Komiksy · Filmy · Gry · Anime · Manga · Muzyka · Książki · TV · Wywiady · Warszawa

Kobieta mego życia, kobieta moich snów


papier · komentarzy 17

kobietamegozycia
Gdy pierwszy raz zabrałem się do czytania „Kobiety mego życia, kobiety moich snów”, byłem w nastroju na angielską komedię romantyczną. Przeczytałem i byłem mocno wkurzony, na zrujnowany nastrój, na bohaterów, na własne myśli. Jednocześnie komiks jako taki bardzo mi się podobał. Choć mnie wkurzył. Chyba w gruncie rzeczy dzięki temu.

Wczoraj postanowiłem zrobić drugie podejście, na spokojnie, na dodatek w ramach asekuracji słuchałem ostatniego odcinka Schwinga, coby nie popaść w jakiś kolejny przejściowy dół. No i się udało, tym razem.

Zasiadając do lektury po raz pierwszy spodziewałem się komedii romantycznej, o tym, jak to dwójka młodych się schodzi i po pewnych perypetiach żyją długo i szczęśliwie. Tymczasem „Kobieta mego życia, kobieta moich snów” opowiada o rozkładzie młodego małżeństwa. I to chyba mnie najbardziej zmroziło. W gruncie rzeczy taką rozmowę jak tę, którą przeprowadza Tomas ze swoją żoną, Elsą, na stronach 78-79 sam przerabiałem kilka miesięcy temu. Choć nieco w innej konfiguracji. Właściwie zupełnie inną, ale komiks poruszył strupa, który nadal we mnie siedzi.

Bo tak naprawdę, nikt nam nie mówi, jak to będzie, gdy już się ze sobą zejdziemy. Kultura pokazuje nam romantyczne komedie, w których zakochani spijają sobie z dzióbków, tańczą po parkowych alejkach i nie wychodzą z łóżka aż do grobowej deski. A bycie ze sobą to nie tylko wieczna euforia, ale też rutyna i ta cała proza życia, którą już z kolei w drugą stronę przerysowują dramaty, strasząc nas z każdej strony.

„Kobieta mego życia, kobieta moich snów” opowiada o tej ślepej uliczce w życiu związku, w którą można wbiec, jeżeli dwie kochające osoby zanadto się od siebie oddalą, gdy przestają się starać, wychodząc z założenia, że zawsze będzie fajnie, bez najmniejszego wysiłku. Jeżeli zauważy się niebezpieczeństwo wcześniej, to nie ma problemu. Bohaterowie komiksu jednak przestali zwracać uwagę na sygnały ostrzegawcze dawno temu, wierząc, że dobry seks załatwi wszystko.

kobietamegozycia

Strasznie smutno mi się czytało ten komiks. Kończy się niby dobrze, ale wolałbym zakończenie w stylu „i poszli po rozum do głowy”, zamiast wywieszania białej flagi. Z drugiej strony, Elsa przedstawiona w „Kobiecie mego życia…” jest jako ostatnia zołza i egoistyczna idiotka, więc w sumie nie ma co jej żałować.

Ale też tak po prawdzie, wszystko się układa po myśli Tomasa. Nie musi podejmować właściwie żadnych decyzji, wszystko dzieje się za niego. Spotyka kobietę swoich snów, kobieta jego życia postanawia zacząć grać dla przeciwnej drużyny. Jak długo męczyłby sie w tym związku gdyby nie taki rozwój wypadków?

Po drugiej lekturze zacząłem traktować ten komiks jako ostrzeżenie. Jednakże poza związkowymi smutami „Kobieta mego życia…” to też kilka świetnych, pouczających dialogów, jak ten o komiksach, czy o kobiecym orgazmie, oraz rozważania na temat poszukiwania weny i inspiracji. No i mina Tomasa w galerii jest bezcenna. Właściwa jedyna rzecz, która mi nie styka, to czemu w finale kwiatek wylądował na ulicy?

Jeżeli ktoś nie lubi obyczajówek, to powinien się „Kobietą mego życia…” zainteresować choćby ze względu na rysunki João Fazendy, które strasznie mi podeszły. Niby od niechcenia, niby pobazgrane, a jednocześnie świetnie komponujące się z plamami czerwieni. Styl Fazendy kojarzy mi się nieco z „Niebieskimi pigułkami” Frederika Peetersa, trochę z „Salą prób” Gipiego, tylko że rysowanymi w dużym pośpiechu i z zamkniętymi oczami.

Pomarańczowe rysunki pochodzą z wydania francuskiego, nasze jest czerwone.

papier

komentarzy 17

  • i czerwone powinno pozostać ;-)

  • konrad chyba czas żebyś wiedział że każdy facet ma takie same problemy z kobietami. to taka rasa złośliwa jest ;)

    zapytaj sztybora.

    a ten komiks to autobiograficzny jest? bo wtedy rzucam komiks w cholerę.

    pytasz czemu sztybora?

    bo on jest kobietą. z brodą.

  • Śmiem wątpić, że takie same, to byłoby zbyt proste.

    Nie wiem czy autobiograficzny, ale czemuś miałbyś rzucać komiks?

  • profil osobowościowy komiksiarza jest mocno niewskazany w związku.
    leń, skupia się na dziwnych rzeczach, buja w obłokach, lubi grać w gry, nie martwi się jutrem itd.

  • Aha, dziękuje Poruczniku Stereotyp, Twoje usługi były nieocenione

    :)

  • masz szczęście że tylko je czytasz. scenary sporadycznie piszesz i nie rysujesz. z pewnością będziesz miał szczęsliwy związek i prostą psychikę.

  • No oby, oby, uspokoiłeś mnie

  • Ale nadal istnieje zagrożenie, że twoje dzieci po przeczytaniu czegoś z twojej kolekcji popełnią zabójstwo lub samobójstwo. ;)

  • Albo zaczną rysować, co może być jeszcze gorsze w skutkach.

    Dobra reklama, sięgnę przy okazji :-)

  • Wszystkie problemy we wszystkich związkach można rozbić na składowe, zasadniczo te same. Kiedy słucham jakichś takich historii, to sięgam pamięcią wstecz, w poprzednie lata małżeństwa, a czasem do poprzedniego związku (który się szczęśliwie rozpadł z hukiem po trzech latach) i z czasem widzę coraz więcej wspólnych elementów z cudzymi historiami, które zasadniczo mają te same powody. Oczywiście różni się sztafaż i detale.

    Wraz z długością związku opinia wyrażona przez Titosa zyskuje na prawdziwości.

  • titos pitolisz
    przecież ty komiksów nie rysujesz wcale
    co ty możesz wiedzieć

    ja mam z Zuzią zajebiście
    zawsze
    i nie lubię grać w gry
    zatrzymałem się w czasach
    fallouta2 i starcrafta
    o!

  • JAPONfan

    Pozyjesz, zobaczysz. Takie życie. Takie kobiety.

  • pożyłem i już miałem kilka złych kobiet
    a jedną bardzo
    ale to mi teraz dynda co było

    nie zgadzam się tylko z titosem, że:
    jest on rysownikiem komiksowym, bo już przestał,
    i że każdy rysownik komiksowy to ciamajda

  • asu jeszcze polska nie zginęła. nie przekreślaj mnie. albo babilon albo komiksy i flanelowe koszule.

  • konrad, troche naiwne jest twierdzenie, ze jak popkultura karmi nas komediami romantycznymi, to ludzie zyja w przekonaniu, ze zwiazek nie wymaga wysilku, bo i tak sie wszystko pouklada. kazdy z nas ma mamusie i tatusia. mamusie i tatusiowie wiekszosci moich znajomych sa dawno rozwiedzeni – to jest rzeczywistość i to chyba kazdy widzi. jak dla mnie sa trzy rzeczy, ktore kazdy zwiazek uczynia udanym – nie wiazac sie z niestabilna psychicznie kobietą/zazdrosnym mężczyzną, nie grać w gierki (niektorzy uwazaja, ze gierki sa slodkie. ja uwazam, ze gra pod tytulem „zgadnij, czemu mam focha” jest glupia) i być szczerym.jeśli obie osoby beda sie tego trzymać, to cycuś glancuś albo przynajmniej rozstanie bedzie mniej bolesne. ale niestety malo kto sie tego tzryma );

  • A większość moich znajomych ma nierozwiedzonych rodziców. Ało ;)

  • JAPONfan

    unka a ilu twoich znajomych ktorzy maja rozwiedzionych rodziców oglada komedie romantyczne? Jak komus sie swiatopoglad zmienia to zaden film (tym bardziej polski) mu tego nie zmieni. A zgadzam sie z tym ze ludziom wydaje sie ze jak w filmie, wystarczy miec solniczke z IKEA i kase na malediwy zeby wszystko w zwiazku grało.

Dodaj komentarz