Komiksy · Filmy · Gry · Anime · Manga · Muzyka · Książki · TV · Wywiady · Warszawa

Ziniol #2


papier · komentarzy 7

Sztybor & Stefaniec

Od wydania pierwszego „Ziniola” minęło już trochę czasu, w którym wydarzyło się wiele związanego z kwartalnikiem kultury komiksowej: „Ziniol” #1 zebrał wiele mniej lub bardziej pozytywnych reakcji, niestety nie udało się wprowadzić go do Empików, otwarto jego stronę internetową (na blogowym silniku), czy w końcu, „Ziniol” był obecny na Międzynarodowym Festiwalu w Łodzi, na którym miejsce miała nie tylko premiera drugiego numeru, ale także spotkanie z redaktorem naczelnym – Dominikiem Szcześniakiem. Wszystko to zebrane do kupy i jest wniosek – „Ziniol” umościł się już na rynku, dotarł do zbiorowej świadomości i na nowo przeciera szlaki oznaczone na polskiej mapie komiksowej jako magazyny. Jakie zmiany zaszły w kwartalniku, czy są to zmiany na lepsze, co należałoby poprawić i jak wygląda ten drugi numer? Spróbuję być Waszym przewodnikiem.

Zmiany, zmiany, zmiany
Najbardziej zauważalnymi zmianami technicznymi w stosunku do poprzedniego numeru są:

  • Brak reklam. Raczej zmiana na plus, z drugiej strony – ich ilość w pierwszym numerze nie była zatrważająca, więc gdyby została na takim samym poziomie i wpływała w zadowalający sposób na cenę, nie przeszkadzałaby mi ich obecność.
  • Wyższa o 5 złotych cena (coś za coś, prawda?). Wyższa cena nie jest jednak głównie podyktowana brakiem reklam, lecz takim czynnikiem jak:
  • Zmniejszenie nakładu. Z 1000 do 500 egzemplarzy. Niestety ambitne plany dystrybucyjne nie powiodły się, a pierwszy numer widocznie nie zyskał szerszego grona czytelników. Wielka szkoda.
  • Zmiana proporcji między publicystyką i komiksami. W numerze pierwszym komiksy stanowiły 65% objętości stronicowej, teraz 58%. Uważam, że ten stosunek jest obecnie na dobrym poziomie i postulowałbym właśnie o zachowanie objętości komiksów na poziomie 55-60% objętości czasopisma.
  • Zmniejszenie czcionki. W numerze drugim „Ziniola” jest więcej publicystyki nie tylko dlatego, że zyskała ona te parę stron, ale właśnie poprzez zmniejszenie czcionki użytej w artykułach i wywiadach. Dopiero porównując numery #1 i #2 można zobaczyć, jak objętość pierwszego numeru została sztucznie nadmuchana. Obecny rozmiar czcionki jest zmianą jak najbardziej na plus.

Komiksy
Cieszy dobór twórców i jakość dostarczonych historii. Praktycznie nie ma komiksów, które nie pasują do kwartalnika, dzięki czemu mam odczucie spójności wizji Dominika. Oczywiście gusty są różne i nie wszystkie komiksy podobały mi się tak samo. Najbardziej podobał mi się cykl filmowy Jasona, Mawil z „O tym jak kiedyś nie miałem nic do jedzenia…” , „Na powierzchni wody” Fernandesa i oczywiście druga część „Fotostory”. Wszyskie te opowieści są niebanalnie narysowane i mówią o równie niebanalnych (i zabawnych!) historiach. W mojej hierarchii stoją niżej komiksy, które trzymają poziom i/lub są ciekawe graficznie. W tej grupie należy wyróżnić „Spróbuj to sobie wyobrazić” Sztybora i Stefańca. Innymi komiksami do niej przynależącymi jest „5” KRLa, „Morfium: Święto” Zawadzkiego i Dismasa, „Wybraniec: Powrót” Deptucha i Grzeszkiewicza, a także komiksy Chmielewskiego i Turka. Te trzy ostatnie umiejscawiam w tej grupie głównie z powodu rysunków, bowiem uważam, że są odrobinę błahe. Będąc przy błahości, według mnie charakteryzuje ona komiksy „Czarna dziura” Wojdy oraz beztytułową pracę Artura Suchana, która nie ma do zaoferowania czytelnikowi nic – jest słabo narysowana i wydaje się być wymęczona tak samo ze strony wizualnej, jak i scenariuszowej. Uważam, że jest to najgorszy komiks w „Ziniolu” #2. „Kącika Otoczaka” Tomczaka oraz „Fleisch Vision” Robela pozwalam sobie nie kategoryzować z powodu ich ambiwalentnego odbioru. Z jednej strony dostrzegam w nich pewne treściowe pozytywy, z drugiej nie trafia do mnie ich stylistyka. Część komiksową oceniam dużo lepiej niż tę z pierwszego numeru i oczekuję utrzymania tendencji zwyżkowej.

Szcześniak & Trejnis

Wywiady
Jest ich znacznie więcej niż w pierwszym numerze i myślę, że gdyby objętościowo zajmowały 2 strony mniej, byłby to taki złoty środek dla tego rodzaju treści. Cóż można o nich powiedzieć? Po raz kolejny – dobrze, że są. Widać, że do kanonu pytań zadawanych zagranicznym twórcom weszło to o rynek wydawniczy w ich kraju. Dla jednych może to być wada (niejako schematyczność) dla innych zaleta (dla tych zainteresowanych tematem), ja jestem po środku. Wywiad z Tomczakiem denerwował mnie miejscami swoją swojskością i strzelam, że był on przeprowadzony ustnie, a to, co można przeczytać w „Ziniolu”, jest dość dokładnym stenogramem ze szczątkowo przeprowadzoną redakcją. Innymi słowy: czuć język mówiony, raczej nie czyta się takich wywiadów na co dzień. Jak zawsze, dla jednych będzie to plus, dla innych minus. Ja przynależę do tej drugiej grupy. Jeżeli chodzi o treść wywiadu – super, że w końcu można było poznać Otoczaka z tej strony.

Publicystyka
Jest z nią o niebo lepiej niż poprzednio. Uwagę przykuwają dwa teksty: „Perspektywa w komiksie” Chmielewskiego i „Tijuańskie Biblie” Szcześniaka. Przede wszystkim są one ciekawe i naprawdę dobrze napisane, w odróżnieniu od “Bagien Okefenokee…”. Umiarkowanie interesująca publicystyka, w moim odczuciu, wyszła spod palców Łukasza Szostaka („Rozwalę cię jak Frank Castle…”) i wydawcy ukrywającego się pod pseudonimem Paweł Timofiejuk („Rarytasy zza oceanu”). Reszta tekstów jest poprawna, czyta się je bez zgrzytów, lecz nie wyróżniają się na tle powyższych. Podsumowując, jedyną wpadką jest publikacja tekstu Jerzego Szyłaka, reszta jest taka, jaka powinna być: różnorodna, sięgająca zarówno do mniej, jak i bardziej popularnych tematów, część napisana swobodnie, czy dla uśrednionego czytelnika, część bardziej specyficzna. Tak trzymać.

Recenzje
Tym razem one-man show – na 28 recenzji tylko jedna nie została napisana przez Dominika Szcześniaka. Z jednej strony to dobrze, bo można sobie wyklarować obraz gustu naczelnego „Ziniola”, z drugiej jednak czytanie recenzji, które pisane są na jedno kopyto, może być męczące. Bo tak jak pisałem wcześniej, można odkryć parę manier Dominika. Jedną z nich jest to, że jego recenzje nie zawsze są jednoznaczne, a czasem są jedynie laniem wody bez opinii. Mówiąc inaczej – bywa, że są pozbawione oceny recenzenta, nie mówię od razu, że trzeba zaraz pisać „komiks zły” i „komiks dobry”, lecz momentami są pozbawione takiego osobistego wydźwięku. Dla mnie, jako dla publicysty (o ile nie jest to zbyt duże słowo), cenna jest możliwość porównania mojego odbioru danego tytułu z cudzym. Ponieważ w gąszczu recenzji znalazły się te dotyczące komiksów, które nie tylko zostały przeze mnie przeczytane, ale także opisane (np. „Konrad i Paul” czy „Numer 73304-23-4153-6-96-8”), moja ciekaw(sk)ość opinii Dominika była duża. Mogę powiedzieć, że została zaspokojona, ale nie w pełni.
Maciej Pałka i jego Ziniol

Inne, czyli co do poprawy
To jest drugi numer i nie mam zamiaru stosować taryfy ulgowej, NADSZEDŁ CZAS NA… WYMAGANIA! Do poprawy są takie elementy jak:

  • Skład i łamanie. Jest parę wpadek większych i mniejszych, ale ja ograniczę się do paru przykładów. Strona 50: kropka zaczynająca nową linię. Strona 90: dużo pustego miejsca na stronie, przecież można było gdzieś wrzucić jakąś grafikę do tego tekstu (już o tym pisałem) i zapełnienie byłoby znacznie lepsze. Strona 101: według mnie środkowy obrazek w prawej kolumnie się rozjechał, powinien być bardziej po prawej (są nawet znaczniki). Strony wszystkie: tutaj możecie wziąć swój egzemplarz „Ziniola” i sprawdzić o co chodzi. Kartkujcie go tak, jak kartkuje się historyjki na rogach zeszytu i zwróćcie uwagę na linie górne lub dolne. Każda z innej parafii. Nie są to wielkie rzeczy, ale wiążą się w pewien sposób z atrakcyjnością kwartalnika.
  • Korekta – odpowiada za nią „Zespół”. Zatem Zespole, proszę zrób ją dobrze. W trakcie lektury można zauważyć niechlujstwo – jak w „Rozwalę cię jak Frank Castle…”, gdzie ma miejsce totalna katastrofa interpunkcyjna czy kulejący zbieg znaków. Zdarzają się też poważniejsze („kól”) lub mniej poważne („czarno biały”) błędy ortograficzne. Uważam, że w druku, a tym bardziej w kwartalniku kultury komiksowej takie coś nie powinno funkcjonować.
  • Atrakcyjność wizualna. Nie chodzi tylko o to, by w takich tekstach jak Jerzego Szyłaka umieszczać jakieś grafiki, można się zastanowić nad różnym łamaniem tekstu, by, nomen omen, przełamać tę dwukolumnową monotonię.

Do poprawy są głównie elementy techniczne, bo dobór komiksów, proporcje między formami, styl publicystyki jest naprawdę na świetnym poziomie. Nie mówię oczywiście, że jest idealnie, ale da się zauważyć dynamiczną tendencję zwyżkową. „Ziniol” obrał dobry kurs i jako wierny czytelnik życzę jego zachowania.

Teksty na Motywie związane z „Ziniolem”:

papier

komentarzy 7

  • Ziniol 2 mnóstwo okej.

  • Dla mnie okładka jest zmianą na gorsze :] Lubię komiksy Mahlera, ale rysunek Matusza z jedynki zdecydowanie bardziej mi się podobał. No i ta oczojebna kolorystyka… Chyba, że na żywca to lepiej wygląda?

  • Na żywca ta zieleń jest dużo mniej oczojebna.

  • @PKP: He, faktycznie, nic o okładce nie napisałem ;). No to tak – też uważam, że skutnikowa była lepsza, ale ta nie jest tragiczna, mnie się podoba.

    I potwierdzam słowa Jaszcza – na żywo wygląda OK.

  • Kolor lepszy, ale mnie się okładka całkiem nie podoba. Za ambitne to dla mnie, że tak powiem.

  • Czy mój egzemplarz Ziniola jest jakiś wybrakowany przy grzbiecie? Skurczył się? Dlaczego mi brakuje jednej fotki Gosi z Fotostory? Jakaś internetowa galeria jest, co se można polukać?

  • Tu jest galeria Rafała Trejnisa. Galerii „Ziniola” nie znam ;).

Dodaj komentarz