Komiksy · Filmy · Gry · Anime · Manga · Muzyka · Książki · TV · Wywiady · Warszawa

Kroniki birmańskie


papier · komentarzy 13

Kroniki birmańskie
Mogliście już kiedyś przeczytać, że to, co robi Guy Delisle, chłonę ze smakiem. Na wydanie „Kronik birmańskich” czekałem zresztą z niecierpliwością nie tylko dlatego, że odpowiada mi styl narracji autora „Phenianu”, ale ponieważ o Birmie nie wiedziałem praktycznie nic. Nawet nie chodzi o to, że w mojej świadomości nie utkwiła wcześniej nazwa Myanmar – po prostu Birmę kojarzyłem wyłącznie z tym państwem, w którym strzela się do mnichów, a cyklony zabijają setki tysięcy ludzi. No tak – i nazwę którego wymienia się gdy się spanikuje. Liczyłem, że najnowszy travelogue Delisle’a przybliży mi codzienne życie Birmańczyków. I choć „Kroniki birmańskie” okazały się być pod tym względem delikatnie inne od „Phenianu” (i to nie dlatego, że tam mówiono o codzienności Koreańczyków z północy), ich lekturę mogę uznać za jedną z bardziej fascynujących wśród ostatnich nowości.

Napisałem, że „Kroniki…” różnią się nieco w stylu przybliżania codzienności tubylców od „Phenianu”, już spieszę z wyjaśnieniami. W „Phenianie” na pierwszym planie stał Guy jako tropiciel absurdów, w „Kronikach birmańskich” jest inaczej – Guy jest po prostu mieszkańcem obcego sobie (i odbiorcom komiksu) kraju. Dzięki temu można mu towarzyszyć podczas zwykłych czynności – szukania mieszkania, spacerów z synem czy procesu twórczego (Guy w trakcie pobytu w Birmie narysował „Louis au Ski”), a opowieść nie jest już jednokierunkowo nastawiona na kraj pobytu, ale staje się prawdziwym pamiętnikiem w podróży. Tak – w „Kronikach…” jest więcej travelogue’a w travelogue’u niż w „Phenianie”, a najlepszym przykładem jest tutaj świetna historyjka „Vademecum złego ojca”, która mogła wydarzyć się wszędzie indziej. Ta różnica wynika oczywiście także z charakteru pobytu Guy – do Birmy przyjechał ze swoją żoną, która uczestniczyła w akcji humanitarnej Lekarzy bez Granic, a on zajmował się synem i był kurą domową. Bez zawodowych obowiązków i przewodnika, który wszędzie za nim kroczy.
Kroniki birmańskie
„Kroniki birmańskie” są kolejnym dowodem na spostrzegawczość Guy Delisle’a, który zasypuje czytelnika mnóstwem ciekawostek o życiu codziennym w Birmie. Nie ma nawet sensu wymieniać przykładów, ale lektura komiksu jest pouczająca i dostarcza wielu informacji na temat tradycji, przesądów, religii, klimatu, systemu politycznego, sławnych birmańczyków i problemów społecznych. Co ciekawe, w tym komiksie Birma wydaje się być miejscem, w którym dyktatura aż tak nie doskwiera, a głównymi problemami są przerwy w dostawie prądu i klimat. Owszem – Guy nie zapomina o cenzurze i wyzysku kraju przez wojskowych, lecz Birma pokazana jest przede wszystkim jako kraj bogatej kultury i życzliwych ludzi. Jednocześnie „Kroniki birmańskie” tryskają humorem wynikającym głównie z prozy życia, także czytanie jest tutaj nie tylko rozwijającym, ale i przyjemnym doświadczeniem.

Świetnym uzupełnieniem lektury „Kronik birmańskich” są materiały na stronie autora, gdzie m.in. zestawia autentyczne zdjęcia ze scenami z komiksu lub rozwija wątek birmańskich artystów, których poznał w trakcie swojego długiego pobytu. Cięgi lecą w stronę polskiego wydawcy, który dopuścił się wielu uchybień w korekcie i jeżeli pozostanie ona na takim poziomie, to „Shenzhen” po prostu zaimportuję. „Kroniki…” są świetne do czytania na raty, ponieważ składają się z kilkudziesięciu nowelek i chyba to mi się najbardziej spodobało – brak takiego skondensowania jak w przypadku „Phenianu”, lecz jednocześnie przekazanie wielu treści. Lubię komiksy, które skutkują autentycznym pogłębieniem wiedzy – „Kroniki birmańskie” są jednym z nich.

papier

komentarzy 13

  • Ech, narobiłeś mi jeszcze większej ochoty na ten komiks niż miałem :D A co do kontekstu wypowiedzi o „Shenzhen” w twoim tekście, to mam rozumieć, że KG już zapowiedziała (nieoficjalnie) jego wydanie?

  • Liczba błędów już na skrzydełkach okładki mnie przeraziła, najciekawszy bład to zamienienie „wyprzedzania” na „wymijanie” – czy w KG ktoś ma prawo jazdy? :>

  • A Louisa na nartach czasem Reprodukt nie przywiózł?

    Swoją drogą jego syn będzie miał kiedyś fajne pamiątki, nie ma co.

    Wczoraj skończyłem Kroniki i faktycznie: lepiej czytać to na raty.

  • 2/3 kultury gniewu ma prawo jazdy.
    I poprosimy o listę błędów ze skrzydełek.
    W końcu człowiek uczy się na błędach.

    A kwestia wyprzedzania / wymijania to już zwykłe czepialstwo.

  • Kolec, owszem, przywiózł, Agnieszka nawet nabyła.

  • @kg – czy ja wiem, czy wyprzedzanie/wymijanie to takie czepialstwo? Różnica na tyle znacząca, że na egzaminie by oblali ;) (KRL! słuchaj co to się mówi!!!)

    @Iron – jedyną oficjalną wypowiedzią nt. szansy wydania „Shenzen” jaką mogę przytoczyć to „Jest szansa. Aczkolwiek już nie przed „Phenianem” ;-)” z maja 2007. Jednak biorąc pod uwagę sukces „Phenianu” i (wieszczony przeze mnie ;)) „Kronik..” myślę, że kg bardzo poważnie spogląda na inne komiksy Guy Delisle’a.
    A najlepiej by było jakby na ten temat wypowiedziała się sama Kultura ;).

  • Spoko, dzięki Łukasz. Po prostu myślałem, ze masz już jakieś nieoficjalne informacje na ten temat :D I faktycznie, najlepiej by było gdyby się na ten temat wypowiedziała Kultura. W każdym razie na „Shenzhen” pierwszy klient już jest :) I

  • Może KG sobie wymijanie z omijaniem pomyliła:)Co też jest błędem ale mniejszym:)

  • Kroniki Birmańskie > Phenian.

    Takie jest moje skromne zdanie.

  • O, Rob… widzę, że na matematyce nie próżnowałeś i umiesz porównywać duże ilośći. W tym wypadku stron ;).

    A tak serio – chyba „Kroniki..” również bardziej mi się podobały niż „Phenian”. „Kroniki..” nie powodują aż takiego szoku dla „zachodniego człowieka” jak „Phenian”. Bo to właśnie to była ta siła napędowa „Phenianu” – absurdalność, która aż śmieszyła, perfidia systemu, w którą na początku się nie wierzy, później przeciera się oczy, a na końcu dostrzega groteskę. W „Kronikach..” ten mechanizm „fascynacji” jest inny, tak samo jak humor jest na czym innym oparty. Mam nadzieję, że rozumiesz o co mi chodzi ;)

  • To teraz napiszę dłużej.

    „Phenian” zawsze mi się kojarzył z filmami Barei, taki katalog komunistycznych absurdów. Bardzo fajnie Delisle pokazał ten cały teatrzyk, jaki przed nim odgrywała armia ludzi – a pomimo wszelkich starań, dało się zauważyć, że ten system nie do końca jest halo. Jedno co mnie w tym albumie drażniło, to taka przyciężkawa pompatyczność – Delisle jedzie z „Rokiem 1984” do Korei Północnej i podczytuje sobie po nocach, a swoim komiksem stara się dać jakieś takie nieśmiałe świadectwo.

    „Kroniki” pod tym względem są dużo lżejsze (nawet ten reżim wydaje się sympatyczniejszy), takie jakieś bardziej uniwersalne – a i sam bohater chętnie kpi z samego siebie i własnych przywar.

    Co nie znaczy oczywiście, że uważam “Phenian” za słaby komiks.

  • quaz (da real one)

    iii tam, najlepszym (i najbardziej widowiskowym) zrodlem informacji o Birmie jest Rambo IV

  • Hehe.. no już o „Johnie Rambo” nie chciałem wspominać, bo to dość oczywiste ;). Z tą szyją. hadzia.

Dodaj komentarz