Komiksy · Filmy · Gry · Anime · Manga · Muzyka · Książki · TV · Wywiady · Warszawa

Krótkie refleksje z Batmanem w tle


film · komentarze 23

Batman
Tym razem witamy Michała Chudolińskiego, który znany jest w paru miejscach jako Chudy. Michał jest redaktorem magazynu KZ (właśnie ukazał się nowy numer), gdzie jest, można tak powiedzieć, ekspertem od Batmana. Oprócz tego Chudy związany jest z Batcave, a dzisiaj o 18.00 będzie go można zobaczyć w interaktywnej telewizji internetowej lajfCzat. Rozmowa będzie dotyczyć… Batmana! Konrad mówił: „Why so monothematic?”, nieprawdaż? (Ł.)

Chciałbym rozpocząć od małego wyjaśnienia. Nie chcę pisać żadnej recenzji ani publicystyki innej maści, związanej z „Mrocznym Rycerzem”. Po pierwsze, zrobiło to już wiele osób na świecie, bardziej wykwalifikowanych i kompetentnych ode mnie w sferze filmowej i to ich teksty czytać należy. Po drugie, jesteśmy na blogu i zasady funkcjonowania bloga uszanować należy. Przedstawiam Wam zatem parę krótkich zwięzłych myśli moich, jakie narodziły się po seansie „The Dark Knight”. Ich celem jest jedynie ukazanie mojego światopoglądu i nic ponadto. Za wszelki odzew spowodowany zaintrygowaniem moimi myślami serdecznie dziękuję. Zdaje mi się, że wystarczy już tych wszystkich wyjaśnień. Czas przejść do sedna sprawy.

Goethe zwykł mówić, że błąd łatwiej dostrzec niż prawdę, bo błąd leży na wierzchu, a prawda w głębi. Tak miałem w przypadku lektury mniemań Wojciecha Orlińskiego odnośnie „The Dark Knight”. Pozwólcie, że zacytuję za „Esensją”:

„Po obejrzeniu „Batmanów” Nolana aż się wstydzę, że mi się w ogóle kiedykolwiek podobały „Batmany” Burtona. Jakie one są teraz blade w porównaniu – z kompletnie bezpłciowym Keatonem, z Nicholsonem grającym jak zwykle Nicholsona, z Gotham jako nieostrym landszaftem w tle […]”

Szczerze mówiąc krew mnie zalewa, gdy czytam takie mądrości życiowe. Ewidentny błąd popełniony tutaj przez Orlińskiego polega na niezrozumieniu kwintesencji postaci Batmana. Nolan, tworząc „Mrocznego Rycerza”, nie odkrył definitywnej, uniwersalnej wizji Batmana, jego antagonistów i miasta Gotham. On jedynie (jak to zauważa Wojtek Kałużyński w dodatku kulturalnym „Dziennika”) wyciska na nim własne piętno. Batman, jak i inne postacie i miejsca całej tej mitologii, jest niczym gombrowiczowska forma – elastyczna i trwała, którą dany twórca, artysta, może zmieniać i przekształcać do woli. Jeden rysownik może go przedstawić jako łowcę rabusiów w czasach wiktoriańskich. Drugi twórca, patrząc z punktu widzenia narkomana na haju, może go pokazać jako monstrum, hybrydę człowieka i nietoperza. Trzeci ukaże go zaś jako obserwatora, detektywa przybywającego zawsze po dokonaniu zbrodni, błyskotliwie zauważającego nędzę i degradację ludzkiej mentalności. I tak bez końca. Na tym polega, w rzeczy samej, piękno Batmana – nie wpisuje się w żaden konkretny szablon, w przeciwieństwie do Supermana, z którym większość historii jest związana raczej z kiczem, niż innowacją. Jest to zasługa tego, iż do pracy nad Mrocznym Rycerzem zapraszano zawsze najlepszych kreatorów, ludzi o niesamowitej wyobraźni i talencie, czy to pisarskim, czy to rysunkowym. To samo w filmie. Nolan przedstawia Batmana w sposób realistyczny i mroczny. Burton bawi się nim w konwencji groteski i baśniowości, na swój autorski sposób. Schumacher moczy go w błocie tandety i kolorowości. Tyle jest wizji Batmana, ile jest ludzi. Niemniej sama wizja nie wystarczy, równie ważny jest warsztat, jakim operuje twórca (kłania się Schumacher). A przecież Burton nie dość, że chciał pokazać Batmana po swojemu, to jeszcze to zrobił i zrobił to dobrze. I szanować to należy. Wszelkie porównywania Nolana z Burtonem uważam więc za zwykłe marnowanie czasu, a w szczególności gnojenie tego drugiego z powodu tego pierwszego. Jeżeli recenzent głosi podobne dyrdymały to ukazuje jedynie swoje niezrozumienie tematyki, a co za tym idzie, niekompetencje. Mówiąc krótko – nie jest wart uwagi odbiorcy poszukującego opinii, gdyż nie zna się na temacie.
Joker
O „The Dark Knight” napisano już wiele superlatywów i pozytywów. Chciałbym jednakże zauważyć pewną oczywistą oczywistość, jaką wywnioskowałem z rozmów przypadkowo usłyszanych po seansie filmowym. Siłą „Mrocznego Rycerza”, jak i każdego dobrego filmu, jest fakt, że wywiera na odbiorcy emocje. A film ten sprawiał, że ludzie się bali, by potem na szczególne chwile parsknąć śmiechem czy też westchnąć, słysząc narracyjny, amerykański standard. I co najważniejsze – ludzie chcieli o nim dyskutować, gdyż „TDK” to film, który można rozpatrywać z różnych perspektyw. Z punktu widzenia komiksiarzy można wychwalać wspaniałe adaptowanie sytuacji i motywów z najlepszych historii o Batmanie (podkreślam – adaptowanie, nie przenoszenie sytuacji z języka komiksowego na filmowy, kadr po kadrze, à la „300” czy „Sin City”). Ludzie zafascynowani polityką mogą odnaleźć w nim afirmację konserwatyzmu i krytykę demokracji, a właściwie aparatu policyjnego oraz władzy sądowniczej, wykonawczej i ustawodawczej. Dla psychologa jest to ciekawe spojrzenie na istotę szaleństwa. Dla filozofa – postawienie trudnych pytań etycznych i ciekawy przykład użycia taoistycznego systemu filozoficznego. Za sprawą Jokera pokazano, jak łatwo można zmienić spokojnego i uczciwego człowieka w istotę, która popełnia czyny, których wcześniej nie wyobrażał sobie nigdy popełnić (na tym polega zwycięstwo Jokera w filmie). To za sprawą tych plusów „Mroczny Rycerz” jest dziełem, choć arcydziełem nie jest, gdyż swoje mankamenty ma. Na pierwszy plan wychodzi niewyraźna i za ładna jak na panią adwokat Gyllenhaal, oraz co najwyżej dobra, ale kompletnie niezauważalna, ścieżka dźwiękowa. Koniec końców jednak jest to film o tym, jak trudno posiadać zasady i być im wiernym. Bo czyż to jest opłacalne?
Batman
W swoich tekstach zawsze podkreślałem, jakże straszną męką i cierpieniem jest przywdziewanie kostiumu Batmana. W tej postaci zawsze podobało mi się to, że nie jest ona kolejnym superherosem, z którym mógłbym się całkowicie utożsamiać. Właściwie powinienem rzec, że błędem byłoby, gdybym powiedział: „Chciałbym być Batmanem. On to ma fajnie – ma laski, szybkie samochody, rezydencję i kasę.”. To wierutna bzdura. Dla mnie przyciągającym elementem w personie Batmana jest jego skomplikowany charakter i absurdalność jego krucjaty. W końcu, dzięki pieniądzom i swojej pozycji we wspólnocie Gotham, mógłby zdziałać więcej, niż ukrywając swoją twarz za maską i okładając kolejnych bandziorów. Ale tak nie jest, ponieważ Bruce Wayne nie istnieje. Istnieje tylko Batman. Człowiek wyjęty spod prawa, który czyni to, co przyrzekł dawno temu na grobie swoich rodziców. Czyni to, co robić należy, bez względu na konsekwencje, bez względu na swoje osobiste szczęście. To człowiek z misją, z celem w życiu, a mało kto jest obdarowany tym darem. Darem poczucia dokonania czegoś. Darem powołania. Nolan, w zakończeniu „TDK”, świetnie to zobrazował i jeszcze bardziej uwypuklił, przeistaczając Batmana w zwierzynę łowną. Dzięki temu, postać ta została usytuowana jako wzorzec bardziej dla starszych, dojrzałych osób, które nie mają tendencji patrzenia na świat przez różowe okulary. Dzięki temu zakończeniu nie patrzę już z grymasem na twarzy na dzieci chadzające z podkoszulkami i czapkami ze Spider-Manem. Zrozumiałem, że dla nich jest to idol, gdyż reprezentuje światło, pogodność i wartkość życia. Batman natomiast obrazuje racjonalność żywota, niezłomność, ale również mrok duszy ludzkiej. A tam nigdy nie można czuć się komfortowo. I wielu jest na niego skazanych.

Na koniec moje ulubione video z Youtube’a. Bo nic tak dobrze nie oddaje esencji Batmana, jak „Unforgiven” Metalliki.

film

komentarze 23

  • Mam takie pytanie, może mi ktoś odpowie. Bo ja jakoś Batmanem się zbytnio nie interesowałem a chciałbym kupić jeden komiks o nietoperku, żeby orientować się w temacie. Najchętniej taki tandetny z gackiem w obcisłych majtach, taki z tych starszych ale innymi też nie wzgardzę :).

  • JAPONfan

    rzuc okiem na auckje multiversum i wybierz ktorys ze zbiorczych.

  • Z tandetnym to może być gorzej, ale ostatnio wydane „Rozbite Miasto” jest całkiem przyjemnym komiksem: http://motywdrogi.pl/2007/09/22/batman-rozbite-miasto/
    I z Batmanem!

  • A co powiecie na „Batman and superman: generations”? Bo godai na B180 polecał (bo mi jakoś „100 naboi” nie leżało. Zarówno kreska jak i fabuła). Tak swoją drogą to tekst bardzo fajny bo właściewie to Chudy zachęcił mnie ostatecznie do zakupu jakiegoś tomiszcza.

  • Ja za bardzo nie lubię Supermena i sama idea łączenia jego przygód z Batmanem, mimo, że już całkiem wiekowa, zupełnie mi nie leży :)

    Możesz też sięgnąć po Millerowską klasykę czyli „Powrót mrocznego rycerza”, albo fajny, niby steampunkowy „Zagłada która przyszła do Gotham” czy „Gotham w świetle lamp gazowych”.

    Albo też, wstrzymaj się z zakupami do dzisiejszego wieczora:)

  • Chyba tak zrobię. Tylko jeszcze jedno pytanko: wiem, że „Killing Joke” jest dobre bo wszyscy na internecie zachwalają al coś mnie dręczy: Czy jest tak dobre, żeby bulić 10 dolarów za 60-cio stronowy zeszyt w miękkiej okładce?

  • ej super tekst :)) chociaż dla mnie muza w „Mrocznym rycerzu” jest bardzo zauważalna. ;)
    ja polecam „the long halloween” (zresztą jak chyba każdy kto ten komiks przeczytał).

  • >Czy jest tak dobre, żeby bulić 10 dolarów za 60-cio stronowy zeszyt w miękkiej okładce?

    Tak. Zdecydowanie.

    10 dolarów to i tak teraz dwadzieściaparę złotych, więc w sumie nie aż taki majątek.

  • JAPONfan

    czy jest dobry? Jest zajebisty. 10 $ za 60 stron w miekkiej okladce? kpisz czy o droge pytasz?

  • 10 dolców za ten komiks to jak za darmo ;-) ale nie jest on „tandetny z gackiem w obcisłych majtach” ;-)

  • No ale Joker mi pewną dawkę tandety zaimplementuje :). To chyba rozwiązaliście moje problemy. I chyba jeszcze „Year one” sobie kupię czy jak to się tam nazywa.

  • Tak się nazywa. Też dobry, acz ja jestem do Millera trochę uprzedzony. JAPON go na B180 omawiał, warto.

    Killing Joke można dostać też, zwykle w formie szmaty, w wydaniu polskim z 1991 roku, ale chyba lepiej wybulić $10 – będzie w lepszym stanie i lepiej wydrukowane.

    Ze staroci to polecam Greatest Stories Ever Told, ale to oryginalne, z okładką Waltera Simonsona, nie to nowsze, z okładkami Rossa (o co chodzi z Rossem, on jest aż taki zajebisty, że musi produkować okładki do połowy komiksów w DC?), bo w tym nowym jest trochę inny wybór, więcej rzeczy świeżych. No, w sumie, jak kto woli.

    A, Joker w KJ nie jest za bardzo tandetny :)

  • Ja właśnie przymierzam się do poszerzenia niezwykle skromnej kolekcji anglojęzycznych komiksów o Gacku i trochę się zmartwiłem, bo Killing Joke ma teraz jakąś nową badziewną okładkę. :(

  • „Motyw Drogi – making people import Killing Joke since 2008”

  • “Motyw Drogi – making people finding out that they havn’t cash for Killing Joke since 2008″

  • Zabójczy Żart w starym stylu zawarty jest w DC Universe: The Stories of Alan Moore.

    Nowszy ma swój urok, ale pewnym osobom może się nie spodobać.

    H20, dziękuję serdecznie :) A jeżeli chcesz poczytać trochę nietoperzastej tandety, to spróbuj z Batman Chronicles. Tandeta do sześcianiu. I retro też!

    A tak na serio – rozpocznij jazdę od DKR, Year One, Azylu Arkham i Killing Joke. Od razu się przekonasz.

    Masz moje słowo.

  • No, to może znajdzie się parę groszy… :).

  • A oni Killing Joke jakoś przerobili do tego hardcovera? Czy tylko zmienili typografię na okładce i dorzucili jakieś dodatki?

  • holcman

    są też zremasterowane kolory.

  • Widziałem na internecie porównania i te orginalne są o wiele fajniejsze. Bo te zremasterowane wyglądają jakby starały się być mroczne a wydają się po prostu przyciemnione i wyblakłe.

  • Wyblakłe to na setę są w „oryginalnym” wydaniu tm-semicowskim. ;)

  • W TM-Semicowskim, to się słabo wydrukowane. Chodzi raczej o to, że oryginalne były takie ostre i psychodeliczne, a te nowe są stanowczą za subtelne i stonowane do tej historii. Nie są już takie obłąkańczo żarówiaste i jarzące. Mnie np. nowe się kompletnie nie spodobały. Nie pasują mi do opowieści.

    No, ale ja wiem, ja jestem sentymentalny i nie kumam, że teraz jest hajp na to, co jest teraz. :D

  • O nowej edycji KJ pisze tutaj:

    kliku klik

    A obie wersje można porównać tutaj:

    kliku klik

    W specjalnej edycji jest również wstęp Tima Sale’a, „Innocent Guy” pokolorowany z Black & White’a oraz cztery strony dodatków od Bollanda.

Dodaj komentarz