Komiksy · Filmy · Gry · Anime · Manga · Muzyka · Książki · TV · Wywiady · Warszawa

Emo Game


gry · komentarzy 10

emo game

To, co większość z Was zna jako „emo” nie ma z emo nic wspólnego. Nie ma najmniejszego związku. Relacja jest mniej więcej taka jak pomiędzy dzisiejszą sceną hcpunk, a bieżącą działalnością Big Cyca. Nie wiadomo, w którym miejscu to się tak posypało, kiedy emo zostało ukradzione przez system, zgwałcone i pod postacią kupy rozlane po Waszym najbliższym gimnazjum.

Cztery lata temu zło nie dotarło jeszcze do Polski, jak zwykle z powodu kilkuletniego opóźnienia. W tamtym czasie szukając kolejnych piosenek o tym jak to dziewczyny są złe, bo łamią serca chłopcom, w końcu natrafiłem na „Emo Game”, jeden z najniezwyklejszych cykli flashowych gierek w historii medium.

Emo Game to właściwie cztery niezależne od siebie tytuły opierające się na tej samej mechanice odwołującej się do takiej konsolowej klasyki jak „Contra” czy „Metal Slug”. Jednakże jeżeli szukacie jakiejś porządnej strzelaniny, to obecnie w internecie znajdziecie całe setki znacznie lepiej napisanych gier.

Czym właściwie jest „Emo Game”? Poza byciem platformówką z upierdliwym sterowaniem i obskurną mechaniką jest również przewodnikiem po pewnym wycinku niezależnej sceny muzycznej z lat 2002 – 2004. Jest niezamierzonym epitafium na nagrobku drugiej fali emo, listem w butelce. Jest też głosem krytyki wobec amerykańskiej rzeczywistości początku XXI wieku i koktajlem złożonym z elementów ówczesnej popkultury.

emo game

Pierwsza część cyklu była w sumie jeszcze dosyć niewinna: Steven Tyler, wokalista Aerosmith porwał członków zespołu The Get Up Kids i gwałci ich gdzieś w ciemnym lochu. Grupa wokalistów innych zespołów postanawia go dorwać, po drodze wyrównując rachunki z klientami Hot Topicu, Gapa czy szkolnymi osiłkami oraz gwiazdami popkultury w rodzaju Freda Dursta. W międzyczasie dowiadują się o tym, że członkowie emo zespołów posiadają jajniki, które są odpowiedzialne za poziom granej przez ich muzyki. Wstęp do drugiego rozdziału, w którym Jeremy Enigk z Sunny Day Real Estate wykłada te zależności oraz pokrótce przedstawia historię gatunku jest mistrzowski. Po wyjawieniu tej tajemnicy bohaterowie muszą przywrócić równowagę w emo. Gdy w 2002 roku Jason Oda robił tę grę, emo już się przebiło do głównego nurtu i to były ostatnie podrygi przed powrotnym zejściem do podziemia.

emo game

Następna część, oznaczona numerem 1.5, opowiada o perypetiach Alkaline Trio, zespołu który trafił do piekła. Tam na polecenie Boga muszą pozbyć się władcy podziemi, Skeletora. W zadaniu pomoże im galeria znanych postaci z lat 70 i 80: Mr. T, Hulk Hogan czy Jeff Dahmer. Ta część jest najkrótsza i można ją sobie spokojnie podarować, no chyba, że lubi się Alkaline Trio.

emo game

W 2003 roku ukazała się właściwa kontynuacja „Emo Game”, znana jako „Emo Game 2.0”. Dłuższa, znacznie bardziej rozbudowana, z jeszcze większa ilością mini gierek i treści. Z wierzchu mamy więc wyprawę do macicy Anny Nicole Smith którą zdają się nawiedzać Space Invadersi oraz Wojownicze Żółwie Ninja, jednakże jeżeli spojrzymy dalej, za niesmaczne żarty o dekapitacjach i homoseksualnym seksie, to znajdziemy całą masę punkowej wściekłości przeciwko establishmentowi i normom jakie narzuca nam konsumpcjonizm. Jest to też nostalgiczna podróż do lat 80, w świat dzieciństwa ówczesnych dwudziestoparolatków, świat G.I.Joe, prostych gier wideo, „Niekończącej się opowieści” i tak dalej.

emo game

W 2004 roku Ameryka rozgorączkowała się kampanią prezydencką. Fat Wreck wydało składanki „Rock Against Bush”, Michel Moore nakręcił „Fahrenheit 9/11”, a Jason Oda zrobił „Bush Game”, czyli Emo Game w wersji 2.5. Tym razem chodziło już o konkrety – powstrzymanie Georga W. Busha przed reelekcją. Gra to właściwie jeden wielki pamflet na ówczesną republikańską administrację Białego Domu – z Hulkiem Hoganem, He- Manem i Mr. T w roli głównych bohaterów. W trakcie rozgrywki możemy dowiedzieć się o stanie amerykańskich finansów, poziomie długów, PKB, podatkach itd. Wszystko to czym tyle słyszeliśmy przez ostatnie dwa miesiące, ale cztery lata temu jakoś nie bardzo docierało do Amerykanów. Jak pokazał przebieg późniejszych wypadków, Ameryka nie dała się przekonać i Bush Junior rządził następną kadencję.

Kolejne części „Emo Game” były dla mnie przede wszystkim okazją do poznania całej masy świetnych zespołów jak Alkaline Trio, Thursday, Taking Back Sunday czy Coheed And Cambria. Sterowanie i ogólna mechanika nie jest zbyt ciekawa, jednakże dzięki tematyce oraz pixel artowi z późniejszych części gra ma coś w sobie, co sprawia, że trudno się od niej oderwać.

Z dzisiejszego punktu widzenia, „Emo Game” krytykuje wiele ikon popkultury, o których dzisiaj już nie bardzo pamiętamy, takie zespoły jak Creed są obecnie jedynie rumieńcem wstydu na twarzach dwudziestokilkuletnich dziewczyn. Ale centra handlowe i kolejni następcy Mandy Moore czy popunkowych potworków pojawiają się nadal.

Od dłuższego czasu w sieci wisi zapowiedź „Emo Game” w wersji 3.0, jednakże nic nie wskazuje na to, aby w najbliższej przyszłości miała zostać ukończona. Po latach buntu Oda zajął się tworzeniem flashowych gierek na potrzeby dużych kampanii reklamowych – Pepsi, hollywodzkie filmy itd.

Widać teoria emo-jajników jednak jest prawdziwa.

gry

komentarzy 10

  • Zabrzmiało groźnie.
    Zwłaszcza ten wstęp o kupie w gimnazjum.

  • JAPONfan

    Nie byłem nigdy w gimnazjum. Nie moglem znęcać się nad tymi ktorzy pisaliby o mnie na swoich blogach.
    I według popcornu tez jestem emo.

  • Jak mam na mp3 kawałek Smashing Pumpkins, też jestem emo?

  • JAPONfan

    Motyw Drogi presents: „The way to true emo”. I Konrad zakłąda swoja opaske ze znakiem wschodzącego słonca, mówi wam: „wax on, wax off” i uczy was czym jest prawdziwe emo.

  • konrad emo to emo. przyjeło sie co innego niż pierwotnie znaczy i tego nie zmieni nikt.

    to jak piłka palantowa. nikt w nią w palanta nie gra.

  • Nie mam zamiaru cofać kijem Wisły, po prostu pamiętam „korzenie”.

  • Trochę jak z żelazkiem i duszą.

  • albo kulą i kręglami

  • gralem w pierwsza czesc , nawet smieszna
    a swoja droga „something to write home about” getupkids jest w moim top 5-ever-plyt , a matt skiba z alkaline trio jest oficjalnie w kosciele satanistycznym i jara sie death in june itd , wiec ciesze sie , ze wszystkei ich plyty mam tylko na mp3

Dodaj komentarz