Opublikowane o 17:00, 3 listopada 2008
autor: Konrad Hildebrand

Komentarze: 19

wojna zombie

Czytając „Żywe trupy” wielokrotnie zastanawiałem się, w jaki sposób rozpoczęła się apokalipsa zombie. Co działo się podczas kilkutygodniowej śpiączki Ricka, w jaki sposób ludzie walczyli z rozszerzającą się zarazą i wreszcie, jak radzą sobie w tej chwili. W dotychczas wydanych przez wydawnictwo Taurus częściach cyklu, Kirkman pokazał kilka grup ocalałych, rzucił kilka smaczków, jednakże potem zajął się psychologią swoich bohaterów. Max Brooks w „Wojnie zombie” częściowo zapełnił kilka dziur w moich wyobrażeniach o rozwoju pandemii zombie i sposobach jej zwalczania.

W swojej wcześniej książce, „Zombie survival”, Brooks szczegółowo zajął się walką z zombie w skali mikro, opisał sposoby w jakie każdy przy pewnym nakładzie środków może przygotować się do Świtu Żywych Trupów i zaradzić mu u samych źródeł. W „Wojnie…” idzie już na całość, przedstawiając świat w trakcie i po apokalipsie.

Dla książki kluczowe jest to właśnie „po”. W wizji Brooksa ludzkości udało się, przy ciężkich stratach, pokonać zombie. Gdy kupowałem „Wojnę” spodziewałem się klasycznej powieści o grupie śmiałków, którzy radzą sobie z zarazą. Zamiast tego, Brooks przybrał rolę reportera, który przeprowadza szereg wywiadów z weteranami wojny z całego świata. Co jest bardzo cwanym zabiegiem, bo nie dość, że można łatwo pokazać rozmach działań, to jeszcze tego typu wywiady można tworzyć w nieskończoność, dodając kolejne szczegóły do obrazu.

wojna zombie

Tak jak w „Żywych trupach” Kirkmana zaraza jest pretekstem do pokazania, że prawdziwymi potworami są ludzie, tak „Wojna zombie” jest głosem nawołującym do powrotu do protestanckich ideałów Stanów Zjednoczonych – wyrzeknięciu się szalonej konsumpcji, powrót do współpracy w obrębie lokalnej społeczności, wreszcie kult niezależności wyrażany nielimitowanym dostępem do broni. Gdzieś tam na drugim planie Brooks na swój sposób modli się o tego rodzaju kataklizm, który obudziłby gnuśnych Amerykanów, odsiał tych najbardziej zepsutych. Chrzest ognia z gnijących łap wyjących zombie? Czemu nie, jeżeli rezultatem tego ma być kolejne zbawienie świata przez Amerykę.

Brooks skupia się głównie na opisywaniu amerykańskiego teatru działań wojennych – inne zakątki świata służą mu wyłącznie za pretekst do ciekawych opowieści, jak ta o rosyjskiej atomowej łodzi podwodnej, izraelskiej kwarantannie czy chyba najbardziej działającej na wyobraźnię historii o Korei Północnej.

W gruncie rzeczy po dobrnięciu do końca „Wojny” miałem pewien niedosyt, trochę jak dla mnie to zbyt szybko poszło, rach ciach i ludzkość zaczęła wstawać na nogi w oparciu o zreformowane struktury państwowe. Zabrakło mi większej ilości obrazów chaosu, rozkładu i anarchii, Brooks zbyt szybko przeskoczył do amerykańskiego happy endu, zostawiając losy wojny w pozostałych zakątkach świata nieco w zawieszeniu. Jasne, tego rodzaju niedopowiedzenia rozpalają wyobraźnię, ale mimo wszystko chciałbym uzyskać kilka odpowiedzi więcej.

Zwłaszcza na temat Korei.

Komentarze

titos2k dnia 3 listopada 2008 o 20:56

to jak w ‘dniu niepodległości’
rola ‘reszty świata’ została spłycona do 2 minut filmu.


/P/ dnia 3 listopada 2008 o 21:03

No, ale kto zrobił ten film? ;) Hm?


JAPONfan dnia 3 listopada 2008 o 21:13

Bo reszta swiaa doskonale sobie potrafi poradzić. ;) jestesmy chudsi, szybciej biegamy, mocniej walimy deska z gwoździem i wystarczy nam nielmitowany dostep do tasaka;).


lukaszb dnia 3 listopada 2008 o 21:26

Ja „Wojny” nie czytałem, za to „Zombie Survival” bardzo mi się podobał, acz w połowie czułem trochę zmęczenia formą. „Survival” stoi przede wszystkim humorem i wieloaspektowym podejściem do radzenia sobie z otaczającym zombizmem ;).


/P/ dnia 3 listopada 2008 o 22:04

+1 do opinii Łukasza
Wojna czeka i się kurzy… W końcu wstanie i zje mój mózg.


C.Z dnia 4 listopada 2008 o 12:28

Jeśli chodzi o Zombie Survival, to mi najbardziej podobała się wariacja na temat , w „Danger! 50,000 Zombies!” Nicka Frosta i Simona Pegga. Jak ktoś nie widział jeszcze to na jutubie jest podzielone na części.


Wojtek dnia 4 listopada 2008 o 16:50

Mam niemiłe wrażenie że wasz Tydzień z Zombie śmierdzi na kilometr plagiatem Tygodnia Umarłych, Zombie Zone.


konradh dnia 4 listopada 2008 o 17:01

Twoje wrażenie jest mylne. Będziesz musiał nam uwierzyć, a przynajmniej mi, że gdy wymyślaliśmy tematykę tego Tygodnia Tematycznego nie zaglądałem na ZombieZone, na którym chyba byłem ostatni raz strasznie dawno temu.

Zombie na przełomie października/listopada to chyba całkiem popularny temat? A z tego co widzę, to na Zombie Zone jest ugryziony z nieco innej strony.

Właściwie zupełnie innej.


lukaszb dnia 4 listopada 2008 o 17:08

Hej. Ale z drugiej strony ma śmierdzieć! Przecież to tydzień zombie.

Ale tak serio, Wojtku… Teksty gościnne dogadujemy od dłuższego czasu (z gonzem gadaliśmy już dobre dwa tygodnie temu, niestety bastard tekstu nie napisze), więc chyba naprawdę musisz nam uwierzyć.


Wojtek dnia 4 listopada 2008 o 17:23

Oczywiście nie odbierzcie tego jako ataku na was ale tak sobie myślę że inaczej tego skojarzyć nie można bo Tydzień Umarłych zakończył się zaledwie 3 dni temu na Zombie Zone. I co do czasu to mogliście rozmawiać nawet i półroku temu ;-) O ile dobrze pamiętam Zombie Zone robiło już wcześniej takie rzeczy. Mimo wszystko będę śledził wasze postępy tutaj bo jestem strasznie napalonym fanem zombie.


konradh dnia 4 listopada 2008 o 17:36

Proszę bardzo :)


/P/ alias Verminard dnia 6 listopada 2008 o 20:02

To Zombie Zone musi robić specjalny tydzień, by pisać o zombie? Strange…

Poza tym, Tydzień Umarłych kończący się w Hallween/Święto Zmarłych tez mi śmierdzi jechaniem na popularności tych świąt. ;) Czyż nie?


lukaszb dnia 6 listopada 2008 o 20:06

Czyż tak. Zresztą taki był zamysł (mój akurat), żeby zakończyć z przytupem w święta, ale jednak trochę to by był kiepski żart.

A tak przy okazji kiepskich żartów. Wiecie jaki był pierwszy znany przypadek zombizmu? Zmarwychwstanie Jezusa.


/P/ alias Verminard dnia 6 listopada 2008 o 20:27

Wieeemy…
kliku klik
kliku klik

Ach i jeszcze to:

kliku klik


konradh dnia 6 listopada 2008 o 20:40

Paweł, jeszcze kilka linków a cię zamorduje. Zombim.


/P/ alias Verminard dnia 7 listopada 2008 o 4:40

Ups…
Ale co ja mogę. Html nie działa, a tyle fajnych treści.
Panie admin, zrób pan coś… ;)


konradh dnia 7 listopada 2008 o 8:39

html działa przecież, wystarczy, że użyjesz „a href=” a potem domkniesz.


/P/ alias Verminard dnia 7 listopada 2008 o 10:24

No proszę, a kiedyś nie działało – pamiętam, że w którejś notce testowałem.

Sorry za bałagan w takim razie, proszę skrócić smycz swojemu zombie, bo mi stopy podgryza… :)


C.Z dnia 8 listopada 2008 o 14:51

Co do Zombie Jezusa, to żart średni, nie mniej ziarenko prawdy w tym jest. Mat 27:52,53 np. ;-)

A z innej beczki. Też zombie, ale trochę w innym wydaniu http://www.youtube.com/watch?v=c3_95F5e-Ac


Napisz komentarz
Imię:
Email:
Adres strony:
Komentarze: