popłuczyna po i tak słabym Ninja Overtaking World! czy jak to się zwało.

    Ogólnie kolejna fajna rzecz wydymana przez popkulturę, zapakowana do folii sprzedawana na jednej półce z opakowaniami buntu po 200g + 15g gratis.

  • Pewnie znacie, ale apropos piratow : http://www.drewweing.com/settosea/?date=00010101

  • wiecie moze czy cykl zamyka sie w 5 zeszytach ? w stanach wydali 4(zebrane w dwoch tomach)

  • Według informacji tutaj jest 5 zeszytów.

  • @cyclo:
    Ja nie znałem. Dzięki wielkie za linka. Główny bohater wygląda nieco jak Bluto z „Popey’a” :D

  • już po terminie zgłaszania więc się wychylę z tym: http://img89.imageshack.us/img89/1860/smhulajnoga12345ir6.jpg
    piracki komiks na konkurs ekonomiczny wysłałem
    temat oszczędzanie/inwestowanie

    tak a propos pirackich komiksów

  • Czemu ludziki z przypowieści wyglądają prawie (zwłaszcza z twarzy) jak te z „Madness Combat”? :D

  • a nie wiem
    nie znam madness combat – pierwsze słyszę
    ale to taki banalny patent na ludzika, że nic dziwnego, iż jest ich więcej.;]

  • kozactwo z tym piratem:P

  • asu nakabluje ze opublikowales i balcerowicz cie zdyskfalifikuje.

    a najlepsze uniwersum pirate-fantasy jest w Monkey Island. Szczególnie w monkey island 3 – najlepszej graficznie gry ever :]

  • A ja dzisiaj idę do sklepu, a tutaj w starych, dobrych jajkach-niespodziankach z Kindera promują jakąś serię piracką, „Pirates and Monsters” mniej więcej.

    http://www.youtube.com/watch?v=qWT4lpBu5F0

    @Łukasz, kierując się wskazówkami Twymi, linka wrzuciłem. Nie wiem czy dobrze, jak nie, to pomóż.
    @asu- A tu dyć właśnie masz Madness Combat. Nawet Zombie Jesus występuje!

  • @Grim: No źle zrobiłeś (teraz przeprawiłem ten Twój link żeby się dało kliknąć). Jeszcze raz lekcja, jeżeli chcesz żeby ten Twój link był widziany jako „klip na jutubie” to musisz zrobić tak:

    [a href=http://www.youtube.com/watch?v=qWT4lpBu5F0]klip na jutubie[/a]

    Tylko trzeba użyć trójkątnych nawiasów ;).

  • A cudzysłów dookoła adresu niepotrzebny?

  • Opcjonalny. I trudno dookoła by było ;).

  • Dzięki wielkie.

    Wszystkie nawiasy trójkątne?

  • Dwa zamykające i dwa otwierające trójkątne, tak.

  • Blacksad

    „Karmazynowy pirat” z Lancasterem – klasyka. I „Sokół morski” z Errol’em Flynn’em (alem miał wpadkę, myląc kiedyś „morskiego” z „maltańskim”:)))
    Osobiście uważam, że każdy z nich bije „przefajnionych” i zmanierowanych specjalnymi efektami „Piratów z Karaibów”.

  • Istnieje jeszcze anime pirackie „One piece”: świetne sprawa jeżeli chodzi o przygodę, ale momentami strasznie zamulają typowymi cechami japońskiej animacji: retrospekcje, zerojedynkowość bohaterów.

    http://en.wikipedia.org/wiki/One_piece :)

  • rysielec, dlatego warto też poczytać mangę „One Piece”. Szczerze polecam, choć bardzo dłuuugie.

Dodaj komentarz