Komiksy · Filmy · Gry · Anime · Manga · Muzyka · Książki · TV · Wywiady · Warszawa

Możemy zostać przyjaciółmi


papier · komentarzy 17

Nie! Nie możemy!!!

Żeby formalności stało się zadość, napiszę po raz kolejny, że „Możemy zostać przyjaciółmi” to ten komiks Mawila, który kupiłem sobie w oryginale rok temu i przez ten czas nie zdążyłem za bardzo skumać. Ciągle się zbierałem do przetłumaczenia go sobie ze słownikiem w ręku, ale ostatecznie dałem spokój, gdy Kultura oficjalnie zapowiedziała polskie wydanie.

No i przeczytałem po polsku i muszę Wam napisać, że chyba jestem nieco rozczarowany, ale jak się zastanowię to chyba przez zbyt duże oczekiwania rozbudzone tematyką komiksu jak i świetnością poprzedniego albumu Mawila – „Bendu”. No i pewnie zazdrością, po trosze.

Jako niedoszły autor autobiograficznej epopei o licealnych miłościach zawsze z pewną zawiścią patrzę na tych, którym starczyło determinacji i swoje różne przeboje opisali i zrobili z nich komiks. Stąd też moja słabość do różnych komedii romantycznych, komiksowych telenowel i tak dalej. Jest coś w tych wszystkich licealnych miłościach, co przy ich debilnych nieporadnościach sprawia, że chce się o nich komuś powiedzieć. To są zazwyczaj opowieści w stylu: „No wiesz, wlazłem kiedyś w psią kupę”, na co każdy zawsze może przytaknąć i powiedzieć: „Znam ból stary, też kiedyś wszedłem”.

Nie! Nie możemy!!!

Khym

„Możemy zostać przyjaciółmi” to zbiór czterech historii z różnych etapów życia Mawila. Z podstawówki, z liceum, z jakiś wakacji i ze studiów. Każda z tych historii jest ciepła, spokojna i bezpretensjonalnie urocza, ale szczerze powiedziawszy oczekiwałem jakiś większych dramatów. Na przykład takiego, w którym chodzisz za jedną dziewczyną przez rok, a ona w końcu się decyduje i postanawia zostać Twoją przyjaciółką. Albo taki, gdzie inna z kolei traktuje Cię przez kilka miesięcy jako plan awaryjny wobec jej bucowatego chłopaka, z którym się kłóci co dwa tygodnie.

Eeee

Mawil ciepło opowiada i opisuje swoją młodzieńczą fajtłapowatość i wbrew moim oczekiwaniom nie rozprawia się w żaden sposób z najbardziej złowrogim zwrotem jakim jest „możemy zostać przyjaciółmi”. Nie pokazuje, że ten zwrot w większości wypadków oznacza po prostu „spadaj” względnie „chcę mieć ciastko i zjeść ciastko”. Żeby nie było, sam nie jestem święty i też zasunąłem tym tekstem raz. Koniec końców zostaliśmy przyjaciółmi jakieś dwa lata później.

Hyhy

Ale tak na serio, to jestem pod ogromnym wrażeniem lekkości stylu opowiadań Mawila, wszystko jest jasne, tam gdzie nie trzeba słów to ich nie ma, a i tak każdy przytaknie „hej, miałem to samo, głupia pinda”. Bardzo uniwersalne, choć trudno mi stwierdzić, czy dla płci przeciwnej równie czytelne. Dla miłośników obyczajówek pozycja obowiązkowa.

komentarzy 17

  • Bardzo mi podeszło. Takie właśnie ciepłe i bezpretensjonalne, bez silenia się na dramaty, wielkie słowa i całą resztę.

    Każdy z nas by z siebie wydobył taki album, faktycznie. Przypominam się, że miałeś mi coś pokazać ;) I nie mówię tu o pindolu.

  • JAPONfan

    To widzę że faceci (bo na razie tylko chromosomy XY sie wypowiadaja) z usmiechem podchodza do tworczosci Mawila. Tak że można powiedziec „been there, done that”. No i sposob narracji, wartki, bez przestojów, jakis niepotrzebnych wkrętów. Zauwazylem na przyklad ze pomija zupelnie wzmianki o swojej kapeli.

  • Jakby Bendowi dać piątkę, to MZP dostaje 6, bardzo pocieszna rzecz to była :)

  • mje mawil nie leży. to taki gorszy krl.

  • Been there, done that – które przytoczył Japą jest tutaj bardzo trafne. „Bend” było uroczą historią, ale nie zbliżyłem się jakoś do bohatera, pewnie dlatego, że nie miałem zespołu, a jedynie pijałem z zespołami. MZP podeszło mi już znacznie bardziej – uwielbiam ten komiks – pewnie dlatego, że sam po trochu byłem (jestem?) taką pierdołą jak główny bohater. Scena w namiocie – miodzio.
    A odnośnie twojego użycia „możemy zostać przyjaciółmi” to chyba nieźle. Jako przyjaciele idzie nam całkiem nieźle. Jako para chyba byśmy byli fatalni ;)

  • Jak żeście szlajali się po Łodzi : ) to ja się wziąłem, usiadłem i nadrobiłem masę zaległości czytelniczych : ) m.in. właśnie Benda – i wg mnie rewelacyjny. Dlatego MZP zamawiam obowiązkowo.

  • Bele: Ciebie nie liczyłem, w takim razie dwa razy.
    Badday: no, lepiej późno niż wcale!:)

  • no fakt, przyjemny i nic poza tym. w Bandzie mimo, że do doświadczeń bohatera było mi daleko to każdy występ przeżywałem z nim i denerwowałem się przy kolejnych koncertach, tak w MZP nic takiego nie było. a spokojnie mógłbym swoją osobę podstawić pod Mawila ;)

  • Ano, może to dlatego, że i tak wszyscy wiedzieliśmy, jaki będzie finał tych opowieści?

  • “Znam ból stary, też kiedyś wszedłem” – taa…
    po tym całym opisie muszę przynajmniej zobaczyć ten komiks ;)

  • Jak dla mnie najbardziej rozwalające są te kadry wstawione w tekście. Zayebiście życiowe :D

  • A to prawda… w ogóle dwie strony z tymi plaskami są rozwalające.

  • nie no, titos, proszę cię..”mawil to taki trochę gorszy krl” :) bez obrazy dla ciebie i karola ale mawil jest mega master i zawsze będzie :> a te panienki jak rysuje..mmm

  • No raczej, babki w wykonaniu Mawila to mistrzostwo świata.

Dodaj komentarz