Komiksy · Filmy · Gry · Anime · Manga · Muzyka · Książki · TV · Wywiady · Warszawa

Ninja Scroll


film · komentarzy 11

ninja scroll

Kilka tygodni temu Marta stwierdziła, że jakoś strasznie dawno nie oglądaliśmy żadnego anime. Rzeczywiście, strasznie dawno. Naprzeciw naszym pragnieniom wyszedł jakiś czas później Gonzo, pisząc o nowej kolekcji IDG z klasyką japońskich filmów animowanych, która ukazała się w kioskach. O szczęśliwy zbiegu okoliczności.

O „Ninja Scroll” po raz pierwszy dowiedziałem się chyba z drugiego odcinka „Ballady o bystrym” z siódmego numeru „Produktu”, co jakoś z miejsca umieściło go na liście rzeczy wartych poznania. Minęło kilka lat i proszę, mogę wreszcie odhaczyć kolejną pozycję.

Pochodzący z 1993 roku „Ninja Scroll” opowiada ograną dla każdego czytelnika „Usagiego Yojimbo” czy „Samotnego Wilka” historię pt. „W knowania złego władcy miesza się przypadkowy wędrowiec, który musi wyrżnąć popleczników tego pierwszego, aby mieć święty spokój„. Mamy więc, o niespodzianko, klan ninja, cwanego mnicha, trucizny, złego archnemezis z przeszłości oraz walki.

W gruncie rzeczy cały film to cykl pojedynków głównego bohatera, Jubei, z kolejnymi członkami bandy Ośmiu Demonów. I cała atrakcja dla mnie, to właśnie ci źli, którzy dysponują ciekawymi umiejętnościami i mocami. Człowiek kamień, władczyni węży, człowiek-ul, i tak dalej. Przy całej tej zgrai nieco blado wyglądają wchodzący w skład bandy ślepy szermierz oraz główny zły, którzy ze swoimi talentami wyglądają jak rekwizyty z wypożyczalni klisz.

Tak naprawdę, obejrzeliśmy ostatnio jedno anime – „Afro samurai”, ale szczerze powiedziawszy, średnio mi podeszła, przez swoją teatralność oraz niskobudżetowość na miarę „Break The ice” Britney. Wystarczy się przyjrzeć, żeby zauważyć, że twórcy serialu sporo oszczędzali na pracy animatorów. „Afro samurai” zaostrzył mój apetyt na porządny film animowany i pod tym względem „Ninja scroll” sprawił się znakomicie. Pojedynki są dynamiczne, ujęcia cwane, kolory również. Wygląda na to, że czasem warto sięgnąć po klasykę, zamiast zadowalać się siódmą wodą po kisielu.

Następny w kolejce jest „Millenium actress”, o którym nie mam zielonego pojęcia i już się nie mogę doczekać. Tylko o co chodziło z tym całym „scroll” w tytule?

film

komentarzy 11

  • O to chyba chodzi, że jak zwykle tytuł ma sie nijak do tytułu oryginalnego („Jubei Ninpocho”, czy jakoś tak).

  • „Ninja Scroll” daje radę. Z tego, co sam ostatnio obejrzałem, polecam gorąco „Paprikę” i „Perfect Blue”. Dzisiaj zaś zabieram się za „Ergo Proxy”.

  • Jeśli nikt nie miał okazji obejrzeć, gorąco polecam „Samurai Champloo”. Podobny w treści, jednak poziom wykonania i sam scenariusz zostawiają pozostałe tytuły z samurajami i ninja w roli głównej daleko w tyle :)

  • „Champloo” mnie na samym początku zniechęcił typografią tytułu. Gdy zobaczyłem reklamę, chyba na 4fun, to nie mogłem rozczytać o co biega ;).

  • Ej, ale to fajny miksik jest kultury hiphopowej z samurajami, fajne patenty, naprawdę. Co do podobieństwa treści – tylko zbieżna epoka jest, i to w bardzo ogólnych zarysach (feudalna), więcej podobieństw nie ma, bez przesady.

    A Proxy to bardzo ładnie zrealizowany bełkot. O co tam chodzi? połowę widziałem, im dalej oglądałem, tym mniej rozumiałem.

    Łukasz, daj samurajowi szansę, to naprawdę zajebista seryjka. Bebop ją beretem nakrywa, ale i tak jest fajnie, Lone Wolf gościnnie się pojawia, takie tam :]

  • Jūbee Ninpūchō – 獣兵衛忍風帖
    獣兵衛 – Jūbee (imię bohatera)
    忍 – endurance; forbearance (określenie ninja)
    風 – wind; breeze
    帖 – folding book
    Czyli mniej więcej Jubei – The Wind Ninja Chronicles (gdzieś i taki tytuł był używany).

    Samo anime jest świetne, jakieś kilka lat temu miałem okazję widzieć, i teraz dzięki IDG jest na półeczce.

    ‚Millenium Actress’ wyreżyserował Satoshi Kon (‚Perfect Blue’, ‚Paprika’, ‚Tokyo Godfathers’) bardzo porządne kino. Polecam. Potem ‚Innocence’ (czyli GitS2) i ‚Grobowiec Świetlików’. Ponoć ‚Sky Blue’ również godne polecenia. To tyle jeśli chodzi o nową serie IDG.

    ‚Ergo Proxy’ zostało zrobione pod widza z USA. Świetna animacja jest, ale po 6 odcinku fabuła znika i zostaje pseudointelektualny bełkot. Na siłę chcieli być bardziej zamotani niż GitS:SAC i się im udało.

    ‚Samurai Champloo’ nie widziałem jeszcze, chyba przez ten HH tam zawarty.

  • Champloo ma fajnie wykreowanych bohaterów, tylko ich niektóre „przygody” trącają sporą naiwnością. Za to graficznie i akcyjnie można to spokojnie polecić.

  • Udało mi się dzisiaj zakupić „Ninja Scrolla” po wychwalaniu ze strony Gonza. Użył troche podstępu, bo ja zwracam uwagę na anime jeśli ktoś użyje w zdaniu „Akira” i „Ghost in the Shell”, i to właśnie ten łobuz zrobił. Kupiłem, obejrzę. Ocenię. Chce jeszcze zakupić napewno „Grobowiec Świetlików” i „GITS2: Innocence”. Kiedyś przegladałem „Vampire Hunter D”, ale nie bardzo mi podeszło.

  • Dodam, że CyberCityOEDO – baaaardzo fajny klasyk. Jeśli ktoś lubi cyberpunk – nie zawiedzie się. Lata 80-te, ładna grafika, klimatyczne SF. Przypomina złote czasy: Blade Runner, Pamięć absolutna… i te wszystkie produkcje niskobudżetowe… LUV IT :)

  • ja wiem ninja scroll to ninja scroll i tylko dlatego warto po niego sięgnąć

  • siemka wszystkim dzieciom morze są fajne imiona ale dla mnie są głupie

Dodaj komentarz