Komiksy · Filmy · Gry · Anime · Manga · Muzyka · Książki · TV · Wywiady · Warszawa

Mroczny Rycerz po raz pierwszy


film · komentarzy 8

Joker killed the Batman
Będzie krótko. Bo tydzień z Batmanem w zamyśle jest też tygodniem gościnnych występów. Ograniczam się więc do minium, które wypada powiedzieć o filmie, by zagaić dyskusję. Swój wpis kieruję do osób, które film już oglądały. Wszystkich, którzy jeszcze nie byli, wysyłamy do kina (bo warto!), a później zapraszamy tutaj.

„Mroczny Rycerz” spodobał mi się ze względu na dobre portrety osobowościowe. Joker jest niesamowicie zabawny, ale i przerażający, jest na pewno najlepiej zagraną postacią. Każda jego kwestia jest dopracowana, maniakalny obraz niesamowicie spójny, a ja chciałem tylko krzyczeć: „Co za psychol!”. Przemiana Denta jest pokazana w subtelny, czytelny sposób, nie polegała tylko i wyłącznie na doświadczeniu krzywdy fizycznej i to mnie porwało – Dent, w którym coś się czaiło, Dent ambiwalentny. Podobny z jednej strony do Batmana, z drugiej tak odmienny. Ostatnią, moim zdaniem bardzo komiksową postacią, która przykuwa uwagę, jest Alfred. Otrzymałem takiego Alfreda jakiego chciałem – doświadczonego, stonowanego, mądrego życiowo, z wigorem i poczuciem humoru. Sam Batman – poprawny i nic poza tym. W odróżnieniu od niektórych, jego głos mi nie przeszkadzał, wręcz przeciwnie, uważam, że lepiej tak, niż wprowadzać modulator mowy.

To, co mi się zdecydowanie nie podobało w „Mrocznym Rycerzu”, to montaż. Szczególnie pierwszych 40-50 minut filmu. Uważam, że jest brutalny, przeprowadzony tępymi narzędziem. Ile razy tak było, że scena kończyła się pewną lotną kwestią, a tu nagle trach, jesteśmy zupełnie gdzie indziej (co oczywiście nie jest złe), ale bez wyczucia, bez kumulowanego nastroju. I chyba o to chodzi, ten Batman jest beznastrojowy, jest raczej emocjonalny, skupia się na krótkich chwilach, małych euforiach. Oglądanie „Mrocznego Rycerza” jest jak używanie pistoletu, nie jak noża. Oczywiście – film świetnie na mnie działa, muzyka jest dobra, a te małe euforie, jak sztuczka Jokera, czy rozmowa Foxa z niedoszłym szantażystą, rekompensują brak namacalnego nastroju. Widzę jednak, że niektórzy mogą to uważać za dużą wadę.

Coraz bardziej brniemy w postmodernizm, dlatego „Mroczny Rycerz” obudził we mnie szereg skojarzeń. Prezentowanie Bruce’owi nowej zbroi było iście bondowskie na przykład, Jokera „gra” z promami to nic innego jak Jigsaw w skali makro. A gdy Joker zaczął spadać, ciśnienie mi skoczyło, pomyślałem – Nolan poleci Burtonem. Czy poleciał?

film

komentarzy 8

  • feamateusz

    tak, burtonem, to samo skojarzenie. ale chyba o to chodzilo, ze nie polecial. co nie zmienia faktu, to to, ze zakonczenie jokera jakies takie niepelne. chocby widoku go w ciemnej celi arkham z odjazdem kamery.
    poza tym – jedna z najmocniejszych stron filmu to, moim zdaniem, nie plytkie i nie nadete motywy psychololo-tragiczne. dent, swietnie zagrany, co by bylo o niebo lepiej widac, gdyby nie ledger, nie jest plytki. w ogole, to juz koniec czysto komiksowych przerysowanych, wodewilowych superłotrów. joker to psychol pelna geba, a dent to koles slabszy psychicznie niz samemu mu sie wydaje – kompleks superbohatera poddany najwyzszej probie, ktorej nie przetrzymuje. to co najlepsze w tym filmie – realizm pod wzgledem pscyhologicznym. rrrany, strasznie musze pierdzielic, ale wiadomo – bronek. no nic. koniec wywodu. to pewnie bedzie druga „publiczna” notka, która przeczytam pozniej na trzezwo i sie bede wstydzil, ale co tam.

  • Film zacząłem oglądać na konkretnym kacu, a wyszedłem z kina całkiem świeżutki- niech to starczy za rekomendację.
    Dla mnie świetny był Gordon. Przypominał mi wersję z „Year One”. No i jakoś Oldman kojarzy mi się z samymi czarnymi charakterami, a tutaj zagrał postać jednoznacznie pozytywną. Naprawdę fajna krecja i w ogóle bohater.
    Z innych rzeczy: strasznie dużo wszędzie Freemana. Grał we wszytkich czterech filmach, jakie mi dane było ostatnio obejrzeć („Wanted”, „Szczęśliwy numer”, „Mroczny Rycerz”, „Za wszelką cenę”).

  • Każde pojawienie się Jokera na ekranie = szeroki uśmiech na mej twarzy i nerwowe oczekiwanie na kolejny świetny tekst, efektowny wybuch czy psychodeliczną grę słów. Charakter ujmujący i uroczy, w całej okazałości – brutalny, bezpośredni, zaskakujący. Cholerny, bezinteresowny anarchista. Dla Ledgera to faktycznie życiowa rola, choć zabrzmieć to może trochę nieładnie.

    Dent/Dwie Twarze: white knight, prince charming i jego przemiana (choć niezgodna z komiksowym oryginałem) jest ukazana w bardzo przekonujący sposób, jego szaleństwo i upadek – od początku do przewidzenia.

    Wayne/Batman: jako milioner-obywatel Gotham – tak, jako nietoperz już niestety nie. A te tekst, że będzie „tym, kim Gotham chce, by się stał” brzmiał trochę kiczowato i oklepanie.

    Nie wiem, po co tam była Maggie Gyllenhaal, ale przynajmniej miała bombowy finał.

    „Małe euforie” – zgadzam się w pełni, dziwi mnie tylko, dlaczego było tak dużo tych małych, a żadnych większych.

    I podpisuję się pod tym, że zakończenie jest jakieś niepełne. Owszem, można łatwo kontynuować serię i zrobić ładne przejście (zwłaszcza, że większość aktorów wyraziła chęć dalszej współpracy), ale ten film zasługiwał na trochę lepszą końcówkę.

    Warto też popatrzeć na reklamę filmu – przyzwoity „marketing wirusowy”, związane z filmem strony internetowe (mam na myśli whysoserious.com i ibelieveinharveydent.com) i tagline „Why so serious?”, powtarzany przez ludzi opuszczających salę.

    Wychodząc z kina (seans wieczorny, było więc już trochę po północy) miałam ochotę wziąć trochę „gasoline” (ew. dynamitu czy innego prochu) i podpalić niedaleki skwerek. Bądź zrobić napad na bank. Znaczy, film był dobry.

  • Znowu się zgadzam Łukasz z tobą – w pełni w zasadzie, więc tu dyskusji nie podejmę.
    Dorzucę jeszcze tylko, że wiele wnieść może edycja rozszerzona która pewnie będzie dostępna na DVD… W takich „Two Towers” dodane sceny jak dla mnie zmieniły najsłabszy film serii w najlepszy.

  • Ja nie podzielam zachwytu Gordonem- postać dobrze napisana, z ciekawym zwrotem akcji i w ogóle, ale Oldman sprawiał na ekranie wrażenie lekko zagubionego, tak na zasadzie „Chciałabym, a boję się”- z tej Wielkiej Trójcy Batmanowo-Dentowo-Gordonowej najlepiej wypadł bez porównania Dent. Jak dla mnie, to on zasługuje na największe oklaski jako aktor, bo wycisnął ze swojej roli wszystko, co się dało. Joker świetnie napisany, faktycznie dobrze skonstruowana postać (może poza zbyt łopatologicznymi nawiązaniami do KJ ze zmyślonymi originami, ale jednak Ledger w sporej ilości scen pojechał warsztatem, a w jego rozbieganych oczach nie dało się dostrzec psychotycznego błysku. Stąd moje uznanie dla Aarona, który udowodnił tutaj aktorskiego kunsztu. Ledger zaraz za nim, bo jednak… Momentami nie był prawdziwy w swoim obłędzie. Ot, aktorska przypadłość.
    I wszystko ładnie, szkoda tylko, że tak mało było Batmana w Batmanie, bo pomimo tylu nawiązań komiksowych i wierności wielu wątkom z Batkowego uniwersum, w pewnym momencie spostrzegłem, że oglądam film o zakutym w kevlar mścicielu, który walczy z uszminkowanym psychopatycznym terrorystą, a nie o Batmanie i Jokerze… Niemniej polecam, bo niezły film.

  • Motyw ze zbroją jak dla mnie był zbyt Bondowski… Wprawdzie świetnie odpowiada na zadane jeszcze u Burtona pytanie „Skąd on bierze te cudowne zabawki”, ale wolałem Batmana jako samotnego geniusza-kombinatora, niż jako pupilka korporacji, któremu ta załatwić może wszystko.
    No i tandetne „The Dark Knight” rzucone na koniec… Prawie jak zakończenie Iron Mana. ;)

  • nono

  • super filmik mnie najbardziej śmieszy w tej scence kiedy joker powiedział do Rejczel zadziorna jesteś lubię cie a wtedy batman powiedział a mnie też lubisz i mu przywalił

    druga scenka która mnie mniej śmieszy to ta w której joker powiedział pokarzę wam sztuczkę z znikającym ołówkiem wtedy kiedy ten gościu przechodził a joker zlapał go za głowę wtedy wbił mu do łba ołówek i powiedział tadam

Dodaj komentarz