Komiksy · Filmy · Gry · Anime · Manga · Muzyka · Książki · TV · Wywiady · Warszawa

Chuck Palahniuk – Uchodźcy i wygnańcy


książki · komentarze 3

Mikołaju, mikołaju...
Portland znane jest jako miasto, w którym odbywa się marsz pijanych Mikołajów.

Najnowsza książka Chucka Palahniuka wydana przez Niebieską Studnię to „Uchodźcy i wygnańcy” – przewodnik po Portland w stanie Oregon. Na początku lat 80 ubiegłego wieku Chuck przeniósł się do tego miasta i zakochał się w nim, w jego absurdalnych obrzędach, szalonych mieszkańcach, wielorakości nocnych barów i bezpruderyjności. Na książkę tę czekałem odkąd przeczytałem „Dziennik”, a mniej więcej wtedy na stronie wydawcy pojawił się tajemniczy napis „już za tydzień palahniukowa niespodzianka”. Cóż, na niespodziankę przyszło poczekać pięć miesięcy, a ja zapomniałem o niej do tego stopnia, że „Uchodźców i wygnańców” kupiłem zupełnym przypadkiem, sporo po premierze. Czy warto było czekać? Chyba nie do końca.

Przede wszystkim – Chuck Palahniuk w „Uchodźcach…”, to nie ten którego lubię. Tamten mnie porusza, rozbawia, wprawia w zakłopotanie, zachwyca brutalnością i stylem. W przypadku tej książki można mówić co najwyżej o poprawnym pisarstwie. Wynika to przede wszystkim z jej charakteru – Chuck przedstawia czytelnikowi swoje ulubione miejsca w Portland i w wielu przypadkach ogranicza się tylko do podania podstawowych oń informacji, jak doń dojechać i co weń robić. Nic ciekawego. Nic, czego nie mógłby napisać ktokolwiek inny.

„Uchodźcy i wygnańcy” są jednak książką wartościową. Przede wszystkim jako przewodnik – gdybym jechał do Portland, z pewnością nie zapomniałbym jej wziąć. Chuck pisze o tak różnorodych atrakcjach, że nie wyobrażam sobie wycieczki do stanu Oregon bez niej, bo raczej to nie są rzeczy , które znajdziecie w Wikipedii. Ok, znajdziecie Całodobowy Kościół Elvisa (nieczynny), ale samosprzątający się dom czy Kinkfest dla fetyszystów to nie są typowe atrakcje turystyczne.
Strip
Portland to miasto klubów ze stripteasem.

Książka jest również wartościowa dla każdego, kto lubi się wgłębiać w kulturę Stanów Zjednoczonych. Bo Portland Chucka Palahniuka jawi się jako miasto duchów, drag queens, ogrodów, parków (Portland jest podobno najzieleńszym miastem USA) i róż. „Uchodźcy…” są kopalnią wiedzy nie tylko dla tych, którzy Portland kojarzyli tylko z drużyną NBA Trail Blazers (miejscowi mówią Jail Blazers), ale dla każdego, kto zafascynowany jest życiem społecznym Amerykanów i uwielbia czytać o ekscentrykach zakładających muzeum zabawek, odkurzaczy czy prowadzących młyn.

„Uchodźcy i wygnańcy” doskonale nadawaliby się na blog. Chuck Palahniuk pisze o Portland w wielu aspektach, dość często przywołując swoje wspomnienia, czy pisząc, że „o, to jest moja ulubiona restauracja”. Książka ta z pewnością jest najbardziej osobistą rzeczą Chucka jaką czytałem, lecz ja go lubię za styl, który w książce jest prezentowany jedynie w pocztówkach – powrotach autora do wydarzeń, które go w Portland spotkały przed laty. Książkę czyta się szybko, ale to nie do końca to, czego bym chciał. Czekam na polskie wydanie „Rant”.

komentarze 3

  • Jail Blazers to byla nazwa stosowana wobec konkretnego składu druzyny z Portland. Wiem, ze fajnie brzmi, ale to bylo w latach 2000-2003 i jest juz troche nieaktualne. Teraz „Jail Blazers” funkcjonuje jako smutne wspomnienie.

  • Bazuję na tym, co mówi książka. A tam jest, że takie coś do nich „przylgnęło”. Więc strzelam, że mimo że odnosi się do tych konkretnych wydarzeń gdy paru graczy zostało aresztowanych, miejscowi mogą tak dalej mówić. Zresztą nie wiem, nie byłem w Portland a portlandzkiego uczył mnie Palahniuk ;).

  • Jako fan(atyk) sportów amerykańskich popieram Pankiego.

    Zresztą Palahniuk napisał tę książkę w 2003 roku, a że do nas zawędrowała 5 lat później to już inna sprawa.

Dodaj komentarz