Komiksy · Filmy · Gry · Anime · Manga · Muzyka · Książki · TV · Wywiady · Warszawa

Baśnie z 1001 nocy Królewny Śnieżki


papier · komentarzy 13

basnie

Gdy pierwszy raz Gonzo pokazał mi „Baśnie z 1001 nocy Królewny Śnieżki” nieco bałem się, czy aby nie popsują mi przyjemności czytania kolejnych odcinków głównego cyklu „Baśni”. Byłem wtedy dopiero na „Folwarku zwierzęcym”, więc prawdopodobieństwo, że dowiem się za wcześnie, że Hulk jednak wygrywa było dosyć wysokie. Kilka miesięcy później album wydał Egmont i stwierdziłem, że co mi tam, trudno.

Właściwie, co to znaczy „dobry prequel”? Taki, który uzupełnia znane wątki, nadaje jakieś drugie dno, czy też taki, od którego możemy zacząć naszą przygodę z daną serią i traktować jako tom „zero” czy też „-1” i dalej? No i czy jest jakieś sensowne polskie słowo na „prequel”?

Jeśli chodzi o chronologię, to „Baśnie z 1001 nocy” rozgrywają się przed „Na wygnaniu”, a opowiadają o czasach jeszcze wcześniejszych. Jeżeli nie znacie głównego cyklu bez problemu możecie do nich zajrzeć, z drugiej strony, patrząc z punktu widzenia miłośnika serii, album nie wnosi nic szczególnie ważnego do uniwersum, wręcz jest raczej do oglądania, niż czytania.

„Baśnie z 1001 nocy” to jedenaście historii sprzed ucieczki ostatniego Baśniowca do naszego świata. Poznajemy wcześniejsze losy głównych postaci: Śnieżki, Księcia Uroczego, Wilka czy Róży Czerwonej oraz pobocznych bohaterów. Historyjki są lekkie, przyjemne i nie do końca rozumiem, czemu ukazały się w serii „Obrazy grozy”. Przeczytałem, pomyślałem, że ok, fajne, ale jakoś miałem poczucie, że Willingham rozmienia się na drobne. Takie bajki dla samych bajek. Niby dowiedziełem się nowych rzeczy o ulubionych bohaterach, ale nie było to nic, co mnie wcześniej jakoś szczególnie w ich życiorysach interesowało.

basnie

Za rysunki odpowiada jedenaście osób, posługujących się najprzeróżniejszymi stylami. Jest kilka stron autorstwa Jamesa Jeana, ale trafił mu się mało komiksowy scenariusz, jest Derek Kirk Kim, fajnie rysuje również Esao Andrews. Kompletnie nie przemawia do mnie styl w jakim swoją historię narysował John Bolton, mocno ryzykownie wypadł też Mark Wheatley.

Sam nie wiem, dla kogo to jest album. Chyba by mnie za bardzo nie zachęcił do poznania regularnych „Baśni”, zwłaszcza, że potem się okazuje, że seria jest w nieco innym klimacie. Może dobre na prezent dla kogoś kto nie czyta na co dzień komiksów a lubi zabawy konwencją i ładne ilustracje?

Ale miłośnik grozy poczuje się raczej zawiedziony.

komentarzy 13

  • Taka prawda- mnie nieco zbyt zalatuje odcinaniem kuponów od serii. A „Obrazów” także nie rozumiem za chińskiego boga.

  • JAPONfan

    Szybka piłka. Nie czytuje baśni. Lubie ladne ilustracje. ładne one tam sa? mozna bedzie postawic kolo okładek Baśni?

  • Nie wszystkie, ale z kilka historii dla siebie znajdziesz raczej.

  • Ładne akwarelki są.

  • Jeszcze nawet zgrabna historyjka jest z nauką szermierki.

  • No sorry, ale co to ma być – recenzja, czy zbiór przemyśleń? Wszystko wskazuje na recenzję, a dostajemy parę zdań streszczających komiks.

    A sam komiks jest świetny. Fakt – do Obrazów Grozy pasuje „tak se” (aczkolwiek posoka leje się miejscami ostro, a i niektóre „baśnie” są dość drastyczne), jednak do Hellraisera to on się nie umywa ;]. A po co ten komiks i dla kogo? Proste – dla fanów Baśni. I chyba tylko dla nich. Bo to właśnie oni odnajdą tutaj subtelne smaczki i nawiązania do pierwszych tomów i to głównie oni czerpali będą radość z rozwinęcia tegoż uniwersum (a raczej pokazania tego, co wcześniej było niedopowiedziane lub zbywane milczeniem). Ja sie za fana serii uważam i moim zdaniem BZ1001NKŚ to jeden z najlepszych zakupów, jakie zrobiłem w ostatnim kwartale tego roku. No ale wiadomo – de gustibus non est disputandum…

  • @m010ch – strasznie srogi ten Twój blog w stopce i w menu. Oby z zawartością nie okazało się, jak w przypadku „Hardkorporacji”.

  • m010ch: zbiór przemysleń, przecież.

  • Zawsze się zastanawiałem, czym się różnią zbiory przemyśleń i opinie od recenzji, skoro te ostatnie mogą przyjmować różną formę – a widzę na przykład, że generalnie blogerzy starają się unikać jak ognia określania ich tekstów mianem „recenzji”.

  • Jak nazwiesz swój tekst recenzją, to zaraz zaczną się wyliczenia, co w takiej recenzji powinno być, a co nie.

  • @konradh: Dzięki za wyjaśnienie formy posta – to już się nie czepiam :P

    @Rob: Srogi tam zaraz ;> Konwencji będę starał się trzymać jak nadarzy się ku temu okazja, bo w innych przypadkach będzie to wyglądać zwyczajnie sztucznie. Zresztą Twój komentarz brzmi jak wyzwanie, więc postaram się znaleźć okazję ASAP ];>

  • Takie deklaracje w stylu „Jadowita, złośliwa, ironiczna i cyniczna jednostka.” czy „posty frustrata, ociekające jadem od nagłówka, aż do stopki ” kojarzą się bardziej z deklaracjami kim się bardziej chciało być niż kim się jest.

  • @rysielec:
    Zapraszam zatem do napisania odpowiedniego komentarza na moim blogasku – ten post dotyczy raczej komiksu, a nie mojej osoby ;> No i nie wiem w sumie kto by chciał być osobą z moich/Twoich cytatów – budzi to raczej negatywne skojarzenia, no ale oka. Zresztą – masz rację. To tylko taka moja poza, bo rzeczy kontrowersyjne zawsze pobudzają dyskusję i zachęcają do kliknięcia w odnośnik, a licznik odwiedzalności rośnie i rośnie (muszę szybko wsadzić jakiegoś AdSense’a póki sprzyjająca koniunktura;). Generalnie jak widać mój szatański plan się ziścił – stałem się głównym tematem tego postu (posta?) :P

Dodaj komentarz