Komiksy · Filmy · Gry · Anime · Manga · Muzyka · Książki · TV · Wywiady · Warszawa

Come and die with the zombies in the moonlight


muzyka · komentarzy 16

Apple = zuooooo!
Paweł Kamiński jest naszym stałym czytelnikiem, a jego dzisiejszy gościnny występ jest wynikiem pewnego komentarza. Dzięki Pawłowi będziedzie mieli dzisiaj dużo do słuchania, a jeżeli chcielibyście bardziej poznać jego gust muzyczny, włączcie w poniedziałek audycję Złomowisko – Łukasz.

Zapis referatu wygłoszonego na corocznym Kongresie Zombiologicznym przez prof. S. Jonaliste.
Warszawa, listopad 2025 (17 lat po Dniu „Z”, 2 lata po Dniu Oczyszczenia)

Drodzy zebrani… Zapewne nie muszę przypominać, w jakim celu co roku zbieramy się w tym miejscu i w tak licznym gronie. Mam jednak świadomość, że niektórzy z Was są tu po raz pierwszy, dlatego jeszcze raz powtórzę… Kongres Zombiologiczny zbiera się, by monitorować i omawiać nowe odkrycia, wątpliwości i zagrożenia związane z epidemią zombizmu. Robimy to, by tragedia, jaka miała miejsce na świecie, nie powtórzyła się już nigdy.

Nie muszę chyba nikomu udowadniać, że epidemia zombizmu była olbrzymim kataklizmem. Często w tym miejscu zadajemy sobie pytanie „Dlaczego do niej doszło?”. Jedna z odpowiedzi brzmi: ponieważ przed Dniem „Z” bagatelizowano zagrożenie, a zombie były modnym elementem popkultury. Tak, tak, drodzy zebrani. Te szkaradne monstra wzbudzały zachwyt milionów… Dlatego w naszym, lepszym świecie, zakazaliśmy dystrybucji i produkcji filmów o zombie, a gier komputerowych zakazaliśmy w ogóle! Jednak pominęliśmy jedno zagrożenie – muzykę traktującą o żywych trupach. I nie mówię tu o soundtrackach do filmów, które też oczywiście nakazaliśmy zniszczyć. Mówię o kapelach zakładanych przez dewiantów, którzy kochają śpiewać o zombie przy muzyce, której nie zniosą uszy normalnego człowieka. Mówię o rock ’n’ rollu we wszelkich jego plugawych odmianach, który przekonuje ludzi, że zombie są cool. I dziś wymienię Wam zespoły, których słuchania należałoby zakazać!

Rozkład obyczajów

Nie trzeba daleko szukać, by znaleźć zespoły metalowe, które zarówno nazwą jak i tematyką tekstów nawiązują do zombie… Metalowi wykolejeńcy uwielbiają poruszać się w klimatach śmierci, zła i Szatana, więc dołączenie tam horroru czy właśnie zombie, to nic dziwnego. Jednak, po choćby pobieżnym przesłuchaniu, okazuje się, że najczęściej to właśnie nazwa jest najfajniejszą częścią zespołu. Większość z tych kapel nie ma za wielkiego stażu – kilka demówek, najwyżej jedną płytę na koncie. A mimo to, może powinniśmy monitorować działalność zespołów w stylu Zombie Destrüktion? W końcu na ich pierwszej płycie znajdziemy utwór „Brains” z jakże sugestywnym tekstem:

We want
Your brain!
We want
Your brain!
Morbid zombies
roam the streets
heaps of corpses
chunks of meat

Trzeba jednak niezwykłej cierpliwości, by przekopać się przez podobne do siebie deathmetalowe zespoliki w stylu Zombie Hate Brigade (chociaż mają klimatyczną okładkę debiutu, nawiązującą do starych plakatów filmowych), Zombie Virus Infection, Zombie Corpse Autopsy czy inne grające setny raz to samo, a często do tego będące niezbyt śmiesznym żartem – jak Zombiemoles. Braindead i Electrozombies to też tylko chwytliwe nazwy… Ciekawsi wydają się Japończycy z Zombie Ritual. Jak to Japończycy – do końca normalni nie są – w tytule każdego utworu, ze wszystkich czterech albumów, znajduje się słowo „zombie” (hybryda Zom-beer urzeka nawet mnie). No i te okładki – czysta apoteoza zombizmu. Tylko trudno jest słuchaczowi przegryźć się przez growlowane ryki wokalisty, by zrozumieć, co on właściwie o tych zombie śpiewa. Może i dobrze.

Są oczywiście zespoły grające bardziej nośną i hitowatą odmianę metalu z zombie w tle. Zombie Autopilot „tworzy” lekki heavy, ale robi to mocno amatorsko, a jedynym co wiąże go z zombie jest nazwa i okładka z obowiązkowym żywym trupem (przypominającym nieco goblina). Podobny poziom prezentuje Zombie Metropolis, którego członkowie natychmiast powinni dokonać dekapitacji wokalisty. Może wtedy kawałki o nęcących młode umysły tytułach „Zombie Love” czy „Zombie Apocalypse” zaczęłyby się do czegoś nadawać. Dopóki tego nie zrobią, nie ma sensu się nimi przejmować. Ten sam problem ma Zombie Mafia – nie wiem jakim cudem zagrali z tuzami sceny metalowej – Cradle of Filth i Satyricon… A wszystkie te zespoliki mają dodatkowo tę samą wadę – nazwa związana z zombie rzadko pociąga za sobą coś więcej. Najczęściej zzombifikowane są okładki i wygląd muzyków, rzadziej teksty czy ogólny „klimat” muzyki, który sprawiłby, że zaczniemy nerwowo oglądać się przez ramię. Najwięcej takiego nastroju ma chyba formacja Zombie Death Stench – posłuchajcie choćby „March Of The Dead” czy „We Will Eat You”.
Prawdopodobnie dochodzicie już do wniosku, że cały nurt zespołów metalowych z „zombie” w nazwie to chała i żerowanie na popularności horrorów. Prawie macie rację. Jest jeden wykonawca, którego nazwać można perłą takiej muzyki i zarazem wielkim zagrożeniem dla niewykształconych umysłów naszej młodzieży. Mówię o Robie oczywiście Zombie, który w 1985 roku powołał do życia nieistniejący już zespół White Zombie – przy nich wspomniane wcześniej grupy to płotki.
Zombie image
Ci panowie od początku wiedzieli o co im chodzi. Nazwa zespołu, to nawiązanie do horroru „White Zombie” z kultowym już Belą Lugosi (Bela Lugosi is not dead!), a w całej dyskografii zespołu znajdziemy ewidentne hołdy dla starych horrorów. Dwa najbardziej zombistyczne kawałki, to obłędnie się zaczynający „I Zombie” oraz „Die, Zombie, Die” z opętańczym zarzynaniem gitary na końcu. Ciekawią mnie utwory „I Am a Legend” i „Grindhouse” – nie znalazłem nigdzie potwierdzenia, czy nawiązują do filmów… Ciekawostka: fanem młodzieńczych dokonań White Zombie był Kurt Cobain, ale na szczęście (albo niestety) nie poszedł w ślady swych idoli…
White Zombie rozpada się w 1998 roku, a jego lider postanawia kontynuować karierę solową, nie zrywając ze stylistyką, w której obracał się jego poprzedni zespół. Do masowej wyobraźni wdziera się hitem „Dragula”, wykorzystanym m.in. w „Matriksie” – jednak akurat ten utwór nie jest o zombie – i w ogóle mało już takich powstaje. Z WZ łączy jego solową twórczość charakterystyczny klimat rodem z horrorów. Rob często bawił się wplataniem w utwory cytatów z filmów – konia z rzędem temu, kto będzie spał spokojnie po skromnym intrze do debiutu „Hellbilly Deluxe” zatytułowanym nie inaczej jak „Call of the Zombie” – jednak pełny utwór to to nie jest. Mr Zombie dał się też poznać jako reżyser horrorów – spod jego nadgniłej ręki wyszedł średniawy „Dom 1000 trupów” (raczej tani gore niż horror, z czego śmiały się nawet muppety), do którego sam mistrz napisał kawałek tytułowy. Niestety jakoś ostatnio stępiły się Robowi zęby i płyta „Educated Horses” nijak ma się do grozy z debiutu ani dokonań White Zombie. Cóż, Rob to nie Bela Lugosi, żeby w wiekiem był coraz lepszy.

Jest jeszcze kilka(naście?) zespołów metalowych, które część swoich utworów poświęciły truposzom. Niemiecki Tankard zadebiutował płytą „Zombie Attack”, gdzie taki sam tytuł nosi utwór otwierający – zwróćcie uwagę na fanowskie video, zawierające fragmenty filmów zakazanych. Cannibal Corpse stworzył „The Undead Will Feast” (zamiast teledysku, klimatyczna okładka) i „Buried in the Backyard” – obydwa z albumu „Eaten Back to Life”. Potem na „Gore Obsessed” znalazło się jeszcze „Pit of Zombie”. Zapewnie CC nagrało więcej utworów o żywych trupach, ale gdy czytam ich teksty, to zawsze zastanawia mnie, czy chodzi w nich o zombie, czy o masowych morderców i kanibali (albo jedno i drugie naraz). Sporo zombistycznej tematyki jest u Mortician – widać to już na okładkach albumów „Darkest Day of Horror” czy „Re-Animated Dead Flesh” oraz oczywiście na „Zombie Apocalypse” z utworem tytułowym:

Ripping through the Earth
Lust for blood and death
Seeking human flesh
Hunger of the dead
Human corpses bled
Ripping off the heads
Bones are torn of flesh

Na dwóch płytach thrashowej formacji Gama Bomb znalazły się w sumie cztery kawałki o zombie. Szkaradnym tworem jest zwłaszcza „Zombi Brew” o trupach robiących alkohol z ludzkich mózgów. A okładka ich drugiego albumu „Citizen Brain” ucieszy oko każdego komiksowego nerda, jakich pełno wśród młodzieży fascynującej się zombie. No i fragment tekstów:

Disembrained bodies coming back from the dead
Disembowelled hands take the brains from your head

Eksplorując dalej metalowe poletko wypada wspomnieć, że Pain nagrał utwór „Zombie Slam” z teledyskiem w odpowiednich dekoracjach. Ozzy Osbourne zaśpiewał „Zombie Stomp”, a Alice Cooper „Cold Ethyl” poświęcony nekrofilii (ok, to już jest dość odległe od tematyki zombie). Podobne do Coopera obszary (love me to the end…) eksploruje Murderdolls w „She Was A Teenage Zombie”. Chociaż się od nekrofilii odżegnują:

Not a necropiliac, I guess I was bored
I just love to spend my
Time with a fresh embalmed corpse

Frontman Murderdolls – Joseph Poole – prowadzi karierę solową jako Wednesday 13. Do utworu „I Walked With A Zombie” stworzył teledysk uznawany za jeden z fajniejszych w całym tym nurcie:


Wprawdzie obydwa jego projekty, to już lżejsze, punkowate granie, ale metalowego czadu (i kiczu) tam nie brakuje.

Aż dziwne, że koncept-albumu o zombie nie nagrał koleś zwany metalowym królem horroru – King Diamond. Co prawda popełnił album „Voodoo”, ale jak wiadomo za pomocą takich rytuałów tworzy się tylko „fałszywe zombie”. Niemniej warto zwrócić na niego uwagę, bo to wykolejeniec jakich mało. Do tematyki vodoo-zombie nawiązuje też Cooper w „Zombie Dance”. Jest jeszcze utwór Death „Zombie Ritual”, ale ciężko mi na podstawie tekstu stwierdzić, czy traktuje o vodoo i zombie w ogóle. Zważywszy, że pochodzi z albumu „Scream Bloody Gore” jest to całkiem możliwe…

Ze sceny punkowej trzeba zapamiętać jedną nazwę: The Misfits. O „Braineaters” wiedzą chyba wszyscy, ale ci twórcy horror punka mieli o wiele więcej kawałków nawiązujących do mózgozjadaczy. Wymienię tylko „Astro Zombies” (od horroru o takim samym tytule – z niego jakiś fan zmontował teledysk), Night of the Living Dead (patrz poprzedni nawias, ale teledysk jest z różnych horrorów). Z ważniejszych faktów z życia Misfits: 4 lipca 1979 gitarzysta Bobby Steele, wychodząc z klubu Mudd, obrzygał buty Johna Lennona.

Kolejny siejący zarazę zespół punkowy, którego trzeba się strzec, to Zombie Apocalypse. Ich specjalność to krótkie i ostre jak brzytwa kompozycje, bliższe metalowi i ogólnie nawiązujące do śmierci i zagłady.
Rock jest martwy, stary

The Creepniks swoim imidżem wyraźnie pokazują, kim są ich idole. Zamieszczony na ichpejsie „Zombie Stomp” jako żywo przypomina fragment soundtracku do „Planet Terror”. Jeśli dwa kawałki z majspejsa nie uświadomiły Wam zagrożenia, jakie niesie ta hybryda psychobilly i country, to sprawdźcie ich stronę, gdzie do pobrania jest prawie cały album „Graveyard Shindig”. Chłopcy z zadowoleniem publikują tam też fragmenty negatywnych recenzji, jakie znalazły się w prasie. Złośliwe określenie „Misfits clone #138” jest wyjątkowo celne… No, ale pokażcie mi coś nowatorskiego w muzyce punkowej?
Z tej samej szufladki tylko lżej zagrane: The Horrorpops – „Walk Like A Zombie” i The Cramps – „Zombie Dance”. No i polski Miguel and the Living Dead, wart uwagi tylko za nazwę. Cały ten zalew horror-zombie-punk-ska-rocka doskonale obśmiewa Tom Petty w „Zombie Zoo”:

You shaved off all you’re hair
You look like Boris Karloff and you don’t even care
You’re dancin’ at the Zombie Zoo

Ostatnim z działki w-miarę-ciężkomuzycznej będzie pozornie uroczy duet Zombie Girl, który na koncie ma między innymi płytę „Blood, Brains & Rock’n’roll”. Album wzbudził nieco kontrowersji – fotografia, o której wspomina artykuł faktycznie do „najlżejszych” nie należy. Całkiem sporo utworów można odsłuchać na ich stronce – sprawdźcie koniecznie „Jesus Was A Zombie”, który opowiada o szeroko znanych w internecie teoriach. Zombie Girl idzie raczej w industrial czy electro, więcej tu bitu niż gitar, ale znajdzie się też cover rockowego klasyka: „Riders On The Storm”.
Z weselszych utworów z bitem, już w bardziej popowym sosie: Halloween Kickerz„The Zombie Dance”. Jeśli noga sama zaczęła wybijać rytm, a nie macie ochoty potańczyć, to nie włączajcie nieprzyzwoicie radosnego bluesrockowego Fleshtones – „I Was A Teenage Zombie” (a polska formacja Vespa nagrała niedawno „I Was A Teenage Werewolf”) i nie poprawiajcie Frankiem Zappą „Zombie Woof”. Po tej trójcy nic nie powstrzyma was od ruszenia kaczkowatym chodem na parkiet. Żeby odpocząć – The Zombeatles – „A Hard Day’s Night Of The Living Dead” – szkaradna perełka, apoteoza zombizmu i wyśmiewanie się z klasyka.

Zbliżamy się do końca, czas więc rozprawić się z mitem. Czas na zespoły, których muzyka nijak się ma do pierwiastka zombistycznego zawartego w tytule lub nazwie. W przeciwieństwie do wymienionych na początku zespołów metalowych, ta muzyka nie jest nawet agresywna ani mroczna.

Klasyk grupy The Cranberries „Zombie” to tylko protest song przeciwko zamachom w Irlandii Północnej. Nagrodę za najbardziej mylący tytuł dostaje Faith No More za balladę miłosną „Zombie Eaters”. To już więcej energii ma ich „Surprise You Are Dead”, ale też nie jest o chodzących truposzach. Takie „She’s Not Here” i „Tell Her No” grupy The Zombies, to też chwytliwe utworki, ale imydż zespołu nie ma absolutnie nic wspólnego z nazwą. Tak samo tytuł kawałka The Hooters „All You Zombies” – nijak ma się do treści. Ciężko mi powiedzieć, czy „I Walked With a Zombie” grupy R.E.M. serio dotyczy spaceru z trupem, bo tekst jest dość ubogi. Za to kawałek jest rytmiczny i można przy nim uprawiać zombie walk. Krok zombiaka można też trenować przy Zombie Disco Squad i Zombie Nation, ale będzie on przypominał Atak Zombie Epileptyków (niezłe, muszę opatentować), bo obydwa to jakaś odmiana techno.

Na sam koniec zespół, o którego muzyce nie wiem nic. Zupełnie nie mam pojęcia co gra Zombie Band from Hell. I chyba nie chcę wiedzieć… Mam dość! Kończymy zebranie, wszyscy już rozumieją, jak wielkie jest zagrożenie. Ogłaszam przerwę i proszę mi puścić ABBĘ!

komentarzy 16

Dodaj komentarz