Komiksy · Filmy · Gry · Anime · Manga · Muzyka · Książki · TV · Wywiady · Warszawa

Zona


film · komentarzy 17

zona

Od kilku tygodni, zaraz po wyjściu z metra, wita mnie plakat reklamujący „Zonę”, a na nim hasło „Mocniejszy niż ‚Miasto Boga'”. W połączeniu z obskuranckim materiałem promocyjnym z radia Roxy FM i różnymi przesłyszeniami, w mojej głowie uformowało się przekonanie, że film Rodrigo Pla to paradokument o sytuacji na granicy meksykańsko – amerykańskiej.

Tak też, siedzimy z Martą w kinie, mija dziesiąta minuta filmu, a ja zaczynam się zastanawiać, że jeżeli mam zamiar słuchać się mediów, to muszę to robić jakoś uważniej, bo „Zona” ma tyle wspólnego z moim pierwotnym o niej wyobrażeniu, że dzieje się w Meksyku.

Zbiegiem okoliczności, od ponad miesiąca, mieszkamy z Martą w wynajmowanym od koleżanek mieszkaniu, na jednej z plomb na Woli. Takiej z bramką na domofon i zarośniętymi emerytowanymi policjantami w roli ochroniarzy. Żeby było jeszcze śmieszniej, po drugiej stronie osiedlowej uliczki, w cieniu drzew, stoją przycupnięte budynki robotniczego osiedla, na którym średnia wieku sięga 50 lat. Mieszkają tu zresztą moi dziadkowie, a nasze mieszkanko ma akurat okna na tę drugą, ciemną wieczorami, stronę ulicy.

zona

To jest niesamowite właśnie, po jednej stronie stara Wola, z emerytami, pijaczkami i obdrapanymi blokami, a po drugiej stronie szerokiej na trzy metry uliczki, matki z dziećmi, młodzi managerowie oraz jeszcze młodsi dziennikarze. Obie strony żyją we względnym spokoju i od czasu do czasu się mieszają. Po ich stronie jest większy spożywczak, po naszej dłużej czynne monopolowe, także w niedzielę, co ma niebagatelne znaczenie dla mieszkańców drugiej strony ulicy Zawiszy.

Tyle Warszawa.

„Zona” opowiada o znacznie bardziej patologicznej sytuacji. Mamy więc wielkie osiedle domków jednorodzinnych, z własną szkołą, sklepami, polem golfowym i samorządem, które oddzieliło się od otaczających je slumsów wysokim murem, monitoringiem i uzbrojonymi strażnikami. Pewnego dnia, podczas burzy, jeden ze stojących przy murze billboardów przewraca się umożliwiając wejście do środka trójce chłopaków z biednych osiedli, którzy postanawiają coś ukraść.

I wbrew moim początkowym założeniom, głównymi bohaterami nie są mieszkańcy slumsów, a ci drudzy, uciekający przed nimi bogacze, którzy aby osiągnąć święty spokój są gotowi do wszystkiego.

Świetne, mroczne kino, bardzo oszczędne, ale robiące wrażenie. Bez zdradzania szczegółów – naprawdę warto pójść do kina. Choć chyba i tak trochę popsułem Wam niespodziankę.

film

komentarzy 17

  • U mnie „Zona” wskoczyła na pierwszą pozycję w rankingu „Największe nieporozumienie 2008”. Mniej więcej w połowie filmu bez problemu można rozszyfrować ckliwe zakończenie, film momentami przegadany, historia sztuczna, mimo, że sam temat na film wyborny.

    Zastanawiam się jednocześnie, czy nie jestem kolejną ofiarą dobrze zmontowanego trailera… Duży apetyt, nieamerykańskie kino, wow, będzie napewno na poziomie i po bandzie. Było nudno…

    W kinie na jednym ze standów znalazłem cytat z jednego z krytyków (bodajże z New Yorkera), że „Zona” to nowe „Miasto Boga”. Bez komentarza.

  • Mi się zakończenie podobało, gdyby robili to Amerykanie, byłby happy end. A tu okazuje się, że przegrali właściwie wszyscy.

  • Gdyby robili to Amerykanie byłyby flaki, a tak to mieliśmy tylko lincz a wcześniej wyrzucanie ciał do smietnika (największe nieporozumienie tego filmu) ;)

  • Nie nie nie!:)

    O to właśnie chodzi, że mieszkańcy Zony myśleli, że są w stanie kupić sobie bezkarność i bezpieczeństwo za pieniądze. Poza tym, to byli ‚zwykli’ ludzie, dobrze zarabiających na swoich wymagających wysiłku intelektualnego posadkach, którzy w momencie zagrożenia potracili rozumy. Tak jak ten facet co zabił ochroniarza itp

    W amerykańskiej wersji filmu Miguel byłby dziewczyną, główny bohater kuzynem, który przyjechał tylko w odwiedziny do rodziny i z bronią w ręku i dziewczyną pod pachą wywalczyłby sobie ucieczkę z Zony:)

  • Mocno naciągana teoria ;)

    Sytuacja zagrożenia, czy doczepienie bohaterom przekonania o własnej bezkarności nie usprawiedliwiają takich mielizn jak wyrzucanie ciał do śmietnika (logika 5-latka, niezależnie po której stronie muru mieszka). Kupowanie wszystkich dookoła też mocno naciągane. Co, gdyby oficer policji nie wziął $? Cała historia, ich nietykalność itp biorą w łeb. Przyznasz, że tego typu sytuacje są mało realne (nawet na dzikim zachodzie w Meksyku).

    To mnie najbardziej boli w tym filmie: masz dobry temat, mocne realia, niezbyt często spotykany w kinie problem (ostry podzial biedni/bogaci) i zamiast zagrać tymi atutami, klimatem, pozwolić widzowi dojść do pewnych wniosków samodzielnie, robisz łzawe kino familijne z przewidywalną końcówką, wtłaczasz mu do głowy pewne „prawdy” i dorobioną ideologię o tym, że samoobrona przeradza się w samowładne prawo linczu i że bogaci ludzie to zwierzęta.

    Amen.

  • no to już nie muszę iść do kina, wiem wszystko :)

  • Do tej pory meksykańskie kino to był dla mnie Guillermo del Toro, więc „Zona” zaskoczyła mnie bardzo pozytywnie. oglądało mi się dobrze, no i podobało mi się.
    do końca wierzyłem, że wszystko się skończy inaczej.

  • też się dałem nabrać na hasło z plakatu. mimo wtop, które wymienił Łukasz film zaliczam na plus. może niekoniecznie w kinie, ale warto obejrzeć.

  • No to czuje się jakbym oglądał a na dodatek +20zl w kieszeni ;)

  • Obiecuję, że nie będę już wypowiadał się przy postach dotyczących filmów na MD.

  • Uroczyście zwalniam Cię z tej obietnicy wręczając honorowe klucze do miasta :)

  • Dzięki, ale skorzystam z dziury w murze ;)

  • Ale spojlerujecie. Teraz już nie ma sensu na to iść…

  • Na przyszłość lekturę komentarzy zostaw sobie po filmie przecie

  • Do te pory tylko czytałam waszego blogaska, dziś się wypowiem: ZONA to film po porstu PRZEWIDYWALNY. To, że zakończenie będzie nietypowe, można właśnie bylo przewidzieć. A więc wszyscy po trochu macie racje, chłopaki

  • Ejno, mimo wszystko na filmy nie chodzi się tylko po to, aby być co chwila zaskakiwanym.

  • kamaSUTRA

    to prawda, tu się zgdzam z konradem. Przecież tak naprawde ogromna większość filmów jest przwidywalna, a jednak uznaje się je za dobre i znajkomite. Chyba nie w tym twki problem z Zoną. Łukasz moze ma rację, że niektóre realia są mocno mocno naciągane, no ale bez tych naciągnięć akcja filmu i jego sens nie miałyby wogóle sensu. O matko, ale głupie zdanie ;)

Dodaj komentarz