Komiksy · Filmy · Gry · Anime · Manga · Muzyka · Książki · TV · Wywiady · Warszawa

Ciężki los spekulanta


kapitan komiks, varia · komentarze: 44

Kapitan Komiks
Wiecie co zrobić z tym nagłówkiem, słodkie Wy mysiepysie.

Jestem w stanie sobie wyobrazić powody, dla których Egmont zaczynając wypuszczać szaleńczo drogie komiksy ogłosił, że będą one w limitowanych egzemplarzach. Psychologia rynku i marketing dla opornych w dwa semestry są w stanie wbić każdemu handlarzowi do głowy, że aby zarobić, musi przekonać klientów o wyjątkowości swojego produktu. Egmont chciał zarobić, więc postawił na błyszczące okładki, wysoką cenę i niski nakład. Wydajesz te 100 zeta z kawałkiem i przez resztę tygodnia cieszysz się obfitym wzwodem. Chociaż ten jeden raz w życiu.

I jestem absolutnie daleki od obwiniania Egmontu za to, że chciał zarobić na swoich komiksach.

To co jednak mnie nieco zdziwiło, to że zamiast w spokoju wydać tych nieszczęsnych mistrzów komiksu w drugiej, bardziej budżetowej serii, Egmont, ustami Tomka Kołodziejczyka pod koniec lutego zaczął lekko kokietować, że chciałby, ale się nieco boi czytelników, i czy to w ogóle wypada, że zawiedzione zaufanie i tak dalej.

I w sumie zaskoczyły mnie dwie rzeczy, jedna pozytywnie, druga negatywnie. Pozytywnie mnie zaskoczyli ludzie siedzący na forum Gildii, którzy spokojnie, całkiem zgodnym głosem powiedzieli, że nie widzą problemu. Szczerze powiedziawszy spodziewałem się rozdzierania szat w stylu tych nielicznych głosów kolekcjonerów, który okazały się dla mnie właśnie tą negatywną niespodzianką.

Tak czytałem sobie te kolekcjonerskie wypowiedzi ze wspomnianego marcowego tematu z Gildii, a także z niedawnych komentarze na Alei Kojotów i się dziwiłem, o co chodzi. I doszedłem do wniosku, że ci jęczący męczennicy mają tyle wspólnego z kolekcjonowaniem, co ja z degustacją alkoholi.

Na scenie hcpunk od dłuższego czasu trwa triumfalny pochód kolekcjonerów winyli, którzy kupują każdą możliwą edycję płyt swoich ulubionych wydawców. W różnych kolorach tworzywa, różnych okładkach, różnych wydaniach.

I powiedzcie mi, co to jest za kolekcjoner, który gdy słyszy, że będzie miał możliwość kupienia jeszcze raz tego samego komiksu w innej oprawie, to zaczyna odwalać Rejtana, że mu kolekcja na wartość straci? To co jest ważniejsze, fakt samego zbieractwa, czy ilość kasy jaka w tym siedzi?

To nie jest kolekcjoner, tylko cholerny spekulant, który kupił te komiksy tylko po to, aby je za jakiś czas sprzedać na allegro za te kilkadziesiąt zeta więcej. I w sumie nie powinienem ich winić, że dbają o swoje interesy, ale naprawdę – są bucami i tylko degenerują jeszcze bardziej ten znojny padół łez. Pomylili branże, powinni się realizować w nieruchomościach.

I jeszcze to pitolenie o Egmoncie, który tą całą kolekcjonerską hucpą niby uratował rynek. Bo gdyby Egmont ich nie wydał, to na pewno timof, Kultura Gniewu, Manzoku, Mucha i cała reszta siedziałaby z założonymi rękami. Litości!

Niedziela sześć dziesięć dziewięć


niedziela · komentarze: 13

wiadomosci

Wsi spokojna, wsi wesoła

* W piątek razem z Gonzem rozegraliśmy w trójkę partyjkę „Dungeoneera”, było bardzo fajnie, choć zanim ktokolwiek wykonał jakieś zadanie, to już wszystkie postacie były jedną nogą w grobie. W Grobowcu Króla Nieumarłych. Nieco nierówna i losowa, ale zabawna gra.

* A skoro jesteśmy przy planszówkach, to być może część z was ucieszy wieść, że „Magia i Miecz” ma być ponownie wydana.

* I jeszcze historyczny żarcik.

* No i Marek Turek, borykający się z problemem jakim jest utrata kontroli nad tym, kto czyta jego komiksy, dokonał następnego coming outu – przeniósł się na blog z działającym kanałem RSS. Witamy w web 2.0!

Myślę, że na następny album Turka powinny być kartki albo zamknięta lista.

Pitu-pitu od Łukasza:
# Jutro do sprzedaży trafia nowy pakiet Egmontu. Co się w nim znajdzie? Sprawdzone tytuły takie jak „XIII” i „Thorgal”, ale także „Hellblazer” i „Batman i Syn” – mnie najbardziej interesuje oczywiście „Hellblazer”. Ale tutaj Egmont strzela sobie samobója – w kontekście „Batmana i syna” pisał o tym godai. Z godaim się zgodzę, z tą różnicą, że niepocięte „Batman i son” to można mieć już za 32 złote, to nic, że amerykańska premiera za miesiąc. „Dangerous Habits” mogę sobie zamówić z Amazona za 32 złote. Zamiast 49 złotych okładkowej i 37 po zniżce w CK. Te różnice cenowe są przerażające.

# Na dniach wyjdzie nowy pakiet KG. Tam dwie obowiązkowe pozycje: „Numer 73304-23-4153-6-96-8″ Otta i „Na szybko spisane 1990-2000″ Śledzia. Kultura, w przeciwieństwie do Egmontu, udowadnia, że cenowo jest konkurencyjna. „Numeru…” nie opłaca się ściągać zza granicy, tutaj jest nokaut Kultury w stosunku do Amazona: 42,31 złotego do 52 złotych, a „NSS 1990-2000″ ma taką samą cenę, jak pierwsza część ponad rok temu. I można dostać świetną torbę! Muszęjąmieć!

# Ze świata komiksowego filmu. Wyszedł kolejny TV spot „The Dark Knight”, alternatywny trailer tego filmu, trailer „The Punisher 2: War Zone”, oraz behind-the-scenes „The Incredible Hulk” z Lou Ferrigno. Aha! I dwa nowe trailery „Hellboy II: The Golden Army”. Można też zagłosować na najfajniejszą reklamę Veidta stworzoną przez fanów, najlepsze zostaną wyświetlone na ekranach telewizorów w „Strażnikach”. Uff.

# Na sześćdziesiątą dziewiątą niedzielę przygotowałem coś, a jakże, zboczonego! Bardzo sympatyczne, pod względem wizualnym i fonicznym, video, w którym czadu dają Fatboy Slim, Dizzee Rascal oraz kupa ładnych ludzi:

Incredible Hulk


film · komentarze: 16

hulk

Będąc młodym dziennikarzem nowych mediów dostałem od naczelnego wejściówkę na przedpremierowy pokaz „Incredible Hulka”. Będąc równocześnie młodym redaktorem naczelnym podrzędnego bloga, zjadającego resztki z pańskiego stołu ucztujących komiksowych serwisów informacyjnych, zawołałem Łukasza, to jest mojego podwładnego, jakoby, i całą redakcją poszliśmy do kina. To jest w dwie osoby.

więcej…

Wszystko, co chcielibyście wiedzieć o piłce…


papier · komentarze: 22

Raczkowski
Euro 2008 jest dobrą okazją, by przypomnieć sobie wydarzenia sprzed dwóch lat. Nie mam oczywiście na myśli nieudanego dla nas Mundialu, lecz wydanie przez Kulturę Gniewu antologii o tematyce piłkarskiej. Zbiór wyszedł jako następstwo konkursu, a premiera odbyła się w kawiarni Chłodna 25 w dniu meczu z Ekwadorem. Można tam było spotkać się z autorami (np. Tomkiem Niewiadomskim w czepku), były też rzadko wydające sławy polskiego komiksu i jakiś zmarźlak, co w czerwcu chodzi opatulony w szalik. Wtedy też tam byłem, komiks nabyłem, piwo wypiłem. Co do komiksu – odświeżmy sobie pamięć, przypomnijmy te kilkadziesiąt komiksów i pogadajmy o nich w przerwie kolejnego meczu. Do zilustrowania wpisu użyłem rysunków Marka Raczkowskiego, którego komiks zdobi okładkę ww. wydawnictwa.

Po futbolową antologię sięgnąłem tuż przed meczem z Niemcami i był to najfajniejszy akcent zeszłej niedzieli. Mimo że, jak każdy zbiór, poziom jego jest nierówny (i nie odkrywam tu Ameryki) – warto było do niego wrócić. Mogłem zestawić niegdysiejsze prace autorów z tym, co wiem o nich dzisiaj.

Jednymi z ciekawszych rzeczy w „Wszystko…” są paski Roberta Trojanowskiego, które są umieszone pomiędzy poszczególnymi rozdziałami, oraz jednoplanszówki Piotra Janowczyka i Krzysztofa Chimkowskiego pt. „Porady trenera Kazimierza”. Pierwsze operują zabawnymi skojarzeniami i nienachalnym humorem, wyszły z tego świetne shorty. „Porady…” są bardzo proste i śmieszne, a rozczulające „Kochane chłopaki” bierze mnie za każdym razem.

Kolejne mocne rzeczy to „Tymek i Mistrz” wiadomego duetu i „Dobra rada trenera” Frąsia. Frąś jak zawsze zachwyca mnie rysunkami, ale jednocześnie patrząc na jego ostatnie dokonania („Stan”, konkurs na komiks autobiograficzny) można powiedzieć, że pomimo tworzenia ciągle w tym samym stylu, wciąż się rozwija. Marek Lachowicz jak zawsze trzyma poziom swoją niemą i kolorową „Grand bandą”, tak samo jak „Finał fantazy” Śledzia i Krla. Zatem – znana i lubiana ekipa nie zawodzi. Do tego samego wora należy również wrzucić „Blakiego” Skutnika i Konwerskiego i komiksy Tomka Niewiadomskiego. Co ciekawe, Niewiadomski nie do końca trafiał do mnie ze swoim „Ratmanem”, teraz ujął mnie szczególnie „Kocimi snami i pucharem Afryki”.

Motywem dość oczywistym i pojawiającym się w paru komiksach, jest pomylenie piłki z głową a głowy z piłką, wkopanie głowy do bramki i umieszczenie piłki na karku. Mówię tu o komiksach Janka Kozy, Krzyśka Ostrowskiego i Tymka Jezierskiego. Wszystkim udało się mnie zabawić, mimo tak ogranego pomysłu. Są to komiksy lekkie i przyjemne. To samo można powiedzieć o pracach Asu, który wystąpił w czterech kilkuplanszówkach. Porównując je jednak z tym, co robi teraz, można powiedzieć, że są mocno średnie. Nietuzinkowo tematykę ogarnęli Bereźnicki swoim „Snem piłkarzyka” i Kubasik „Piłką nożną”.
Raczkowski
Prócz wymienionych powyżej, spodobały mi się historie „Zemsta” Będkowskiego, oraz „Fernenc” Kurca i Kosowskiego. Szczególnie ta druga, która bazuje na dość prostym pomyśle, ale jest bardzo sprytnie opowiedziana. Jest to jeden z tych „głębszych” komiksów i jeden z moich ulubionych z antologii.

Cóż poza tym? Empro udowadnia, że nie umie opowiadać i rysuje średnio. Daniel de Latour świetnie operuje medium, ale kreska jest do dopracowania. Surma robi dobry kolor, a Piechnik zna się na rysunkach. Truściński z Kłosem mieli swój – wyeksploatowany już wtedy, ale czasem fajny – styl, a Grzeszkiewicz, o którym było niedawno głośno, potwierdza, że ciska niesamowicie i potrzebuje scenarzysty.

Co z pozostałymi komiksami? Wszystkie mają swoje mocne strony, ale mają także te słabe, które zaważyły na moim odbiorze. Jak już kiedyś powiedziałem np. Sieńczyk do mnie nie trafia. Jest też parę takich totalnie amatorskich komiksów („Nadzieja osiedla”, „Mecz”), które pojawiły się chyba tylko po to, by podtrzymać powiedzenie o nierównym poziomie antologii.

Tak jak nie lubię piłki nożnej i mecze oglądam co dwa lata (Euro i Mundial), tak samo nie lubię wszelkich antologii. Ta jest na pewno warta przeczytania, tak samo jak warto jest oglądać tegoroczne Euro. Bo z takimi wydawnictwami jest jak z Mistrzostwami Europy, można trafić na takie nudy jak Francja – Rumunia, ale też na tak ciekawe komiksy, jak mecze Włochy – Holandia i Hiszpania – Rosja.

There she is!!


film · komentarze: 2

there she is!!

W historii internetu pojawiło się wiele flashowych animacji, które zyskały masową popularność, choćby Badgerbadgerbadgerbadger czy pochodząca od tego samego autora Kenya. Can you believe it? To już niemalże klasyka.

Z tego samego okresu pochodzi też koreańska kreskóweczka „There she is!!”, mająca już na karku z pięć lat. Myślę, że wielu z Was musiało kiedyś się na nią natknąć przynajmniej z raz. To jedna z tych uber pozytywnych rzeczy, które świadczą, że internet nie jest tak do końca zły. W skrócie, film opowiada o trudnym uczuciu jakie połączyło pewną króliczkę i kota żyjących w świecie, który nie toleruje podobnych związków.

Cały bajer polega na tym, że ten jeden filmik to nie wszystko. W lutym 2005 powstała część druga „cake dance”, a niecałe dwa tygodnie temu świat zobaczył część trzecią o podtytule „Doki&Nobi”. Oba to właściwie krótkie teledyski opowiadające o dalszych krokach pary głównych bohaterów, głównie o przezwyciężaniu kolejnych uprzedzeń kota – Nobiego. Z odcinka na odcinek krystalizuje się też galeria bohaterów drugoplanowych, jak krewni i znajomi, nomen omen, królika.

Strasznie pozytywna, mnie nawet momentami rozczulająca rzecz. Tylko szkoda, że na kolejne odcinki trzeba czekać średnio trzy lata. Więcej informacji i bajerów można znaleźć na domowej stronie twórców filmików – trzyosobowej grupy SamBakZa.

I ten koreański rock. To dziwne w sumie, że ichniejsza liga starcrafta posiłkuje się w czołówkach amerykańskimi kapelami posthc i screamo.

Armada #3 – W trybach rewolucji


papier · komentarze: 9

w trybach rewolucji

Bez kitu, Egmont wydając jeszcze raz dwa pierwsze albumy „Armady” odświeżył dla rynku całą serię. I tak, w zeszły czwartek spokojnie kupiłem sobie wreszcie trzeci tom. Z tego, co widziałem w Empiku, to tam też na półkach zalega sporo egzemplarzy. Mój, choć kupowany w sklepie komiksowym, też nie jest w nieskazitelnym stanie, parę obtarć na okładce to tu, to tam, ale hej, komiks zalega na półce już od siedmiu lat.

Jako że „W trybach rewolucji” kupiłem w zeszłym tygodniu, to nie jest niespodzianką, że jego akcja toczy się na planecie zamieszkałej przez cywilizację żyjącą w quasi XIX wiecznej epoce industrialnej. Planeta jest skuta lodem, więc skojarzeń z Rosją schyłku carów jest jeszcze więcej. W tym wszystkim mamy Navis, która zostaje wysłana aby zbadać tubylców, którzy przypominają nieco ludzi. Z jednej więc strony jest to kolejne zadanie zlecone przez Armadę, z drugiej okazja dla głównej bohaterki do znalezienia swoich pobratymców.

w trybach rewolucji

„W trybach rewolucji” to dla mnie kwintesencja serii. Pamiętam, że jak kiedyś je gdzieś pokątnie przeczytałem to wywarły na mnie spore wrażenie. Teraz już nie miałem szansy być zaskoczonym przez finał, ale tak czy siak, album stanowi idealne połączenie przygodowej, pełnej akcji fabuły z gorzką, traktującą o ludzkim draństwie treścią. Choć z głównym akcentem na przygodę i przedstawienie egzotycznego zakątka kosmosu.

Powiązanie pomiędzy trzema dotychczasowymi albumami jest luźne, istnieje pewna chronologia, ale nie łączy ich konkretna fabuła, to po prostu kolejny epizod przygód Navis w Armadzie. Naprawdę warto nadrobić, przy okazji zakupu przenosząc się w magiczny świat, gdy albumy ukazywały się w miękkich okładkach i kosztowały 16 zeta.

niedziela 68


niedziela · komentarze: 9

wiadomosci

Emsi Kej:
* Opisywane przeze mnie w styczniu „Fishtown” dobiło do szczęśliwego końca i można zaznajomić się już z całą historią. Mocna rzecz, naprawdę.

* Niewiarygodne i niesamowite, ale Mandragora coś kombinuje ze swoją stroną. Widać, że jest w budowie, bo nie uzupełnili jeszcze całego katalogu wydawnictw, ale już teraz możemy dowiedzieć się, jaka jest pogoda. Tylko nie wiem za bardzo gdzie.

* No i niby mają wydać siódmy tom „Samotnego Wilka i Szczenięcia”, znanego też jako „jedyny komiks z Mandragory na który czekam”, ale zachowuję chłodny sceptycyzm i nie chcę zapeszać. Bo to świetna seria jest naprawdę.

* Szokujące i niespodziewane, ale Manzoku znowu przesuwa premierę kolejnych komiksów. Pakiet jaki chcą zaserwować jest imponujący, tylko pytanie, po co, skoro nie są w stanie się wyrobić. Tyle tego na raz rzucać?

* KRL otrzymuje pizzę od tajemniczych wielbicieli. Jeżeli jesteś naszym tajemniczym wielbicielem, to nam też wyślij, nie krępuj się.

* Jak na moje, to zeszłoroczna antologia komiksu powstańczego wyczerpała temat na następne pięć lat. No ale nie ja odpowiadam za politykę historyczną w tym kraju, więc proszę, kolejny konkurs na komiks o Powstaniu Warszawskim. Pod przewodnictwem Papcia Chmiela i artystyczną dyrekcją Truścińskiego Przemysława. Na pytanie „ile można?” nie ma odważnego do odpowiedzi.

* No i popatrzcie dzieci, ale tajemniczy i nieuchwytny Robert Adler od dziewięciu miesięcy prowadzi bloga. Ale tak raczej średnio na serio.

DJ El:
# Niecały tydzień temu wyszedł nowy, pięćdziesiąty numer Kazetu. Czytania sporo, bo na okolicznościowy numer przygotowano pięćdziesiąt artykułów. Można sobie zajrzeć, najlepiej omijając takie głupoty jak „O komiksach matematycznych”.

# Pojawił się kolejny videojournal filmowych „Strażników”, tym razem pokazujący przygotowania do scen kaskaderskich. Ten palący się koleś to chyba jakaś alegoria Mandragory.

# Chyba jeszcze nie pokazywałem tutaj niczego, co dotyczyłoby filmu „Hellboy 2″, tak też nadrabiam – na przykład nowym trailerem pa ruski. Haraszo?

# Sześćdziesiątą ósmą niedzielą na Motywie Drogi cofamy się o czterdzieści lat. Urodzili się wtedy Will Smith, Vanilla Ice, Lara Croft i Piotr…ee.. Pan Piotr Rubik. Z tej okazji embeduję „Litanię do każdziutkiego na ziemi”. Żartuję, na szczęście Tricky też urodził się w 1968, także „Karmacoma”:

Rozwiązanie konkursu


varia · komentarze: 39

Czułe słówka od Konrada:
Po pierwsze, dostaliśmy znacznie więcej prac niż się spodziewaliśmy. A KRL to już przerósł samego siebie i dostarczył prawie połowę projektów. Za wszystkie bardzo dziękujemy.

Po drugie, najbardziej spodobała nam się ośmiornica autorstwa Roodego, która właściwie nie spełnia żadnego z warunków jakie umieściliśmy na początku. Jak widać, czasem sami nie wiemy, czego chcemy.

Po trzecie, Roody był na tyle miły, że zgodził się rozszerzyć swoje zgłoszenie do rozmiarów pełnego nagłówka, nad którym pracował dziś w pocie czoła. Myślę, że z czasem uda nam się dodawać kolejne postacie do niego.

Po czwarte, wydaje mi się, że ośmiornica jest idealnym logiem dla naszych dalszych zbrodniczych zamiarów. Nasze macki sięgają wszędzie.

I trzy grosze od Łukasza:
W miarę przesyłania przez Was projektów nasi osobiści liderzy się zmieniali. Oprócz loga Roodego bardzo spodobało nam się logo Jarka Obważanka oraz Fafkoolca, również KRL z różowym logiem MD trafił do nas obu. Bardzo sympatycznymi pomysłami był krlowy potworek oraz logo z rastrami. Niestety, na logo się to nie nadawało. Ale jako dodatek do naszego DVD będzie jak znalazł. KRL, w moim przekonaniu, powinien otrzymać jakąś nagrodę specjalną za płodność. Tak czy siak, z konkursu jestem bardzo zadowolony, poniżej galeria z wszystkimi projektami.

Taking Back Bullets


papier · komentarze: 4

bang

Ostatnio wróciłem sobie do „100 Naboi”, na których zatrzymałem się przy „Farbowanym detektywie”, bo grudzień 2006 roku to był czas, kiedy uważałem, że 80 zeta za 144 strony pulpowego komiksu w twardej okładce to zdecydowanie za dużo. Do dziś tak uważam, a oryginał w Multiversum kosztuje o połowę mniej.

To jeden z powodów, dla których absolutnie nie jest mi żal Mandragory.

Niemniej, te pierwsze 36 zeszytów serii, które znam, nie wyjaśniły zbyt wiele, a jedynie namnożyły kolejnych pytań. Wielokrotnie spotkałem się o opiniami, że seria z czasem zaczęła obniżać poziom, ale szczerze powiedziawszy, znowu mam ochotę aby przekonać się o tym na własnej skórze.

No to wchodzę na Wikipedię aby sprawdzić, ile wyszło na zachodzie zeszytów i ile kasy mniej więcej przede mną do wydania, a tu w dziale Cultural References taki fikołek:

Taking Back Sunday named a song after the first set of dialogue, titled „What’s It Feel Like To Be A Ghost?”.

I ja o tym nie wiem?

I tak sobie czytam tekst tego kawałka, i za cholerę nie widzę powiązania. Niedowierzając do końca swojemu angielskiemu zerknąłem jak to wygląda w oryginale, cytat jest dokładny. Ale nadal tematycznego związku nie widzę. Choć w jednym z wywiadów wokalista, Adam Lazzara wspomina o „100 Nabojach”:

I haven’t been able to keep up with the current story arc. I hate it when I get something and then I can’t keep up with it. I tend to just wait until I’m back home and then get everything of the title, up to the current issue, and that tides me over for a while. It happened with „100 Bullets,” I got to a certain point and couldn’t keep up with it because we were travelling so much, so I was just like, „Ok, I’m gonna wait” and then when we had some time off, go and get all the books that I’d missed and get caught up.

Więc może coś w tym jest.

Ale z tym teledyskiem Cobra Starship to już akurat prawda, choć trzeba mieć siłę, aby dotrzeć do tego momentu. Konkretnie 2:15, siedzi Jackson i rzeczywiście trzyma w ręku „Strychnine Lives”.

Loveless #1 – Huczny powrót do domu


papier · komentarze: 26

huczny powrot

Przy okazji komiksu Janka Kłosowskiego z pierwszego numeru „Pirata”, zdałem sobie sprawę, że nieco tęsknie za dobrym komiksowym westernem. Przynajmniej takim poniżej 50 złotych, bo „Bouncera” z Egmontu nie miałem zamiaru kupować. No i tak głodnie ściskało mnie w żołądku, aż do momentu, gdy wziąłem do ręki pierwszy tom „Loveless” i się okazało, że to western. Na serio mnie to zaskoczyło, przez te ostatnie kilka tygodni jednym okiem śledziłem zapowiedzi i myślałem, że to jakiś sensacyjniak.

Wszystkie puzzle układają się zawsze w jedną całość, więc skoro przez cały maj wypruwałem sobie flaki przygotowując się do egzaminu z historii XIX wieku, to fakt, że „Loveless” przenosi nas w pierwsze lata po zakończeniu Wojny Secesyjnej nie mógł być przypadkiem.

To znak od opatrzności, że jednak nie marnuje się na tych studiach.

Akcja toczy się w Blackwater, małym miasteczku w stanie Missouri, stanie o tyle szczególnym, ponieważ w trakcie trwania wojny nastąpił w nim rozłam i część samorządu opowiedziała się za Unią, a część za Konfederacją. Samo miasteczko jest raczej południowe. Główny bohater, Wes Cutter wraca po dwóch latach od zakończenia wojny z obozu jenieckiego i nie jest tu specjalnie mile widziany. Coś złego wydarzyło się podczas jego nieobecności, coś związanego z jego żoną i wiedzą o tym mieszkańcy miasta, wie o tym Wes, ale nie wiedzą o tym czytelnicy. Tak też im dalej w las tym poznajemy więcej zębów wyszczerzonej szczęki tajemnicy i orientujemy się, że Wes ma cwany plan, aby się odegrać na wszystkich i za wszystko.

east clintwood

Wiedzieliście, że to nie Samuel Colt wpadł na pomysł z rewolwerem bębenkowym? Ha, on go tylko nieco udoskonalił, cwaniaczek.

„Loveless” pełne jest zgorzkniałych i zarośniętych kowbojów, złych żołnierzy Unii, rozbestwionych Murzynów oraz nieco bezsensownej momentami przemocy w stylu „jestem tak zły, więc zabije psa bo szczeka”. Wes jest cwanym bohaterem, ale jakoś trudno go polubić przy pierwszym wrażeniu.

Jeżeli chodzi o dialogi, to w ostatnim zalewie komiksów ze scenariuszami Azzarello, „Loveless” najbardziej kojarzy mi się ze „100 nabojami”. Graficznie jest mocno średnio, najbardziej mnie chyba drażni gościnny udział Clinta Eastwooda, który użycza twarzy jednemu z bohaterów bliskiego planu. Wesowi w kilku kadrach również, co jest jeszcze śmieszniejsze. To co jednak zostało świetnie zrobione, to retrospekcje. Na przykład bohater idzie ścieżką i przypomina sobie jak to kiedyś nią szedł i ktoś go gonił i mija cienie tamtego zdarzenia, przebiegłe.

W Stanach wyszło już ponad 20 zeszytów „Loveless” i dwa zbiorcze albumy, z tego co widziałem, to Mucha w Danii wydała na razie tylko pierwszy. Nie wiem więc, kiedy możemy spodziewać się drugiego. Muszę jednak przyznać, że jestem ciekawy, co tam Wes dalej wymyśli.

Jakby ktoś był ciekaw, to ze strony Vertigo można ściągnąć pierwszy zeszyt.