Komiksy · Filmy · Gry · Anime · Manga · Muzyka · Książki · TV · Wywiady · Warszawa

Emerytowani herosi gitary po przejściach


gry · komentarzy 12

guiterheroes
Źródło

Do tej rozmowy zbieraliśmy się z Gonzem od kilku miesięcy, wreszcie proszę, oto jest. Myślę, że bez problemu odgadniecie, kto jest bardziej pro i leet graczem. Miłej lektury, wyszło tego ze cztery strony. Zapis w innej wersji kolorystycznej jest dostępny oczywiście również na blogu Gonza.

Gonzo: Mieliśmy porozmawiać o porównaniu GH2 i GH3, ale jest w ogóle po co? Przecież to tak naprawdę prawie ta sama gra, ale z innymi kawałkami.

kmh: Wydaje mi się, że tak. Po pierwsze, oba tytuły są robione przez inne ekipy, po drugie, GH3 przychodził niejako na gotowe, Xboksowcy już wiedzieli, że pykanie na plastikowej gitarce nie jest głupie, więc druga część byłą tą pierwszą, świeżą i pionierską. I mam wrażenie, że obie te gry reprezentują nieco odmienną filozofię.


Gonzo: Okej, niech będzie że jestem złym gliną. Jedynka… Przepraszam, DWÓJKA aż tak bardzo nie różni się od kontynuatora, a różnice na pierwszy rzut oka wydają się kosmetyczne. Poprawiono grafikę i animację ludków przy instrumentach, co akurat nie ma zbytniego znaczenia. Polepszono wygląd ‚nutek’ na gryfach, dzięki czemu granie jest mniej upierdliwe, ale to jest zmiana godna patcha. Dodano zestaw parudziesięciu innych kawałków, z których tym razem jeszcze mniejsza część to covery, a jeśli już covery, to lepiej wykonane. W przypadku poprzedniej części nowe kawałki dawało się ciągać z sieci za microsoftowe kredytki, więc wydanie trójki wydaje mi się być raczej sposobem na ponowne wyłudzenie kasy za sprawdzony patent. Tak naprawdę, jedyną główną zmianą wydaje mi się wyjście w stronę multi, social gamingu, grania w parach na imprezach i przez sieć.

kmh: Może jestem uprzedzony do Nervesoftu przez ich odcinanie kuponów od Tonego Hawka, ale mam wrażenie, że GH3 jest robione wg tego samego schematu: więcej, bardziej błyszcząco i koniecznie z udziałem znanych twarzy. I tak, zamiast popracować nad ciekawym rozpisaniem nutek, panowie zainwestowali w udział Slasha i Toma Morello. Tak samo podtytuł.. „Legends of Rock”? Dobór piosenek nie ma z nim za wiele wspólnego. Zaraz, chyba też jestem złym gliną.

Gonzo: Dobra, to gdzie ta Twoja ‚odmienna filozofia’?

kmh: W dużym uproszczeniu: GH2 polega na pykaniu na plastikowej gitarce i robieniu z siebie głupka, GH3 to jakiś cholerny power gaming w błyskach fleszy z dwoma emerytowanymi gitarzystami pod pachą. Niby i to, i to, jest produktem czysto komercyjnym, ale jakoś mam wrażenie, że w GH3 „Hero” przysłoniło „Guitar”.

Gonzo: Ano fakt. Postawili na Herosów, będących jednocześnie Legendami gitary, czyli Slasha i Morello. Nie wiem, chyba tak należy rozumieć podtytuł. Z 3ki niby przy zabraniu się za nią bardziej brokat i cekiny odpadają, ale niby jak można rozwinąć rozpykiwanie znanych kawałków na zabawkowej gitarze? Gitara jest jedna, a guzików jest pięć. Są cztery tryby trudności, łatwy to banał, ekspert to wyzwanie dla wariatów. Ale jednak drobiażdżek – możliwość przedzierania się przez muzyczną karierę w duecie, w sieci czy siedząc na tej samej kanapie – to fajne rozwinięcie. Może to drobna, ale jednak ewolucja, zresztą starannie wykalkulowana, bazując na graniowych trendach.

kmh: I w sumie pytanie, od kogo bardziej zależy, że kolejne części, zamiast być do ściągnięcia przez sieć, wychodzą jako droższe pudełka? Od wydawcy czy twórców? Ja bym wolał kupić jedną działająca podstawkę i możliwość kupowania masy kawałków, najlepiej po sztuce, bez płacenia za trzy.

Gonzo: Na zestawie 70 kawałków łatwiej zarobić, inaczej każdy by kupił 10-15 utworów i basta. Z drugiej strony – mamy pewien rozwój. Pewnie niedociągnięcia 2ki poprawiono. Jest mniej coverów, cudze wykonania są lepszej jakości, jest wspomniany tryb wspólnej kariery, podczas gdy w 2ce dało się grać razem tylko pojedyncze kawałki. Czyli niby co, 2-ka jest lepsza?

guiterheroes
Źródło

kmh: Tak, jest lepsza

Gonzo: Bo?

kmh: Trójka jest jak Tony Hawk – sukces polega na zdolności do wyklepania długich kombosów. Mniej kombinowania, więcej wytrzymałości i zdolności do utrzymywania tempa. Piosenki są po prostu nudno rozpisane.

Gonzo: Pitolicie hipolicie, ja tam akurat aż takiej różnicy nie widzę. Na wyższych poziomach trudności jedyne co momentami może uratować to odpalenie Star Guitar, i w 2ce i w 3ce. W obu ilość punktów zależy od czesania combosów. Nie wiem, może to kwestia tego, że zaczynałeś od 2ki, a ja od 3ki. Przesiadka na mniej gładko ociosaną grę była dla mnie odczuwalna, a tego, żeby kawałki były rozpisywane ciekawiej, jakoś nie poczułem. Dla mnie to kosmetyka, w obu grach chodzi o to samo, zestaw kawałków jest inny, 3ka jest pozbawiona części błędów poprzednika (toporne multi), ale za to jestem posiadaczem gorszej – bo wadliwej – gitary.

kmh: Owszem, multi jest o wiele lepiej zrobione w trójce, ale odpal sobie choćby „Anarchy in UK” na medium. Ja rozumiem, że to jest punkowy przebój i dwa akordy na krzyż, ale po to się wrzuca takie piosenki, aby nie klepać przez pół minuty po jednym kolorze w jednym rytmie. To samo z „Lay down” i wieloma innymi. Ale okej, masz rację, to kosmetyka, pozostaje pytanie, czemu tak lubimy w to grać?

Gonzo: Masz na myśli singlowo, czy grupowo na posiadówach z dwoma gitarami?

kmh: Poproszę o obie kategorie.

Gonzo: Singiel – parę powodów. Po pierwsze – prawie każdy chciał być kiedyś gwiazdą rocka, biegał z rakietą tenisową jako gitarą po pokoju słuchając Metalliki, albo śpiewał Queenów do ogórka. Jest nawet coś takiego jak ‚air guitar’ – zabawa/sport, polegający na graniu do nieistniejącego kawałka, lecącego w tle. Kolesie i laski robią to dla zabawy, ale jest też federacja i mistrzostwa.
To po prostu jest w ludziach. Jak sądzę w ‚air guitar’ bawią się ludzie trzymający się z dala od konsol, albo twierdzący że pykanie na plastikowej gitarze jest infantylne (w momencie gdy gra na nieistniejącym wiośle to oryginalna i zajebista zajawka).

kmh: Albo numetale, na dyskotekach w Parku!

Gonzo: Jakby zagrali, to pewnie też by grali w Herosów Gitary. Poza tym – naprawdę fajne kawałki w większości są dobrane, których się miło słucha, to bardziej wkręca. RATM, Ironi, parę innych kapel, włącznie z tymi które dzięki tej grze poznałem – lepiej się pyka na gitarce kawałki, które się lubi.

Kolejna sprawa – gra zajebiście wchodzi na ambicję. Po normalu ciachnąłem dla czila easy, po easy męczyłem się z hardem, którego w 2ce niedawno zdusiłem. A pierwsze dwa poziomy trudności oczywiście cisnąłem, aż każdy kawałek był oceniony na 5 gwiazdek. To gra którą prosto przejść, ale za to ciosanie w nią aż palce odpadają, ale za to wynik jest dobry, dopiero daje zajebistą frajdę

kmh: Ja właśnie nie miałem zbyt wielkiego ciśnienia na granie znanych mi kawałków. Fakt, nie nie znam za bardzo tych wszystkich modnych w latach 90. kapel jak RATM, Metallica czy późniejszy Slipknot, więc pomijając tych nudziarzy, poznałem dzięki obu częściom masę fajnych zespołów i kawałków, których zacząłem słuchać ot tak, na co dzień. Jednocześnie, rzeczywiście, gra strasznie pobudza ambicję, choć w moim przypadku w obu grach dochodziłem do punktu gdy ani me, ani be i rodziła się frustracja.

Gonzo: Powiem jak mistrz Joda. Nie ma frustracji, jest cierpliwość. Nie ma rezygnacji, jest ambicja. A kawałki się trzaska aż się je zagra, inaczej się nie da. Obecnie męczę ‚Freebird’ Skynyrdów po to, aby zagrać 1000 nut pod rząd, i nie zrezygnuję, dopóki tego nie zrobię, a gra nie nagrodzi mnie acziwmentem. Acziwmenty. Wynalazek szatana. Temat na inną rozmowę. Nie ważne. Tak czy siak – gra potrafi zaleźć za skórę, ale nawet dawno przerobione łatwiejsze poziomy dają potem olbrzymi fun jak się gra na 2 gitary.

kmh: Fakt, granie w dwie osoby jest świetne, ale to, co mnie najbardziej męczy w tej grze, to tempo, w jakim wychodzę z formy. Miesiąc przerwy i nie nadaję się do niczego bez tygodnia ostrego treningu. Z tego względu trafienie na odpowiednią formę przy grach w kilka osób jest trudne. I wydaje mi się, że jednak najfajniej się gra z kumplem, gdy ma się przed sobą jakąś nową piosenkę lub wyzwanie. Granie tego samego kawałka bez końca zostawiam sobie na samotne sesje.

Gonzo: No nie wiem – morderczy kawałek Dragonforce gramy za każdym razem jak się widzimy z gitarami, i za każdym razem obiecujemy sobie, że następnym razem popłyniemy z nim na hardzie. Magnetyzm tego kawałka polega chyba jednak na tym że jest niesamowicie upierdliwy, i pykanie go w duecie jest zabawniejsze, samemu się nie chce. A co do skilla – mało to takich gier? W Ninja Gaiden 1 jak grałem to też, jeden miesiąc i dostawałem w pałę od każdego po drodze. Wracając do tematu – granie bez skilla grupowo chyba bardziej się sprawdza. Głupio być jedynym w ekipie cyborgiem co leci na 100%. Z wyzwaniem zabawniej.

kmh: Ano to chyba jest najlepsza sytuacja – gdy do gry dobierają się świeże osoby. Choć jakieś mecze drużynowe według, w miarę równego poziomu umiejętności, mogłyby być ciekawe. Ale tak czy siak wydaje mi się, że Guitar Hero to jedna z tych gier, gdzie bardziej liczy się współpraca, niż rywalizacja. Ale tak czy siak, gdy wiem, że potrafię być w miarę rozegrany na hardzie, to potem powrót do gry po jakimś czasie i problemy ze średnim poziomem trudności mnie wkurzają

Gonzo: No i nie zapominajmy że nawet jak się w grę pyka, to są fani relaksacyjnego pykania na gitarce, i tacy co lubią wyzwania. Przy spotkaniu z gitarami, przy piwku, grając w duecie Dragonforce wychodzimy potem na wariatów. Ale to i tak nic w porównaniu do wyczynowców, klepiących ten kawałek na ekspercie i wyciskających 5 gwiazdek. Tak czy siak – zabawa chyba dla każdego.

kmh: Dla każdego, oprócz prawdziwych gitarzystów, którzy nie kumają, że to tylko gra i szukają głębszej filozofii.

Gonzo: Obaj rozpykaliśmy 2kę i 3kę, na pewno z każdej jeszcze sporo wyciśniemy. Przejście tych gier w dwa wieczory nie równa się wyciśnięciu z nich całej przyjemności. A co dalej? Rock Band? Guitar Hero World Tour? Czy może odsłony ‚zespołowe’, z GH Aerosmith na czele?

kmh: Ja szczerze mówiąc, mam nieco dość Guitar Hero. W Trójkę pykałem już nieco przeżarty formułą i chyba muszę sobie zrobić dłuższą przerwę. Koniec końców w obu grach zostały mi nietknięte tryby dla ekspertów, więc mam jeszcze nieco do osiągnięcia. Ale wydaje mi się, że przyszłość należy do Rock Band i internetowego systemu dystrybucji. Choć z drugiej strony, o ile więcej zachodu jest potrzebne, aby ustawić się na grę w cztery osoby?

Gonzo: Nie mówiąc o forsie potrzebnej na zakup zestawu, acz perkusja kusi, oj, kusi… Szkoda mi jednak kasy i na Rock Banda, i na World Tour, którego cena z całym sprzętem pewnie zbliży się do tysiąca. GH Aerosmith nie wiem dla kogo wyprodukowano, większość fanów tych spróchniałych dinozaurów jest raczej w wieku ‚niekonsolowym’. I nie mam tu na myśli wieku stereotypowego. GH Metallica raczej sobie nie odpuszczę. A tryb ekspert sobie jednak odpuszczę, szkoda mi nerwów, i czasu – wolę już w coś innego pograć. Do 2ki i 3ki pewnie będę zresztą wracał już tylko imprezowo. No to jaka jest przyszłość tych gier? Normalne edycje stoją w miejscu, a nowe dopasione części będą dla burżujów? Przecież za cenę Rock Banda można kupić Wii, ba, można nowego X-boxa za to kupić…

kmh: Pamiętasz szaleństwo związane z Dance Dance Revolution? Też ludzie kupowali sobie maty, gibali się jak durnie przed telewizorami, a potem jakoś przycichło. Tak pewnie będzie i teraz, formuła zostanie zarżnięta i ją odświeżą za kilka lat. W sumie nie mam pomysłu, co możnaby więcej do tej gry dodać, poza nowymi piosenkami. Dwa kolejne kolory dla masochistów?

Gonzo: Daj spokój, już piąty, pomarańczowy guzik na ostrzejszych solówkach potrafi zepsuć dzień. Nie wiem. Nie mam pojęcia, co oni z tą znoszącą złote jaja kurą, zrobią. Wygląda na to, że chcą ją sprzedawać jako minfermę za potrójną cenę. Trudno. Tymczasem na X-boxa zbliża się pierwsza gra karaokowo-mikrofonowa, a na PS3 pewnie się Singstar zbliża, nie wiem, nie znam się. I się zacznie szał imprezowy na coś zupełnie innego.

kmh: Myślę, że szał mikrofonowy to coś, co koniecznie musimy przeżyć.

Gonzo: Ba. DDR z matami tylko raz zahaczyłem po pijaku i wiem że to nie moja bajka. Mikrofonom nie odpuszczę. O matko. Ola mnie zabije.

gry

komentarzy 12

  • JAPONfan

    Marek Byliński to dla mnie bog elektro na rowni z Kraftwerk.

    Nie to co szklanka od telewizora.

  • Ostatnio miałem przyjemność pyknąć w World Tour na DSie pare kawałków i jest wporzo, chociaż muszę przyznać, że po paru minutach pykania czułem trochę łapę. Nie wiem, czy to na dłuższą metę nie będzie trochę niewygodne. Ale fun jest.

  • może nieuważnie przeczytałem ale w zapisie waszej rozmowy nie dostrzegłem informacji o tym, że w nowym GH gracze będą mogli sami „komponować” numery a potem próbować je umieścić w sieci, żeby inni również mogli je zagrać. Dla mnie to mała rewolucja i na pewno krok we właściwym kierunku.

    I jeszcze taka drobna uwaga do „modnych kapel z lat 90.”. Nie wiem, czy RATM był modnym zespołem. Wiem natomiast, że ich pierwsza płyta była absolutną masakrą. Doskonale pamiętam ten szok kiedy uslyszałem ją z pirackiej kasety zaraz po premierze w 92. A najważniejsze, że mimo tysięcy epigonów, którzy pojawili się po tym debiucie on nie zestarzał się ani trochę i dziś słucha się go równie dobrze, co te 16 lat temu.

    A Metallica skończyła sie w 88 :-)

  • Nie doczytałeś bo i nie pisaliśmy. Nie wydane jeszcze nowe GH nie mieściło się w formule porównania 2ki i 3ki :]

    A pierwsze RATM to na oryginale miałem, żadne tam piraty!

  • Ja zbyt młodzieżowy jestem aby jarać się takimi rupieciami jak RATM!

    :)

  • Rupieciami! Ech, ta dzisiejsza młodzież. ;P

    Miałem obśmiać tutaj ideę grania na plastikowej gitarze, ale przypomniałem sobie, że w zeszłym roku na jednym weselu mocno się wkręciłem w karaoke, które też kiedyś mi się wydawało co najmniej dziwne. ;)

  • ‚bo nie zna życia kto nie służył w marynarce’

    zagrać, potem komentować. udało nam się na ciemną stronę mocy przeciągnąć zupełnie w sumie niekonsolowego Łukasza, więc coś w tym musi być, bez względu na to, jak to z boku wygląda.

  • Potwierdzam. GH mnie wciągnęło do tego stopnia, że jak widzę to badziewie to po prostu muszę zagrać.

  • Ja jestem już na growej emeryturze, ostatnio – tylko ze względu na potrzebę odreagowania egzaminowego stresu – przeszedłem bezmyślnie po raz n-ty pierwszy poziom Duke Nukema 3D. ;) I to tyle mojego kontaktu z grami w ostatnich latach (nie licząc kilku gierek Skutnika). Da się bez nich żyć, zupełnie tak samo jak bez telewizora.

  • zasadniczo to się nie da żyć tylko bez jedzenia, picia i snu :-)

  • Mam jeszcze jeden pomysł – bez komiksów!

  • Szymonie, mam za oknem biura kamienicę socjalną, tam są ludzie, którym do życia wystarcza C2H5OH. ;)

    Łukaszu, Twój pomysł jest zbyt radykalny. ;)

Dodaj komentarz