Komiksy · Filmy · Gry · Anime · Manga · Muzyka · Książki · TV · Wywiady · Warszawa

U: ostatni z tłumaczy


papier · komentarze 72

Y: the last man
Mamy tydzień hejtera, jak to Konrad stwierdził. On wczoraj o „Hardkorporacji”, ja dzisiaj o „Y: the last man” w podobnym tonie. O samym komiksie napiszę w swoim czasie, teraz mogę powiedzieć, że mi się bardzo podoba. Tutaj chciałem wytłumaczyć dlaczego nie kupiłem polskiej wersji, wydanej przez Manzoku jako „Y: ostatni z mężczyzn” i przestrzec szanownych czytelników przed pracą Krzysztofa Uliszewskiego. Ostatniego z tłumaczy, z którym chcę mieć teraz do czynienia.

Pierwszą sprawą jest kwestia przetłumaczenia imienia głównego bohatera na Yoryk. Była ona podnoszona w dyskusji do tego niusa, w tej chwili sama dyskusja dostępna jest tylko na forum – zachęcam do przeczytania. Pokrótce – główny bohater komiksu ma na imię Yorick, co jest odniesieniem do bohatera „Hamleta”. Przetłumaczenie tego imienia jako Yoryk występuje w przekładzie Józefa Paszkowskiego, jest to tłumaczenie około stupięćdziesięcioletnie, w związku z tym jest opensource i występuje m.in. w Wikipedii i Wikisource, z których Uliszewski namiętnie korzysta. I tu jest pies pogrzebany – Uliszewski bezmyślnie tłumaczy i jedzie za Wikipedią. Bo Yorick został przetłumaczony już na różne sposoby: Jorik, Yoryk, Yorik… dlaczego Uliszewski przetłumaczył Yoryk? Jak się dowiedziałem, dobry tłumacz powinien przekładać według najnowszych trendów, a nie według klasyków. Przykładowo Barańczak pisze Yorik. Ale czemu to imię to taka wielka sprawa? Z trzech powodów:

  • To po prostu brzmi źle, gorzej niż Yorick i Yorik. Ok, jest to kwestia gustu, ale myślę, że wiele osób się ze mną zgodzi.
  • Od szóstego tomu serii pojawia się zdrobnienie Rick. Czy tłumacz wtedy, w zgodzie ze swoim tłumaczeniem, przetłumaczy Ryk? Czy może zostawi Yoryk zacierając sens? Obie sytuacje są idiotyczne.
  • No i trzecia najważniejsza kwestia – zatarcia symboliki, o której pisałem na forum Alei Kopistów. Brzydko przytoczę, z drobnymi poprawkami redakcyjnymi, swoją wypowiedź:

Imię głównego bohatera jest symboliczne (jak V), tutaj mamy Y – Yorick, Y: ostatni z mężczyzn, ostatni o chromosomie Y w kariotypie. Tego tłumaczyć nie trzeba. Niestety bezmyślność tłumacza doprowadziła do tego, że w Yoryk mamy dwa Y. Czy istnieje układ chromosomów YY? Nie. Ale istnieje kariotyp XYY, czyli zespół Jacobsa. Czy Yorick go posiada? Sami sobie odpowiedzcie. Ale tłumacz nie pomyślał o tej symbolice.

Zdaję sobie sprawę, że ta symbolika nie jest na pierwszy rzut oka taka oczywista. Ale jak już zaczniemy się zastanawiać to nie ma bata, tłumacząc Yoryk popełniamy logiczny błąd.
Menu
Kolejną sprawą jest niechęć tłumacza do radosnego słowotwórstwa. Może to tylko ja, ale wolałbym by podtytuł „Unmanned” był przetłumaczony inaczej niż „Zaraza”. „Unmanned” dosłownie brzmi „bezzałogowy”, ale bynajmniej nie myślę o takim przekładzie. Cieszyłbym się na „Odmężczyźnienie”, albo na „Odsamczenie”. „Zaraza” z jednej strony brzmi bardzo pospolicie, z drugiej sugeruje, że powodem umierania mężczyzn jest choroba, bo skoro epidemia, to powoduje ją choroba zakaźna, takie znaczenie ma to słowo. Tymczasem z tomu pierwszego nie wynika, że powodem wymarcia mężczyzn jest choroba, równie dobrze może to być spowodowane jakimś czynnikiem boskim, bądź magicznym, errorem matrixa, tego się właśnie dowiemy w następnych tomach (Why the last man?). To jest sens tej serii! Tymczasem jakby nigdy nic, tłumacz wali po gałach zarazą. Po raz kolejny kłania się jego bezmyślność i dyletantyzm.

Teraz nadchodzi grand finale, coś co przepełniło czarę, co sprawiło, że nie kupiłem polskiej wersji „Y: the last man”, że bojkotuję tłumaczenia Krzysztofa Uliszewskiego. Chodzi o przypisy, radzę się z nimi zapoznać, bo teraz będę się nad nimi znęcał. Big time.

Większość z tych przypisów podważa inteligencję oraz obeznanie czytelnika. Oczywiście mógłbym to olać i ich nie czytać, ale wtedy wkurzałyby mnie cyferki-odnośniki w tekście. Znowu kłania się brak logicznego pomyślunku u tłumacza – nie wie do kogo i po co pisze. Bo dla kogo on robi takie przypisy? Dla jedenastolatków? Bo tylko oni mogliby nie wiedzieć kim jest Kurt Cobain albo Janis Joplin. A przecież „Y” jest sugerowane dla dorosłego czytelnika, bo są tam faki i bicze, dzisiejsi osiemnastolatkowie i starsi, z taką wiedzą, co to jest Secret Service na przykład, się urodzili! Im nie trzeba tego tłumaczyć. Przypisy, które zrobił tłumacz mają jeden cel – pokazać, ile on się napracował. Bo najbardziej prawdopodobnym scenariuszem (do czego doszliśmy z Gonzem) jest to, że zrobił przypisy do takich rzeczy jak Culper Ring i CDC po czym zauważył, że ma ich tylko dziesięć. No to nastukał bez sensu jeszcze trzydzieści dwa.

Przypisy można podzielić na pewne grupy. Pierwszą są przypisy faktycznie potrzebne, dotyczy to np. numerów: 5, 6, 7, 10, 14, 30. Nie ulega wątpliwości fakt, że nie każdy może wiedzieć czym jest Culper Ring, czy znać skrót SOI. Kolejną kategorią są przypisy tłumaczące aluzje. No i tu jest dramat, bo aluzje są po to żeby je odkryć, a nie pokazywać paluchem, co robi tłumacz w numerach: 1, 2, 4, 12, 23, 24, 25, 26, 28, 35, 36. Dodatkowo w tej kategorii są rzeczy oczywiste jak „Mad Max”, których, z szacunku dla czytelników, nie powinno się podawać.

Następną kategorią jest tłumaczenie oczywistego, czyli np. kim był Kurt Cobain. Są to przypisy: 3, 8, 9 ,11, 12, 18, 19, 20, 27, 29, 31, 33, 34, 37, 39. Dlaczego w wydaniu amerykańskim nie tłumaczą co to Secret Service i agorafobia? Dlatego bo to jest typowo amerykańskie? Ale takie osoby jak Janis Joplin, Harry Houdini i Tori Amos należą do popkultury. Światowej! Po co to tłumaczyć jakby byli to mało znani muzycy jazzowi z lat trzydziestych? A dlaczego tłumacz nie zrobił przypisu do tego kim jest Elvis i Scully? Uznał, że to zbyt oczywiste?
Knajpa w Chinach
Kolejną rzeczą jest tłumaczenie tego, co zostało powiedziane w komiksie. Przykładowo nr 8 – agorafobia, to nic, że jest to bardzo popularny termin, ale w komiksie jest powiedziane czym owa fobia się objawia, po co to tłumaczyć? W tej samej kategorii – nr 12 – to jest powiedziane w komiksie! Nr 25 – pomnik Washingtona przecież jest narysowany, każdy, kto widział chociaż parę amerykańskich filmów, go skojarzy!

A teraz moja ulubiona kategoria, w której tłumacz sam się ośmiesza. Te rzeczy ubodły nie tylko mnie, ale też paru kolegów (w tym rzeczonego Gonza), z którymi na temat „Y” odbywałem małą burzę mózgów. Zaczniemy od końca przypisów.

  • Nr 42, poinformowanie czytelników czym jest kapucynka. Otóż nie istnieje coś takiego jak rodzina szerokonosych. Istnieje rodzina płaksowatych, a ta rodzina należy dopiero do nadrodziny (podrzędu jak już się chcemy uprzeć) małp szerokonosych. Kapucynka jest zatem małpą szerokonosą należącą do rodziny płaksowatych.
  • Nr 41, poinformowanie czym jest syndrom KZ. Nie wiem, jak w ogóle doszło do tego, że tłumacz wrzucił tam syndrom KZ, skoro na kartach komiksu mam czarno na białym „survivor’s syndrome”. Syndrom ocalałego i syndrom KZ mimo że mówią praktycznie o tym samym, nie odnoszą się dokładnie do tych samych sytuacji i te pojęcia powinny być stosowane bardzo ostrożnie, w zależności od niej. Syndrom KZ odnosi się do konkretnych sytuacji masowej zagłady (od KonZentrationslager), syndrom ocalałego do wszelkich innych. Czyli np. gdy w wypadku samochodowym zginą tylko pasażerowie, a w trakcie porodu umrze dziecko, zarówno kierowca jak i niedoszła matka będą zadawać sobie pytanie „Dlaczego oni, a nie ja?” – wtedy powiemy o syndromie ocalałego, a nie KZ. Jaki syndrom jest w komiksie? Moim zdaniem ocalałego, raz – tak jest powiedziane, dwa – tam nie ma oprawcy.
  • Nr 38, tłumacz poprawia autora (sic!). Otóż panie mądry tłumaczu, to nie autor tak twierdzi, lecz bohaterka jego komiksu. Uważam, że autor celowo włożył w jej usta nieprawdę, bo owa bohaterka jest właśnie stylizowana na taką wymądrzającą się sukę. Argumentem za tym przemawiającym jest fakt, że Cunina jest pomniejszym bóstwem i wymagało od autora wysiłku, żeby znaleźć coś tak podobnie brzmiącego, a nieprawdziwego. Było zatem poprawić autorkę wypowiedzi, nie autora komiksu, bo etymologię słowa sobie każdy może sprawdzić w Wikipedii, zarówno czytelnik jak tłumacz-filister.
  • Nr 34, o Tori Amos: „[..]lepiej znana w Wielkiej Brytanii[..]”. Lepiej znana niż gdzie? Niż w Polsce, niż w USA?
  • Nr 24, wytłumaczenie żartu z Lukiem i Leią. Tu tłumacz przekracza wszelkie granice. Skoro daje do tego przypis, to zakłada, że ktoś może „Gwiezdnych Wojen” nie znać (sic!). Ale skoro zakłada, że ktoś może nie znać, to czemu spojluje jedną z najważniejszych rzeczy w Sadze?! Dobrze, że nie powiedział, kto był ich ojcem.
  • Nr 11, skurcze Braxtona Hicksa. Z treści komiksu można wywnioskować czym skurcze te są. Tłumacz ewidentnie posiłkuje się Wikipedią, gdyby tego nie robił nie pisałby pierdół. Skurcze owe mają dużą siłę dopiero w drugim-trzecim trymestrze, wcześniej bywają nieodczuwalne i totalnie nieregularne (nie można mówić o żadnej częstotliwości). Pomijam fakt, że przecież każda kobieta ma inaczej i jedna zacznie je czuć w 5. a druga 8. miesiącu.
  • Nr 9, ma’am. Raz – przecież to oczywiste. Każdy, kto widział jakikolwiek western, czy film, którego akcja dzieje się w Texasie, to wie. Ale jest jeszcze druga sprawa – gdyby tłumacz przełożył ma’am na pszepani, albo psze pani, nie byłoby potrzeby robienia przypisu.

Moje rady: mniej Wikipedii, więcej logiki, aluzje należy zostawić do odkrywania czytelnikom, a nie podawać wszystko na tacy, by pokazać jakim to się jest wspaniałym i obytym tłumaczem. Bo z takim roztłumaczaniem można wpaść w pułapkę – np. nie wytłumaczyć wszystkiego, mimo dawania takiego sygnału (42 przypisy, to jakiś rekord?). A to tłumacz właśnie zrobił, gdzie – nie zdradzam, by nie zabijać aluzji. Niech tłumacz będzie tylko tłumaczem, nie natrętnym nauczycielem.

komentarze 72

  • Przypis 37 – Bobby FisCher, panie U.

  • O, fakt, umknęło mi w amoku ;).

  • O Eels też jest przypis?

  • My hovercraft is full of eels :D

  • a kto wie, jak został przetłumaczony staaary jak świat dowcip o łodziach podwodnyhch (what’s long and hard and full of semen)? :D nie pamiętam już, w którym to numerze było, jak do Australii płynęli w każdym razie.

  • To nie w pierwszym. Pewnie się przekonamy…

  • Ej, poważnie pytałem.
    Skoro jest przypis przy Cobainie to nie wiem czego się spodziewać.

  • Nieno, jest to co widać na załączonym zdjęciu ;)

  • Aj waj,
    zdjęcie!

  • JAPONfan

    przypis 28. Jak przez internet kogos dziabnąc nożem?
    Choc przepraszam akurat ten przypis burzy teorie ze tlumacz posiłkuję sie wikipedia. Bo nawet kurwa tam pisze „o co cho z truskawkowym polem”.
    Choć moze w komiksie chodzi o central park.
    przypis 38. Kunt a moze Kanut? bo tak tez nazywa sie tego KRÓLA kurwa norwegów.

  • Japon – nie wiem czy serio piszesz, czy nie ;). Ale tak serio to pochodzi od słowa kunta. Podobno. Chodzi mi raczej o to, że tłumacz „poprawia” autora.

  • co do Eels – to właśnie zabawne jest. Tłumaczy Uliszewski Cobaina, Joplin. Tłumaczy Harrisona. Ale Lennona już nie. Eelsy są potem, i pewnie już mu się nie chciało kolejnych 20 zespołów roztłumaczać plebsowi. A – Łukasz – fajnie się dowiedzieć że moja teoria spiskowa o powodzie powstania przypisów jest naszym wspólnym wnioskiem :D

  • Bo ja kurczę tak samo myślałem, ale żeś to powiedział wcześniej ;P.

    I dlategóż zostałeś zacreditsowany w odpowiednich miejscach :).

  • JAPONfan

    Alez ja zawsze jestem poważny. Jak pogrzeb poborcy podatków.
    No dobrze może mi (bo wiem) to sie kojarzy z Kanutem. Bo najpierw pisze o cuninie jako osobie a potem o staronordyckim „Kuncie” i ja od razu myslę ze ów Kunt tez był jakąś osobą. A ze wiem że staronordycki to był „Knut lub tez Kanut” a to był jego Knarek.
    Zreszta sprawdzilem sobie na wikidicky. I jest, tylko ze troche wiecej o pochodzeniu slowa niz „staronordycki knut”.
    Nie ma to jak kurwa napisac ze Harrison był gitarzysta Beatlesów. Potem nic kurwa nie nagrał i Traveling Wilburys nie założył i nie finansował filmów Monthy Pythona.

  • Ano plask.
    To teraz rozumiem czemu tego Kanuta wyciągnąłeś, faktycznie jest napisane tak, że od „kunta” a nie „słowa „kunta””.

  • Żeś się przejechał Łukaszu… To teraz nie wiem, czy wesprzeć młodą zdolną oficynę czy teł łykną oryginał z emejzona lub nawet od Buców. :)
    Jutro przekartkuję i pewnie i tak kupię polską wersję… Taki popkulturalny patriotyzm.

  • Ja polskie wydanie kupiłem, jestem w stanie wznieść się ponad dziwaczną fantazję tłumacza przy czytaniu komiksów.

  • Z tego co widzę to wychodzi, że tłumacz po prostu nie wyłapał większości „smaczków”. A to co skojarzył to i opatrzył przypisami.

  • loool o mało co się nie zbłaźniłem bo chciałem napisać że drażni mnie tłumaczenie IDF na polski, po czym przyszło mi do głowy że przecież IDF to też tłumaczenie jest :D

  • karolkonw

    ale rpzeciez ten koelś to jakiś palantinio bez inwencji pomyslu …mozgu?

  • Cóż, właśnie zobaczyłem, że do nowego Authority pan U. zrobił przypis kim jest Tony Blair…
    Może on, jak jedna z postaci z nowego A., zakłada, że „Komiksy są dla debili”.
    -_-

  • Przesadzacie chyba z jechaniem po kolesiu, różne matołki czytają komiksy i mogą niektórych odniesień nie zrozumieć. Lepiej za dużo przypisów niż za mało.

  • „Lepiej za dużo przypisów niż za mało.”

    O, to zasada, której się trzymam w moich pracach rocznych!

  • Windom – są granice. stopień jaki osiągnął ten pan jest już poza nią. brakuje tylko przypisu typu ‚Waszyngton – stolica USA, siedziba konresu cośtam cośtam’.

  • ładnie wypunktowane, strach mi teraz kupować, a miałem ochotę… jeszcze na Was wydawnictwo naśle płatnych zabójców za antyreklamę ;-) chyba skuszę się na oryginały i to w komplecie za jednym zamachem. A tak ogólnie to miałbym sprawę, ale to mejlowo się zwrócę, senhor KMH.
    pzdr888

  • JAPONfan

    NO to niech robi odniesienia do wszystkiego jak zauwazyl gonz. I troche wiecej niz „gitazysta the Beatles” bo moze w komiksie odnosza sie do Harrisona z okresu Traveling ktore bylo w stanch dosc popularne.

  • qba: to się zwróć, ariba ariba!

  • „O, to zasada, której się trzymam w moich pracach rocznych!:
    O, Ty też. :D

    @qba – kup, nie jest tragicznie. Treść Authority rekompensuje tłumaczenie (Y: pewnie też, przeczytam dziś)…
    Poza tym przypisy są z tyłu na ostatniej stronie – wydrukowane biało na czarnym. Można więc wziąć czarny marker i… :)
    Trzeba wspierać polski ryneczek!

  • przychylam posta. Tłumacz wykazał się przerostem ego i traktowaniem czytelnika jak półgłówka, prostaczka nie wiedzącego o Świecie tyle co on (koń by się uśmiał, a ze śmiechu zdechł), ale ja tam nic do samej treści raczej nie mam. Chyba.

  • Ale to nie jest trochę tak, że patrzycie na tego gościa głównie przez pryzmat głupot jakie wypisuje w komentarzach na Alei Kopistów?

  • Nie do końca, bo ja na niego tak nie patrzę. To, że on tam pisze pod takim-a-takim pseudonimem to jest MOCNE przypuszczenie. Zawsze się mogę mylić. I dlatego głośno nie mówię co, kto, gdzie, jak.

    A spójrz na Y Str. 30, kadr 2, 5 sekund, powinno być 4. Inna beczka – matka Yoricka jest w Kongresie reprezentantką, a tłumacz podobno tłumaczy „senator”. A tam czarno na białym „representative”. Nie wie, że są dwie izby (co w komiksie jest zaznaczone)? A w przypisach tłumaczy jak to częściowo działa system USA. No kurdesz!

  • akcja z poprawianiem autora/postaci to mi przypomina moją kochaną mamę, co nie może obejrzeć Last Action Hero bez wkuwienia się, że koleś mówi „zwrot o 360 stopni”… i w ogóle mi to przypomina wszystkie przygody z korektą:P

  • A co on wypisuje na Alei Kopistów?

    Bo ja nie w temacie.

  • @kmh – nie znam komentarzy na Alei. W ogóle do czasu wydanie Y i A. nie znałem pana U. Zazwyczaj tłumaczenia nie przeszkadzają mi na tyle (może nie licząc niesławnej\ego orkinaugorze z Mandry) żebym sprawdzał kim jest ta osoba i co wypisuje…

  • Rob: miejska legenda głosi, że Uliszewski to anglofil :)

  • Pan Krzysztof przysłał mi obszernego maila, w którym odpowiada na moje zarzuty i poszczególne komentarze w mailu. Niestety nie mam teraz czasu żeby to jakoś ogarnąć i zedytować, bo jest tego dużo, a ja siedzę w robocie. Także stay tooned.

  • Przychylam posta o korektorze. A co do Kurta C., to nasze pokolenie doskonale wie kim był ale to młodsze od neostrady to niekoniecznie.

  • co do str. 30 facet wali do niej „pani kongresmen” – w dymku zmienia się w „przepraszam, pani brown”. ona odpowiada „…przedstawicielka kongresu…” (hę?!) – odpowiada w wersji genderowej reprezentantka (bez genderyzacji reprezentant jest). i dalej lecimy już z poprawnością polityczną, a nie z genderem (cóż może za dużo było przypisów i stwierdził, że ten trza usunąć).
    z „cipą” mamy dalej znów problem. s. 111 – pojechanie „pizdą”, a potem na następnej stronie gadki o „cipie”, we wspominanym już temacie.
    kłania się w przypisach jeszcze jedno: przypis 26 – tłumacz przyznaje się do robienia w chuja ludzi w tłumaczeniu fablesów i przy okazji odrobienia lekcji z dyskusji na gildii. choć teraz wyłania się groteska: mockingbird=cook robin=drozd.

  • @kas – Tylko, że ten komiks jest właśnie sugerowany dla ludzi powyżej 18 roku życia. Bo przekleństwa i treść. A ci ludzie wiedzą kto to Kurt właśnie. Więc tu jest logika pogrzebana.

  • ok, tłumacz tłumaczem, ale po nim jest jeszcze korekta i tzw. redaktor wydania, tak? Więc korektor nie, ale już redaktor wydania to chyba zajmuje się ostatecznym wyglądem m.in. tłumaczenia (wycina albo sugeruje przypisy etc.), tak? Więc co, nastapiła zlewka na tym etapie? Czy też zawiodło bezgraniczne zaufanie do tłumacza?

  • @lukaszb
    1. Niby tak ale to jest tylko sugerowane. Nikt dowodów przy sprzedawaniu komiksów nie sprawdza.
    2. Za pięć lat dzisiejsze 13 latki będą miały lat 18 i chociażby z tego powodu warto, żeby dowiedziały się kto był liderem Nirvany. Jakoś jestem przekonany o tym, że będą kojarzyły kapelę ale wokalistę to już nie za bardzo.

    Nie to, żebym bronił tłumacza. Nie chcę i nie mam zamiaru tego robić. Uważam tylko, że te przypisy (dla nas zupełnie nieprzydatne – wtedy marker;)) dla innych mogą być odkryciem ameryki. Nie przeszkadzają mi, chociaż chciałbym, żeby nie pojawiały się w nich takie ewidentne byki jak te wytknięte w artykule.

    Pozdrawiam

  • ale no to gdzież konsekwencja? tłumaczy kto to cobain, nie tłumaczy kim jest scully? chyba że pan U pomyślał że scully to drugie imie kobiety Yoricka. Skoro rozpisuje się o pierwszych czterech zespołach i muzykach pod pomnikiem, to czemu nie tłumaczy 10 następnych?

    @kas – nie zakładajmy że dzisiejsze 10latki za 10 lat będą społecznie upośledzone. Ja dziś wiem nie tylko że basista metalliki co w latach 80tych zginął w czasie wypadku na trasie to był Cliff Burton, ale znam też Beatelsów, Hendrixa, Zeppelinów i innych kolesi. Wiem kim jest Janis Joplin, a kobieta już trochę czasu nie wydaje nowych płyt, no nie?

  • @gonz – i w związku z tym uważasz, że pozostała część społeczeństwa też jest w posiadaniu tej wiedzy? Szczerze w to wątpię. A co do upośledzenia społecznego obecnych 10(nasto) latków, to nie mam żadnych złudzeń. Wystarczy spojrzeć na bzdurne komentarze w necie i coraz niższy poziom kształcenia.

  • Podkreślę jeszce raz. Nie bronie tłumacza. Jeżeli już zdecydował się na takie szerokie podejście do tematu przypisów, to powinien być konsekwentny w swojej pracy.

  • JAPONfan

    Jak spiewal Lennon „Well, you know
    We’re doing what we can”. Albo niech tlumaczy a) wszystkich b) wiecej niz pierdniecie. Bo jak widac o Beatlesach troche tam jest. To mozna by napomknąc ze „strawberry field” to tytul ich piosenki. Czy ze „szeregowiec Benjamin” to komedia a jazke tylko ze film. Bo nie wiem czy tlumaz wie ale sa tez sztuki teatralne ktore sa komediami.
    Jak mawia moj dziadek „albo robisz cos dobrze albo to pierdol”

  • @kas – każde kolejne pokolenie narzeka na coraz niższy poziom krztałcenia, schamienie i barbarzyńswo młodziezy, aż dziw że jeszcze umiemy czytać i pisac. Zamiast siedzieć na podwórku część młodzieży siedzi online. Nie gra w gałę, nie maże po ścianach, wypisuje bzdurne komentarze na sieci. Nie jest to miarą absolutnie niczego. Po prostu wcześniej nie wiedzieliśmy ilu przygłupków chodzi po świecie, teraz wiemy, ale to nie znaczy że nagle jest ich więcej.

    Co do konsekwencji – już wytknąłem jej brak.

    Pozostała część społeczeństwa – wyjaśnij kim jest ta pozostała, a kim jest jego główna część o której wspominasz, bo nie jestem w stanie argumentować operując abstrakcyjnymi uogólnieniami (zakładam ze nie odnosisz się do tych 10latków, bo do nich odnosisz się później). pozostała w stosunku do mnie? jakoś nikt tu nie broni tłumacza słowami ‚jak to dobrze że mnie poinformowano kim jest George Harrison, bo nie wiedziałem’, tylko co druga osoba czuje się potraktowana jak idiota. też tak mam. wynika z tego że nie należę do mniejszości.

    Kolejna rzecz – komiksy zwykle czytają studenci, osoby przynajmniej przyzwoicie sytułowane itd. zwykle są to osoby obyte do przynajmniej tego stopnia, by wiedzieć że gdy ktoś mówi o głosowaniu na Hillary, to domyśla się że chodzi o panią co teraz by chciała być prezydentem. Naprawdę, to obraza dla inteligencji odbiorcy.

  • a powiedzenie dziadka zacnę, gdzieś sobie to zapiszę jako mądrość przodków.

  • @gonz – Przecież doskonale wiesz co mam na myśli. Nie uważasz chyba, że całe społeczeństwo wie kim były osoby, które wymieniłeś?
    Nie uogólniam a raczej Ty to robisz pisząc
    „komiksy zwykle czytają studenci, osoby przynajmniej przyzwoicie sytułowane itd. zwykle są to osoby obyte do przynajmniej tego stopnia, by wiedzieć że gdy ktoś mówi o głosowaniu na Hillary, to domyśla się że chodzi o panią co teraz by chciała być prezydentem”.
    Ładnie to brzmi, szczególnie jak się przynależy do tego grona ale czyż nie jest to właśnie uogólnienie?
    Co do poziomu kształcenia, to nie jest to tylko moje odczucie. Takie są fakty.

  • Ale gonz nie jest studentem (już) i nie uogólnia. Takie są statystyki. Większość ludzi, którzy czytają komiksy w tym kraju to mężczyźni w wieku 18-dwadzieścia ileś lat. I do tego studenci. Może mi się uda znaleźć te statystyki, bo z rok temu czytałem taki artykuł chyba.

  • Większość to przecież nie wszyscy :)

  • zastanów się jak wyglądały by filmy, książki, prasa, portale, normalnie wszystko, gdyby autorzy tekstów zakładali że 5% odbiorców może czegoś nie zrozumieć. Przypisy w Y są, czyli autor uważa że większość odbiorców nie zrozumie. no i wynika że jest w błędzie.

    i nie, nie wiem co masz na myśli. nie odpowiedziałeś mi kogo uważasz za pozostałą część społeczeństwa, a kogo za trzon o którym mówimy. Pozostali czyli gospodynie domowe, robotnicy budowlani, emeryci, osoby niepiśmienne? ppozostali czyli nie czytający kkomiksów? no trudno, najwyżej nie dowiedzą się nagle jakiejś powszechnie zznanej rzeczy.

  • użyję jeszcze jednego porównania. albo dwóch. tłumaczenie ‚Fear and Loathing in Las Vegas’. Tłumacz tłumaczy co to jest Circus Circus. Kim byli jacyś działacze polityczni czy społeczni tamtych lat. Nie tłumaczy kim był Kennedy, na czym polegał ruch hippisowski, o co chodziło w wojnie w Wietnamie. wyszedł by na cymbała, traktującego czytelników swojego tłumaczenia jako półgłówków.

    Inna rzecz – sam jestem dziennikarzem co prawda, nie tłumaczem, ale zabierając się za jakiś temat, staram się odbiorcę wprowadzić w zagadnienie. Ale nie tłumaczę mu tego jak idiocie. Zakładam że ktoś, do kogo dotrę, MYŚLI. Jeżeli nie myśli to i sam materiał który przygotowuję jest mu potrzebny jak futro latem.

  • Pozostali, czyli np. mój nastoletni kuzyn, którego nie interesuje sytuacja polityczna w stanach, w związku z czym nie wie, kim jest Hilary. Slucha muzyki hip-hopowej, wiec siłą rzeczy nie wie kim był Kurt aczkolwiek słyszał o Nirvanie.

    Doskonale wiesz o czym pisałem. Nie próbuj wciągnąć mnie w jakąś bezsensowną wojenkę. Pozdrawiam i kończę.

  • nie wciągam w żadną wojnę, tylko twierdzę że w czym jak w czym, ale w kwestii co ja wiem a co nie, to mnie nie przekonasz że się znasz lepiej.

  • JAPONfan

    Hmm to na co mu przypis o tym kim byl Harrison skoro i tak nie bedzie wiedzial kim byl Lennon?
    Choc gdyby byl true hip-hopowcem to by nie potrzebowal bo znalby taka plyte jak „DJ Danger Mousse >>Grey<<” czyli IMHO calkiem udany remix czarnego ablumu Jay-Z i białego Beatlesow.
    Słucha ostrego rocka? Prosze bardzo Lemmy Kilmilstrem spiewal goscinnie w Probocie projekcie lidera Foo fighter ktory byl perkusista Nirvany.
    Takie przypisy jak sa w Y mozna w buty wlozyc. Jak powinie wygladac przypis? Wystarczy siegnac do Ghost World (ktore w nawiasie mowiac jest przeciez skierowne do jeszcze bardziej oczytanego i dojrzalego czytelnika) i przeczytac co tlumacz ma do powiedzienia o Weird Al Yankowicu.

  • Moi drodzy.

    Przypominam, że żyjemy w epoce Internetu.

    Toteż nawet jak ktoś poblednie z przerażenia, widząc takie nazwiska jak „Kurt Cobain” czy „Hillary Clinton”, to z pomocą przyjdą mu Google i Wikipedia.

    (sam czasem posiłkuję się powyższymi przy lekturze, nie tylko komiksów)

  • Właśnie. W komiksie znaleźć się winny przypisy tylko do tego, co jest nam konieczne do zrozumienia fabuły – nazwy organizacji, ważne nazwiska postaci hist. związanych z bohaterami. Mają być o to, by komiks dało się czytać w pociągu, nie mając wikipedii pod ręką. Reszta terminów, nazwisk – zgodnie z rozważaniami o szerokim i wąskim kontekście – może nam tylko ten komiks dosmaczyć, jeśli sami zechcemy sprawdzić gdzieś, o co chodzi…

    Dla statystycznego czytelnika nie jest ważne, kto jest upamiętniony na obelisku – liczy się info, że zginęli sławni muzycy, które i tak wynika z dialogu. A jak ktoś zna te zespoły, to w mig załapie ile i jakich fanek zostało osieroconych po takim Jaggerze. ;-)

  • Zgadzam się z Robem i Verminardem. Niby od przybytku głowa nie boli, ale trzeba się zastanawiać nad tym, co jest naprawdę potrzebne…

  • Łukasz, co z tym listem od pana U.? Rzuci nowe światło na dyskusję?

  • Sam nie wiem, ciężko powiedzieć. Na pewno lektura będzie męcząca, bo wraz z moimi komentarzami jest tego koszmarnie dużo. No i gdy wrzucę ten wpis, chciałbym tę sprawę zamkąć (jako koniec tygodnia hejtera ;)). Notka jest gotowa, zostanie wrzucona późniejszym popołudniem.

  • Nic ostatnio nie wywołało tylu komentarzy co tydzień hejtera… Przemoc i nienawiść świetnie się sprzedaje. ;-)

  • Tydzień hejtera pytuje.

  • @gonzo – nigdzie nie pisałem, że wiem co ty wiesz, tylko że inni mogą nie wiedzieć tyle co Ty. Mam zasadę, ze jak coś wiem, to do przypisów nie sięgam, bo i po co? Są dla tych co nie wiedzą. Na zakończenie stawiam wirtualne piwko na zgodę (chociaż kłótni to raczej nie było);)

  • English motherfucker, do you speak it?

  • Pier***cie panie drogi autorze – wychodzi tylko twoja bufonada i olewactwo dla ogółu czytelników. Jak dla mnie (i dla osób, które komiksem się nie interesują, a którym pożyczyłem komiks do czytania) przypisy są świetną sprawą. Przy coraz niższym poziomie wykształcenia młodzieży (idź zrób panie autorze tekstu ankietę do pierwszego lepszego gimnazjum odnośnie nazwisk i zjawisk z rzeczonych przypisów) taka forma edukacji jest potrzebna.

  • To nie „forma edukacji”, panie tajemniczy anoniMie. To proteza co najwyżej.

    Głupich trzeba uczyć, nie protezować im braki.

  • Może olewam ogół czytelników. Może. A może nie do końca o to chodzi skoro samo wydawnictwo napisało, uwaga cytuję:

    „Tłumacz sam na bieżąco śledzi opinie na temat jego pracy. Zdecydował się w kolejnym „Y” ograniczyć nieco liczbę przypisów – głównie dlatego, że wyklarowała się nam grupa docelowa; wiemy mniej więcej, jakie osoby kupują ten tytuł, wiemy także, że oni nie potrzebują tak szczegółowych adnotacji. Nie zamierzamy jednak z nich całkowicie rezygnować. Przygody Yoryka naszpikowane są odniesieniami do dzieł kultury XX wieku i nie oszukujmy się – mało kto wyłapie je wszystkie”.

    Także jeżeli ja, pisząc ten tekst olewałem ogół, to wydawnictwo przy następnych tomach ograniczając liczbę przypisów (czyli robiąc to, o co mi głównie chodziło) też to robi, aj?

    I to nie jest kwestia edukacji.

  • JAPONfan

    M.: Chcesz powiedziec że nie wiesz kim był John Lennon?

Dodaj komentarz