Komiksy · Filmy · Gry · Anime · Manga · Muzyka · Książki · TV · Wywiady · Warszawa

Przepraszam, czy to pańska ręka?


film · komentarzy 28

zombie filmy
Dzisiejszy tekst przygotował Robert Sienicki, który pod pseudonimem Bele występuje w tylu różnych rolach, że tym razem tylko zaanonsujemy go jako scenarzystę „Rycerza Janka” – Konrad.

Filmów z zombie w tle natrzaskano niezliczoną liczbę. Nie sposób jest obejrzeć nawet połowy tych arcydzieł. Chociaż szczere mówiąc, po co? Istnieje pewne popularne przysłowie „Jeśli widziałeś jeden film o zombie – widziałeś wszystkie”*.

Popularność tych przeuroczych kreatur na dobre zaczęła się od klasycznego już filmu „Noc żywych trupów” w reżyserii Georga Romero. Jednak ukochane żywe trupy rozpoczęły swoją karierę troszkę wcześniej. Zanim nastała ich noc wystąpiły w takich produkcjach jak: „I Eat Your Skin”, „I Walked with a Zombie”, „King of Zombies”, „Revolt of the Zombies” (1936 – jeden z pierwszych filmów z Zombie w tytule) czy wspaniale tłumaczący zjawisko nieumarłych – „The Incredibly Strange Creatures Who Stopped Living and Became Mixed-Up Zombies”. Nasze krwiożercze stwory pokazały się również w uwielbianym przez wszystkich „Planie 9 z kosmosu” Eda Wooda oraz zaatakowały Broadway w 1945.

Jednak to Romero pokazał nam prawdziwych nieumarłych. Chwała mu za to i za serię „Zombie na każdą porę dnia” (tak, teraz to wymyśliłem). W okresie Romero/po Romero każdy zombie miał swój czas. Świt. Zmierzch. Noc. Jestem też prawie pewny, że mieli też własny „wtorek”.

Pierwszy film George’a zapoczątkował schemat, według którego zbudowano 80% innych filmów. Grupka przestraszonych ludzi + jeszcze większa grupka zombie = WKJ (Wielka krwawa jatka).

Do tych filmów właśnie odnosi się moje przysłowie. Łatwo je odróżnić, gdyż w większości ich tytuły kończą się na „… of the Dead”. Bywają jednak filmy, których twórcy postanawiają się odciąć od tradycyjnego schematu i ruszają na zupełnie nowe i nieodkryte tereny. Dzięki takim twórcom dostaliśmy produkcje takie jak „Rotten Shaolin Zombies” czy film na którego poszukaniu zamierzam spędzić resztę życia (życia po śmierci również, jeśli się uda) – „Zombie Ninja Gangbangers”.

zombie filmy

Tematu zombie podejmowali się też artyści znani z innych ciekawych produkcji. Z różnym skutkiem. Skupię się jedynie na poleceniu tych dobrych, bo mam ograniczenie miejsca.

„28 Dni Później” to wizja Danny’ego Boyle’a – twórcy rewelacyjnego „Trainspotting” i „Shallow Grave”. Film, który był mi polecany przez wiele lat i wychwalany przez każdego kto go obejrzał.

Za filmową wariację na temat nieumarłych zabrał się również Tiziano Sclavi (znany komiksowej braci jako Pan od „Dylan Dog”). „The Cemetery Man”, bo o tym filmie mowa jest czarną komedią utrzymaną w podobnym klimacie, co wydawany przez Egmont komiks o detektywie mroku. Na dodatek w głównej roli wystąpił Rupert Everett, który był pierwowzorem Dylana.

W pewnym filmie animowanym zombie (tak, one były już wszędzie) dostały nawet własną wyspę na którą trafił Scooby Doo ze swoimi przyjaciółmi. Dzięki temu zabiegowi dostaliśmy najlepszą pełnometrażową przygodę tego głupiego psa i wścibskich dzieciaków. Nie będę ukrywał – „Scooby Doo na Wyspie Zombie” to jedna z moich ulubionych animacji.

zombie filmy

Prawie zapomniałbym o jednym z moich ulubionych filmów (w ogóle, nie lista zombie), czyli „Wysyp żywych trupów”. Edgar Wright udowodnił, że można zrobić nawet komedię romantyczną z zombie w tle. Simon Pegg ratujący swoją dziewczynę i matkę przed krwiożerczymi bestiami. Na dokładkę genialny plan ratunku zakładający konieczność zabicia ojczyma oraz jedną z zabawniejszych scen akcji w historii – okładanie zombie barmana kijami bilardowymi w rytm muzyki Queen. Nakręciłem się, muszę zrobić małą przerwę i ponownie to obejrzeć.

Można winić zombie za to, że zalały rynek filmowy milionami kiczowatych produkcji. Możemy ciskać gromami, pokazywać na nich palcami i szeptać im za plecami. Pamiętajmy tylko o jednym. Gdyby nie te filmy nie dostalibyśmy filmu „Planet Terror” Roberta Rodrigueza. W zasadzie nie muszę nic na ten temat pisać, gdyż każdy o tym słyszał, ale według mnie jest to prawdopodobnie najlepsza opowieść o mięsożernych truposzach jaką miałem przyjemność oglądać (oczywiście, aby utrzymywać swój wizerunek krytyka filmowego, powinienem chwalić jedynie oryginał Romero i wszystko inne uważać za niedorastające mu do pięt. Upadłby on i tak w dalszej części tego tekstu, więc chrzanić to). Rodriguez zaserwował nam hołd dla wszystkich naprawdę tandetnych filmideł o których była mowa wcześniej. „Planet Terror” opiera się na tym samym schemacie co 80% innych dzieł, ale reżyser „Desperado” potrafił przekazać swoją opowieść z przymrużeniem oka i z doskonałym czarnym humorem, przez co wyniósł tę krwawą historię niemal do rangi kina artystycznego. Do sukcesu przyczyniła się też obsada aktorska z Brucem Willisem i Quentinem Tarantino na czele. Istny król wśród Zombie Movies.

zombie filmy

Na sam koniec mojego nieco przynudzającego wywodu przytoczę chyba najświeższą (Jeszcze ciepłą. Łapiecie?) produkcję. Większość facetów słyszała o niej, ponieważ gra tam aktorka, którą widzieliśmy już wiele razy i to od każdej strony (dwuznaczny żarcik) – Jenna Jameson. Teraz już wszyscy wiemy, że zamierzam powiedzieć o „Zombie Strippers”. Fabuła jest naprawdę interesująca. W dużym skrócie – wypuszczono wirusa, zarażony koleś trafił do klubu ze striptizem, gdzie przypadkowo dziabnął główną bohaterkę, która w wersji nieumarłej zaczęła jeszcze lepiej wywijać sztucznymi cyckami przy rurze.

Film jest strasznie kiczowaty (lecz nie aż tak strasznie jak „Jesus Christ: Vampire Hunter”), z fatalnymi efektami specjalnymi i naprawdę niskim budżetem. Dostaliśmy filmidło naprawdę tępe, brutalne, lecz również niesamowicie zabawne. Warto stracić te 90 minut dla samej sceny z kulami bilardowymi oraz rzadko widywanego bez charakteryzacji Roberta Englunda.

Na zakończenie mojego pierwszego (i zapewne jedynego) gościnnego występu na Motywie Drogi chciałem zarzucić jakimś mądrym zdaniem. Lecz jedyne co mi chodzi po głowie to, że zdecydowanie zbyt dużo czasu tracę na oglądaniu gównianych filmów…

* – tak naprawdę to nie ma takiego przysłowia. Wymyśliłem je na potrzeby tego tekstu, tak samo jak Alan Moore wymyślił słynne polskie przysłowie o kawie na potrzeby „Strażników”.

film

komentarzy 28

  • JAPONfan

    * to trawers innego slynnego powiedzenia „Jesli widziales jeden film z Donem Lockwoodem to tak jakbys widzila je wszystkie” ktore Kathy Selden wyglasza do Dona Lockwooda w „Deszczowej Piosence”.

  • Fido, nie wspominanie o Fido to błąd.:P
    http://pl.youtube.com/watch?v=8Mo6C6up1Qo

  • Nakręcony na filmy Zacka Snydera i filmy z Pegg’iem obejrzałem właśnie ostatnio „Wysyp żywych trupów” i „Świt żywych trupów”. Oba podobne i na swój sposób ciekawe, ale kolejnych filmów o zombiakach już mi się nie chce oglądać :)

  • Liczę na częstsze pojawianie się Belego na łamach MD. Może dużo wnieść i pisze ciekawiej niż np. Chudy.

  • Bele – drążąc historię nie wspomniałeś o White Zombie (1932) z Lugosim. Błąd.

    Poza tym ani słowa o Martwicy Mózgu??? Pare innych pozycji by się jeszcze znalazło :]

  • no właśnie, pare innych pozycji… Living Dead? Army of Darkness? nic o Night of the Day of the Dawn of the Son of the Bride of the Return of the Terror???

  • Gonzo.. jak dostaniesz w końcu to pozwolenie to napiszesz apendix, który nie będzie połebkowy ;).

  • pozwolenie dostanę, jeśli… zdziwisz się. wrócimy do tematu :]

  • No Martwicy brak :( i włoskiej odnogi w filmach o zombie. Ale jako tekst dla ludzi, którzy nie interesują się tą tematyką, a chcieliby, dobrze się sprawdza. Co do dyptyku Boyle’a, to w sumie trudno powiedzieć, czy mamy w nim do czynienia z zombie. A jeśli tak, to na pewno nie w klasycznej formie.

  • no zombie ewoluują. w RECo zombiaki to efekt nawiedzenia czy coś tam. zmienia się koncepcja z czasem.

    a co do zombii Fulciego to nie wiem czy wogóle Bele o nich słyszał.

    hehe. tak. pastwię się.

  • Bele w ramach pokuty napisze teraz „Top 10 filmów z Jenną Jameson” i uzasadni kolejność. ;)

  • Jeśli wspomniano już Fulciego to warto by podlinkować kultową scenę z jego ‚Zombie Flesh Eaters’.

    MÓÓÓÓZG.

  • filmy o zombie są zdecydowanie nie dla mnie. nuuuudy. a zombie strippers to w ogole jakies nieporozumienie. już viv thomas bardziej mnie kręci. jesli widziales jeden film z jego wytwórni to zassiesz na pewno kilka nastepnych :D

  • Ja to do tej chwili nie wiedziałem kto to jest Viv Thomas. Właśnie mnie razem z wujkiem guglem uświadomiłaś. A fu!

  • Mnie kiedyś w osłupienie wproawdziły atak ryby-zombie, w dość miernym filmie pt. „Zombie z Berkeley”. Chodź ta jedna scena była rozwalająca.

  • no to słaby ale zabawny film jest, redneck wyciągający giwery z powietrza rządził.

  • Mnie w filmie zabił wątek kosmiczny, który był raczej komiczny. W sumie już nawet nie pamiętam na ile lufowej strzelbie się skończyło:). A ktoś widział „Black Sheep”?

  • A w ogóle to „White Zombie” można sobie w całości obejrzeć na YT:
    kliku klik
    @stoniu – gonz widział Black Sheep, nawet opisywał:
    kliku klik

  • „Black Sheep” było tak chore, że aż straszliwie zabawne :D

  • Prędzej a kto nie widział? :)
    W weekend przygotuję może listę filmów o zombie co mam, z pamięci nie da rady, w cholerę tego jest.
    BTW rewelacyjny cytat z okładki: „Najlepszy film o zombie w kobiecym więzieniu” – muszę więcej z tego gatunku poszukać :D

  • ta, najlepsze że ten tekst z okładki to był cytat z jakiegoś magazynu. przypuszczam że w tej recenzji miało to nieco inną wymowę niż na okładce :D

  • Jeśli już mowa o top10 – jakiś czas temu, chciałem nadrobić zaległości z zombifilmów, więc napisałem do znajomego maniaka z takim pytaniem. Dostałem:
    1. Night of the living dead (1968) [potem możesz obadać ta z 1990]
    2. Dawn of the Dead (1978) nie remake!
    3. Day of the Dead
    4. The Living Dead at Manchester Morgue (niedocenione a genialne)
    5. Zombie 2 a.k.a Zombie Flesh Eaters
    7. City of the living dead
    8 Seven Gates of hell
    9. 28 Days Later
    10. Rec
    I dopisek: Grindhouse obejrzyj sobie na końcu, żeby wyłapać konteksty!

    Za jakiś czas zweryfikuję. :)

  • Patrząc na twoją listę P, widzę, że mam jeszcze zaległości w tym temacie.

  • Jak pisałem – nie jest moja i też właśnie zacząłem nadrabiać.
    Pozycję nr 1 można pobrać legalnie stąd, co też nie zostało wspomniane. ;-)

  • Akurat to „Noc” mam z jakiegoś czasopisma. Co do archive, jest tam wiele zacnych filmów np. „Upadek domu Usherów” Epstein’a, „Golem”,”Faust”. Jak ktoś lubi filmy sprzed IIWŚ, to na archive można poszperać.

  • Ja wiem że Noc wprowadziła zombiaki do popkultury, ale dla mnie na tym jej wielkość się kończy, ponad nią stawiam i Świt, i remake Świtu, i 28 dni, i pare innych rzeczy. Noc to zabytek. A Rec to padaczka.

  • Trochę spóźniony komentarz, ale w kwestii filmów o Zombie polecam ten artykuł – http://www.film.org.pl/prace/zombie.html

  • Żaden komentarz nie jest „spóźniony” ;). Czytajcie poprzednie wpisy i komentujcie ile się Wam żywnie podoba. Dzięki za linka.

Dodaj komentarz