Komiksy · Filmy · Gry · Anime · Manga · Muzyka · Książki · TV · Wywiady · Warszawa

WALL·E


film · komentarzy 7

WALL-E
W komentarzach do „Kung Fu Pandy” została wymieniona inna animacja, która miała u nas niedawno premierę – „WALL·E”. Słyszałem dużo wcześniej wiele dobrego o tym filmie, między innymi w jednym z podcastów „Shwing!”, już wtedy miałem smaka na disneyowską opowieść o robocie. I tak jak z „Gdzie jest Nemo?” czy „Ratatuj”, Pixar mnie nie zawiódł. „WALL·E” jest kolejną ich produkcją, która w moim osobistym rankingu kwalifikuje się do parokrotnego obejrzenia.

WALL·E jest ostatnim robotem na Ziemii XXIX wieku i zajmuje się kompaktowaniem odpadów, które pozostały po ludziach. Ci bowiem opuścili planetę statkiem Aksjomat 700 lat wcześniej, licząc na to, że brygady robotów ją uprzątną, a oni będą mogli wrócić. Tak się jednak nie stało, dlatego włóczą się po galaktyce w pełni zautomatyzowanym statkiem, tyjąc z pokolenia na pokolenie pod wpływem rozleniwiającej technologii i ubytku tkanki kostnej. A WALL·E? Wypełnia wytyczne – sprząta planetę zupełnie sam, za przyjaciela mając jedynie karalucha. Jest jednak robotem nieszczęśliwym, bo samotnym. Wszystko zmienia się gdy na planecie ląduje lśniąca, ipodopodobna EVA. WALL·E się zakochuje i następuje kosmiczne love story.

„WALL·E” trafił do mnie różnorodnością wzbudzanych we mnie uczuć. Film ze smutnego i przygnębiającego zmienia się w rozczulającą kosmiczną zabawę. Głównie rozczulającą – za każdym razem, gdy WALL·E i EVA zwracali się do siebie, robiło mi się tak słodko jak nigdy podczas oglądania filmu. Działo się tak nie tylko za sprawą świetnych chwytów komediowych ale przede wszystkim dzięki niesamowicie sugestywnej animacji WALL·Ego. Spodobało mi się to, że roboty były ludzkie – WALL·E od początku filmu miał osobowość, przejawiał cechy takie jak ciekawość i sentymentalność. Robotem jest tylko z zewnątrz, a i to nie do końca. Zewnętrzne odrobotowienie tej postaci nie wiąże się tylko z tym, że uzyskała gesty. Jaki robot śpi? Po co zresztą śpi, skoro regeneruje się poprzez naładowanie baterii? To są może uproszczenia skierowane do młodszego widza, ale ta dwubiegunowość całkowicie do mnie przemówiła.
WALL-E
Film sam w sobie stawia szereg pytań, w sumie podobnych do tych, które stawia „Matrix”. Co będzie z ludźmi przyszłości i jak daleko jesteśmy w stanie się posunąć w projektowaniu maszyn? Prócz tego zachwyca podejście robotów – EVY, która uczy się żyć poza światem wytycznych czy nawet takiego M-O, który schodzi z wyznaczonej ścieżki dla wytycznych. Roboty prezentują się niepokornie, jedne w dobry, drugie w zły sposób, a takich, które faktycznie wykonują tylko to, do czego zostały zaprogramowane jest niewiele. W ogóle to, że w filmie mają one wybór, jest świetne. Oczywiście takich maszyn w historii filmu było wiele – Terminatory, Transformery… ale według mnie żadne nie były tak magicznie ludzkie. No i roboty-świry mnie rozwaliły!

Jestem fanem Pixara, ale wszystkich in-joke’ów w „WALL·E” nie byłem w stanie wyłapać. Oczywistymi skojarzeniami filmowymi są „E.T.” i „Gwiezdne Wojny”. I tu już nie chodzi o jakieś podobieństwa do R2D2, ale np. pustynną kolorystykę Ziemi czy scenę w zsypie. Dla mnie bomba. No i Sputnik 1 na twarzy WALL·Ego – bezcenne! Nie podobały mi się sceny z żywymi aktorami, być może przez megasztuczny polski dubbing. Uważam jednak, że fajniej by było gdyby żywi aktorzy byli widoczni tylko gdy WALL·E ogląda telewizję w swojej przyczepie. W tych innych przypadkach mi to jakoś nie grało.

Warto zostać na napisach końcowych, które są świetną animacją o budowaniu planety i kultury na nowo. A wszystko to w klasycznych stylach malarstwa i nawiązujące do konkretnych twórców. Chyba najbardziej pejzaż à la van Gogh mi utkwił w pamięci. Końcowy pokłon w stronę pikselowych gier tylko spotęgował wrażenia z całego filmu. Aha, nie napisałem nic o sposobie animacji samego „WALL·Ego”: przepiękny, zabawny, widowiskowy! Ale co ja będę dłużej tłumaczył, to po prostu trzeba zobaczyć.

film

komentarzy 7

  • No to mam swój wkład w propagowanie Łoljego,

    mnie też się nie spodobało, że wprowadzili ludzi, trochę klimat przysiadł wtedy.

  • mnie trochę rozczarował pod jednym względem – po zwiastunach jakaś mała cząstka mnie spodziewała się, że będzie on w całości pozbawiony ludzi i dialogów (poza tym robocim się przedstawianiem). i chociaż ani ‚Wall.E’, ani ‚Ratatuj’ już mnie tak nie jarają, jak ‚Nemo’ albo ‚Madagaskar’ (jakiś taki przesyt animowanek 3d odczuwam, chcę porządnej animacji 2d. niekoniecznie poważnej jak ‚Persepolis’) to i tak miło się oglądało, szczególnie w sali kinowej z małymi dziećmi, których żywe, wesołe i niekiedy irracjonalne reakcje tylko dodały filmowi uroku :D

  • Ja nie widziałem zwiastunów ;).
    I też oglądałem z dziećmi, szczególnie żywo reagowały na „Presto” przed filmem właściwym.

  • outsider

    ja trafiłam na seans o 21 i widziałam tylko dwoje nastolatków, a reszta z kilkunastoosobowej grupki dorosła, co i tak się żadko zdarzało.
    ej, ale „co to jest remiza” lub prorodzinne zawołanie „Janusz, przygotuj się na dzieci!” były boskie! dziwiło mnie, że wg disneya ludzie w przyszłości są ekstremalnie mili. cóż, disney to disney i na końcu jak zwykle przesłodził.
    napisy końcowe to cudo!
    żeby wypatrzeć wszystkie nawiązania to chyba trzeba z kina nie wychodzić, bo nie wiem czy niektóre rze czy da się wypatrzeć na ekranie mniejszym niż o wysokości kilku metrów…

  • IMO Presto zjadło Łoliego. Przystawka za bardzo mi zaostrzyła apetyt, danie główne nie podołało w pełni.

  • Jak zjadło? Pod względem takiego specyficznego humoru – tak. Takiego prostego do śmiania się do rozpuku mniej więcej. Ale pod każdym innym względem – nie.

  • pewnie że to inne filmy. W swojej klasie rubasznego rozśmieszacza jako szort Presto mnie powaliło na łopatki, po czym inny w rytmie ckliwy Wall-E już mnie nie poruszył aż tak chyba jak powinien. Choć to miły film. Prawie że na miarę nowego Batmana lol.

Dodaj komentarz