Komiksy · Filmy · Gry · Anime · Manga · Muzyka · Książki · TV · Wywiady · Warszawa

The Authority: Narodziny


papier · komentarzy 9

narodziny cycków

Sam nie wiem, czemu postanowiłem dać czwartemu tomowi „The Authority” szansę. Chyba decydującym, poza ciekawością jak sprawdził się nowy zespół autorów, był tekst Pawła i rozmowa pomiędzy nim a Gonzem na temat tego albumu. No i kupiłem i okazało się, że jednak nie było tak źle.

Krótkie przypomnienie dla tych, którzy nie interesowali się wcześniej „The Authority”. Pod tą nazwą ukrywa się grupa super hiper bohaterów, pośród których znajdziemy Kobietę-Z-Metalowymi-Piersiami, tanie podróbki Supermana i Batmana, gościa, który potrafi rozmawiać z miastami, babkę ze skrzydłami oraz szamana o imieniu Doctor. Grupa ta, pod przywództwem elektryzującej blondynki, latając wielkim statkiem międzywymiarowym ratuje Ziemię przed złem. Brzmi głupio? W poprzednich trzech tomach przyszło im walczyć z chińskim miłośnikiem tipsów, Anglikami z innego wymiaru oraz tanią podróbką Borgów. O tym ostatnim nie miałem już siły tutaj pisać.

Po tym trzytomowym festiwalu peleryniarskiej czerstwoty dla koneserów, nastąpiła zmiana scenarzysty i rysowników. Scenarzystą był znany z „Transmetropolitana” Warren Ellis, który tymi trzema komiksami zniszczył sobie cały pomnik, jaki wystawiłem mu nastolatkiem będąc, w swoim serduszku. W „Narodzinach” za scenariusz odpowiada Mark Millar, którego lubię za wydanych przez Dobry Komiks „Ultimate X-men”.

narodziny cycków

„The Authority” miało podobno urywać głowy, oszałamiać rozmachem i tak dalej. Szczerze powiedziawszy, pierwsze trzy tomy były dla mnie bufonadą, która kompletnie do mnie nie przemawiała. W „Narodzinach” jednak Millar puszcza tak duże oko, że komiks zaczyna być strawny.

Trup ściele się gęsto, przez strony komiksu przewija się cała galaktyka superbohaterów o głupawych zdolnościach i kostiumach, i wiecie co, źli na serio są źli. No i są gejowskie żarty z młotem pneumatycznym w roli dildo udarowego.

„Narodziny” nadal są głupkowate, ale tak jak w przypadku trzech poprzednich części zgrzytałem zębami, tak teraz mogę spokojnie powiedzieć, że mi się podobało. Nadal jest to pozycja dla miłośników gatunku, ale nie sprawia bólu podczas lektury. Albo może po prostu podczas lektury miałem dobry humor. Jedyny żal, że z rysunkami Quiteleya Babka-O-Metalowych-Piersiach straciła jakoś na atrakcyjności.

komentarzy 9

  • kamaSUTRA

    nie no…. ten to sobie chyba daruję ;)

  • Blacksad

    Utarło mi się myślenie, że „Authority” to komiks gdzie „im dalej tym lepiej” – tak czytałem na różnych forach. I póki co widnokręgu nie uswiadczam, chociaż czwórki jeszcze nie czytałem.

  • Ja myślę, że ten widnokrąg to właśnie czwórka, przy wszystkich obniżonych oczekiwaniach, oczywiście.

  • karolkonw

    autority to staroć ktory nie wytrzymał próby czasu ta szerokorekranowosc w obrazkach która tam jest dzisiaj nikogo nie dziwi i nie zachwyca
    i chyba złe podejście macie do tego komiksu dla mnie to jest krecenie beki właśnie z całego hiro-szajsu ale może się mylę

  • Że niby tak jak „Pro” Ennisa albocoinnego?

  • „Pro” to jest konkretne kręcenie beki, a „Authority” takie pomieszanie z poplątaniem. Z jednej strony bohaterowie mają moc i próbują układać świat po swojemu (motyw z obaleniem dyktatora), co jest bardziej prawdopodobne niż Superman wierny ideii pokoju, demokracji, rządowi USA etc. Z drugiej wspomniany fragment z analnym młotem pneumatycznym w rękach podróby Batmana…

  • @karolkonw
    Ja mam dwa podejścia – z jednej strony, mój wewnętrzny szesnastolatek jara się mocami nowych herosów, a z drugiej zblazowany dwudziestoparolatek uśmiecha się do naginania konwencji.
    Jak widać przy A. obydwaj świetnie się bawią. ;)

  • nie no, Authority to jednak porażka dla obecnego czytelnika. To było spoko parę la temu, ale dziś? Już Planetary jest deczko lesze, jakby bardziej uniwersalne.

Dodaj komentarz